stawanie dęba, końskie bunty itp. niesubordynacje...

Dziękuję Wam 😉 po prostu będziemy wsiadać cały czas na hali i gdy tylko coś to dawaj do przodu 😉
Hej 🙂 odkopie trochę wątek z końskimi buntami. Trochę poczytałam ale postanowiłam opisać mój przypadek, może ktoś bedzie miał jakiś pomysł na tego diabła.
Na wstępie piszę, że to klacz huculska. Kupiona w lipcu, razem z rok starszą siostrą po tych samych rodzicach. Była strasznie wychudzona więc miesiąc w ogóle nie pracowała ( w momencie kupna miała prawie 3,5 roku) oprócz nauki podawania nóg, czyszczenia, dotyku, prowadzenia na uwiązie. Potem zaczęłam pracę na lonży i na lonżowniku, ładnie reagowała na sygnały, nabierała masy. Przyjęła ładnie jeźdźca wiec przyszedl czas na kłus pod jeźdźcem- wszystko elegancko. Ktoregos dnia wzielam ja na lonze przed wsiadaniem bo mialam zaczac z nia skrecanie. Kon po kilku kolkach zaczal debowac tak, ze przewracala sie na plecy. Wstawala, poganialam ja dalej i ciagle tak robila. W koncu innego dnia wzielam ja na dwie lonze i z pomoca kolezanki lonzowalam. Nie miala mozliwosci zadebowac to zaczela sie zatrzymywac. I nie od razu- dopiero po czasie, kiedy zaczynalo sie jej nie wiem, nudzic? Robiła to perfidnie. Doskonale znała polecnia i sygnaly, to bylo ewidentne- nie chce mi sie, po co ja mam to robic?
Staram sie nie nagradzac smaczkami, wiec nagroda jest dobre slowo lub poglaskanie.
Zdecydowalam sie na nia wsiasc przez jej ośli charakter. Okazalo sie ze wszystko doskonale pamieta, pieknie reagowala na lydke. Dluzszy czas chodzila perfekcyjnie, nie robila nic poza reagowaniem na zaklusowanie, w koncu zagalopowanie, potem teren z innymi, teren samemu- wszystko ok, klacz do pchania ale dalo sie jezdzic. W listopadzie byl hubertus i postanowilam ja wypozyczyc na gonitwe (na gonitwie same konkretne dzieciaki, nie ulegle, w sumie podobne do terenu gdzie klacz biegalaby za innymi konmi). Kon stanal i nie chcial ruszyc. Wsiadlam ja, z wielkim bolem ale kon zaczal isc do przodu, oczywiscie bez bata sie nie obylo. Od tamtej pory kiedy wymagam przejscia do wyzszego chodu- zatrzymuje sie i nie ma zadnej sily ktora ja ruszy. Im wieksza presja tym bardzuej sie blokuje i zatrzymuje. Zaczyna brakowac mi cierpliwosci, bo kiedy ona chce to naprawde jest swietnym koniem. Problem w tym ze ona nie zawsze chce. W tym stanie zrobienie na niej sciezki jest niemozliwe. Chodze z nia w tereny, na poczatku troche buntu ale idzie, nawet skoczy jakas mikro przeszkode. Ale tylko kiedy chce, ja wiem kiedy ona jest „gotowa”. Poza tym to swietny spokojny kon, ale zbyt cwany. Nigdy jej nie uleglam, ale zaczela to robic bo uwaga, najgorsze. Ns tego konia nie dziala bol- bat- zero reakcji. Z lonzownika zaczela uciekac, podpielam pastuch- dalej rozrywala pastuch. Dalam ja na lonzownik z jej siostra, ktora szla za nia- jak zwalniala to siora ja popedzala, w koncu rowniez rozrywala pastuch. Na placu ciagnie do wyjscia. Mimo ze ona zna te sygnaly to je ignoruje, ja nie wiem jak sprawic, zeby zaczela wykonywac polecenia. Nagradzam ja, ale to niewiele daje. Nie wymagam od niej nie wiadomo czego. Step, klus, galop i skrecanie.
Jej siostra to totalne przeciwienstwo, podporzadkowala sie mi, chetna do przodu, zle reagowala na wedzidla wiec chodzi na bezwedzidlowce. A ta uparta energii ma duzo ale tylko kiedy ona chce. Moze macie jakis pomysl?
Ja bym konia przebadała pod kątem wrzodów. Niechęć do przejść do wyższego chodu, zatrzymywanie się, toporne reagowanie na łydkę, histeryczne reakcje bez powodu bardzo często są spowodowane przez wrzody. Poczytaj wątek wrzodowy, objawy jakie miały re-voltowe konie i porównaj do swojej klaczy.
edit. Tym bardziej, że klacz była chuda i zaniedbana = był powód do zachorowania.
Meise, czekam na zmianę weta, bo obecny niekompetentny a poza tym nawet nie robi gastroskopii i sprawdze. Lecz wydaje mi sie ze gdyby to byl ten problem to robilaby to przy każdej reakcji na łydkę, a ona to robi w konkretnej sytuacji. Np idac w teren idzie chetnie, za jednym domem jest bunt (choc juz mniejszy), a za jednym zakretem juz ladnie reaguje na kazdy sygnal.
Z zalozenia kupilam dwa konie zeby sobie wybrac tego ktory mi bardziej podpasuje a drugiego sprzedac, ale no jakos szkoda mi ja sprzedawac mimo wszystko. Ale czuje ze jest dla mnie za mądra xD
Nevermind   Tertium non datur
06 grudnia 2021 22:38
Kolor, Dopóki czekasz na weta spróbuj wsadzić na nią trenera lub kogoś, kto wiesz, że jeździ lepiej od Ciebie. Może się okazać, że problem faktycznie leży w Tobie, ale mówiąc szczerze nie sądzę. Z doświadczenia wiem, że jeśli koń „bez powodu” jest „na nie” odnośnie czegoś i nie pomaga ni prośba, ni groźba, to jest to moment, żeby zawołać doktora
Nevermind, kilka osob wsiadalo i bylo to samo. No ale do takiego stanu doszlo dopiero po tym hubertusie. Moze dla niej to bylo za duzo zeby kolejna inna osoba na nia wsiadla, nie wiem.
Coz, trzeba sprawdzic.
dea   primum non nocere
06 grudnia 2021 23:17
hucuł, odpasany... a ochwatu przypadkiem jakiegoś lekkiego nie złapała? Czym odpasałaś? hucuł na ściernisku pasiony wygląda jak kula, nawet przy minimalistycznym żywieniu kopyta mają tendencję do odpływania wprzód. Jeśli nie jest regularnie strugana (nasz hucuł co 2 tygodnie latem, zimą 3, max 4 tygodnie), to może mieć problem z płetwami.
Nevermind   Tertium non datur
06 grudnia 2021 23:24
Kolor, Jak dla mnie wygląda to jakby w tym momencie stan się pogorszył i stąd taka nagła zmiana w zachowaniu, która akurat przez przypadek zbiegła się w czasie z hubertusem.
Czysto teoretycznie może mieć związek z tym, że kobyłka zobaczyła, że jednak czasem można coś ugrać - no ale tak jak pisałam wcześniej, nie sądzę. Zwłaszcza, że od razu wsiadłaś i skorygowałaś.

Mieliśmy w stajni przypadek wrzodowca, który od pewnego momentu „wymyślił sobie” że będzie się cofać i jak już w trakcie jazdy zaczynał się cofać, to za żadne skarby nie dało się go wyjechać do przodu. Jeździec uparł się że to przejedzie, baty, ostrogi, pomocnik z batem z ziemi. Mimo wszystkich tych pomocy „oduczanie” szło dość opornie. Po stosunkowo niedługim czasie od momentu gdy koń zaczął „wymyślać” pojawiła się kolka, weterynarz, przejażdżka do kliniki. Koń cały czas pokazywał swoim zachowaniem, że coś jest nie tak, ale niestety nikt nie słuchał.
Jak kon "do pchania" to przede wszystkim tak, jak mówi Dea - ochwat/cienką, wrażliwą podeszwę bym wykluczyła.
Ok, próbuje tuta...
Hei. Jestem tu całkiem nowa, próbowałam znaleźć coś podobnego ale bez rezultatu. Może jest tu ktoś kto spotkał się z takim przypadkiem..Mój koń, moja zawsze kochana Katinka, uwielbiająca kontakt, głaskanie, mizianie, bardzo przyjaźnie nastawiona, poprostu jeden wielki miś..do czasu feralnego wyjazdu w teren. Przyjemny spacerek trwał dopóki na naszej drodze nie wyrósł zza górki inny kon ciągnący mały wózeczek. Katinka nigdy nie była typem strachliwym ani płochliwym, przemierzylysmy razem wiele km w terenach i nigdy nie reagowała gwałtownie, ani na samochody ani na nic. Nigdy wczesniej nie ponosiła.Må też swoje lata å dokładnie 18 więc to nie młoda wariatka. Niestety kiedy tylko zobaczyła tego małego idącego spokojnie, stępem konika, zawróciła i dzikim galopem pognała przed siebie. Nie dało się jej nijak zatrzymać, nagle skręciła gwałtownie w lewo i na tym zakończyła się moja wycieczka. Gleba, karetka itd..Katinka pognała do stajni. To ja powinnam mieć traume, tymczasem to Katinka zmieniła zachowanie o 180 stopni. Nie mogę wejść do boksu, odwraca się tyłem, prycha, uderza zadnią nogą w ziemię, reaguje gwałtownie o pogłaskaniu nie ma mowy. Od 2 tyg jest taka, nie chce nawet lukrecjowego lizaka ode mnie wziąć, tego, który tak uwielbia. Nie jest taka w stosunku do innych kiedy mnie nie ma w stajni, ale kiedy jestem jest wredna dla wszystkich. To nie jest Katinka, jakbym patrzała na obcego konia. Strasznie mnie to martwi, to przecież nie moja wina. Myślicie, że jej przejdzie kiedyś?
Atinka, a co się działo z koniem kiedy Ty spadłaś? Może podczas tego galopu do stajni zrobiła sobie jakąś krzywdę i teraz jej się źle kojarzysz albo zwyczajnie coś ją boli?
Fatalita, Poleciała sama do stajni i tego co ewentualnie jeszcze ją spotkało po drodze nikt nie wie. Kulała na przednią nogę przez kilka dni, dostawała środki przeciwbólowe, ale już jest całkiem dobrze.
Możliwe że całkiem dobrze jeszcze nie jest. Może doznała urazu stawu/ścięgna, który jeszcze jej doskwiera, mimo że już nie pokazuje kulawizny. A jak widzi ciebie to kojarzysz jej się z robotą i złości się bo jeszcze całkiem dobrze się nie czuje. Oczywiście bez USG/RTG to tylko przypuszczenie.
W tym rzecz, że moja instruktorka i zarazem właścicielka stajni jeździ na niej od kilku dni i jest ok. Ale jak tylko ja wchodzę na stajnie to jest dramat. Nie wiem jak to zmienić i czy to w ogóle możliwe? Dać jej trochę czasu?
Dodam jeszcze, że jej mąż jest byłym/emerytowanym weterynarzem, także jest pod dobrą opieką.
Atinka, pytanie jak zmieniło się Twoje zachowanie, bo z opisu można wywnioskować, że się przestraszyłaś i ten stres nadal w sobie pielęgnujesz, a wrażliwy koń tego nie ogarnia.
Inna opcja: problem zdrowotny, który wyjdzie jedynie przy przebadaniu konia. Na forum jest sporo historii koni, które przestały współpracować przez ból (naderwane ścięgno, pęknięta kość, uszkodzone więzadło, wrzody....) ale o tym pewnie mąż wie i zrobił rtg i usg kontuzjowanej nogi.
Atinka, Może ona uważa, ze to ty jesteś winna wypadku i do tego porzuciłas ja samą w lesie i boi sie powtórki oraz tego ,że ja tam znowu zabierzesz. Spróbuj odzyskac jej zaufanie. Przyjeżdżaj na karmienie i sama jej dawaj jeść, zabierz ją na trawę.
Dzięki za odpowiedzi. Będziemy pracować. Przeżyła niemały stres. Pierwszy raz wracała sama å ja tylko jej się z tym wszystkim kojarzę.
zembria   Nowe forum, nowy avatar.
10 maja 2022 08:30
Atinka, przemyśl, co napisała Gaga, być może nieświadomie się do niej "skradasz", podchodzisz zbyt ostrożnie, zbyt uważnie obserwujesz i koń się stresuje prsez to nie wiedząc dlaczego czujesz "zagrożenie". Spróbuj następnym razem wziąć 3 głębokie wdechy i iść do konia bardzo pewnym krokiem, zrobić swoje nawet nie bardzo na nią patrząc. Oczywiście popieram też tezę, że koń może mieć jakiś nieoczywisty uraz po tym incydencie i po prostu ją coś boli. Nie mniej warto sprawdzić czy to twoja troska nie jest źródłem stresu u konia w tym przypadku.
Atinka, popieram co napisała Gaga i zembria.
Myślę że ty się jej trochę boisz teraz i tego co się stało i dzieje obecnie.
Wsiadła bym sobie na spacer stępem najpierw na placu a jeśli by ok to ze spokojnym towarzyszem w teren.
Szukam specjalisty od ciężkich przypadków ( Najchetniej Szczecin i okolice ).

Mam 4 latka, który będąc źrebakiem był na wychowie. Tam niestety był bardzo źle traktowany i zabralam go stamtąd jako 1,5 roczniaka w wersji agresywnej i spanikowanej. Koń kopał, atakował, nie pozwalał się dotknąć ani prowadzić.
Aktualnie możemy z nim robić wszystko i nie ma sytuacji w której chce nas skrzywdzić. Niestety nie ufa nikomu i nigdy nie jest zrelaksowany. Jak się go prowadzi czy zaczyna prace na lonży to wygląda jak by się skradał. Jest ciągle czujny, rozgląda się i jest ekstremalnie płochliwy. Jeśli się z nim intensywnie parcuje codziennie, to jest duzo lepiej Ale wystarczy weekend wolny i zaczynamy od poczatku. Potrafi z wściekłością brykać z siodłem jakby go nigdy na sobie nie miał ( od roku lonżuję go w sprzecie ). Wsiadałam w stajni było ok, probowalam wsiąść na hali , zaczął brykać i połamał mi żebra. Jako że w zeszłym roku byłam połamana 4 razy w tym raz bardzo poważnie, to nie mam odwagi go zajeżdżać. Czy znacie kogoś do kogo moglibyśmy z tym wałachem pojechać, lub kogoś kto chciałby za bardzo uczciwe pieniądze, go zajeździć?
Oddanie go w trening nie wchodzi w grę ( boimy się, że jego agresywne zachowanie wróci i już nie damy rady go z tego wyciągnąć ).
KaNie, nic mądrego nie napiszę, ale zapytam... ten "wychów" to w de czy w pl?
Nie chciałabym wdepnąć...
W DE. Nie wdepniesz bo ta Pani to była koleżanka mojej bylej szefowej, nigdzie się nie ogłasza.
KaNie, PW 🙂
Aby odpisać w tym wątku, Zaloguj się