Kącik folblutów

Constantia   Adhibe rationem difficultatibus
02 stycznia 2020 19:35
pakota tak to jest jak się koni nie bada. Jak byś zrobiła RTG to byś wiedziała że ma szpata. Poza tym znam konie, które jeszcze się w życiu nie napracowały a mają szpat, więc to nie jest od wyścigów.

megruda SK Moszna jest stadniną prywatną, więc musisz skontaktować się z właścicielką. Poza tym niekoniecznie ta klacz była za tyle sprzedana. Chcąc zapłacić mały podatek od transakcji często pisze się zaniżone kwoty, jeśli koń trafia do handlarza.
ciska W takim razie dużo zdrówka i witamy w rodzinie potomków Jape😉

Witam się również wraz z nowym rokiem i powiem Wam, że Unisono jak wino im starszy tym lepszy. Na codzień jeździ na nim przede wszystkim jedna młoda zakochana w nim amazonka, U. więc jako stary wyjadacz uczy ją jak się pracuje z niełatwym koniem, cierpliwie znosi niedoskonałości jeźdźca, wdraża w pierwsze skoki. Od czasu do czasu przyjeżdżam ja i zachwycam się jak on łatwo przeskakuje w tryb pracujemy i znowu robię za szport folbluta. Nowy rok przywitaliśmy terenem, długimi (i szybkimi😉) galopami, zaśwczoraj skokowo, U. odbijał się pewnie pierwszy raz od dawna powyżej metra i z każdym podniesieniem drągów byłam zdziwiona coraz bardziej, że nie spadają🙂 Aż szkoda wracać do Lublina.

Co do zdrowia to nie ma reguły, ale akurat xx stojącym w naszej stajni zdrowie tfu tfu dopisuje. U jakim by pokracznym stworzeniem nie był z krzywymi nogami i kopytami a trzyma się dzielnie i w dobrej formie, nawet przytył ostatnio🙂
Pochwalcie się swoimi styczniowymi xx 🙂
Ostatnie zdjęcie jakie mam (poza rozmazanym po ciemku robionym) to Dargany w formie niewyjściowo-zaspanej-odczep się ode mnie 😁 Jak ją ściągnęłam z padoku (i ściągnęłam derkę, chodzi w plandece - stąd taka względnie "czysta" mimo błota) i była wielce niepocieszona, więc nie mogłam się powstrzymać żeby tego nie uwiecznić 🙄

Ja mam tylko film
z naszych pokracznych skoków  😁 😁 kwintesencja Unisono:  jak walić w drągi żeby nie spadały, zmiany nóg wedle własnej inwencji, ale i tak jestem pod wrażeniem, bo dawno nie skakaliśmy, a na co dzień skacze pod kochającą go dziewczynką, która pozwala mu na duży i to on tam musi przejmować inicjatywę tak więc chodzi sobie jak mu wygodnie. Potem było wyżej i też dzielnie się starał. Miła odskocznia przed moim ostatnim (!) wet semestrem, niesamowite jak to zleciało, a jeszcze nie tak dawno tutaj wylewałam swoje wątpliwości jak zaczynałam 😜

Czesiu (lat 19) pozdrawia Kącik  🙂!

żartobliwie wołana Monika, 6 latka w tym roku  😀

Kochani jakie macie doswiadczenia w pracy z xx po torach? Mam delikwenta lat 4 ale mówiąc szczerze z jezdnoscia jest dramat - drobi, spieszy, kontakt masakra, wpada wypada... zaczęliśmy od lonzowania
Cześć w 2020!
Miło widzieć kochane xx-y!
Chciałam coś wrzucić, ale chcę już z tego roku, tymczasem dość ciężko mi się chorowało, więc spróbuję za kilka dni.
W każdym razie - G. pozdrawia kolegów i koleżanki!
Nie uwierzycie, ale 13.12 minęło równe 10  lat, odkąd jesteśmy razem.
G. jest w formie i super się sprawuje. Mam poważne nadzieje, że w tym roku trochę postartujemy, nareszcie (tfu!).

Mgła, torowce nie mają równowagi koniecznej do bezproblemowego noszenia "normalnego" jeźdźca.
Balans na torze jest zupełnie inny: dżokeje niewielcy, nisko nad szyją, koń zawsze sobie może pomóc szybkością (leci, żeby nie upaść 😉)
No i nie znają odpowiedzi na "nasze" pomoce.
Jest gorzej niż z surowym, bo właśnie nawykły do innego balansu, do innego rozwiązywania problemów, jakie sprawia utrzymywanie wspólnej równowagi konia i jeźdźca.
Taki koń zachowuje się jak żaglówka bez kilu ani steru, z luźno naciągniętym żaglem. Przychodzi poryw - fru, a tu rufą zarzuca, i prr- faluta.
One są chwiejne. W obu znaczeniach tego słowa.
I tylko budując równowagę fizyczną (a to się od razu nie stanie) zbudujesz zrównoważonego konia.
Moim zdaniem kluczowy jest stęp. Dużo, bardzo dużo stępa. W najróżniejszych wersjach (oprócz zebranego), w terenie i na placu, po pochyłościach
i na idealnie równym, dobrym podłożu, na luźnej wodzy (swobodny) ale i wtedy, gdy twoje pomoce pomagają w utrzymaniu równowagi.
Jednocześnie cierpliwie uczysz konia prawidłowych reakcji na pomoce. Robisz też miękkie przejścia stęp-stój-stęp.
Na placu uczysz konia delikatnego, konsekwentnego i prawidłowego wygięcia, z prawidłową rotacją: koła 20 m, potem (w stępie) 15,
często zmieniasz kierunek, także obszerne serpentyny, ósemki, płaskie wężyki. Unikasz prostych , a jeśli jeździsz proste, to też w lekuchnym wygięciu,
albo prawo, albo lewo - zawsze jakoś. To się nazywa "jazda w pozycji" - gdy i zad jest lekko wewnątrz, i łopatka - o pół kopyta wystarczy.
Wybieganie i kondycję możesz budować na lonży i w terenie.
Kluczowe jest, żebyś Ty pod żadnym pozorem nie zaburzała równowagi/nie traciła równowagi.
Masz pomagać koniowi, wspierać konia. W opanowaniu stabilnego, równomiernego ruchu pod siodłem.
jeśli musi spieszyć (bo gubi równowag ę) - niech spieszy, niech pędzi, ale pilnuj, żeby kroki były obszerne, nie pozwalaj drobić.
Na wszelki wypadek (one często ścigają się i mają inne aberracje chodu) ochraniacze i kalosze na wszystkie 4.
Na zwolnienie rytmu przyjdzie jeszcze czas. a dużo łatwiej potem dojść do ładu z otwartym koniem do przodu,
niż z takim, który nauczył się odzyskiwać równowagę przez zamieranie.
Łeb niech nosi jak chce, byle szyja wznosiła się łukiem(!) do przodu w górę.
Rób wszystko miękko, a bardzo stabilnie. Daj koniowi czas.
Sporo z tego piszę nauczona własnymi... błędami.
A! W terenie, jeśli jeździsz z innym koniem, niech to będzie koń "idealny" - spokojny, pewny, zarażający pogodą ducha, luz-blues.
I ty też taka musisz być.  Jeśli zaczniesz przeżywać - bardzo wam utrudnisz.
Pamiętaj, że chodzi o wspólną równowagę, odmienną, całego układu. To, że koń wyrobi sobie zacną (ale tylko własną) bez jeźdźca czy bez wodzy,
to nie jest to, o co by chodziło.
halo, bardzo lubię Twoje posty dot. pracy z końmi xx - więcej... 😍 Swoją drogą czy takie jeżdżenie "zawsze w wygięciu" nie spowoduje później problemów np. z wyprostowaniem konia? Zakładając, że koń jest fajnie już odpracowany i na pomoce reaguje prawidłowo to czy przy xx'ach nie będzie takiego "wężykowania" jak zabraknie tego zgięcia? Mam czasami wrażenie, że xx'y - jak już załapią o co chodzi i lubią pracować z jeźdźcem - to bywają gorliwe i wyprzedzające.

E: Mnie dopada stres - dzisiaj ma dojść siodło na przymiarki, skokóweczka. Zobaczymy co D. na nią powie w piątek, bo przy jej KSS to od razu będzie wiadomo na czym stoimy z danym siodłem.
Mgła w moim odczuciu zależy też jak biegał i ile.. Jeździłam 3-4 konie które biegały słabo albo przecietnie i krótko. Jeździłam też mojego który był na torze 6 lat. Z nim było mi trudniej niż z pozostałymi. Zdecydowanie w niektórych momentach było trudniej niż z przeciętnym 3-latkiem. No ale on też niestety musiał wziąc na siebie to, ze był moim pierwszym koniem i teraz pewne rzeczy zrobiłabym inaczej (choc niektóre tak samo). Najfajniejsze moim zdaniem jest to, ze jak sie te konie juz poukładają na pomocach to są super lekkie i czytają w myślach  💘
no Jang biegał najdłużej z tego co jest u nas albo Kamphora w sumie sama nie wiem. Z obydwoma końmi praca wcale nie była jakaś szczególnie trudna. Myślę że to zależy w ogromnej mierze od charakteru konia. No i od umiejętności jeźdźca oczywiście.
Kamphora robi w tej chwili za solidnego rekreanta, może z nią poədziemy w kierunku pracy west.
Jang ma być szkolnym skoczkiem i już na dziś nie jest trudny do jazdy, większośś moich uczniów sobie na nim radzi przynajmniej w podstawowym zakresie. Ja bym nie mitologizowała koni po torach, koń jak koń :-)

o jeszcze filmik, z Kamphorą w roli nauczycielki :-)

Magda Pawlowicz, ale tu nie chodzi o trudność w sensie odpałów, a trudność wynikającą po prostu z lepiej rozbudowanych mięśni innych, niż tych które są potrzebne do np. pracy od zadu.
Edit: przecież w rekreacji nie wymaga nikt podstawiania zadu czy prawidłowego wygięcia.
Viridila, rzecz w tym, że potem wg tych reguł jeździsz już Zawsze.
Tzn. - koń Nigdy nie idzie "po prostej", zawsze jest strona wewnętrzna i zewnętrzna.
Zawsze jest (jakaś) rotacja do lewej lub prawej.
W miarę zaawansowania konia  to jest tak minimalne że koń jest Prosty (a mimo tego wyprostowania doskonale zachowuje równowagę).
Mówiąc o "pływaniu" konia, mówisz o koniu łapiącym równowagę, coś jak rowerzysta, który jedzie zbyt wolno.
I na tym polega numer z (niewielkim a kontrolowanym) wygięciem: to niewielkie wygięcie Zwiększa płaszczyznę podparcia, a zatem czyni konia stabilniejszym,
mniej wystraszonym. Dlatego konia na kołach łatwiej jest jeździć niż po prostej.
Magda Pawlowicz, ale tu nie chodzi o trudność w sensie odpałów, a trudność wynikającą po prostu z lepiej rozbudowanych mięśni innych, niż tych które są potrzebne do np. pracy od zadu.
Edit: przecież w rekreacji nie wymaga nikt podstawiania zadu czy prawidłowego wygięcia.


Dokładnie! Dochodzą też trudności związane z budową ciała.

Od siebie dodam jeszcze, że konie pełnej krwi są zbudowane tak aby były szybkie i miały ogromną fulę, a nie były z natury leciutkie przodem i machały nóżkami jak płytowe półkrewki 😉.
Dużo spacerów za spokojnym koniem, a na placu dużo pracy na kole z próbami ustępowania od wewnętrznej łydki. Powiększanie koła, pomniejszanie i przejścia w stępo-kłusie na początku. Przejścia w dół powoli, cierpliwie, żeby nie ciągać się z koniem. Czasem trzeba poczekać na zwierzaka i kilka kółek. Jak koń zacznie rozumieć działanie pomocy, troszkę złapie równowagę, wejdzie na kontakt to można próbować chcieć od niego ciut więcej  🙂.

Magda Pawlowicz, ale tu nie chodzi o trudność w sensie odpałów, a trudność wynikającą po prostu z lepiej rozbudowanych mięśni innych, niż tych które są potrzebne do np. pracy od zadu.
Edit: przecież w rekreacji nie wymaga nikt podstawiania zadu czy prawidłowego wygięcia.



pozwolę sobie się nie zgodzić!
Poprawne zgięcie przynajmniej do dużego koła to są podstawy podstaw i każdy koń powinien się umieć w nim poruszać choćby dla własnego zdrowia
a zadem to koń wyścigowy jak najbardziej pracuje. Tyle że trochę inaczej.
Ale na ogół te konie są przynajmniej nie zablokowane w grzbiecie a to już dużo. Są też silne, wytrzymałe, sprawne. Trzeba je tylko nauczyć innego sposobu jazdy, pomocy i tyle
Magda Pawłowicz, praca konia wyścigowego nie ma nic wspólnego z rozluźnieniem, pracą grzbietu, rytmiką chodów i zaangażowaniem tych mięśni, które powinny pracować u konia prawidłowo pracującego pod siodłem w stylu klasycznym. Praca konia wyścigowego jest o czymś zupełnie innym i umięśnienie takiego konia jest zupełnie inne.
Budowa konia pełnej krwi ma umożliwić mu bycie szybkim, a nie wygrywać czworoboki. Dlatego też w UK British Dressage organizuje konkursy i championshipy dla koni pełnej krwi z udokumentowaną karierą wyścigową i dla tych, które nie biegały, a to po to żeby nie zrobić czworoboku życia i być po końcach, bo konisko nie ma takich warunków jak półkrewek wyhodowany z myślą o ujeżdżeniu.
Dokładnie jak czeggra1, pisze, przecież wyścigowe konie inaczej pracują, nawet płotowce nie oddają skoków tylko wydłużają foule czesząc miotły, bo mają to robić szybko i płasko. Są też jednostronne, bo galopują codziennie w prawo we Wrocku, a tylko poniedziałek i środa można się poruszać w lewo, w Wawie podstawowa zaś jest strona lewa.
Także takiego konia trzeba odrobić trochę i dać mu czas, zdecydowanie latwiej jest z koniem z łąki xo dobrze zbudowanym, bo taki od zajażdżki pracuje prawidlowo w sensie sportu.
Magda Pawłowicz, praca konia wyścigowego nie ma nic wspólnego z rozluźnieniem, pracą grzbietu, rytmiką chodów i zaangażowaniem tych mięśni, które powinny pracować u konia prawidłowo pracującego pod siodłem w stylu klasycznym. Praca konia wyścigowego jest o czymś zupełnie innym i umięśnienie takiego konia jest zupełnie inne.

Z ostatnim zdaniem się jak najbardziej zgodzę, ale nie zgodzę się co do pracy grzbietu i rytmiki chodów. One bardzo dobrze pracują plecami, bo prostu w innym ustawieniu niż konie w jeździe klasycznej. Na mocnym kontakcie i zwinięte w kulki na treningach. Na wyścigowych plecach można deski łamać. Ale jak potem przychodzi do pracowania nimi bez wspierania się ręką jeźdźca, to umarł w butach. Co do chodów - o ile konie nie broją i nie są wystane, to naprawdę potrafią trzymać rytm. Tyle że zwykle szybszy niż jeździec klasyczny by chciał. :P
Na pewno nie mają równowagi prosto z torów, bo tę równowagę łapią na ludzkich rękach.
A co do jednostronności - w wielu stajniach dba się o to, żeby koń równo chodził w obie strony. We Wrocku są to 2 dni, ale na Służewcu już 3, czyli połowa, bo w niedzielę się nie jeździ. Co drugi dzień konie galopują w lewo, a co drugi w prawo. Przy zimowej robocie na kółkach obok stajni też większość stajni robi tyle samo w lewo ile w prawo. Najczęściej te konie potrafią się ładnie wygiąć, ale kompletnie nie potrafią zmienić wygięcia, bo kierunek zmienia się w stępie. Zatrzymać, obrócić, wygiąć w drugą stronę. Więc jakiekolwiek wężyki czy półwolty są dla tych koni nie do pomyślenia.
zgadzam się, że praca konia wyścigowego jest inna, to nie podlega dyskusji. No i nie są te konie w normalnych klasycznych pomocach, trzeba je tego dopiero nauczyć. Większość koni jest też położonch na ręce, tu się też zgodzę. Większość ale nie wszystkie. Jang na przykład się chowa przy każdym mocniejszym działaniu. Taszczyć też mu się zdaża ale wcale nie w 100%. Miał natomiast wciśniętą szyję. I Wykręcał się potylicą w prawo.
Natomiast JA nie spotkałam konia po wyścigach z zablokowanym grzbietem. Podkresliłąm to ja, bo aż tak wielu znowu ich nie jeździłam ale jednak trochę koni po torach przez moje ręce przeszło. Wszystkie miały grzbiet luźny w pionie. Natomiast nie koniecznie się gięły. Ale żaden nie był na sztywno zablokowany. Najbardziej usztywnione konie jakie widziałam to były ŹLE jeżdżone konie ujeżdżeniowe. Na ogoł równiez nie padokowane.
Zgadzam się też, że takiego konia trzeba poniekąd ujeździć od nowa ale nie jest to wcale trudniejsze niż praca z koniem zupełnie surowym. Tyle że może ja nie trafiłam na konia po torach który by był po jakimś szczególnie złym treningu, nie wiem...
Zgadzam się też, że takiego konia trzeba poniekąd ujeździć od nowa ale nie jest to wcale trudniejsze niż praca z koniem zupełnie surowym. Tyle że może ja nie trafiłam na konia po torach który by był po jakimś szczególnie złym treningu, nie wiem...

Właśnie wiele osób zapomina, że naprawdę wszystko zależy od stajni, z jakiej koń do nas przyszedł. Trenerów na samym Służewcu jest koło 20. U jednych jeżdżą dżokeje, u innych amatorki, zaciągające konie i rozbisurmaniające je. Jedni trenerzy zwracają uwagę na poprawną pracę konia i drałują na tor na każde okrążenie i odmrażają sobie tyłki, obserwując konie w pracy na kółku, a inni rzucą dyspozycje i wracają do dżokejki. Czasami wystarczy zapytać kogoś znajomego na torze o danego konia i oni wiedzą skąd, kto jeździł, co odpierdzielał, bo przecież je widują. Są stajnie, które naprawdę produkują łachy, zepsute na prawie każdy możliwy sposób niestety...
Sivrite, Zgadza się, zależy od treningu i jeźdzca jak i samej jezdności konia.

Magda Pawlowicz, Gdyby te konie do pracy prawidłowej w kierunku sportu były tak łatwe, to by się sprzedawały, a jednak wiemy, że kosztują grosze i nikt się o nie zabija jakoś.
teraz. Kiedyś sporo folblutów chodziło skoki i dawały sobie dobrze radę.
Może po prostu chodzi o to, że współczesne konie półkrwi mają ogromne możliwości skokowe, jest ich dużo i są MODNE. Ja tam wiem, że też te konie wcale nie sa łątwe do jazdy. Co więcej sporo koni półkrwi jest pie..... i wymaga dużo czasu i spokojnej pracy. I często im większy talent tym trudniejszy koń.
A folblutów ludzie się boją, bo mają OPINIĘ trudnych. Ale ja się z tą opinią nie zgadzam, wręcz mam wrażenie że są to konie stosunkowo łatwe do pracy. Tyle że ludzi szukają na dziś innych koni, kazdy chce mieć top papier pod tyłkiem, nawet jak sobie z nim nie radzi...
Obiś   Marzenia się spełniają i nie mów mi, że nie.
19 stycznia 2020 20:54
Magda Pawlowicz Właśnie, mają opinię trudnych i to jest chyba nie do przeskoczenia, bo ta opinia króluje nawet wśród osób które w życiu z XX nie miały do czynienia  🙄

Miałam okazję poznać jakieś tam XX i w moim odczuciu-czyli rekreanta i były to fajne konie. Problem pojawiał się natomiast w sposobie pracy z niektórymi z nich. Swojego czasu miałam dwa konie. Dość śmieszne zestawienie hucuł i folblut. Młoda (m.Valmiera,o. In Camera) przyjechała do mnie jako 3,5latka robiona pod tory, ale do startów jej nie dopuścili z racji małoocza genetycznie wrodzonego. Początek wymagał cierpliwości z ziemi, pod siodłem koń chodzący w kółko, najlepiej w jedną stronę, na machnięcie w powietrzu bacikiem. Natomiast tempo w jakim ona się uczyła i obdarzała mnie zaufaniem było dla mnie niesamowite. Koń z ogromną chęcią współpracy, bez cwaniactwa, kombinowania. Bez trudu odnalazła się zarówno w pracy na ujeżdżalni jak i w terenie (odważna,równa w tempie, nie miewała amnezji na stęp jak mój hucuł 😉 ). Choć minęły lata to nadal bardzo żałuję, że w pewnym momencie zabrakło mi możliwości na utrzymanie dwóch koni... Drugim folblutem którego pracę miałam okazję obserwować na co dzień przez dość długi czas była klacz Denominacja (m.Decima, o. Chef Supreme), która na pewno biegała, aczkolwiek nie wiem jak długo. Poznałam ją jako 12latkę. Praca z tym koniem po zakupie wyglądała tak, że klacz szła na lonżę z wypięciem (odrazu mocno wypięta), następnie wsiadano (nadal z wypięciem). Klacz robiła wszystko, żeby pozbyć się jeźdźca. Dosłownie wszystko, odstawiała widowiskowe rodeo, jak się nie udało to następowała spektakularna gleba z jeźdźcem, wspinała się, czy starała się zostawić jeźdźca na słupku ogrodzenia. Nie przypominam sobie, żeby którakolwiek jazda właściciela bądź trenerek (a może "trenerek" 😉 ) na niej tak nie wyglądała. Osobiście miałam te klacz raz z ziemi na lonżowniku i raz na nią wsiadłam. I jaki to był kumaty koń  😜. Wsiadłam bez lonżowania, bez patentów, pojezdziłam stępem i kłusem, rozstępowałam, podziękowałam, koń w dzikim szoku, ja w dzikim zachwycie. Niestety to był pierwszy i ostatni raz kiedy dano mi na nią wsiąść, koń miał pracować a nie takie tam pitu pitu stępik i kłusik  😵. Nie wiem co się z nią potem dalej stało, na pewno została sprzedana bo sytuacja ciągle miała się tak samo  😕
Wiem, że to jakieś pojedyncze konie, na pewno (jak w każdej rasie) znajdują się i te naprawdę trudne, natomiast ja bardzo żałuję, że te rasę ludzie tak łatwo przekreślają. Od zawsze powtarzam, że jakbym wyragał w totka i miała możliwość posiadania drugiego konia to tylkoo XX  😉
Obiś może trafiłaś w sedno?
Te folbluty które ja znam wszystkie są delikatne w pysku. I źle znoszą wszelkiego rodzaju "przemoc" typu próby wypinania na sztywno. Może to jest odpowiedź dlaczego teraz ludzie nie jeżdżą na folblutach?
W zasadzie wszystkie te konie z torów, które do mnie przyszły miały jakiś tam problem z przyjęciem kiełzna. Mniejszy lub większy i z różnych przyczyn wynikający. I wszystkie wymagał po prostu delikatności i czasu...
Za wyjątkiem tych, które wymagały jeszcze jakiegoś leczenia, często nie do końca związanego z samą pracą.

Dla mnie to są mądre, wdzięczne konie, silne i łatwe do pracy. Tylko wymagające jako tako kompetentnego człowieka...
Mądre i z wdziękiem - tak. Nie spotkałam się z inna opinią.
Łatwe do pracy? Hm, to zależy czego się oczekuje.
W pewnym sensie wszystkie konie są łatwe do pracy.
Wrażliwe też są.
Ale silne? W sensie, że jak perszeron uciągnie tonowy wóz, to folblut też?
Na moje, to czego jak czego, ale siły to folbluty nie mają, nie mają prawa mieć.
Szybkość stoi w opozycji do siły, a były selekcjonowane na szybkość. Folbluty mają odmienne proporcje włókien mięśniowych.
Większość jest bardzo wytrzymała (wytrzymałość - zdolność do nie pogarszania efektów wysiłku mimo zmęczenia).

Kto miał do czynienia z folblutami, ten je z pewnością ceni.
Są zdecydowanie niedoceniane jako konie rekreacyjne czy szkoleniowe, a do tego świetnie się nadają.

Ale sport? Współczesny?
Daleka jestem od ujmowania czegokolwiek folblutom (są tacy, co dzielą wierzchowce na konie - czyli folbluty, i mongoły - czyli cała reszta 🙂😉 oprócz siły.
Ale sport zmienił się na niekorzyść folblutów, warunki sportowe się zmieniły.
Nie tyle wbrew folblutom, co na korzyść określonych typów koni.
W skokach liczy się potęga skoku z wolnego tempa.
W ujeżdżeniu ogromna siła i całkiem inny tonus mięśni. Zatem "literka" paraolimpijska też odpada.
WKKW, porównajmy: w 1971 próba terenowa 30 km +, w 2020 - 4 500 m.
Co prawda jedyny ogier, który na zawodach międzynarodowych był koniem woltyżerskim to był folblut,
ale norma to nie jest 🙂
Zaprzęgi z reguły odpadają. Reiningu już nie ma.
Rajdy? Oj, łatwo mógłby być kłopot z tętnem, choć się nie zarzekam.

Z reguły z folblutami pracuje się dobrze, a nawet świetnie, bo to wysoce komunikatywne konie.
Kto sobie wziął zdrowego folbluta jako konia dla siebie ten raczej nie żałuje, raczej inne wydają się jakieś dziwne.
Folblut to doskonały kompan.
Spędziłam kilka lat - jako nastolatka - w stajni D. Miodueszewskiego. Około 30 folblutów, w tym coroczna obserwacja matek i źrebaków - jak dorastają, jak idą pod pierwsze treningi, jak się rozwijają mentalnie. I jak docelowo biegają (lub nie). Ceniłam w tej stajni to, że jak koń na treningach dawał z siebie dużo, ale na bieganiu coś nie szło lub nie ta psychika to nie był ciśnięty - wiadomo, kwestia inwestycji pieniędzy i czasu nie była tutaj obojętna. Przyszłam do tej stajni z typowo rekreacyjnych miejsc, szkółek zastępowych i nie miałam w sumie złego nastawienia do xx - ot, konie jak konie, tylko powiedziano mi, że szybsze i wrażliwsze. Po kilku latach zdziwiłam się, że sporo ludzi xx'y postrzega inaczej. W zasadzie z lekką nostalgią wspominam tamte lata 🙂

Bliżej znałam 5 folblutów rekreacyjnych (tak poznałam Darganę, ale też m.in. jej matkę) i 4 wyścigowe (wsiadałam swego czasu na kilka i pomagałam przy wyścigowych ogólnie; tak poznałam całe rodzeństwo Dargany - miałam dobre porównanie tej linii od Dargoni). Specjalistą nie jestem pod kątem treningu itd., ale dla mnie folbluty to świetne koni - bardzo szczere, współpracujące i chętne. Z jednym ALE - folbluta trzeba lubić. Jak się nie lubi tych koni, to najpewniej nie skończy się to na miłych wrażeniach i ze strony jeźdźca, jak i ze strony konia.
Już pomijając kwestie treningu konia po torze - dużo zależy nie tylko od stajni i sposobu pracy z takimi końmi wcześniej, ale i od samego konia. Różnie xx'y reagują na wyścigowy tryb pracy, a z moich obserwacji wynika, że z wiekiem i po odstawieniu od pracy wyścigowej większość z nich bardzo podobnie się odnajduje w normalnej pracy pod siodłem i rekreacji. Natomiast np. Dargana zupełnie wyścigowo nie rokowała, mimo dobrych czasów na treningach, ją psychicznie spalało "tempo" pracy (zarówno w obejściu codziennym, jak i na samym treningu - za szybko dla niej jako młodzika, była nerwowym koniem potrzebującym "jednej stabilnej osoby"😉, a np. jej brat (Dasco; https://koniewyscigowe.pl/horse/243-dasko) bardzo dobrze się w tym odnajdywał od początku. Bardzo fajnym folblutem jakiego miałam okazję jeździć był Hagrid (https://koniewyscigowe.pl/horse/1664-hagrid; ten sam ojciec co u D.), ale to już był koń z predyspozycjami pod np. WKKW i takiego właściciel dla niego szukali - idący, chętny do pracy, pozytywny, ale np. dla mnie za silny był i za mocno zdecydowany, potrzebował innego typu jeźdźca. Jego brat Harmatan (https://koniewyscigowe.pl/horse/582-harmatan) już był delikatniejszy dla jeźdźca, a równie chętny i pozytywny - w zasadzie miałam dylemat między Darganą, a Harmatanem jak kupowałam konia. Mimo wszystko folbluta trzeba dobrać do jeźdźca i tutaj to jest kluczowe - mam wrażenie, że konie półkrwi czy np. ślązaki pod kątem dobrania jeźdźca do nich są mniej wymagające?

W zasadzie folbluty mogą startować we wszystkim - jak wiele innych koni zresztą. Tylko faktycznie jeśli ktoś szuka konia na wysokie konkursy i mierzenie się z obecnym Top to.. ciężko tutaj trafić folbluta. Natomiast na poziom rekreacyjny i ambitnie rekreacyjny (starty np. w skokach do P włącznie, w dobrym stylu, technice i czasie itd., czy też pod kątem westernu często - tendencja ruchu "płaskiego" ułatwia tutaj np. konkurencje techniczne) to są naprawdę dobre konie. Tylko teraz nawet jeźdźcy typowo rekreacyjni często szukają konia z "papierem", z dużymi możliwościami w linii itd., a sporo z nich być może nie wykorzysta tego potencjału 😉 Tak to postrzegam, ale nie oceniam czy to źle/dobrze - ot, każdy wybiera co woli, nawet jeśli to ma być syn Totilasa do jazdy po lesie IMO jeśli para koń-jeździec jest dobrze dobrana i ma fun to.. czemu nie 😉

Osobiście jak oglądam np. młodzież czy źrebaki po top ogierach ujeżdżeniowych w Niemczech itd. to mnie często ruch tych źrebaków zaskakuje. Pozytywnie, ale.. dużo koni nie ma dobrej świadomości ciała. Takie luźne rozważanie moje - na ile konie o mocno ekspresyjnym ruchu od urodzenia (kiedy źrebie-młodzik nie ma szans na pełną świadomość ciała i koordynację, świadome panowanie nad tym ogromnym ruchem) już z założenia są trudniejsze np. pod kątem nauczenia ich jak sobie radzić z ich ruchem. Już pomijając np. kwestię tego czy duża ekspresja bez równowagi i świadomości ciała dla takiego młodego organizmu jest pozytywna czy np. nie zwiększa ryzyka kontuzji na początku treningu, ale też po kilku latach.
Mądre i z wdziękiem - tak. Nie spotkałam się z inna opinią.
Łatwe do pracy? Hm, to zależy czego się oczekuje.
W pewnym sensie wszystkie konie są łatwe do pracy.
Wrażliwe też są.
Ale silne? W sensie, że jak perszeron uciągnie tonowy wóz, to folblut też?



silne w sensie wydolności organizmu, siły mięśniowej (cóż folbolut tony nie pociągnie chba głównie z racji braku chęci ciągnięcia, chba że do tyłu, odsadzając się, bo w to uwierzę!) zdolności do pracy, bezkontuzyjności. Silne choćby w terenie: folblut wszędzie wlezie, w terenie nie ma dla niego przeszkód, nie ma złego podłoża, radzo sobie w każdych warunkach. Co do skoków to na pewno nadaje się na konia juniorskiego czy do średnich konkursów. Chyba najmniej sprawdzi się w ujeżdżeniu z racji tego jak się w tej chwili sędziuje....
Obiś   Marzenia się spełniają i nie mów mi, że nie.
20 stycznia 2020 18:34
Dla mnie to są mądre, wdzięczne konie, silne i łatwe do pracy. Tylko wymagające jako tako kompetentnego człowieka...

Mam identyczne odczucia  😉

I dochodzimy chyba do miejsca w którym poniekąd wiadomo, dlaczego stosunkowo niewiele osób wybiera folbluty. W obecnym świecie dużego sportu mają marne szanse być na podium a w rekreacji najczęściej są odgórnie skreślane. A uważam, że właśnie w rekreacji i małym sporcie folblut może się fantystycznie wykazać. Tylko trzeba mu dać szansę i pracować z nim z głową. Mnie każdy kolejny folblut fajnie prowadzony bardzo cieszy i mam nadzieję, że mimo wszystko będzie takich koni coraz więcej  🙂.
Ja miałam/ mam wielkopolaki i ślązaki no i xx Nemoriana . Szczerze powiem po tym koniu już nie chciałam innego, te konie to totalnie mój typ i moje charaktery.
Nie każdy nadaje sie do tej rasy, jak szukałam teraz konia to chciałam tylko xx to każdy się mnie pytał po co mi ten problem  🤣
Nemo dla mnie był wyjątkowy i jedyny w swoim rodzaju, bardzo żałuje ze zawiozłam go tam gdzie zawiozłam i przez to stracił życie , nigdy sobie tego nie wybaczę.
Aby odpisać w tym wątku, Zaloguj się