Kupno konia

Na cudzych koniach to można tylko rekreacyjnie pojeździć. Jak ktoś chce czegoś więcej, więcej się nauczyć to niestety raczej tylko na swoim... Ja już miałam dość jeżdżenia na cudzych koniach.. ciągle nerwy... ciągłe podtykanie trupów i zabieranie jak koń zaczął coś lepiej chodzić... ileż tak można.. 20 lat człowiek jeździ a tak naprawdę nie wiele się nauczył bo nie było na czym. Dopiero na swoim koniu można zrobić realny progres.
Oczywiście pomijając zawodowców, którzy jeżdżą na cudzych i jeszcze biorą za to kasę.

mindgame,

A ja uważam, że właśnie jazda na jak największej ilości koni uczy najwięcej. Praca z jednym koniem i owszem, daje dużo satysfakcji i fajnie jest wspólnie z nim progresować, ale jednak trochę i rutyna wpadnie i nie zawsze z trenerem też się jeździ i to ciągłe uczenie się trochę się rozmywa i rozjeżdża w czasie. Mówię o takim bardziej rekreacyjnym podejściu, bez nastawienia na wyjazdy na zawody co tydzień. Też kiedyś uważałam, że tylko z własnym koniem się czegoś nauczę, a jednak nadal go nie mam, a umiem coraz więcej. 😉

I ja na przykład nie chcę mieć własnego konia. Przynajmniej nie dopóki moją pracą są konie. I ja właśnie uważam, że jeżdżenie czyichś (pomijam teraz kwestie szkółek) daje duży komfort psychiczny. Bo ostatecznie to nie mój koń, jak zauważę, że coś jest nie tak, to kwestia finansów i mnie nie dotyczy kompletnie.
flygirl, tu masz rację, popieram.
Ja na obcych koniach lepiej jeżdżę i skaczę, bo nie są moje to bardziej się pilnuje, staram się bardziej nie popełniać błędów.
Kastorkowa   Szałas na hałas
20 kwietnia 2021 21:25


I ja na przykład nie chcę mieć własnego konia. Przynajmniej nie dopóki moją pracą są konie. .

flygirl,

Totalnie potwierdzam. Szczerze? Nie miałabym czasu dla własnego w tym momencie. Mam za dużo podopiecznych, których i tak traktuje jak swoich i zawsze tak było. Znam dokładnie każdego i wiem o każdym najmniejszym zadrapaniu czy jakimś problemie szybciej niż każdy z właścicieli bo realnie spędzam z tymi końmi najwięcej czasu i bardzo dbam o to by wszyscy moi podopieczni mnie lubili i dobrze kojarzyli. I uważam, że zrobiłam bardzo duży progres przez ten rok odkąd wróciłam po przerwie do koni i to pełnowymiarowo jako pracy gdzie mam pełen przekrój różnych koni.
Tylko ja mam z nimi wolną rękę. Jeżdżę głównie skoczki ujeżdżeniowo albo młodzież więc ta robota jest zostawiona całkowicie mi i wszyscy mają do mnie zaufanie w tej kwestii i nikt mi nad głową nie stoi co mam robić, i to mi daje dużo luzu i radości z pracy.
No ale to troche tez inna rozmowa jak jezdzisz 4-6-8h dziennie zawodowo, a jak pracujesz 8-10h dziennie gdziekolwiek indziej i suplasz czas na 3-4h jazdy w tygodniu...
No nie widze opcji zeby przerobic jakkolwiek tyle koni/dupogodzin, majac robote niezwiazana z konmi.
Ja się tylko odniosłam do tego, że jak się chce czegoś nauczyć, to tylko i wyłącznie na swoim, bo na cudzych to tylko rekreacja. No... nie. 😉

Co do reszty, to wiadomo, że każdy ma inny plan, cele i potrzeby, możliwości czasowe i finansowe.
flygirl, tylko cieżko porównywać kogoś kto pracuje z końmi do kogoś kto z nimi nie pracuje. Wiadomo, ze jako jeździec człowiek ma raczej szanse podszkolić swoją jazdę. A w innych wypadkach, gdzie można jeździć na tych różnych koniach? W szkółkach? Ile jest szkółek z przyzwoitymi końmi do jazdy i nauki, tak żeby rzeczywiście progresowac a nie tylko przyzwoicie kręcić sie w kółko? I żeby jeszcze jakoś wepchać sie w grafik pracując w standardowych godzinach? Takich miejsc jest niewiele, zwykle maja duże obłożenie i po jakimś czasie sie okazuje, ze konie zaczynaja sie zmieniać w rekreacyjne czlapaki. Bo to w rekreacji jest najwiecej kasy. Ja osobiście mam zaledwie pojedyncze wspomnienia na temat miejsc, w których naprawdę czułam, ze sie uczę. Ale to była jazda na jednym koniu, nie na kilku. Zazdroszczę komuś kto w komercyjnym miejscu ma poczucie, ze sie może uczyć czegoś na wielu koniach i jest to coś więcej niż płynne ruszenie do klusa "leniwego" kloca. Bo taki progres to faktycznie można w każdej szkółce zaliczyć
Na szczęście świat jest różnorodny i dla różnych osób ma różne rozwiązania 😉
Ja np. nie chciałabym za żadne skarby pracować z końmi zawodowo. Hobby to hobby, odskocznia od codzienności, od pracy. Ale to ja, ja jestem stworzona do innego typu pracy, wiem, że inni nie odnaleźliby się w mojej robocie.

Ja też nie mam ambicji sportowych. Nie muszę niczego osiągać, ani startować w zawodach. Mi wystarczy koń do kochania, dawania smaczków, zabrania na spacerki i dłubania sobie w swoim tempie. Rozumiem, że dla kogoś, kto chce się rozwijać i jeździć, jeździć, jeździć, własny koń może nie być rozwiązaniem. Dla mnie, po długiej analizie, jest najlepszym. Żadna szkółka, czy nawet współdzierżawa (która u mnie też z wielu powodów odpada), mi nie zapewni tego, czego ja tak naprawdę chcę.

Nie uważam też, żeby kupowanie konia było czymś złym, żeby trzeba było rzucać tekstami typu "nie docierają argumenty", "posiadanie konia to najgorsze, co można w życiu zrobić". Pewnie, dobrze jest uświadamiać o kosztach i tym, jak to w praktyce wygląda, ale nie trzeba tego jednocześnie demonizować, bo dla wielu może być to bardzo cenne, ważne doświadczenie w życiu - nie mówię, że łatwe, ale wartościowe rzeczy z reguły nie są proste.
vanille ale ja nikogo nie porównuję. 😀 Sama napisałam, że każdy ma inne potrzeby i zrobi tak, jak mu pasuje. Ale ze stwierdzeniem (również ogólnym), że nauczyć się czegoś można tylko na swoim koniu się zwyczajnie nie zgadzam. Bo i szkółki też można znaleźć ambitniejsze, więc tak, w nich też się da robić progres. I powtarzam, że ja się nie odwołuję do żadnej konkretnej sytuacji, tylko tego właśnie jednego stwierdzenia.

Jeszcze dopiszę, tam w ostatnim zdaniu jest napisane o zawodowcach, więc podejrzewam, że w zasadzie mindgame się ze mną ostatecznie zgodzi. 😀 Ale na własnym przykładzie amatora wywodzącego się ze szkółki bez własnego konia, obalam pierwszą część posta. :P
infantil a ja Ci powiem, że posiadanie swojego konia to najlepsze co może być w życiu!
Mam sztuk 9, z czego 4 to są konie które zostają ze mną na stałe. Uwierz, ze żadnej minuty z nimi nie zamieniłabym na nic innego. Pewnie, że często brakuje sił, żeby wsiadać, że są rachunki z kliniki i nieprzespane noce. Ale to jaką one dają mi siłę do życia i radość rekompensuje z nawiązką każdy napotkany problem 💗

Trzymam kciuki, żebyś znalazła wymarzonego konia i żebyś miała z niego nieustającą radochę 😀
kokos super! Trzymam kciuki żeby marzenie się spełniło, ładuj do bagażnika i uciekaj 😝

infantil ja Ciebie doskonale rozumiem. Nie potrzebowałam kupić konia bo miałam (i dalej mam zresztą) w dzierżawie świetnego profesora od własnej trenerki za małe pieniądze i bez żadnych stresów. Oprócz tego zawsze dostaję drugiego rotacyjnego pod dupsko z jej koni sprzedażowych, zazwyczaj takiej klasy na którą nigdy nie mogłabym sobie pozwolić. Fajnie? Fajnie. Ale też swój to swój. Nigdy z żadnym z tych koni nie udało mi się wrócić do feelingu z czasów bycia dumną właścicielką Kadeusza Kuca (mój poprzedni koń). Zasadniczą kwestią jest to czego się w tym jeździectwie szuka, ja przekładam relację z koniem nad jazdę, która właściwie jest mi najmniej potrzebna. Póki co mam w zamyśle Project Potro i fajnie by było jak kiedyś nam się uda ujeżdżać jak pro 😅 ale jeżeli coś się po drodze wydarzy, odpukać, i koń nie będzie się nadawał do użytku pod siodłem to nie będzie to dla mnie tragedią bo tak naprawdę to mam go w charakterze wyrośniętej świnki morskiej. 🤣 Aczkolwiek z drugiej strony, rozumiem również tych którzy mają konia li i jedynie do jazdy i w tym przypadku faktycznie każda niedyspozycja/kontuzja może być dramatem. Każdemu według potrzeb.
Ja to myślę że wy macie tych koni za mało, przy kilku jest i specjalista od dostarczania wrażeń i nadworny błazen, i przerośnięta świnka morska i coś do jazdy też się czasem trafi, nawet się zdarzy że lubi pracować 😉

Ale to już trzeba lubić życie na krawędzi 🤣
Wszystko ma dwie strony.
Z jednej więcej się uczymy pracując przy koniach, bo jeździmy więcej i różne konie. Z drugiej np. nie podoba mi się metoda trenera u którego pracuje, więc nie powiem mu z dnia na dzień "nara" i poszukam drugiego bo często (choć oczywiście są wyjątki):
- jak pracuję u kogoś to raczej kasa mi potrzebna na mieszkanie/dziecko/jedzenie
- ma się umowę z okresem wypowiedzenia
- zorganizowanie nowego miejsca do mieszkania czy nowej pracy trwa, a zarabiać trzeba i wracamy do pierwszego myślnika 😉
I jasne, że da się zmienić trenera, ale jest to trudniejszy proces niż w przypadku gdy się na niego wydaje, a nie gdy on nam płaci.
Zawsze jak masz szefa to nie Ty (ogólnie, do nikogo konkretnie) decydujesz - wiesz, że jakiś koń to "ten" i coś możesz osiągnąć? Od widzi mi się szefa zależy czy go nie sprzeda z dnia na dzień. Jeden zleje i poszuka drugiego konia, a inny się podłamie. A to nie samochód, że ktoś podkupi, to w najgorszym razie poczekasz na drugi taki sam aż wyprodukują 😉.
I kwestia wypalenia zawodowego - dopóki to frajda to coś pcha do przodu, chce się spełniać te marzenia. Jak to praca, to musi się opłacać i dochodzą myśli "jak tu wykalkulować dobrze", które mogą utrudniać naukę nowych rzeczy.
Uprzedzając - tak mam pracę, którą lubię. Natomiast nie wiem czy bym ją lubiła tak samo (pewnie nie) gdybym musiała przeliczać co chwilę ile klientów musi przyjść, żeby pospłacać leasingi i czy stać mnie np. na ratowanie tego kota mimo, że sumienie każe a ktoś nie płaci. Na pewno zabiłoby we mnie to zainteresowania i czas, który poświecam na naukę musiałabym podzielić na kalkulacje i naukę = uczyłabym się mniej niż obecnie.
Mnie osobiście wszystkie te stresy, wydatki i zamartwianie się o to czy tamto rekompensuje z nawiązką sam koń - to, jaka jest i czas, jaki mogę z nią spędzać. Nie przeszkadza mi całe życie ustawione pod konia, bo konia traktuję jak członka rodziny i nie mam poczucia, że ten czas jest mi jakoś zabrany. Mam rudą osiem lat, jak ją kupowałam, to wiele osób mi mówiło, że ten entuzjazm i zakochanie we własnym koniu mi przejdzie. Nie przeszło nigdy.
Także ja bym powiedziała, że wiele zależy od tego, na jakiego konia się trafi i jaką więź z tym koniem będzie się dało nawiązać.
Mnie nie chodzi o zniechecanie kogokolwiek do kupna konia, jakbym miala kase to sama bym chciala miec i 5 koni 😁 tylko z tym spokojem to tak roznie bywa po prostu i trzeba miec swiadomosc, ze jak jest sie mietka emocjonalnie madka kucyka 😉 to posiadanie konia bywa wszystkim poza spokojem i relaksem. Te faktury tak nie bola jak patrzenie na ukochanego konia, ktoremu cos jest.

Majac wlasnego konia nauczylam sie duzo wiecej niz jezdzac rozne konie z doskoku, ale i moj kon jest bardzo specyficznym rodzajem profesora 😂 za to przy poprzednich dwoch koniach jezdzilam jak ostatni debil i nie nauczylam sie w sumie nic, bo te konie dzielnie znosily moja wymysly a i opieke trenerska mialam bardzo taka sobie. Fly ma bardzo krotki lont i wymaga sensownego podejscia to i sie czlowiek czegos nauczy 😉

Pojechalam wczoraj znowu w samotny teren na kucykoniu i tak, dla takich momentow warto miec konia 💗

feno, a wez, ja ze stresu umieram, bo ze wzgledu na odleglosc moge pojechac do tego konia dopiero w weekend (drugi koniec kraju znaczy sie) i sie spinam, ze mi ktos w miedzyczasie sprzed nosa sprzatnie 😱

Na kupienie od razu po pierwszej jezdzie probnej brakuje mi jaj, po drugiej jestem gotowa go wziac jak najbardziej.
flygirl, oczywiście wszystko ma plusy i minusy. Im więcej koni pod tyłkiem tym większe ma się doświadczenie, to nie ulega wątpliwości.
Ja bym bardzo chetnie nie kupowala konia, ale mam wrazenie, ze majac juz jakies doswiadczenie i checi dalszego rozwoju, szczegolnie w kierunku skokow, znalezienie odpowiedniego konia do dzierzawy jest trudniejsze od wygranej w totka.
Z drugiej strony przerazaja mnie troche koszty. Wspoldzierzawa to 100-150 Euro plus treningi, a wlasny kon to tak plus jedno 0 🙄
A znalezienie szkolki w czasach pandemii tez graniczy z cudem.
Ja bym bardzo chetnie nie kupowala konia, ale mam wrazenie, ze majac juz jakies doswiadczenie i checi dalszego rozwoju, szczegolnie w kierunku skokow, znalezienie odpowiedniego konia do dzierzawy jest trudniejsze od wygranej w totka.


I właśnie dlatego po wielu latach jazdy na czym popadnie stwierdziłam, że mam dość i jak tylko będę wstanie utrzymać konia to kupuję.
Briliante, gdzie mieszkasz, ze wlasny kon kosztuje 1000 euro miesiecznie (jak dobrze rozumiem twoj post)? 😮

Dzierzawy w polskim rozumieniu u nas nikt nie praktykuje, ale skoki na cudzych koniach to tez w 99 przypadkach na 100 przepychanie stoperow 🙄 wiec przepychac umiem jak malo kto, tylko skakac to juz nie bardzo 😂 i mam glupia fiksacje we lbie ze kazdy jeden kon poza Fly tylko czeka zeby walnac stope przy pierwszej okazji 🤦
kokos myślę że nie sprzątnie 😉 Dobrze robisz jadąc na drugą jazdę próbną, trzeba czasem zachować zimną głowę (powiedziała ta co kupiła konia z filmiku oglądając przez FaceTime jak wet TUVa robi 🤣 nie próbujcie tego w domu).

Briliante podlączam się do pytania, gdzie ty mieszkasz? Bo u nas za taką kwotę możnaby mieć 2 albo i 3 konie w wypasionych warunkach a mieszkam w najdroższym regionie Hiszpanii 😜
kokosnuss, w Niemczech, w jednej z drozszych, jesli nie najdrozszej okolicy.
Liczylam stajnie z dobrym zapleczem, moje treningi, treningi konia w dni, kiedy mnie nie bedzie, kowala, podstawowego weta, ubezpieczenie, tak pi razy drzwi, ale prawie plowa tej kwoty to sama stajnia.
Nie wiem co Was tak dziwi w tych kosztach, bo ja mieszkam w Polsce i utrzymanie konia, na którym startuje kosztuje mnie spokojnie wraz dojazdem ponad 4000 pln.
Bo w Niemczech ceny są inne niż w Pl. Jeśli ktoś trenuje to spoko, pewnie i tyle wyjdzie. Ale ogólnie koszty podstawowe są zwykle sporo niższe niż u nas.

Zreszta jeśli ktoś wydaje na konia 1000 euro zarabiając w pobliżu jakiejś średniej krajowej to może zobaczyć ile w Polsce spora cześć osób wydaje na sam pensjonat :p oczywiście mówiąc o proporcjach cena pensjo:wypłata a nie przeliczanie waluty
vanille, jasne, jeśli miałabym konia w stajni bez infrastruktury i nie trenowała to na pewno zamknę się w 2000 pln ze wszystkim.
Zreszta ogólnie tak jak piszesz to sport kosztuje. Jeśli nawet dzierżawić konia za te 150euro i chcieć trenować to tez dojdą koszty trenera. Przy pełnej dzierżawie zazwyczaj tez kowal i wet w jakimś wymiarze. Jakieś koszty na pewno odpadają ale to trzeba znaleźć dobry układ, gdzie inwestowanie w cudzego konia jakoś nam sie będzie opłacać i ktoś go nie zabierze w mało oczekiwanym momencie. Bo przy własnym to może wyda sie więcej ale przynajmniej jest to inwestycja w coś własnego. To tak jak remont kuchni w mieszkaniu wynajmowanym vs własnym. Inny zapał do pakowania pieniążków
vanille, oczywiście, że tak.
Jeśli ktoś chce robić postępy to niestety musi mieć własnego konia, bo nieczęsto trafia się fajna dzierżawa, a już z opcją skoków to naprawdę trzeba mieć szczęście.
No niestety. I tez cieżko miec pretensje bo to ryzykowny układ dla obu stron. Jak koń sie uszkodzi to dzierżawca może sie ulotnić jak kamfora a właściciel zostaje z leczeniem i możliwością, ze koń wcale juz nie będzie chodził pod siodlem. Ogólnie jest kłopot ze skokami. Bo jak ktoś chce trenować ujezdzenie to mam wrażenie, ze każdy sie cieszy, ze i koń sie podszkoli i taki dzierżawca to jak najbardziej si
Im więcej koni pod tyłkiem tym większe ma się doświadczenie, to nie ulega wątpliwości.
Często słyszę ten argument, ale obserwacje pokazują co innego. Często osoby idą w ilość, a nie jakość i dalej powtarzają "zajeździłam 100 koni to wiem". Odpowiadam - Pan Wiesio pewnie z 500 i co z tego 😉.
Warto pamiętać i podchodzić do takich argumentów z chłodnią głową.
Perlica, wszystko mnie dziwi w tych kosztach 🤷 😂

Zeby jezdzic regionalki nie trzeba nie wiadomo jakiej infrastruktury (plac z all weather podlozem styka) ani oddania konia w trening do zawodnika przeciez.

No i moj kon na ten przyklad nie stoi w normalnym boksie wiec stajnie z profi infrastruktura to mi jak psu na bude, co czlowiek i kon to historia 😉
kokosnuss, w mojej okolicy pensjonat bez infrastruktury kosztuje 1000 pln, mam pod domem, z placem piaskowym, bez hali.
Nie wyobrażam sobie skakać na tym placu, a nawet jak chcesz jechać regionalki to musisz coś poskakać. Dolicz do tego trenera: 100 pln czyli masz już 2 x w tygodniu , co daje 200 x 4 czyli 800 pln. Dolicz do tego pasze ( 500 pln miesięcznie) , kowal 300 pln. To już masz 2600 pln, ze słabymi warunkami do treningu, bez kosztów zawodów. Nie realne jest za kwotę 100 pln ściągać trenera do jednej osoby, więc doliczy ci dojazd itp.
Stąd osoby trenujące i startujące stoją zazwyczaj w stajniach gdzie jest hala i trener na miejscu, bo łatwiej.
W moim regionie bez hali, na placu zwykłym pojeździłabym tylko dziś i wczroaj, wszystkie poprzednie dni stałą woda na placu nie profi, przez całą wiosnę.

A dalej w tej cenie niezbyt jest gdzie poskakać, jak nie ma pogody.

Jeśli stajnia z halą i podłożem pielęgnowanym czyli równany i polewanym to koszt 1400-1500pln , ale do tego doliczyć trza jednak 1000 pln na benzynę bo jednak trzeba dojechać do tego konia min 6 x w tygodniu. Jeśli nie dojechać to zapłacić komuś żeby wylonżował lub wsiadł jak nie możesz być codziennie.

Jeżdżac tylko do lasu koniowi starczy padok i tyle, wsiądę jak będę i sprawa jest prosta. Jak się chce trenować regularnie to koń musi być jeźdżony jednak.

Ja bym bardzo chetnie nie kupowala konia, ale mam wrazenie, ze majac juz jakies doswiadczenie i checi dalszego rozwoju, szczegolnie w kierunku skokow, znalezienie odpowiedniego konia do dzierzawy jest trudniejsze od wygranej w totka.
Z drugiej strony przerazaja mnie troche koszty. Wspoldzierzawa to 100-150 Euro plus treningi, a wlasny kon to tak plus jedno 0 🙄
A znalezienie szkolki w czasach pandemii tez graniczy z cudem.


Perlica, odnosze sie do tego posta, nie do kosztow w PL, bo na polskich realiach sie znam jak swinia na gwiazdach, wiec mozesz mi rozpisac dowolny kosztortys a ja tego nie mam jak zweryfikowac.

IMO z zacytowanego posta wynika, ze wlasny kon to 1000 euro plus treningi 😮 i to mnie zdziwilo znajac nasze realia - a z tego co slyszalam Dojczland jakos duzo drozszy nie jest. Stajnia z placem all weather z nawodnieniem i fizelina zrobionym profesjonalnie, na ktorym nie strach skakac kosztuje z 300-400 euro, pasza i odrobaczanie jest w cenie, kowal to z 30-60 euro na miesiac jak nie kujesz ortopedycznie, wpisowe na zawodach to dycha a zawody raczej masz w promieniu kilku km, max 20. Trening ze 25-40 euro jak to ktos sensowny, jakies mega nazwiska biora 60-100 euro ale to juz naprawde masa kasy i raczej sie cos takiego jezdzi w ramach konsultacji raz na jakis czas. Dojazdy do stajni codziennie kosztuja mnie cale 60 euro miesiecznie 😂 jak mialam konia dalej od domu to bylo 200-250 euro za benzyne ale i stajnia tania (200 euro) wiec wychodzilo na jedno w sumie.

Wiec nijak mi 1000 euro + treningi przy poziomie regionalkowym nie wychodzi chyba ze liczysz konia chorujacego i z wysokimi rachunkami z kliniki wlacznie albo w treningu u kogos znanego, wtedy to sky is the limit 🤷
Aby odpisać w tym wątku, Zaloguj się