Rozmowy pogonionych przez moderację i na każdy dowolny temat - OT nie istnieje

na blogu:
"Słuchajcie, mam przed sobą 60 spraw do przejrzenia i przenalizowania. Szok.
Jest co robić. Oczywiście, skupiam się na tych aktualnych, ale w tych starych są dowody przydatne w tych nowych."
Rzeczywiscie - mozna pogratulowac tej mnogosci.
MoniMoni, ja ją "podziwiam" lato w pełni, żadnych przetworów na zimę, żadnego za dbania o dom, tylko siedzenie i tworzenie kolejnych odwołań, skarg, pomówień i żebranie o kasę. Chyba powinni się już wszyscy do tego przyzwyczaić, jedynie co trzeba , to ostrzegać potencjalnych łatwowiernych, żeby nie wpłacali.
Co jak co, ale jednak na coś sobie w życiu "zapracowała" i to "w pocie czoła" 😕
jedynie co trzeba , to ostrzegać potencjalnych łatwowiernych, żeby nie wpłacali
Watrusia,
Dobrze przewidujesz:
"Izabella INDIANKA Redlarskasobota, 31 lipca 2021 10😲2😲0 CEST
Potrzebuję 60 teczek na te sprawy" - Czyli teraz zbiorka pieniedzy na teczki do spraw.
Na RRdS dyskusja nt. ogórków kiszonych, których Gospodyni przez "g" wielkie jak g***o robić nie potrafi. Ja mam co najmniej trzy spostrzeżenia: po pierwsze, do kiszenia warzyw potrzebna jest woda dobrej jakości. Czy "Ścieczanka", nawet przegotowana na świętym ogniu indiańskiego paleniska, się do tego nadaje, pewnie się nie przekonamy. Po drugie - "koper się nie udał" to jest wyborny wręcz żart, albowiem co jak co, ale koper rośnie jak trawnik, nawet gdy się nasiona przypadkiem wysypią z kieszeni na ziemię i się o nich zapomni. Koper potrafi przezimować i na wiosnę powyrastać w całym ogrodzie. No ale fakt, trzeba MIEĆ OGRÓD.

Po trzecie i najważniejsze, chciałabym w końcu uzyskać odpowiedź na pytanie "CO?". Co Pani robiła przez te wszystkie lata, gdy ogrodu jeszcze nie było, spraw sądowych nie było, a zwierzątki były SAMOWYSTARCZALNE. Bo przecież chwaliła się Pani swoim geniuszem, dzięki któremu zwierzęta były "samowystarczalne", prawda? Pisała Pani, że tak to tylko na Ranczo de Red, że nikt inny nie jest tak genialny, żeby tak zorganizować wypas i wodopoje, że zwierzętami się wcale zajmować nie trzeba. A teraz Pani pisze, że nie mogła się Pani nauczyć tajemnej sztuki kiszenia ogórków, bo przede wszystkim jest Pani hodowcą i przez lata zajmowała się Pani zwierzętami, których było mnóstwo.

Więc CO? Co Pani w ogóle w życiu robiła, przez te 18 lat? A wiemy, że zwierzątki musiały być samowystarczalne, tak jak ta koza, co się samowystarczalnie powiesiła na płocie i samowystarczalnie skonała w męczarniach, bo Pani w tym czasie zajęta była... No właśnie - CZYM?!

Jak zawsze pełna pogardy dla Pani kłamliwej, acz kreatywnej narracji -

KBP aka RPH
O, pardon moi, zabrakło czasu na edycję, a tu jeszcze takie kwiatki: "Gdyby była tu moja mama, pomogłaby mi zrobić te ogórki". Oraz: "Nie umiem odróżnić chrzanu od niechrzanu (WSZECHZIELARKA); gdyby był tu mój tata, na pewno znalazłby tu mnóstwo chrzanu"...

Czyli: "Mam 50 lat, od prawie dwudziestu mieszkam na wsi, organizuję kursy i szkolenia dla mieszczuchów, co to nic nie potrafią, ale potrzebna mi mama i potrzebny mi tata, bo te straszne ogórki i podstępny chrzan przerastają mnie 🙁".

Pozdrowienia dla lenia,
KBP aka RPH

Zaglodzenie mialo tam miejsce corocznie, kobieta nie kupowala paszy na zime. Kupowala siano tylko jak PIW kontrolowal gospodarstwo i ja zmusil. Teren byl nieogrodzony, dopoki konie mogly same znalezc jedzenie (uprawy sasiadow, ogolnie chodzily wiele kilometrow szukac zarcia) to byly w kondycji ok, jak jedzenie sie konczylo (zima), czesc padala z glodu. No i tyle, kon sie nie nazre chwastow i zboza sasiadow na pol roku na zas 🙄<br>
<br>
Filmik jest z wczesnej jesieni (wrzesien?), zaglodzone konie to kwiecien rok pozniej. Znaczy sie po proostu kolejna zima bez siana, za to ze zrebakami. W poprzednich latach kobyly nie rodzily (bo poprzedni ogier padl, a ten roczniak jeszcze nie kryl) to i dozywaly wycienczone jakos do wiosny. <br>
<br>
Ogolnie tymi konmi nikt sie nie zajmowal, tyle ze latem zyjac na dziko sie umialy wyzywic, a zima juz niekoniecznie


Do tego jeszcze dodam, że ona była wręcz dumna z tego, że konie latały po uprawach sąsiadów. Pisała, że to dobrze o niej świadczy, bo w ten sposób zapewnia koniom jedzenie.
To makabryczne, ze zamykala te konie na zime, bez jedzenia, w dziurawej stajni. Trudno uwierzyc, ze traktowala zwierzeta jak przedmioty, a nie jak zywe stworzenia zamkniete w bunkrze glodowym. Ona MUSI byc chora psychicznie!
"Nagle zrobiło się bardzo zimno. Pora pakować zbiory do spiżarni. Spiżarnia dzisiaj wysprzątana i wyszorowana. Jutro załaduję dynie i cukinie.
Rozpaliłam w piecu.
Upiekłam dziś 4 chleby i pizzę.
Usmażyłam grzyby z warzywami.

Nagrzałam wodę do kąpieli.
Wykąpałam się i wyszorowałam szorstką myjką zdzierając z siebie naskórek wakacyjny.

Wyparzyłam w gorącej wodzie i umyłam naczynia.

Odkurzyłam książki.
Wyniosłam kołdrę do wietrzenia.

Świat na zewnątrz powoli zamiera.
Wchodzę w tryb zimowy."

INDIANKA

Matko Boska, to ona kąpie się 2 razy do roku? I Ma tryb letni i zimowy? A te niby zbiory, to gdzie leżały, hehe naczynia tez pewnie myje 2 razy do roku. Kosmos.
Biedna Babuleńka, takie piękne lato przespała, a tu już czas wietrzyć barłóg przed zimą. Nie wiem, co tam u niej zamiera, bo u mnie wciąż sałata na stole (siana zapobiegliwie w lipcu), zaraz będą rzodkiewki (kolejna partia, siana w sierpniu), ogórkami szastam jak Kukiz dolarami onegdaj (czytaj: rozdaję sąsiadom, bo już na nie patrzeć nie mogę), świeży koperek i natka pietruszki to wiadomo, że mus (można siać przez całe lato), dziś przyniosłam z tunelu 8 kg pomidorów (i to ani początek, ani koniec jeszcze), na zbiór czekają: późna marchew, buraki, seler (samego selera mam na oko 30 kg), kapusta, szpinak, fasolka, a nawet arbuzy jakieś się jeszcze ostały. O cukinii to już nawet nie wspominam, bo to rośnie jak chwast i u mnie większość plonu zjada drób. Dynie mam dla kóz, kilogramów setki. Sama przy tym wszystkim robię, bo tylko mnie to interesuje.
Zaraz można będzie zbierać czarny bez. I późne odmiany jabłek, do przechowania. I śliwki. I wiele innych.
Chwilami nie nadążam przerabiać tego wszystkiego, ale serce rośnie wraz z ilością zapasów w piwnicy. A gdybym była tak genialna i kreatywna, jak pewna Kobiecina ze Szczecina, to dziś wrzuciłabym dynie i cukinie do piwnicy i luz! I nawet naskórka bym nie musiała zeskrobywać z siebie szpachelką, bo jak jakaś kretynka myję się regularnie. Świat to będzie u mnie zamierał dopiero pod koniec listopada, ale to pewnie dlatego, że jestem opóźniona w rozwoju.

I wciąż czekam na fotki kreatywnego tunelu pod warzywa, zrobionego z ruin i specjalnie w tym celu zakupionej folii. Czy Kreatywność Bez Granic wie, że oznaczenie "czterosezonowa" nie oznacza, że folię trzeba przez cztery sezony sezonować na strychu?

KBP aka RPH
"Pomidory wymarzły." - nie zdazyly, bidaki, schowac sie do rzeczonego tunelu.
Oj bo Wy się nie znacie, pomidory nie dobiegły na strych, bo zamarzły po drodze. U niej wszystko zamiera pod koniec wakacji, a budzi się na początku wakacji, to kiedy ma mieć bidulka czas na wszystko wszak u niej życie ociupinkę intensywniejsze toczy się tylko przez 2 miesiące, resztę toku przesiedzi na dupie, klepiąc w klawiaturę.
"9 WRZEŚNIA 2021
Wrześniowe siewy
Wczoraj posiałam rzodkiewkę i koperek.
Dzisiaj posieję szpinak, sałatę, cykorię, cebulę, pietruszkę, kapustę syberyjską i rukolę.
Ku chwale Rancho 🙂"

Nono, to sie Izka nam rozsiewa. Za mojej mlodosci tak to szlo: Lepiej pozno, niz nigdy - powiedziala staruszka spozniwszy sie na pociag.
Aby odpisać w tym wątku, Zaloguj się