Kupno konia

Farifelia   Farys 21.05.2008
12 lipca 2013 00:18
Matko jedyna... 😵
Parę dni mnie nie było w tym wątku a tu taka dyskusja   👍
Idealnie na bezsenną noc 😉
Tak ogólnie, to postawa forumowiczów mnie mega rozwaliła... Po pierwsze to nie Monika rozpoczęła tą dyskusję tylko ktoś inny wrzucając link do tej sprawy. Monika się włączyła potem do dyskusji więc pewnie gdyby tamta osoba nie zaczęła tematu, to i nikt by tu o sprawie nie wiedział. Więc gadanie, że celowo obsmarowuje tyłek komuś w internecie zamiast iść do sądu jest wg mnie nie na miejscu i tylko pokazuje że komuś nie chce się czytać całości... Poza tym Monika wtrąciła się do dyskusji po to, by przestrzec inne osoby przed Iloną i by zgłosiły się do niej osoby poszkodowane przez tę kobietę w celu pozwu zbiorowego. A to oznacza że nie bawi się przed komputerem, jak ktoś tu raczył zauważyć, tylko skoro nie dało się załatwić sprawy polubownie, kieruje się do sądu.
Poza tym. Naprawdę niektórzy mnie rozbrajają... Ok, kupowanie konia w ciemno to jedno, ale zatajanie chorób to drugie i jest to właśnie karane sądownie!
Ale pomijając sam fakt... Tak strasznie się oburzacie że jak to tak konia kupuje bez badań itd. A szczerze? Chyba duża część osób kupuje konie bez badań i nawet by się do tego nie przyznały 😉 80% osób które znam i które kupowały konie, nie robiły im badań 😉
No ale mniejsza o to. Kobieta wtrąciła się do rozmowy, żeby przestrzec przed oszustką, sprzedającą konie z ukrytymi wadami a wy po niej skaczecie jakby to ona jakieś przestępstwo popełniła a jak już nie macie się czego czepiać to wyciągacie na wierzch jakieś zdjęcia i komentujecie sposób jazdy itd... Ech... Ludzie, ogarnijcie się...
Za chwilę nikt tu nie będzie chciał nikogo ostrzegać przed oszustami których na świecie jest pełno, bo się będą bali że ich obsmarujecie...
A potem pewnego dnia ktoś oszuka Was i sami się nie przyznacie bo będziecie pamiętać jak kiedyś sami obsmarowaliście kogoś...
Ludzie, weźcie się ogarnijcie i czytajcie całą dyskusję jak chcecie się do niej wtrącać a nie tylko urywek i na jego podstawie wydawać osąd 😉
Masakra co się tu dzieje  🥂
Farifelia czyli można kupić konia chodzącego GP, zepsuć go tak, że nawet metra nie przeskoczy i oddać sprzedajacemu, który "zataił że koń nie skacze metra"...  😲 Tu ewidentnie widać braki w podstawach jeździeckich a kupująca ma m.in. pretensje o to, że koń się zepsuł...
Poza tym tak ewidentne problemy zdrowotne (oddechowe) widać gołym okiem - rzeczywiscie nie trzeba badań robić... Zgodnie z prawem kupujący ma 30 dni na oddanie konia z wadami skoro - z tego co zrozumiałam - konia zakupiono w lutym, to w lipcu minęło już "trochę więcej" niż te 30 dni... ciekawe co działo się z koniem przez te pół roku... I tak - w pół roku można wyhodować koniowi COPD - wystarczą predyspozycje i "odpowiednie traktowanie"... W tej sytuacji straszenie sądem, pozwy zbiorowe - nie mają żadnych podstaw prawnych...

Co nie oznacza, że popieram oszustwa wszelkiego rodzaju... Moja rodzina hoduje i sprzedaje konie. Konie nie mają zrobionych TUVów, bo badania te się przedawniają - a robienie tego typu rzeczy dla ponad 30 koni co pół roku przekracza budżet każdej polskiej hodowli... Na podobnej zasadzie obsmarowano rodzinę w sieci, kiedy jeden z zakupionych koni okazał się dychawiczny. Sprzedany jako 2,5 latek - nigdy nie pracował, nie było podstaw do podejrzeń o niepełnowartościowość. Kupiony bez badań... Po roku od zakupu wdrożony do pracy, po ok 1,5 roku zdiagnozowano dychawicę...

Co do braku badań - chętnie wstawię TUVy koni, które kupowałam.... Dziwnym trafem je mam  😉 tańszy TUV niż leczenie... ale to moje zdanie, nikt nie musi tego popierać. Za to pretensje można mieć w takiej sytuacji tylko do siebie

Sama kupiłam kiedyś auto od "znajomego mojego znajomego". Auto miało być sprawne. Po tygodniu poszedł tylny most. Po miesiącu zawieszenie. Po 2 posypała się elektryka... Auto było tanie, napray już nie - suma summarum wpakowałam w złoma prawie tyle, ile wydałabym na auto z salonu... Kolejne auto miało już TUV zrobiony (w atuach nazywa się to tak samo)... Ale nigdy nie miałam do nikogo pretensji - kupiłam pierwszy samochód tanio, nie sprawdziłam - czyli w sumie moja wina  😉
Farifella - zgadzam sie - ludzie kupują bez badań. Ich sprawa.
Ale nie mogę sie zgodzić, że szyscy sprzedający ZATAJAJĄ stan konia.
Szczerze - dla mnie mój koń jest ZDROWY - zdrów jak ryba - i jeśli ktoś sie spyta - czy koń zdrowy - tak na 100% zdrowy - nigdy nie miał kolki, 2x kulał - bo miał ropę w kopycie (czyli może sie zdarzyć każdemu). Mogę nawet na piśmie poświadczyć że zdrowy.
Koń chodzi np 2-3x w tygodniu do lasu.


I co sprzedaję - ktoś jeździ na nim codziennie - trenuje skoki - a nagle po miesiącu koń kuleje. bo np. okazuje się ze ma trzeszczki rozwalone,
u mnie nie kulał, RTG nigdy nie miał bo po co, aaa i okazuje się, że ma np. jakieś problemy z płucami, u mnie nie miał, stał 60% na pastwisku, stajnia wietrzona, czasami kaszlnął przy zmianie słomy...
a tu nagle stoi 90% w boxie, zamknięty, codziennie nowe dościelanie, plac się pyli jak skacze (wcześniej jeździł na łąki do lasu) kaszle ciągle...


I co? wg. mnie jako sprzedającego - sprzedałam konia ZDROWEGO (nie kaszlał, nie kulał) - a chcą mi wcisnąć z powrotem kulawego kaszlaka!!

Ja tak to widzę
No to mamy identyczną sytuację  😉
Met   moje spore
12 lipca 2013 08:16
kiedy dostaję telefon w sprawie adopcji i ktoś pyta, czy koń na 100% zdrowy, to kończymy temat. już pomijając fakt, że do fundacji rzadko trafiają zdrowe konie (na ciele albo na umyśle - zazwyczaj jednak jakiś defekt jest), to wg mnie koń zdrowy na 100% może istnieć tylko w bajkach. jeśli ktoś takiego wymaga, niech sobie kupi pluszaka, ale ode mnie z daleka, bo węszę problemy.

kiedyś opisałam już naszą historię, ale tutaj pasuje jako spojrzenie z drugiej strony - czyli... kiedy kupowaliśmy Jaśka (no, wtedy nie wiedzieliśmy jeszcze, że to będzie Jasiek - oglądaliśmy różne konie), byłam zdecydowana na badania. pojechaliśmy na kolejne oględziny, bo z tego konkretnego ogłoszenia można było wyczytać tylko tyle, że jest to zwierzak dla nas idealny. na miejscu okazało się, że ma jedną jedyną wadę: "może mieć problemy z zatrzymaniem" - hehe, koń dla dziecka. było widać, że Jasiu się sypie - szpat, potwierdzony później przez weterynarza, był widoczny gołym okiem. właścicielka tłumaczyła, że wszystkie starsze konie tak po prostu mają. wracając do domu, dumaliśmy zbiorowo, co z tym fantem zrobić. było nam Jasia żal, ale jednocześnie byliśmy świadomi, że ani to zdrowe, ani normalne... doszliśmy do wniosku, że kupujemy. ale badania będziemy robić już w domu, bo nie ma sensu brać weta do tamtej stajni. w domyśle założyliśmy, że najwyżej Jaś dostanie emeryturę. przy odbiorze okazało się jeszcze, że koń się nie ładuje do przyczepy (właścicielka nie chciała nas zniechęcać, ujawniając ten fakt prędzej - no bo po co mielibyśmy być przygotowani?), tka, jest agresywny w stosunku do innych koni płci męskiej (wałachów też). ale był duży, ładny i brązowy, co rekompensowało nam wszystkie jego braki 🙂 już w domu, po oględzinach weterynarza, doszedł jeszcze zdiagnozowany niedowład zadu. plan ruchu został ułożony i pół roku minęło, zanim Jaś się ucywilizował. natomiast po niespełna roku od zakupu, można faktycznie posadzić na niego dziecko. nogi nie odzywają się jakoś szczególnie i mamy nadzieję, że jeszcze długo pożyje bez bólu. jednak jedno jest pewne - przy takich zakupach trzeba spodziewać się wszystkiego i należy zakładać, że potrzebny będzie spory nakład gotówki na potencjalne leczenie lub naprawianie konia. co innego, jeśli mamy własną stajnię, nie ma presji, że koń ma zarabiać i nie jest to ten jedyny wymarzony. wtedy można sobie pozwolić na podobne ekstrawagancje. jednak w przeciwnym razie - kiedy szukamy konia na życie... lepiej jednak przytrzymać emocje na wodzy albo zlecić poszukiwania zaufanej osobie, jeśli nie ufamy sobie 😉
Met - tylko to co dla Ciebie jest oczywiste (np. szpat) dla dziesiątek ludzi nie jest.
Mogą nawet nie wiedzieć co to, jak to wygląda itd. I ja wierzę, że nie wiedzą. Setki ludzi mają konie a nie wiedzą podstawowych rzeczy.
Met   moje spore
12 lipca 2013 08:30
tak to właśnie wyglądało. właścicielka nie interesowała się stanem zdrowia swojego konia. skoki na czarnej wodzy też wg niej były całkiem normalne.
dlatego tak ważne jest, żeby kupować z głową. albo bierzemy kota w worku, albo badamy. tylko sami sobie możemy odpowiedzieć na to, czy stać nas na odkrywanie wad i zalet kupionego już konia.
o, to też jest fascynujące. ktoś kupuje konia z myślą o czymś konkretnym (np. rekreacja w szkółce). a jednocześnie nie zadaje sobie trudu, żeby konia kilka razy odwiedzić, pojeździć, poobserwować w boksie czy na wybiegu. prawda jest taka, że wszędzie jest dużo tanich koni. wcale nie trzeba po takiego jechać 500km. naprawdę! 😉
Ale analogicznie - ile z nas ma się za zdrowych? A jeśli byśmy się przebadali, tak jak badamy nasze konie to myślę, że różne "kwiatki" by wyszły.
Dlatego niestety, ale kupujący MUSI przyjąć założenie, że koń "wyglądający zdrowo", nie mający żadnych niepokojących objawów, oznak kulawizny badania TUV może nie przejść! I sprzedający może nie wiedzieć o tym, że koń ma np. syf w nogach - bo skąd? Ilu z nas robi np. coroczny przegląd jeśli nie ma ku temu podstaw?

Nie popieram zatajania informacji, ale zdrowy rozsądek kupującego (jak przy każdej transakcji) jest jednak wskazany.
Farifelia   Farys 21.05.2008
12 lipca 2013 11:15
_Gaga, nie chodziło mi w tym momencie o jakiekolwiek zepsucie konia, bo wiem że można kupić konia chodzącego GP i tak go zepsuć że LL nie przejdzi 😉
Chodzi mi tu o fakt zatajania chorób i narowów. Ok, można rorera 3 stopnia zobaczyć gołym ok, ale z tego co wyczytałam, kupująca nie miała możliwości dobrze sprawdzić konia z racji kiepskiego podłoża i ciemności a jechała daleko i postanowiła uwierzyć na słowo. Ale sama pisała, że w umowie zaznaczyli że biorą konia na próbę i jak coś będzie nie tak to mają prawo go zwrócić.
I nie wiem czy doczytałaś 😉 Kupująca pisała, że konia wzięła do pracy po 1,5tyg od przywiezienia i wtedy już zaczęły się schody. Zaczęła sie kontaktować z poprzednią właścicielką, chciała konia zwrócić, na co ta się nie zgadzała, więc zaczęła robić badania.
Z tego co doczytałam, klacz miała iść do hodowli i czasem pod dzieci a okazało się że miała cysty i coś tam jeszcze, o czym sprzedająca wiedziała ale to zataiła.
Więc miała pełne prawo by konia zwrócić ale skoro Sprzedająca nie chciała konia przyjąć, to weszła na drogę sądową.
I z tego co wyczytałam, sprawa ta ciągnie się już od tamtego momentu a nie od teraz, także naprawdę warto czytać całość ze zrozumieniem 😉
Ja oczywiście nie popieram kupna konia bez wcześniejszego obejrzenia, sprawdzenia i przebadania, ale widzę po prostu jak znaczna większość ludzi tak kupuje konie 😉
Sama sprzedawałam konia, któremu nie zrobiono badań i poszedł 😉 Ja badań aktualnych też nie miałam więc wiem jedynie z obserwacji że koń zdrowy, nigdy nie kaszlał, nie ciekło mu z nosa po wysiłku zachowuje się normalnie, raz kulał z winy zbyt mocnego podstrugania i tyle. Pokarm pobierał normalnie itd. Ale nie miałam aktualnych TUV, nie wiedziałam czy trzeszczki są ok, czy żołądek ok itd itd.
Ale wiem, że niczego przy sprzedaży nie zataiłam. Opisałam stan faktyczny konia i tyle. Powiedziałam dokładnie jak zachowuje się pod siodłem, czego się spodziewać itd. I tak to powinno wyglądać właśnie.
Nie twierdze oczywiście, że wszyscy kupujący zatajają stan faktyczny koni i tego też nigdzie nie napisałam. Ale jawne zatajanie czegoś gdy się o tym wie, jest niezgodne z prawem i sprzedający ma wręcz obowiązek konia wziąć spowrotem gdy kupujący ma prawo go zwrócić
A że sprzedająca w tym wypadku stwierdziła że konia nie przyjmie to nie dziwię się że sprawa weszła na drogę sądową. Dobrze że kupująca tu przestrzegał innyc przed tą Iloną, bo jak powiedziałam, większość ludzi kupuje konie bez badań i przynajmniej wiedzą kogo się wystrzegać 😉
Podobna sytuacja- koń sprzedawany pod siodło i do bryczki, ideał konia jeśli chodzi o charakter.
Po miesiącu facet dzwoni- co Wyście mi sprzedali.
Jedziemy na miejsce, facet wita nas rykiem: Jutro wysyłam konia do Włoch!

W końcu udało się poskładać w całość, co się wydarzyło u kupującego. Otóż Pan kupił konia i trafił na dwa tygodnie do szpitala, koń sobie grzecznie czekał w boksie, obficie karmiony ( no dobrze miał, nie?) Pan ze szpitala wrócił, ubrał sobie konia do bryczki i pojechaaaaaał...do rowu. Kon dostał batem ( tak podejrzewam, bo kilku wiejskich znawców się tam zeszło) no i koniec z idealnym charakterem, problem z ubraniem, do bryczki nie podchodzi, w boksie wciśnięty w kąt, wargi obdarte, poobcierany od szor. Ale Panu do głowy nie przyszło, że może najpierw koń potrzebuje ruchu, że teraz każda próba założenia do bryczki będzie się kojarzyć z bólem i strachem. No nie, to sprzedający konia "uśpił".
http://ogloszenia.re-volta.pl/konie/szczegoly/7487

Klacz ( była własnością koleżanki z klasy z THK ) została zajeżdżona przeze mnie, potem jeżdżona przez koleżankę. Następnie znów trafiła pod mój tyłek i była przeze mnie naskakiwana + koleżankę ( ale nie właścicielkę Prewii) - przeszła nawet zawody. Koleżance się znudziła, to oddała ją do szkółki. Woziła dzieciom tyłki.... w ogóle nie jest dobrze ujeżdżona. Znów ktoś się może nabrać... a szkoda.

Czy tak jeżdżony koń może być dobrze zrobiony ?

http://ogloszenia.re-volta.pl/konie/szczegoly/7487

Klacz ( była własnością koleżanki z klasy z THK )  została zajeżdżona przeze mnie, potem jeżdżona przez koleżankę. Następnie znów trafiła pod mój tyłek i była przeze mnie naskakiwana + koleżankę ( ale nie właścicielkę Prewii) - przeszła nawet zawody. Koleżance się znudziła, to oddała ją do szkółki. Woziła dzieciom tyłki.... w ogóle nie jest dobrze ujeżdżona. Znów ktoś się może nabrać... a szkoda.

Czy tak jeżdżony koń może być dobrze zrobiony ?




to teraz wystawiasz sobie złe świadectwo - bo sama zajeździłaś, skakałaś - a teraz twierdzisz, że koń jest źle ujeżdzony...
Nie, po prostu moja robota poszła na marne. Chodziła bardzo ładnie, ale szkółka ją zepsuła.

Dlatego nie rozumiem pisania w ogłoszeniu, że klacz jest dobrze ujeżdżona.

edit.  + pisanie nie prawdy jakoby ta klacz była naskakiwana od miesiąca. ( na Pw podeslę linki, gdzie sa skoki z 2011 roku)
Farifelia   Farys 21.05.2008
12 lipca 2013 15:15
Dodofon, to że ktoś konia zajeżdżał i naskakiwał, nie znaczy że źle to zrobił. To jak ktoś potem jeździ i jak koń chodzi w efekcie końcowym, może całkowicie odbiegać od początków.
Pomyśl. Na przykład jakiegoś konia zajeżdżała osoba o dużej sławie i popularności, która każdy wie, że dobrze robi konia i zna się na tym.
Koń poszedł w inne ręce, zaczął chodzić pod osobą jeżdżącą znacznie gorzej, która w efekcie konia "zepsuła" i koń chodzi tragicznie.
Czy to oznacza, że zawiniła ta osoba, co konia zajeżdżała?
No chyba nie...
Prosty przykład. Totilas. Chodził efektywnie wysokie konkursy w ujeżdżeniu. Trafił pod inne skrzydła i co? Ponoć z koniem się dogadać nie da 😉
edytowałem wpis.

Klacz była na prawdę moją ulubiennicą. Była na sprzedaż na początku tego roku ( chyba w kwietniu) niestety nie mogłem kupić, bo nie miałam kasy.

Wkurza mnie, bo w ogłoszeniu nie ma podanych prawdziwych informacji
Prosty przykład. Totilas. Chodził efektywnie wysokie konkursy w ujeżdżeniu. Trafił pod inne skrzydła i co? Ponoć z koniem się dogadać nie da 😉

Raz, że koń od dłuższego czasu jest kontuzjowany, dwa Rath i Gal to raczej ta sama półka, oczywiście Holender bije go na głowę doświadczeniem.
Farifelia   Farys 21.05.2008
12 lipca 2013 15:22
armara, możliwe, ale czytałam jakiś czas temu na temat Totilasa i słyszałam, że teraz sobie nie za dobrze z nim radzi. Stracił na efektywności.
Mówię jedynie co wyczytałam jakiś czas temu, jak jest obecnie i faktycznie? Wie w sumie na pewno ten, kto Totilasem się zajmuje 😉
Ale w ogłoszeniu o siwej klaczy nigdzie nie jest napisane na jakim poziomie jest ujeżdżona. Dla niektórych "dobrze" może oznaczać, że pójdzie brązową odznakę. A na zdjęciach widać, że klasa C to to nie jest. Więc na co tu się ktoś ma nabierać?
a o tym nie pomyślałem.
😉
Dla mnie dobrze tzn. odpowiadać na sygnały, bycie przepuszczalnym etc

Ale nie bycie zabranym ze szkołki  🙂
Zna ktoś może osobę którą wystawiała to ogłoszenie?
http://tablica.pl/oferta/kon-do-adopcji-lub-oddania-ID2XMMH.html#b387986d13
lub wie czy ten konik znalazł już nowy dom ?
zależy mi żeby sie dowiedzieć bo jestem zainteresowana adopcją 😉
Farifelia   Farys 21.05.2008
23 lipca 2013 08:39
lunqa, najlepiej sobie tam zadzwonić 😉 Ogłoszenie wygląda na dość rozsądne. Ktoś szuka miejsca na konia do towarzystwa dla emeryta 🙂
Farifelia
zadzwoniła bym gdyby tylko był jakiś numer kontaktowy  🙁
Podaj mi twój numer kom na PW - załatwię Ci kontakt
Farifelia   Farys 21.05.2008
23 lipca 2013 17:13
lunqa a wiadomość pisałaś? Bo widzę, że wiadomość wysłać można 🙂

Ja za to tak z przypadku, trafiłam na ciekawego konia. Ładny z umaszczenia, z budowy niczego sobie. Młody, jeżdżony wydaje się - nie najgorzej.
Jednak co mnie zastanowiło - cena - 8tys.
Wydaje mi się zaniżona jak na tego konia. Pomyślałam sobie najpierw, że może kontuzjowany, z jakąś wadą ukrytą i może temu.
Z ciekawości sprawdzałam też jego rodowód i natknęłam się na coś bardzo dziwnego... Po pierwsze, koń nigdzie nie widnieje.
Ani w bazie koni, ani nawet na stronie Polskiego Związku Hodowców Koni, gdzie są z reguły wpisywane wszystkie konie jakie się urodziły i zostały zarejestrowane.
Zarówno matka, jak i ojciec wyżej wymienionego konia widnieją na stronie PZHK. Ale nie ma ŻADNEGO potomstwa obu tych koni.
Co o tym myślicie? Może to być koń bez papierów? kradziony? Albo coś innego?
Tak tylko sobie gdybam, ale bardzo mnie to zaintrygowało 😉

Tu jest link do ogłoszenia z tym koniem:

http://alegratka.pl/ogloszenie/piekny-i-spokojny-walach-do-rekreacji-22577216.html?h=eae956ed714d8d1a

Ojciec oraz matka są podane w ogłoszeniu na innej stronie:

http://konskijarmark.pl/konie/sprzedam-konia/piekny-walach-do-rekreacji-s1010.html
koń od Pawłowiczów ( Marek Pawłowicz to sędzie), nie sądzę żeby sprzedawał kradzione konie 🙂
Farifelia   Farys 21.05.2008
23 lipca 2013 18:44
Perlica, ooo widzisz 🙂 Ja nie mówię, że kradziony, tak tylko gdybam 😉
Ale dziwne mi się to wydaje właśnie, że koń nigdzie nie widnieje. Jaka może być ku temu przyczyna?
Farifelia, może jego imię używane jest inne niż w papierach? 
Farifelia   Farys 21.05.2008
23 lipca 2013 19:29
anai, z tym że sprawdzając jego rodziców, nie ma ani jednego konia, który byłby ich połączeniem. Mam nadzieję, że rozumiesz o co mi chodzi 🙂 Ta klacz z tym ogierem nie ma żadnego potomstwa 🙂 Owszem, są użytkowane w celach hodowli ale Hindostan nie krył Ikebany 😉 Tak przynajmniej wynika z wpisu na PZHK. No chyba że nie wszystkie konie tam wpisują, aż tak się nie znam 😉
Ale wydaje mi się, że wszystkie zarejestrowane konie tam powinny widnieć.
Mimo wszystko, wydaje mi się, że 8tys to mało za tego konia  🙄
Farifelia, nie wszystkie - klacz, która startowała na Partynicach (a więc musiała mieć paszport!), a była z Ochab, nie ma w bazie PZHK 🙂
Najlepiej zadzwonić i zapytać, by rozwiązać zagadkę 😉 Ja zgaduję, że koń po prostu jest NN, a po prostu wiadomo, co to byli za rodzice 🙂
Farifelia, rozumiem.  A tak swoją drogą. , skąd  wiesz która Ikebana?  Wyskoczyło mi coś ok. 30 klaczy o tym imieniu 🙂
Aby odpisać w tym wątku, Zaloguj się