Kącik Seniora - czyli koń na emeryturze

majek   zwykle sobie żartuję
27 marca 2019 10:16
amnestria nie kojarze takiego watku, dawaj tutaj, emerytura to stan umyslu (chociaz wielu konskich seniorow sie z tym nie zgadza :emoty327🙂.

Ja jutro testuje nowego ewentualnego konia do dzierzawy 2x w tygodniu, trzymajcie kciuki, od 10 lat niewiele razy wsiadalam na nie swojego konia, zaraz sie okaze, ze nic nie umiem.
majek, oo, co to za koń? Opowiadaj
majek   zwykle sobie żartuję
27 marca 2019 10:43
Kon w tej samej stajni, co stal moj. Pojechalam wczoraj po Esenta  rzeczy i wlascicielka do mnie, ze `chyba nie przyjechalas sie zegnac na zawsze?`. Wiec mowie jej, ze wlasciwie to chcialam spytac, czy nie zna kogos, kto chcialby udostepnic konia do jazdy 1-2 razy w tygodniu. Ona na to, ze dziewczyna, ktora ma konia o imieniu Toby pytala, czy ja bede szukac, bo ona nie ma czasu wsiadac wiecej niz dwa razy w tygodniu a mnie zna, wie jak jezdze itd. Tylko jeszcze nie chciala sama dzwonic, bo to moze dla mnie za wczesnie.
Wiec zadzwonilam, umowilam sie na jutro. Kon ma 16 lat, jest cobem po huntingu (ale dawno to bylo), generalnie mozna z nim robic wszystko. No i  nadaje sie dla wiekszej osoby takiej jak ja. Wiec trzymajcie kciuki.
Powiedziala, ze moge na nim nawet startowac jak chce (chyba w konkursie pieknosci  :hihi🙂
majek, ojej, ale super! Fajnie, że w tej samej stajni, bo znasz już wszystko i wszystkich, ludzie znają Ciebie. Może ta pustka po Twoim koniu nie będzie tak dotkliwa. W takim razie bardzo trzymam kciuki, żeby Wam się fajnie współpracowało :-)
Mija czwarty miesiąc od tego strasznego popołudnia, kiedy już miałam dzwonić po weta bo podjęłam decyzję, a on zmartwychwstał.
Nie jest super, nigdy nie będzie, pewnie przyjdzie całkiem niedługo ten dzień kiedy trzeba będzie mu ulżyć w cierpieniu ale póki co wydaje się być całkiem zadowolony z życia. Oddech i tylne nogi średnio, ale stabilnie. Wytrzymuje już po 8-9 godzin na padoku bez omdleń, wraca żywym krokiem do boksu. Może dane nam będzie jeszcze trochę się sobą nacieszyć  😍

Robaczek M.   i jej gniade szczęście:)
27 marca 2019 14:25
seczuanowa ogromnie się ciesze, trzymam kciuki za zdrowie i sprawność 🙂 i cichutko bardzo zazdroszcze (mimo wszystko pozytywnie).
Mojej Monetki nie ma prawie dwa miesiące, a ja ciągle mam przed oczami jak się przewraca, jak ją podnoszą i ona znowu leży bo nogi nie wytrzymują...
Byłam w fundacji w niedzielę, to co tam widziałam było straszne. Konie wyniszczone i takie mimo wszystko niechciane. A ja bym wszystko oddała za jeszcze jeden dzień z moim Tuptusiem 🙁
bjooork   sprawczyni fermentu na KZJ-cie
27 marca 2019 14:51
[quote author=majek link=topic=210.msg2855920#msg2855920 date=1553683405]
Kon w tej samej stajni, co stal moj. Pojechalam wczoraj po Esenta  rzeczy i wlascicielka do mnie, ze `chyba nie przyjechalas sie zegnac na zawsze?`. Wiec mowie jej, ze wlasciwie to chcialam spytac, czy nie zna kogos, kto chcialby udostepnic konia do jazdy 1-2 razy w tygodniu. Ona na to, ze dziewczyna, ktora ma konia o imieniu Toby pytala, czy ja bede szukac, bo ona nie ma czasu wsiadac wiecej niz dwa razy w tygodniu a mnie zna, wie jak jezdze itd. Tylko jeszcze nie chciala sama dzwonic, bo to moze dla mnie za wczesnie.
Wiec zadzwonilam, umowilam sie na jutro. Kon ma 16 lat, jest cobem po huntingu (ale dawno to bylo), generalnie mozna z nim robic wszystko. No i  nadaje sie dla wiekszej osoby takiej jak ja. Wiec trzymajcie kciuki.
Powiedziala, ze moge na nim nawet startowac jak chce (chyba w konkursie pieknosci  :hihi🙂
[/quote]

majek I to jest bardzo dobra wiadomość mocno trzymamy za Was kciuki. Choć na bank - żaden inny koń nie będzie taki jak te nasze stare pierdziele :P
Mój miał w weekend zniżkę formy (za gorąco), a dziś jego "ciocia" przez telefon relacjonowała, że wczoraj po tej zadymce śnieżnej i ochłodzeniu koń żywy i roszczeniowy. Znaczy się, że jeszcze chwilę się poturlamy.
majek   zwykle sobie żartuję
27 marca 2019 15:08
Tak, ten kon jest zupelnie inny juz na pierwszy rzut oka. Cos jak przesiasc sie z malej sportowej mazdy do toyoty hilux z poszerzonymi kolami.

Bjoork, chyba musisz sie zastanowic nad montazem klimatyzacji u niego w boksie.
Fajnie majek,, to chyba nawet lepiej dla głowy (Twojej), że jest zupełnie inny.
A ja, słuchajcie, przywiozłam sobie Babulkę w końcu! I te trzy dni (jeden w podróży "tam" czyli Niemcy- Warka, drugi na miejscu w Wawie i trzeci na powrót już z koniem) to był jakiś totalny koszmar!
Zaczęło się w podróży: jechaliśmy z psem i coś zaczęło nam się wydawać, że z nim marnie. Nie pił, nie chciał nawet wysiadać, apatyczny i osłabiony. Nawet już guglałam wetów całodobowych, ale postanowiliśmy poczekać do rana, do zaplanowanej wcześniej wizyty u polskiego weta (to stary pies, chcieliśmy mu zrobić usg wszystkiego). Gnaliśmy zatem z nerwami na wierzchu, choć słowo "gnaliśmy" jest nieco na wyrost. Bo jechaliśmy "służbowym" koniowozem, którym się wszyscy, na czele z szefowymi, nieustannie zachwycamy. A bo jest na dwa konie, ma do tego socjal i jest na normalne prawko B. Takie cudo. Więc sobie nim jeździmy bez stresu po Niemczech i nawet po Polsce, bo i w Poznaniu z koniem byliśmy. Ale gnać się nie da- ma blokadę prędkości i szybciej niż 90 nie pojedzie. Zatem jedziemy i jedziemy 90 z tym psem słabym, czasem się z TŻ zamieniamy za kółkiem (a co, też bym se poprowadziła), dojeżdżamy do płatnych odcinków autostrady zwanej autostradą wolności, na bramkach płacimy jak za osobowy (panie się wychylają z budek i tak nas podliczają), no generalnie jakoś leci ta droga. Aż tu przed nami krokodylki tak zwane, czyli Inspekcja Transportu Drogowego, nam mryga i zaprasza "Jedź za mną". To jedziemy, myśląc, że się panom nasze autko spodobało. I owszem, spodobało, ale do do tego pytają o Viatoll. My, że nie, to przecież osobówka. I tak sobie miło rozmawiamy, oni, że potrzebujemy, my, że nie, ale skoro nalegają, to zaraz kupimy na stacji, a oni, że doceniają chęci, ale nie mogą nas puścić. I otóż się okazało, że nasze cztery kółka mają w polu F2 wbite jednak 4500 kg, a do tego musimy zapłacić kaucję, i to gotówką lub kartą. Takie tam 1500 zeta. Próbujemy negocjować, prosić, błagać, ale sytuacja jest słaba. Panowie mili, może by i pomogli, w czasach kamer to jednak niemożliwe. Mamy przy sobie polską kartę kredytową (nieważną, ważna czeka na warszawskim adresie, bo zagranicę nie wysyłają), polską kartę płatniczą (a na niej ze 20 zeta, bo chcę zlikwidować to konto), kartę niemiecką (w panów terminalu nie przechodzi) i gotówkę w euro (w euro panowie nie przyjmują). Jest późny wieczór, więc nikt mi nawet na cito nie zasili konta. Totalnie patowa sytuacja. Panowie wiozą mnie do Konina, do centrum handlowego z kantorem. Wymieniam wszystko, co mam i nie pytajcie, jak się czuję jadąc z obcymi facetami jakimiś tajnymi przejazdami autostradowymi, po ciemku. Telefonu zapomniałam 🙂. W kantorze dostaję 1360 zeta. Mówię to panom. Mówię też, że nie wiem, co teraz, i że mam pewien pomysł, ale się wstydzę to powiedzieć głośno. Na to pan: "Chyba wiem, co ma pani na myśli i też mi to przyszło do głowy". Jedziemy więc do jego bankomatu i gość mi pożycza 140 zł. Wszystko to idzie na poczet kaucji i jedziemy dalej, nadal bez Viatolla (ale z kwitem, że teraz to już możemy, przez 24 godziny). I pomyśleć, że chciałam po konia wysłać  po prostu jakiś transport łączony, ale wychodziło dużo drożej... Zamiast o 20stej byliśmy więc po północy.
Następnego dnia rano usg psa. Usg nieźle, jak na takiego dziada, ale pies ma gorączki 40, 3 stopni. Badają go na wszystkie strony, nic nie wiadomo. Kolejna wizyta wieczorem. Wieczorem nadal nic nie wiadomo, gorączka 40, 2, bardzo spadły czerwone krwinki. Rano musimy wracać... Dowalili mu kroplówy, sterydów, noc spokojnie, rano dużo lepiej.
Koń się zapakował bez problemu, tyle, że jechaliśmy straaasznie długo, 16 godzin. Oddając po drodze Viatoll, który, jak się okazało, zużył nam zaledwie ze... 40 złotych.
Wysiedliśmy ledwo żywi, koń też. Za to na miejscu tylko krótkie "Ihahaha", żadnych teatrów, bardzo przyjaźnie. Następnego dnia była jeszcze trochę zagubiona, ale teraz, po 3ch dniach już uważam, że to była najlepsza decyzja. Jest szczęśliwym koniem 🙂
efeemeryda   no fate but what we make.
31 marca 2019 20:18
Co do psa, jest brana Babesia pod uwagę ??

Współczuje przygód  🙁
Babeszja wykluczona- krew pobrano i rano, i wieczorem, też z ucha. Pies był OK dwa dni, w piątek znowu odleciał. Jedynym pomysłem jest IMHA (coś w rodzaju anemii immunologicznej). Wyniki jutro.
No ale to offtop.
Obiś   Marzenia się spełniają i nie mów mi, że nie.
31 marca 2019 21:24
paa Kurczę, to mieliście "atrakcji".Ale dobrze,że chociaż finalnie koń zadowolony a za psiaka trzymam kciuki  :kwiatek:

My też zaliczyliśmy przeprowadzkę, wczoraj. Miałam problem z załadowaniem kucynka, ale ostatecznie zmieniliśmy taktykę i wpakowałam go bezpośrednio z boksu i poszło już supełnie bezproblemowo. Zestresował się mocno, wyszedł mokry a jechaliśmy właściwię chwilę, bo z 20km. Ale już na miejscu to totalny luz. Najpierw poszedł na ujeżdżalnię będącą przy zimowym wybiegu na którym konie jeszcze są. Potem go połączyłam ze stadem. Wlazł w nie z taką pewnością,że nic nie śmiało nawet próbować mu blokować dojścia do siana. Jeden wałaszek chciał go "odsunąć dalej" to wycedził serię zadów i wytłumaczył koledze,że jednak nigdzie nie zamierza się ruszać  😁. Później stały totalnie bezproblemowo, dziś jak byłam to samo,jakby w ogóle nie był nowym koniem w stadzie tylko wlazł do siebie  🏇
Dziś nawet już coś poczłapaliśmy po ujeżdżalni. Nie jezdziłam po placu od 3 lat, to było taaakie cudowne  😍
Teraz to tylko do maja, kiedy pójdzie na łąkę  😍


majek   zwykle sobie żartuję
01 kwietnia 2019 08:42
O rety, Paa, to faktycznie przygody. Trzymam kciuki za psa. 
Autostrada wolnosci... ja tez tam zawsze mam przygody z tymi babkami, zwlaszcza fajnie jest jak sie ma kierownice po prawej stronie i trzeba sie do nich przebiec za kazdym razem.  I zawsze do zaplacenie cos z jakas idiotyczna koncowka 90 groszy.  `Wolnosc` wziela sie z tego, ze jezdzi sie tam wolno.

Tak, nowy kon lepiej mi zrobi na glowe, zdecydowalam sie wsiadac 2x w tygodniu. Kon jest spoko, idzie jak czolg, ma bogata osobowosc na pewno, strasznie byl zdziwiony, ze jego pani na dole, a ktos siedzi na gorze i czegos chce, przetestowal mnie tez kilka razy, ale delikatnie (ojej ptaszek, bede uciekal) ale absolutnie nic sie nie wydarzylo. Zaskakujaco do przodu jest ten kon jak na taka mase  🤔. I nie jest cobem, tylko rasowym Irish draught sport horse. Bede miala pocieche i satysfakcje, moj byl samograj, tutaj musze pilnowac kazdego zakretu.

Wczoraj ogarnelam caly sprzet jaki mi zostal po Esim, popralam derki i czapraki, chyba rozdam po kolezankach, jak cos beda chcialy, reszte wywioze do schroniska dla koni.  Caly pokoj sprzetu, jak mi sie to miescilo w jednej szafie? ... ano tak, mialam jeszcze bagaznik.
Prawie się tu nie oddzywam, bo z telefonu nie chcą mi się wysyłać wiadomości  😵 ale cały czas czytam co u Waszych seniorów.
Dziś u nas wyjątkowy dzień. Ruda zołza kończy 23 lata  😅
Obawiałam się, że nie dożyje tego dnia, bo ostatnio poczuła wiosnę dość mocno i zaczęła startować do przewodniczki stada  😵 😁 😜
Pachniało wielką wojną  😀iabeł: Na szczęście odpuściły obie  😂


Rude to charakter  😁 Zdrowia  😅
trzeszczki   kto nie miał rudego, ten nie miał najlepszego
04 kwietnia 2019 07:27
HAHAHA
Powtarzam tak od ponad 20 lat bo tyle mam swojego Rudzielca . Moja Rudzina skończyła 23 lata miesiąc temu. Pomimo przygód zdrowotnych, bo najpierw miała odpryskowe złamanie stawu pęcinowego a potem (bo chciałam dobrze i faszerowałam ją różnymi suplementami na stawy) eozynofilowe zapalenie jelita cienkiego, zasuwa pod sidłem. W zależności od samopoczucia i aury pogodowej, albo jeździmy w 3 chodach albo upychamy ciągi  😅 Moja córa też edukuje się na niej i na stare lata Ruda z konia jednoosobowego, zrobiła się koniem dwuosobowym 🙂

zawsze powtarzam, że takich koni, jak z roczników lat 90-tych to się już nie produkuje . To one są gnioca-nie-łamioca.

a teraz korzystając z okazji, bo rzadko coś piszę, chciałam się Was zapytać czy któraś używała lamp Solluxa tych ludzkich. Nie stać mnie na solarium a w stajni, w której jesteśmy też takowe nie istnieje. Tak sobie ostatnio pomyślałam o ludzkich lampach. One mają przeważnie moc 100 albo 150W. Końskie mają od 175W. Czy jest sens kupować? Nie są drogie bo w granicach 100zł.

https://apteczka24.pl/philips-150w-lampa-lecznicza-sollux-poczerwien-3001-momert,id9985.html?gclid=EAIaIQobChMI19rC2OW14QIVRpSyCh3ajgT4EAQYASABEgKWVPD_BwE


a na koniec zdjęcie z 23 urodzin  💘 lekko siwe włosy tylko na korpusie głównie pod czaprakiem i w grzywie. Wszyscy mówią, że się nie zmienia od 10 lat tylko demencja się pogłębia czasem, a może to ta rudość  🤔wirek:

bjooork   sprawczyni fermentu na KZJ-cie
04 kwietnia 2019 10:06
Trzeszczki u nas w stajni w poprzednim sezonie wymienialiśmy lampy (te czerwone) - okazało się, że świetnie pasują i sprawdzają się żarówki, które mój małżonek stosuje w jakiś urządzenia gastronomicznych. Znajomy ze wsi śmiał się, że takich samych używa do lampy dla kurczaków. Dlatego obstawiam, że ludzki Solux da radę 🙂
trzeszczki, ja też naświetlałam miejscowo ludzkim.
My już chyba pasujemy do kącika? Babulka wczoraj skończyła 20 lat 😅.
Jesteśmy już tydzień w nowym domu i, mimo że wyżej opisana podróż mocno mnie zmroziła i zaczęłam wątpić w sens targania jej taki kawał, to był świetny pomysł. Jest cały boży dzień na dworze z innymi końmi w różnym wieku. Skubie trawę, do tego podejdzie, do tamtego, cały czas się przemieszcza! Zamierzałam ją brać na spacery, ale widzę, że teraz nie ma zupełnie takiej potrzeby. Stępuje aż miło popatrzeć. Kiedyś pewnie wsiądę, żeby jej pokazać okolicę (krowy, hehe), zwłaszcza, że jeszcze ma podkowy. Od razu też bezproblemowo odnalazła się towarzysko, a z tym bywało różnie. Takie przyjazne te konie, że szok.




A do tego widzę ją z okna domu 😎
trzeszczki  na stronie stajnia 'Trot - szkapowe mądrości' (nie umiem wstawić linku) jest cały artykuł o samodzielnym zrobieniu solarium
Jak Wasi seniorzy przy zmianie sezonu?
20-letni już Laptop pozdrawia 🙂
Kastorkowa   Szałas na hałas
07 kwietnia 2019 19:53
Gutek jak młody bóg  🙂
Za nami mocno terenowy rajdowy weekend.

Kastorkowa, świetny jest 😍
[img]https://lh3.googleusercontent.com/TuH-ZbZLYkxsUlIgvxJSL1KGmvNdOXiYntf-nCorp3w4ecfq9A9JzEBHw7fUqEFgb7xoyAnp4IrnAnFaq_hGRVv1GQfHW1ebw1bgnLjY-ypF4r7sOKUR_GnfsrARxc-dwAZlQyRvqCtmfw0I4N_DvrxdNnjcf7arwMVpcKK1ig40r_P-ppV_ICbkiQ7GMPOn3JtozNQ09S0vsNi6WumZe-5UBLTXX48CUDlidciDutoqqhJSCG2s_W6iYHbZ6B4a9oWID7onaJ2y5GZrEUOYWYq3mwawa0M0BTxT5DXGx8JERwafiuydk1rggoes9FFyOzqSNlOgv2My4P4JyGWBu4GRe7fhivYXqGWUBnkK2RZ4bbi9zbT0L5qvX826GkYXU-Fvxqlpmz7f2NX-RYcsmXPW_p-YlHErp0s0C4ZnxXMQBhe_4e5_4e8MGNkZaXAtUOn7tvT4mAQPavBEfk71iFXLbETGOfZod94lqNzNAe4Ur2A8CxGJpHG8PfOChGw2o7bB3SknNm3b25BILoQltqkZpAjvyfsr-A1uoE-yK_upkBLCcEhQqgr8R7Ye5hkTC8i5Ah4IlhkJGiKQDhKk_h_b6sKbNumV8oWIV2eLdFj55NTQq1l44vIqlegiz74hNGlAvSKI0vJuxNtetxkSXszjcjeVp9_s-D3ijVdQ6-ebyvHQKREBkRmvfpnO2x9RHMlZ2dOjepX0quFiEsVCcL6W6w=w1092-h820-no[/img]

Dziadzio Trevorro kończy w niedzielę 26 (albo 27 - zależy od papierów na które się spojrzy). Piętnasta młodość, choć coraz gorzej z grzbietem. Pomimo diety, pracy, gimnastyki i masażów zaliczamy ciągłe spadki z masy w tej okolicy. Ostatnio dały nam się we znaki tez kleszcze - połączenie ropnego wysięku spod ganaszy i długaśnej zimowej sierści spowodowało duży ubytek w naskórku. Chyba się posklejało do kantara a potem podczas czochrania o coś wydarło. Aktualnie więc na pastwisko łazimy z gołą główką.

Widzę też potrzebę częstszego odrobaczania dziadka. Też tak macie  ze swoimi, czy to tylko mój tak ma? Jak go odrobaczam 3 razy w roku to pod koniec każdego okresu jest duży problem z biegunkami. W tym roku spróbuje 4 razy. Na szczęście po robakach nie kolkuje.

Na starość widzę też że zmienia się jego nastawienie do świata. Mocno wyluzował, czego nie należy mylić z apatią. Łazimy po lesie, spotykamy ludzi, łosie, psy, inne konie, czasem quady, a on tak po prostu bez odpałów przechodzi obok. Jednak jak na dobrej prostej popuszczę mu trochę wodze fantazji to mi z tyłu zastęp wrzeszczy, żebym zwolniła, bo nie dają rady 
No i pierwszy rok udaje nam się dokonać galopu w stronę stajni bez odpalenia wrotek i prędkości nadświetlnej. Wszystko elegancko pod kontrolą... Może to racja że folbluty do 25 roku życia tylko rosną a dojrzewają dopiero później?
maleństwo   I'll love you till the end of time...
09 kwietnia 2019 15:17
Teklan kwitnąco, nie schudł wreszcie N zmianę sierści, jest zadowolony, wyluzowany, zajmuje się doglądaniem innych koni oraz porządku, czym zyskał sobie ksywke "Prezes".


Fenek ja swoje zawsze odrobaczam 4 razy do roku. Jak były rzadziej odrobaczane, pasożyty idealnie przechodziły cykl i się bardzo namnażały, raz nawet wyhodowaliśmy tasiemca 😉 Okresowo badam kupy, aby tez wiedzieć jakim środkiem uderzyć w robale. Mimo, że po koniach nigdy nie było widać pasożytów, to one sobie w nich były. Nigdy jednak nie dopuściłam do inwazji, co się udało u sąsiadów odrobaczających konie przed puszczeniem na trawę i po sezonie pastwiskowym. Lepiej zapobiegać, niż później leczyć. U sąsiadów klacz po odrobaczeniu przytruła się toksynami martwych robali, dostała niewielkoego mięśniochwatu, wyniki wątrobowe wyszły marnie a do tego seria podawanych past leczniczo wyniosła ją 5x40 zł +1× dwuskładnik za 100 zł na koniec kuracji, i to wszystko podane w ciągu jednego miesiąca.( nie wspomnę już o kosztach przyjazdu weta, rozszerzonych badaniach krwi, kilkukrotnym badaniu kału i podawaniu czegoś tam w zastrzyku) a klacz wyglądała ładnie. Zaniepokoiło nas drżenie konia w chłodniejsze dni we wrześniu.
Fenek ja swoje zawsze odrobaczam 4 razy do roku. Jak były rzadziej odrobaczane, pasożyty idealnie przechodziły cykl i się bardzo namnażały, raz nawet wyhodowaliśmy tasiemca 😉 Okresowo badam kupy, aby tez wiedzieć jakim środkiem uderzyć w robale. Mimo, że po koniach nigdy nie było widać pasożytów, to one sobie w nich były. Nigdy jednak nie dopuściłam do inwazji, co się udało u sąsiadów odrobaczających konie przed puszczeniem na trawę i po sezonie pastwiskowym. Lepiej zapobiegać, niż później leczyć. U sąsiadów klacz po odrobaczeniu przytruła się toksynami martwych robali, dostała niewielkoego mięśniochwatu, wyniki wątrobowe wyszły marnie a do tego seria podawanych past leczniczo wyniosła ją 5x40 zł +1× dwuskładnik za 100 zł na koniec kuracji, i to wszystko podane w ciągu jednego miesiąca.( nie wspomnę już o kosztach przyjazdu weta, rozszerzonych badaniach krwi, kilkukrotnym badaniu kału i podawaniu czegoś tam w zastrzyku) a klacz wyglądała ładnie. Zaniepokoiło nas drżenie konia w chłodniejsze dni we wrześniu.


No właśnie też jestem zdania, że lepiej zapobiegać i że taniej podać pastę niż płacić za weta przy kolce albo łatać seniora po permanentnej biegunce. Dziwie się wciąż, że niby światli i dokształceni właściciele koni uważają, że dwa razy to wystarczy i sprawa załatwiona... a potem się dziwią kolkom, sraczkom, chudnięciu, dziwnym zmianom skórnym i apatii, zwalając na wrzody, stan wody, smog i inwazję kosmitów.
Fenek, bo w starych książkach są zapisy, że konie odrobacza się dwa razy, tylko nikt nie doczytał, że przy sposobie utrzymania koni alkierzowym (pół roku koń stoi w stajni a w maju wychodzi na trawę (pierwsze odrobaczanie) i po sezonie pastwiskowym schodzi (drugie odrobaczanie) i już nie ma styczności z pasożytami z zewnątrz 😉 ktoś kiedyś mi nawet ten zapis w książce pokazywał jako dowód 😉
Obiś   Marzenia się spełniają i nie mów mi, że nie.
18 kwietnia 2019 20:48
Jak tam seniorzy w tą piękną pogodę  😍?

U nas po zmianie stajni dość pracowicie  🏇. Oczywiście po pracy w nagrodę żarłoking-trawing  😁

maleństwo   I'll love you till the end of time...
19 kwietnia 2019 13:10
Pogoda super, bo słonko grzeje gnaty, a jeszcze nie ma robali. Moj koń mega kontent, nogi mają obecnie dobry moment i nawet specjalnie nie kuleje. Nowa stajnia bardzo mu służy, nie pamiętam go tak wyluzowanego.
Baba super, już 3 tygodnie po przeprowadzce, zadowolona, rusza się jak nowa (przynajmniej luzem, bo na wsiadanie się wciąż nie zdecydowałam 😉 ),  w stadzie jest wiceszefową i chyba nawet trochę przytyła.
Aby odpisać w tym wątku, Zaloguj się