Jakie AUTO, czyli czym i dlaczego jeździmy? ;)

jkobus, No właśnie z tymi najmami tak jest tj. o ile jeszcze dobra oferta leasingu na firmę się opłaca, tak najmy z limitem kilometrów są czasem chyba przewidziane na miejską rodzinę albo emerytów, którzy jeżdżą tylko 1 w tygodniu do kościoła i codziennie po bułki 3 km od domu...
W ogóle - jeździ tu ktoś elektrykiem? Spoko jest? U siebie w mieście widuję tylko Tesle (np. ładujące się pod takim Leclerkiem... ).

jkobus, A wracając do tematu.... VW Transporter to jest spoko sprawa, Tj. na pace na serio jest mega dużo miejsca + wjedziesz tym w pole + przewieziesz 2 konie przyczepą, no mega użytkowa sprawa... ale rynek to wie 🙂 więc pewnie zadbanego egzemplarza trzeba się naszukać, ale myślę, że warto. No i całkiem wygodna kabina, siedzenia...
Vito też jest spoko, wjeżdża wszędzie, wyjeżdża wszędzie ...
A Ford C-Max? Wydaje mi się, że w środku jest dużo miejsca...
majek   zwykle sobie żartuję
12 lipca 2021 09:52
Nie zdecydowalabym sie na zakup elektryka na Twoim miejskcu jkobus, wybacz, ale
mieszkasz na zbyt dyzym za... upiu.

Mamy kilka elektrykow w firmie i one sie przemieszczaja glownie miedzy naszymi dwoma adresami. To, w naszej flocie, co ma wieszy zasieg to raczej ekodiesle.

VW transporter fajny. Ale bedzie drogi.

Mam dwie znajome wielodzietne rodziny. Jedna poleca VW sharana 7 osobowego (sami rodzice sa juz bardzo dorodni, tak powyzej 100 oboje). Oni maja 4 dzieci, z tego pare bliziat w wielkim wozku, ktory sie miesci tam gdzies w nagazniku z zakupami.

Druga rodzina 2+3 chlopakow nastolatkow plus niemowle porusza sie przerobionym oplem vivaro, tam z przodu sa trzy siedzenia, dorobili dodatkowe 4 na polowie paki i powiem Ci, ze to jest sztos. Wszystkie siedzenia z tylu to normalne fotele, a nie jakies autobusowe miekkie laweczki, mozna je rozkladac, wyjac jedno itd. A na pake miesci sie mnostwo rzeczy. Mnie sie marzy takie auto, moj maz teraz musi wymienic swojego vana (renault master) na nowszy model, zeby moc wiechac do Londynu i nie placic oplay za spalanie, mam nadzieje, ze wlasnie cos takiego ustrzelimy.

Z tym elektrykiem to oczywiście czysty absurd - ale na elektryka przysługuje mi 27 tysi dotacji. I na nic innego. Przy skali inwestycji w gospodarstwo, które jesteśmy zmuszeni cały czas finansować - po prostu nie mamy wolnej gotówki. I co najmniej jeszcze parę lat tak będzie.

GDYBYM miał brać elektryka (co jest mimo wszystko mglistą dość perspektywą...) - to po pierwsze: raczej właśnie duży samochód rodzinny, na wspólne wyjazdy na zakupy, czy do Warszawy (na Żoliborz, do dziadków, mam niecałe 90 km, tyle powinien dać radę...). Nowy, z dobrze działającą klimą, obszerny (Zafira e-Life jest o połowę większa od starej Zafiry, to zupełnie inna jakość...). I relatywnie rzadko wykorzystywany. Na dojazdy na stację kolejową kupimy coś małego, najchętniej w benzynie, co by nie było problemu zimą. Takie coś i za 1000 zł da się znaleźć. A nie jeżdżę przecież do pracy ze wszystkimi dziećmi. Na razie...

Po drugie - do kompletu wtedy byśmy założyli fotowoltaikę. Której jedynym zadaniem byłoby ładowanie tego elektryka. Który i tak głównie by stał przy domu - więc dałoby się to pewnie jakoś skalibrować. A na fotowoltaikę też jest dotacja. Tyle, że niewielka - do 5.000 zł. Jak na potrzeby bytowe naszego gospodarstwa, moc, którą można by uzyskać wykorzystując do maksimum te 5 tysi to jest śmiech na sali i w ogóle szkoda gadać - ale na samochód, który może sobie stać cały dzień..?

Oczywiście, jest to technicznie absurdalne i mocno przypomina drapanie się w lewe ucho przekładając rękę pod prawym pośladkiem. Ekonomicznie też jest zwyczajnie głupie - ale dotacja... Przecież ja tego nie wymyśliłem - to rząd chce być kochany i chce być trendy - więc sadzi takie idiotyzmy...

Testowaliśmy Forda Galaxy, który jest dość podobny do VW Sharan (właściciel się wręcz mylił, bo wcześniej, zdaje się, miał Sharana). Rzeczywiście - jest to trochę wygodniejsze od Zafiry. Ale tylko trochę. Prawdę powiedziawszy - test przekonał nas ostatecznie, że jak mamy wozić całą naszą szóstkę (szybko rosnącą, szczególnie na długość...) - to 7-miejscowy van jest nędznym półśrodkiem i szkoda zachodu.

Do ciągania przyczep mamy, teoretycznie, mojego starego Patrola (który ma się dobrze, tylko wymaga... właściwie wymiany karoserii - niewiele z niej już zostało). Rok temu dumałem, czy by go nie wymienić - ale jak zobaczyłem ceny, to wymiękłem. Mimo wszystko nowe blachy będą tańsze. Co nie jest, oczywiście, szczytem listy priorytetów - więc nie nastąpi szybko. Do tego czasu, z braku przeglądu, Patrol służy mi do rozwożenia siana po padokach...

Jak by się zatem nie obrócić - wychodzi, że potrzebujemy busa.

Teraz tylko strzelić główną wygraną w loterii spisowej - i sprzedać tę nową Yariskę za taką cenę, co by na używanego busa starczyło, co nie..?
majek   zwykle sobie żartuję
12 lipca 2021 14:23
jkobus pociesze Cie tylko, ze dzieci moze rosna wzdluz, ale z uplywem czasu szybko maleje ilosc bagazu, ani sie obejrzysz, a nie bedziesz juz potrzebowal miejsca na wozki czy duperele. Ja mam co prawda tylko dwojke (12 i 9) i zaraz sie przesiadziemy z wielkiego kombi na cos zupelnie miejskiego. domniemajac, ze na wszelkie wypady poza kraj np nada sie ten van meza... Badz bedziemy po prostu tylko latac.

Przeczekac

Swoja droga - oprocz tego, ze to samochod niezbyt wysoki i preferowalam zawsze wysiadac z suva - to jezeli chodzi o wielkosc bagaznika, to moj obecny VW passat pobil wszystko. Zwlaszcza, ze mozna jeszcze te powierzchnie powiekszyc obnizajac podloge. Ilosc bagazu, ktora miescila mi sie w BMW x3 + w bagazniku na dachu + jeszcze trzeba bylo kilka mniejszych toreb poupychac gdzies pod nogami - tu sie miesci wszystko w bagazniku. Pali toto niewiele poza miastem. Spod Londynu do Warszawy udalo nam sie na 1,5 baku. Tylko auto bezdennie nudne, na podryw tym nie pojedziesz. A miejsca na nogi na tylnym siedzeniu jest bardzo duzo. Niestey widac ten gabaryt, bo wystaje na kazdym parkingu pod supermarketem na dlugosc.
Szczerze pisząc najbardziej miejscożrące są foteliki. Jak się przytrafi wypadek i będzie potrzebny kolejny fotelik - to Najstarszy już się zwyczajnie nie zmieści. Mimo, że teoretycznie jest siedem miejsc.

Whatever jednak - Zafira nie dożyje momentu, gdy nie będziemy potrzebowali fotelików, a i moment rezygnacji z wózka (nie tak znowu odległy, najmłodsza już wstaje - tylko chodzenie jeszcze jej się nie udaje...) może okazać się zbyt ambitnym celem. Silnik rzęzi ostatkiem sił...

A ciężko wkładać jakieś tysiące w generalny remont maszyny kupionej za 2000 zł. Już nowa rura wydechowa z tłumikiem i obudową za cztery i pół stówy wygląda na rozrzutność (stara nie to że się urwała - ona się rozpadła...).

Rodzina szwagierki, siedmioosobowa (w tym jeden fotelik i dwa poddupniki) - mieści się w Seacie Alhambra. Razem z (dużym) psem, wózkiem i torbą na pieluchy.

Ale oni są przyzwyczajeni do ścisku. Mieszkają w bloku.

No i w sumie rzadko podróżują.

W zasadzie - jak tak sobie myślę - to koniec końców całe dzieciństwo przemieszczałem się tylko komunikacją publiczną - a wcale nie urodziłem się w mieście. Pierwszy samochód, Syrenkę 104, ojciec kupił dopiero w połowie lat 80-tych, jak była nas już czwórka. A tak, to jeździło się autobusami i pociągami (włącznie z dwukilometrowym marszem pieszym przez las z jednej stacji na drugą, bo tak wypadało po drodze do dziadków...). I jakoś się dało.

Człowiek się łatwo przyzwyczaja do dobrego, nieprawdaż..?
jkobus,

dopłata na fotowoltaikę to 3 tys, nie 5.

Wracając do tematu: jeździ ktoś hybrydą? Jeśli tak, jakie wnioski? Warto kupić?
Przyszła chwila, że muszę powoli zacząć myśleć o zmianie samochodu. Kocham moją babcię-skodę miłością wielką i chyba odwzajemnioną, ale... no układ nerwowy jej szwankuje, znaczy elektryka. Dożywa bidulka swoich dni, niestety.

No i teraz mam problem za czym się rozglądać. Najbardziej to bym chciała taką samą, ale prawie nową. Ale tego to nawet w "erze" nie uświadczysz.

Moje oczekiwania: duży (nie mniejszy niż moja octavia combi); najchętniej z trochę wyższym prześwitem niż ona, ale nie za bardzo, bo im wyżej środek ciężkości tym mniej stabilnie; diesel; w miarę mało palący i dość bezawaryjny, z przystępnymi kosztami serwisu i dobrą dostępnością części i zamienników.

Pochwalcie się czym jeździcie albo z czym mieliście do czynienia.
Budżet nie wiem, ale pewnie 3-4 dychy trzeba będzie wydać. Na lata ma być, bo się przywiązuję a i sprzedać sensownie nie bardzo umiem.
Hermes   Może i mam podły charakter, ale za to dobre serce.
18 lutego 2022 06:32
SzalonaBibi, ja bym na Twoim miejscu zobaczyła sobie kia ceed. Mam co prawda rio 4 letnie i odkąd ją kupiłam jako roczny samochód to kocham miłością wielką, one się tak mało psują, że nawet ja, jako osoba zabijająca samochody nie jestem w stanie jej nic zrobić 😅

Ja za to zastanawiam się nad drugim autem do ciągania koniuchów, podzielcie się czym ciągacie żeby było przyjemne do jazdy i mało awaryjne?
SzalonaBibi, Toyota Avensis II. To jest naprawdę duży, wytrzymały, pakowny i użytkowniko-odporny samochód. I mało palący (w trasie do 5-6l schodzi). Nie wiem, niestety, jak III, ale rozważyć warto.

Kia to też dobra opcja.

A jak nie, to może po prostu nowsza Skoda....?
Znacząco zmieniły mi się założenia i budżet ale od tygodnia jestem właścicielką opla merivy. Dość stary, bez zbędnych bajerów. Świetnie mi się w nim siedzi, super się prowadzi, widoczność bardzo dobra. Już go lubię, nawet bardzo. Już zrobiliśmy razem chyba z osiemset kilometrów. Czekam jeszcze co powie mi o nim mój mechanik i ile będzie trzeba włożyć na dzień dobry.
Wiem, że "dobry koń nie ma maści" ale on jest ZŁOTY 😜😍💖
Też mam Opla Merivę, którą masz wersję? Ja mam B, ale też nie jakiś nowy rocznik 🙂 Dla nas i psa to rozwiązanie idealne 🙂 Przez to, że tylne drzwi otwierają się w drugą stronę aż do kąta 90*, to możemy bez problemu wyciągac rozłożoną klatkę 😀
Ja mam tego pierwszego (?A) - drzwi jeszcze się otwierają standardowo. 2009, ale z listopada więc właściwie 2010.
Ja zwykle jeżdżę sama, ewentualnie z córką więc wystarczy na co dzień. W wakacje moja skoda-czołg się przydawała, ale zrezygnowałam z takich gabarytów (Kia Ceed w kombi była w planach), bo przyjęłam argument męża, że cały rok będę powietrze wozić.
Pies jest w planach, ale jaki i jak go będę wozić to przyszłość. Obstawiam bagażnik jak z poprzednimi futrzakami.
Dorastam do wzięcia samochodu w leasing i mam jedną zagwozdkę. Może ktoś doświadczony mi pomoże.
Przeczytałam w internecie, że w leasingu konsumenckim w przypadku szkody całkowitej lub kradzieży auta, firma leasingowa dostaje odszkodowanie, a klient zostaje bez auta ale i tak musi spłacać leasing do końca 🤔 Czyli hipotetycznie po miesiącu ktoś mi kradnie auto, a ja przez 3 lata muszę za nie płacić.
Naprawdę tak to działa? W leasingu dla działalności gospodarczej też? Przecież to absurd.
Eeee nieee… z tego co wiem to odszkodowanie dostaje użytkownik (osoba która opłaca składki).
martrix, niekoniecznie, bo wtedy leasingodawca zostaje bez zabezpieczenia, którym jest przedmiot leasingu. Ale też nie ma opcji żeby leasingodawca wziął więcej niż mu się należy z umowy leasingu. Więc może być tak że oni dostają pieniądze do wysokości niezapłaconych rat, ale reszta powinna trafić do użytkownika.
infantil, - to zależy, leasingi nie mają takich samych warunków w różnych salonach 😉 Trzeba przeczytać umowę, jak i umowę ubezpieczenia.
Aby odpisać w tym wątku, Zaloguj się