Kącik Rekreanta (część XV) 2022

keirashara, No, no, no, Twój dom będzie lśnił czystością. Jakby tak Rozenkowa wpadła z białą rękawiczką to ani w domowej szafie na końskie rzeczy nie znajdzie paproszka.... 😀
Swoją drogą - podziwiam. W sensie - jak Ty dajesz radę żyć bez prawka? xD
Ja praktycznie mieszkam w aucie, tu jeżdżę, tam jeżdżę.... i nagle do pracy mam 150 km, do konia 60. Nie wiem czy to takie dobre, więc może życie bez prawka byłoby bardziej lokalne. 🤣
Zdrówka dla Kluska 🙂

flygirl, Jak dostaje dużo siana, to nie powinien schudnąć. 🙂 Skoro nie wychodzi na padok, to tym bardziej. Mój w klinice będąc, jeszcze przytył. 😉 Dużo zdrówka życzę!

Tia. My ozdrowieliśmy. Jakby kto miał pytania odnośnie zołzów & worków powietrznych, służę...😓
Tak jakby ten koń miał mało problemów, no dzizas, czemu to zawsze idzie lawinowo. 😭
Na szczęście nie było tak źle, obyło się bez kliniki, ale początkowe rokowania były takie se....

W ogóle! Rekreanci sportujący - co trenujecie? Jak często jeździcie? 5 x w tygodniu? Jak długo jazdy trwają? Z godzina, mniej, więcej?
Tzn, ja wiem, że "to zależy", ale tak mnie ciekawi, żeby posłuchać trochę przykładów....
Ja kupiłam auto i jeżdżę nim w zasadzie wyłącznie przez jeździeckie hobby. Mieszkając w centrum dużego i dobrze skomunikowanego (powiedzmy... 😂😉 miasta nie pomyślałabym nawet żeby inwestować w samochód. I tak duzo jeżdżę komunikacja, na tyle, że kupuje bilety okresowe na wszystkie linie. Wiele lat jeździłam busami, pociągami etc ale na dłuższą metę mając inne zobowiązania niż np. szkoła po prostu kiepsko się to u mnie sprawdza. Duża strata czasu i konieczność dopasowania się do rozkładów jazdy. Dlatego też podziwiam, ja się poddałam
Oesssu, ja też bez prawka i o ile wcześniej nie był to taki problem, bo koń blisko i praca też, tak teraz koszmar. Zwłaszcza, że nie mogę zrobić w Polsce, muszę w CH (nawet nie mówię, jaki koszt xD), więc dochodzi frustracja, że chcę zrobić, a nie mogę 😀 Ani stajni zmienić, ani nawet na głupie zakupy pojechać (bom ze wsi), człowiek uwięziony autobusami. Obrzydlistwo.
Ja właśnie jestem w trakcie robienia prawka, do stajni dojeżdżam pociągiem i hulajnogą elektryczna. Do poprzedniej miałam genialny dojazd i auto mi się zwyczajnie nie opłacało, bo stacje mam pod domem i potem miałam tylko 15 min eleganckiej ścieżki rowerowej,było to również 2 razy szybsze niż jak chłop mnie zawoził samochodem (stanie w barcelońskim korku... 😒😉. W aktualnej stajni natomiast ścieżka jest taka że aż wam zdjęcie wstawię, może mnie ktoś oświeci W JAKIM CELU została wykonana w ten sposób xD no i zaczęły mi się nie podobać obecne warunki, takze jak tylko dokończę to prawko to się za innym pensjonatem rozejrze.
IMG_20220204_160403.jpg IMG_20220204_160403.jpg
feno, najprawdopodobniej pod ciężki sprzęt (rolniczy a może i wojskowy) - to tańsze niż lać całą szerokość.
epk no tak myślałam że pożałowali, bo część to normalna prosta droga a część taka właśnie 😜 a karbowanie to po co? Że większa przyczepność pewnie?
Kupuje rower właśnie, bo moje kolana tego nie wytrzymają na hulajce. 😅
feno, o matko, już sobie wyobraziłam ta przyjemność jazdy na takiej nawierzchni, hahaha. Ja swego czasu naprawdę zaginalam czasoprzestrzeń. Dojazdy mi potrafiły zajmować dużo czasu bo trzeba było najpierw do tego busa/pociągu dojechać, później nim jechać w zależności od stajni 30min-godzine a później czasem jeszcze szłam z buta jakiś odcinek. Ale zwykle ten czas jakos wykorzystywałam na naukę/drzemkę etc, starałam się by nie byl stracony no i to były jeszcze czasy nauki i młodości, więc człowiek miał jakos więcej siły, determinacji i był przyzwyczajony do niewygody
Teraz sobie tego nie wyobrażam. Tzn konieczności życia pod rozkład jazdy. Tym bardziej was dziewczyny podziwiam bo sama większość stajennego życia korzystałam z komunikacji miejskiej więc wiem jak to jest. Nawet przywiezienie czegokolwiek, czasem więcej sprzętu etc urasta do rangi problemu
feno, ty po tych karbach garbach hulajka zasuwasz? 😮 Podziwiam za wytrwalosc, szacun! A co tam sie popsulo w stajni, to ta fajna wolnowybiegowka miala byc dobrze kojarze?


W ogóle! Rekreanci sportujący - co trenujecie? Jak często jeździcie? 5 x w tygodniu? Jak długo jazdy trwają? Z godzina, mniej, więcej?<br>
Tzn, ja wiem, że "to zależy", ale tak mnie ciekawi, żeby posłuchać trochę przykładów....<br>


Sankaritarina, my trenujemy 1x w stajni u trenerki, 1x zawody, 2x deptanie kapusty, 1x teren albo lonza, 2 dni wolne. Jak trening mi wypadnie i nie mam zawodow to czaaaasem cos skocze w domu dla zasady, ale tak to raczej tylko na zawodach skaczemy a w domu dresaz do urzygu, bo nieujezdzenie kucyka mi najbardziej koliduje z ambitnymi planami na ten sezon 😅😉

Lopatki i trawersy kucyk zlapal szybko i teraz rzezbimy detale, ale w ramach pracy domowej uczymy sie tez sensownych przejsc step-galop i galop-step i tego, o tym to lepiej nic nie mowic 🙈


Odnosnie samochodow to w piatek mialam watpliwa przyjemnosc stluczki z pijanym kierowca w pakiecie z awantura, wyzwiskami i rzecz jasna dosc intensywna interwencja policji, rozrywka w piateczek jak zloto 🙃 na rondzie debilka we mnie wjechala, bo "ale tylko jedno piwo" za mocno weszlo 😑 Na szczescie auto sprawne tylko wyklepac trzeba 😉 bo wlasnie mnie naszla konkluzja ze bez auta jak bez reki, treningi zawsze w innej stajni, zawody ofc tez, wiec troche kursow z przyczepa sue zbiera, a i do konia ot tak dojechac komuna sie nie da a za rower w taki wypizg to ja dziekuje :P ze o wozeniu sprzetu czy paszy nie wspomne. Kiedys dawno temu to i siodlo wozilam pod pacha metrem, ale teraz mi sie nie chce. A moj chlop samochodu nie ma wcale, wiec w razie W jest lipa straszna 🙁


Zawody jak na sytuacje i po zarwanej nocce btw calkiem spoko, 90 na czysto, w 100 jakies wizualnie duze te oksery juz 😅 zwlaszcza z poziomu kucyka 😜 ale tak sie zmobilizowalam zeby dobrze ogarnac dojazdy do okserow ze mi tylko i az 2 zrzutki z dupy na stacjonatach wyszly 🤦🤣 a poza tym wszystko git. A przejeta bylam okropnie przed startem, zwlaszcza ze laska przede mna przejazd zakonczyla stopka i lotem koszacym w srodek oksera wlasnie... 😅
Screenshot_20220205-154802~3.png Screenshot_20220205-154802~3.png
ekuss   Töltem przez życie
06 lutego 2022 16:47
Sankaritarina ja mam założenie 5 jazd tygodniowo po 30-90 min. Pogoda weryfikuje zazwyczaj do 2-3. Mam już dosyć tej zimy. Dzisiaj w nocy i jutro ma być spory sztorm, do 200km/h 🙄
Dzisiaj udało się w mały teren, ale zimno okropnie i zaczyna powiewać.
881F7CFB-BD3E-4F94-A153-1A906D65BECD.jpeg 881F7CFB-BD3E-4F94-A153-1A906D65BECD.jpeg
63656DE6-37AF-4017-A2C8-45ECA195ED95.jpeg 63656DE6-37AF-4017-A2C8-45ECA195ED95.jpeg
0D785008-E0AA-4B60-97E6-10F652B01D65.jpeg 0D785008-E0AA-4B60-97E6-10F652B01D65.jpeg
vanille mi nawet już nie o ten czas chodzi, bo ogólnie do nowej stajni jadę tym samym pociągiem tylko wysiadam 2 stacje dalej i od stacji do stajni mam te same 15 minut...ale te karby mnie wykańczają. Jestem mistrzem przewożenia wszystkiego tą hulajnoga, wiadra czapraki, pudła na szczotki, raz nawet 3 derki decathlonowe 300g wiozlam, to był dopiero hardcore xD

kokos nie kcem ale muszem 😋 spieszę się z tym prawkiem ale już wiem że będzie ciężko, ja 10 lat temu w Polsce zrobiłam cały kurs, zaliczyłam teorie i wyjezdzilam 30 godzin ale zacielam się. Mam fobię która muszę przezwyciężyć, nigdy nie miałam wypadku samochodowego ale panicznie się go boję. Tym razem się przemoge bo koń no i chłop jęczy że samochód kupił dla obojga a stoi w garażu i jeszcze pachnie salonem bo nikt go nie używa 😝 co do stajni to właściciele sobie trochę w kulki lecą z infrastrukturą, miało być gotowe na przyjazd a jest w proszku, automatyczne poidla nie zamontowane jeszcze i trzeba z wiadrami latać, podloze na ujezdzalni nie przygotowane, no i najważniejsze że miała być prawdziwa wolnowybiegowka tzn połączone padoki ze stajnia żeby wlazily i wylazily jak im się podoba a tu znowu nie mają dachu nad głową. 🙄
Zazdroszczę tych zawodów i ogólnie wyjazdów z koniem, ongiś to była dla mnie mega frajda 😍

ekuss zzielenialam z zazdrości, ten śnieg i te krajobrazy 💕
feno, kochana ja byłam w tej samej sytuacji. Prawko mialam 10 lat ale go nie używałam bo nie miałam potrzeby. Tez po takim czasie bałam się wsiąść i też moim głównym zmartwieniem było że albo spowoduje jakiś wypadek albo auto mi się rozkraczy i co ja zrobię. Mogę tylko powiedzieć, że z czasem te obawy całkiem mijają ale trzeba się przełamać i to jest ten najtrudniejszy etap. Trzymam kciuki w każdym razie 🙂
Sankaritarina, - szczerze? Dopiero po przeprowadzce czuję z tym jakikolwiek problem i w zasadzie dotyczy on wyłącznie dojazdów do stajni. Gdyby nie to, to bym nie robiła wcale. Nie wiąże się zawodowo z niczym, co wymaga jeżdżenia, dzieci nie mam i mieć nie zamierzam. Od kliku ładnych lat mieszkam w miastach.
Pracuję z domu, poprzednio miałam 200m do przystanku pod domem i bezpośrednio autobus do pracy, który stawał pod firmą. Przy takiej opcji i tak bym autem nie jeździła, więcej parkowania niż pożytku. Do stajni też miałam w ZG jakieś 15km i bezpośrednie autobusy pod ośrodek, do rynku 10 minut pieszo. Z resztą, Zieloną idzie z buta przeciąć w 40 minut z jednego końca na drugi.
Lidla miałam pod mieszkaniem. Na większe zakupy i wyjazdy jeżdżę z chłopem, nie po to w domu jest, żebym z zgrzewkami zaiwaniała 😂 a wakacje wiadomo, że i tak razem, w końcu nawet się lubimy. Obecnie oboje pracujemy na HO, do miasta jeździmy i tak MPK. Autobus stoi w korku tak samo jak auto, czasem minie buspasem, tramwaj to już całkiem. Nie trzeba stresować się o parking, ani kto dziś pije drinka, a kto soczek. 20 minut spacerem od domu mam stację kolejową i pociagi na cały kraj. Lubię pociągi. Tylko ta stajnia to trochę problem, bo 25km i tylko autem opcja. Chłop co prawda grzecznie szoferuje, ale czasem chciałabym jednak jechać sama 😅
Z moim prawkiem w ogóle jest dość skaplikowana sytuacja. Zaczęłam je robić w bardzo złym momencie życia, gdzie w głowie nie było najlepiej, a otoczenie tak toksyczne, że lepiej nie gadać. Zapisano mnie prawie siłą, gdzie ja wtedy nie chciałam, bo wiedziałam, że nie będę miała czym jeździć. Nie miałam kasy na auto i jego utrzymanie, mama miała tylko służbowe i nie mogła nikomu dać prowadzić, więc robiłam prawko z wizją wrzucenia do szuflady. Chciałam zaczekać, aż będę miała szanse na auto, ale nie, teraz już natychmiast. Mam dużą wade wzroku, stresowałam się, trafiłam na instruktora kretyna, przez którego miałam mdłości na samą myśl o prowadzeniu auta. Teorię zdałam, praktyką spóźniła mi się 3h, byłam już tak zestresowana, że ruszyłam z zapalonymi awaryjnymi, nie zrobiłam nawet łuku. Egzaminator na mnie nafuczał, jakbym mu conajmniej matkę przejechała, a nie popełniła głupi błąd ze stresu. Stwierdziłam, że to pier... 🙃 Do domu wracałam sama z buta, 8km, żeby ochłonąć i nikogo nie zabić.
I teraz tak: mam teorię dożywotnio zdaną. Na kurs nie mogę drugi raz iść. Jeździć nie umiem. Muszę wykupić pojedyncze godziny, nauczyć się od nowa, co będzie kosztować około 3-4k. Także tak... teraz już byłabym psychicznie w stanie. Tak samo po prostu zmieniła bym instruktora na kogoś z bardziej... pedagogicznym podejściem 😉 Tylko zeszły rok i ciągle rachunki od weta mowią, że muszę poczekać 😝
W ogóle fajnie czytać, że nie jestem jedyna bez prawka 😁

Co do jazdy jako amator - praca 6x w tygodniu, jeden dzień lonża, jak pogoda pozwalała to 1/2x teren. Raz na tydzień/dwa trening z trenerką, czasem przy zawodach dodatkowy przed 😉 Jak mocno dostał w tylek na treningu, to na drugi dzień właśnie jakiś las albo luźna jazda do dołu. Plus jakiś czas koń był we współdzierżawie, więc de facto byłam u niego 4/5x w tygodniu. Raz na rok robiłam mu wakacje I taki tydzień przerwy, ruch tylko ja zasadzie luźnych terenów czy lonży na kantarku.

ekuss, - niezmiennie zazdraszczam widoków 😍 Islandia to jedno z moich marzeń podróżniczych.
kokosnuss, - całe szczęście, że nic Ci nie jest. Nienawidzę jak ktoś wsiada do auta po alko, nie wiem co trzeba mieć z mózgiem 😑 Gratuluję startów! Co do wysokości, to pomysł sobie, że do góry średnio, ale za to zeskoki na crossie są mniejsze 😉

Dzwoniłam do kliniki, kucyk odnalazł się tam elegancko i wszyscy go lubią, bo bezproblemowy w obsłudze 😁 Potwierdzili na miejscu, że fasciotomia nie jest potrzebna i działają w dobrym miejscu, po pełnym znieczuleniu przestał kuleć. Namówiłam P. i planujemy w piątek pojechać go zobaczyć 😇
keirashara, a jak ty bez auta dojeżdżasz do stajni? Przecież to kompletny wygwizdów.
Lanka_Cathar   Farewell to the King...
06 lutego 2022 20:30
Epk:

Tylko ta stajnia to trochę problem, bo 25km i tylko autem opcja. Chłop co prawda grzecznie szoferuje, ale czasem chciałabym jednak jechać sama
epk, - trochę z moim P., a czasem zabieram się z koleżanką, która mieszka 200m ode mnie 🙂 Dlatego teraz to jest problem, bo to wygwizdów 😆
Tak, tak, powinnam chłopu pomnik postawić... ale no, bral z dobrodziejstwem inwentarza. Dosłownie jak widać 😝
A co mi tam… dawno się nie odzywałam to się odezwę.
keirashara, podziwiam za zycie bez prawka. Znam pare osób które też nie mają i dają radę, ale zycie w dużych miastach nie wymaga tego tak jak zycie na wsi (tak jak w moim przypadku ;p )
Ja prawko robiłam jeszcze przed 18 (egzamin miałam już po). Powiedziałam, ze jak nie zdam za 1 razem to więcej nie podchodzę, o dziwo zdałam, ale egzamin tez wspominam jako jedno z gorszych doświadczeń w życiu xD
Ekuss - super widoki i super zdjęcia. Zazdroszcze zimowych klimatów. Żałuje ze u mnie w tym roku jakoś nie było okazji na takie wypady.
budyń a czemu musisz zdawać w Szwajcarii? Jak się tam mieszka to trzeba zdać szwajcarskie?

Moja dziewczynka tez w tym tygodniu prawdopodobnie wyląduje w klinice, bo w ciągu 11 miesięcy przytrafiła nam się trzecia kolka i już zaczynam się tym przejmować. Bo ja naprawdę chucham i dmucham, a tu taki psikus. Także pewnie jakaś gastroskopia wskazana by była.
W ogóle koń ostatnio ma jakiś pier*olnik we łbie bo się zachowuje jak dziki byk na rodeo. Na szczescie Na razie bez ofiar w ludziach i zwierzynie. Aż musiałam odpocząć od tego wszystkiego i dojść do siebie. W poniedziałek wzięłam na lonze i znow byl dzika dzicz. Zero ładu i składu. Dzisiaj wsiadłam po raz pierwszy od 10 stycznia. Bałam sie powtórki z rozrywki, ale w sumie było Ok, ale i tak mam we łbie scenariusz, ze znów może się coś zrąbać. Bo u mnie to tak zawsze jest. „Jeśli ktos ma mieć pecha to zawsze będę to ja” :/
Może jak wysiwieje to i charakter jej się wybieli 😂
1D08ABC9-5B70-4DB7-B0B1-591C07C2F879.jpeg 1D08ABC9-5B70-4DB7-B0B1-591C07C2F879.jpeg
helcia   Wiedźma z czarnym kotem
06 lutego 2022 21:11
keirashara, ja dobrze pamiętam, że ty teraz z Wro? Jak tak, to mam numer do instruktora jazdy, którego ja super wspominam i tylko z nim jeździłam. Nie wiem czy jeszcze pracuje, ale zawsze można spróbować zadzwonić😉 ja odkąd mam samochód to bym nie dała rady bez, długo czekałam na 18 tylko żeby prawko mieć. Nienawidzę jazdy komunikacją miejską
martrix, - nie chce być złym wróżem, ale takie kołki i zachowanie to pchaną wrzodem 😐 Oby nie, ale z drugiej strony im szybciej wykryte i zaleczone tym lepiej.
helcia, - będę wdzięczna 🌷 a robi na automacie? Bo ja jestem zdecydowana iść na prawko tylko na automat. Autko mamy i tak z automatem, raczej zostaniemy przy tym rodzaju skrzyni, a ja chce sobie maksymalnie uprościć sprawę, dla spokoju głowy 😅
keirashara, od paru osób już o tych wrzodach słyszałam. Wiec wole sprawdzić.
Chociaż zachowanie mocno niestabilne (tylko w zamkniętym boksie) to mój koń od dzieciaka przejawia.
Jak to ostatnio stwierdził kowal. „Ja ją od źrebaka robię. Zawsze była inna.” 😅
kokosnuss, jak mi laska na rondzie w bagażnik wjechała, to na czas naprawy wzięłam auto zastępcze (wcześniej potwierdziłam z jej ubezpieczalnią) i mi potem zwrócili za naprawę i to auto.
Ja naprawdę podziwiam brak samochodu, ja sobie nie wyobrażam. Robię zwykle 130km DZIENNIE 🙈
A co do stajni to jezdze 6 razy w tyg, czasem 5, ale wtedy laski mają zorganizowana lonze. I jeden dzień wolny. Trening mam raz w tyg, czasem rzadziej, ale.to zwykle przez moj brak czasu.

<br>
Odnosnie samochodow to w piatek mialam watpliwa przyjemnosc stluczki z pijanym kierowca w pakiecie z awantura, 😅

kokosnuss, ja w czwartek... niestety poszkodowani ludzie.
Nie mogę do siebie dojść, Nie chce mi się żyć. Nie jeżdżę do stajni i szybko nie pojadę bo nie mam, nie wiem jak to nazwać - siły - odezwać się do żywych ludzi. I ogólnie przestałam widzieć sens posiadania takiego hobby. Po co mi ten koń, po co ja to w ogóle robię? Nie ogarniam jedzenia, jestem na autopilocie. Praca na autopilcie i potem nie wiem co się dzieje ze mną.
Wchodzę tu i piszę bo jeszcze jakoś tak jak się komuś coś napisze to to zmusza do działania dalszego, przeczytać odpowiedzieć.
Znajoma mi dba o konia, a mi aż głupio bo nie mam siły z nią rozmawiać, ale z drugiej strony jestem w takim dziwnym stanie, że mi to wisi. Wszystko mi wisi i się nie potrafię zmusić aby mnie cokolwiek zainteresowało. I przez to, że tak "nie umiem się ogarnąć" to się czuje pieprzonym egoistą w tej chwili.
Sorry. Musiałam gdzieś to "powiedzieć".
kotbury, może warto porozmawiać o tym z psychologiem albo psychiatrą? To naprawdę potrafi bardzo pomóc, nawet jak człowiek myśli, że pomocy już nie ma.
kotbury, ściskam. Daj sobie czas. Żaden to egoizm potrzebować dojść do siebie, pobyć samemu, nie być w stanie odzywac się do kogoś dzień, dwa czy tydzień. Myślę, że najgorsze co można zrobić w takiej chwili, kiedy potrzebuje się na chwilę przystanąć to cisnąć się i mieć do siebie samego wyrzuty i pretensje. To bez sensu i bardzo destrukcyjne
kotbury, właśnie może z kimś pogadaj ? W sensie specjalista ?
Ja jakis czas temu potrąciłam człowieka na pasach. Miał czerwone, droga 2 pasmową, godzina 19 ciemno. Pan miał 3.98 promila i wszedl jak po swoje. Hamowałam, trąbiłam, a w takim stadium upojenia to Pan nie ogarniał. Lekko dostal Bo wolno jechałam, więc myślę ze wyszedł tylko mega obity. Ale długo widzialam jego twarz przed oczami
Tak, muszę iść... tylko nie mam siły nawet z chaty wyjść, ubrać się.
Zawsze z różnych gówniany stanów - efektów gównianych zdarzeń wyciągała mnie świadomość, że mam konia i muszę się ogarnąć aby ogarniać jego. Nawet jestem w zasadzie pewna, że posiadanie konia do tej pory dawało mi drive do walki z moją chorobą. Czułam się "sprawcza" pomimo tracenia sił i sprawności... Potrafiłam się uprzeć i tymi wtedy niefunkcjonującymi rekoma nawet kopyta zrobić.
A teraz mam gdzieś. Nigdy w życiu nie miałam tak gdzieś. Straciłam poczucie kontroli nad jakimkolwiek aspektem życia.
kotbury, ja tez myślałam ze życia nie ogarniam, bo mi się wszystko sypało w ujjjjj… a do psychologa chodzę co tydzień i tez niewiele co to dawało. To koń musiał aż kolki dostać, żeby mnie w 5 minut postawić do pionu w tryb działania. Czasem sytuacje nadzwyczajne wymagają żeby się „ogarnąć”, bo nikt inny nie będzie w stanie za nas tego zrobić.
BUCK   buttermilk buckskin
06 lutego 2022 22:51
kotbury ściskam, depresję się leczy tylko no fakt, że trzeba się ruszyć do specjalisty, obudzić w sobie motywację
kotbury, piękno obecnej pandemicznej sytuacji polega na tym, że nie musisz wychodzic z domu. Da się umówić na wizytę online, przez Skype. Jak dla mnie tak samo skuteczne a przynajmniej taka opcja pozwala przestać odsuwać załatwienie pewnych spraw czy właśnie wizyt na wieczne nigdy. Ja tą formę bardzo polecam, łatwiej się do niej zmusić. A jak się człowiek raz zmusi to zwykle do kolejnych wizyt już się zmuszać nie musi, bo sam z siebie chce
feno, Ło panie, przynajmniej choć coś wylali... no ale wierzę, że bez auta może być ciężko. Podziwiam za tą hulajkę. No to trzymam kciuki za prawko!
W ogóle, keirashara, feno, do boju i robić! Przezwyciężać strachy!
Ja się bardzo bałam, kurs chciałam przerwać, myślałam, że będę beznadziejnym kierowcą, ryk za kierownicą jak coś nie wyszło....
A tu prawko zrobiłam i raz, że życia sobie nie wyobrażam bez auta, ale dwa - jeżdżę wszystkim i jeżdżę dobrze.
Manual, automat, duże, małe, terenowe, jakiekolwiek służbowe auto - wsiadam, jadę.
Jeżdżę z przyczepą, konia sobie zawiozę, jeśli trzeba. Aż żałuję, że prawka na tira nie zrobiłam. Czasem osiągałam tymi służbówkami niższe spalanie niż niektórzy koledzy, bo jeździłam płynniej, delikatniej....
A miało być tak wujowo... 😉
Także - do boju!

xxagaxx, 6-5 razy w tygodniu to i tak sporo =)
ekuss, Oj przy takich wiatrach, to ciężko byłoby jeździć, także rozumiem! No, ale grunt mieć założenie... No i na zdjęciach przynajmniej widoczki masz piękne =)
kokosnuss, Aaaha, no plan brzmi całkiem zacnie =) Ehhh, muszę poczekać do wiosny na tereny, nooo....
Dobrze, że nic Ci się nie stało przy tej stłuczce samochodowej.

kotbury, O, to, to, właśnie, może psychoterapeuta? Albo psychiatra z psychoterapeutą? Co się zdarzyło - się zdarzyło. Wszystko co zaszło, pozostaje zaszłe. Czasem też trzeba móc dojść do siebie, co może chwilkę trwać. Koń da radę, Ty zadbaj o siebie.
Aby odpisać w tym wątku, Zaloguj się