Króliki oraz gryzonie

JARA   Dumny posiadacz Nietzschego
17 maja 2019 15:23
Meise, dawaj szaraka!
tatsu, nawet się nie zastanawiaj, tylko kastruj. Zabieg kastracji u króliczego weta w 99.9% kończy się bezproblemowym i szybkim wygojeniem. Skąd jesteś? Polecę Ci właściwe miejsce.
Z całego serca też polecam grupę edukacyjną na FB: "Króliki <3". Skarbnica wiedzy, tworzona przez dziewczyny z króliczych fundacji i najlepszych wetów króliczych w PL 🙂
Króliczki cudne i na pewno będą szczęśliwsze razem i po kastracji, dam sobie rękę obciąć  🙂

Tusia2012, cudeńko! Wierć dziurę w brzuchu mężowi 😉

JARA, ok, to jedziemy, parę najświeższych fot  😀

Lars na sofie:


Ruda na sofie:


Dlaczego królikom lepiej w parze? Ano np. dlatego 😉


oraz:


and:


Niestety ostatnio nam się bidoki pochorowały, więc 3 razy dymaliśmy z Rzeszowa do Bytomia robiąc w sumie 1800 km 🙂
Lars miał usuniętego guza pod żuchwą, a ruda niestety rozchorowała się na kokcydiozę wątrobową, ale się nie poddamy i wychodzimy na prostą. Wet króliczy robi USG na żywca i wykrywa kokcydiozę bez pudła. Tak wygląda królicze usg:







Nie pytajcie ile kasy idzie na króliki, bo są to tysiące... w żadnych wypadku nie setki...  😉

Kocham moje dzieci uszate  😍 😍 😍 😍 😍 😍 😍
Strasznie tęsknie za tymi uszatymi stworzeniami. 🙁 Nawet za tym, ze spośród wszystkich wolontariuszy spędzałam najwiecej czasu w klinikach, bo wiecznie dostawałam króliki chore na tymczas. I przy tym wredne. 😀 Zostaje mi tylko czytanie tego wątku, króliczej grupy no i instagrama Meise. 😀
flygirl  :kwiatek:

No ja tęskniłam strasznie jak te dwa kmiecie były na klinice w Bytomiu przez ponad 2 tyg... Mimo, że w domu miałam BŁYSK, 0 kurzu, 0 futra, 0 siana i randomowych bobów... Nie da się bez nich długo wytrzymać 🙂 uwielbiam te zwierzaki, żaden pies czy kot by mi ich nie zastąpił  🙂

Tu jeszcze moje rude wredne. Jestem jedynym człowiekiem, którego toleruje w pełni i się nie boi i nawet troszkę kocha  😉 niestety mojego tżta nie potrafi do końca zaakceptować...

usunięty
20 maja 2019 11:16
Obawy zawsze będą. U mnie są tym większe, że to są odratowane królice, które już się żegnały z tym światem... nie chciałabym przeżywać tego raz jeszcze. 🙁

Na szczęście króliczego weta daleko nie mam - jakieś 60 km od miejsca zamieszkania i przychodnię weterynaryjną z zaufaną wetką raptem ok 5 km od domu. Tam ratowałam Ishtar.
No to jak się naprawdę o nie martwisz to kastruj, bo czeka je ropomacicze, albo inne choróbska narządów rodnych z wiekiem. Ryzyko jest naprawdę duże. Nie mówiąc już o samopoczuciu zwierząt, które zmagają się z hormonami i nie znajdują ujścia dla nich...

Zawsze i wszędzie będę za kastracją. W Krk wet który kastrował moje króle wyciął wiele tysięcy zwierzaków i nigdy mu się nie zdarzyło, żeby któryś nie przeżył. To naprawdę rutynowy zabieg. A choroby powiązane z narządami rodnymi... to jest dopiero problem, cierpienie, a często śmierć.
Widzieliście już tą ekostraż i odebranie 1000 myszy?  😵 Pierwsze w życiu takie coś widzę na oczy. Podobno właściciel jest na obserwacji psychiatrycznej. Ciekawe co z nim będzie ale chyba faktycznie coś jest nie halo, skoro zrobił sobie z domu mysią norę.
NormaH, widziałam to, współczuję ekostraży... co oni teraz z nimi zrobią... ciężko im będzie znaleźć dla wszystkich dobry dom  🙁

Ja dalej podaję moim królikom leki.
Ruda ma tabletki na wątrobę, których szczerze nienawidzi. Ogólnie jest ona króliczkiem łagodnym i poddającym się wszelakim zabiegom do momentu podawania leków do paszczy przez strzykawkę... wtedy zaczyna się piekło i żadne tutoriale nt. podawania leków nie mają zastosowania do 4-kilowego hodowlańca wijącego się jak piskorz, kwiczącego, prychającego i zachowującego się tak, jakbym właśnie dokonywała na nim najokrutniejszego mordu  🤔

No i dzisiaj jak zwykle wszystko przygotowałam, biorę króliczycę pod pachę i idę z nią do łazienki. Stawiam na podłodze, a ta już tupie i kwika. Biorę ją między nogi, zakleszczam i gotuję się na to co zawsze, czyli trzymanie jej za pyszczek, że mało kości nie pękną, a ta... z taką wściekłością wzięła strzykawkę to paszczy i sama zjadła wszystko przy okazji gryząc strzykawkę w amoku  😁 🤣
Szok, poszło tak gładko, że w nagrodę dostała 1/3 banana. Wiedziała co ją już czeka i mnie wyręczyła  😀
Te bestie i ich inteligencja mnie ZADZIWIAJĄ. Mógłby to ktoś nagrać, haha!

Meise, nie czytam tego wątku w ogóle, weszłam z nudów... co to jest za rasa? Ogromne bydlaki z tych Twoich królików!
Wygląda jak nowozelandzki. Zawzięte upiorne bestie a i tak pewnie zaraz skończę z trzema.
emptyline   Big Milk Straciatella
24 maja 2019 07:23
Meise, nasz jest malutki, ale jak się wywinie to klękajcie narody.  😵


Dawno mnie tu nie było, aż z wrażenia wrzucę naszą Sevillę.





Meise, przepiękne te twoje wielko-króle 😜 Dodawaj dużo zdjęć! Jak tak patrzę na wtulone misie to sama bym chciała, ale niestety za często wyjeżdżam, żeby mieć gryzonie.
Królik to nie gryzoń. 😀

Meise próbowałaś zasłaniać oczy? Mi działało na największą mendę jaką miałam. A była chora na wszystko, dawałam jej zastrzyki, wciskałam leki do pyska, inhalowałam. Była mała, ale "zbita" i zwinna, więc mnie nauczyła jak z takimi dziadami postępować. 🤣 Z reguł przyciskałam ją do ziemi, cała dłoń na potylicy, zakrywając oczy i wtedy lecisz z strzykawką.
vanille, są to pasztetusy pospolitusy  😉
Lars to na pewno jakiś mix olbrzyma belgijskiego. Typowa wiejska mieszanka, którą trzyma się w zasyfionych ciasnych klatkach, karmi kolbami kukurydzy i na koniec ubija na pasztet.
Ruda to też królik hodowlany, mięsny, tylko mniejszy. Dla koneserów może...  😉

emptyline urocza  😍

fin  :kwiatek: tutaj jest ich instagram: https://www.instagram.com/lars_the_bun/?hl=pl  😁
Ogólnie króliki to ogromny obowiązek i koszta... ale ja mam fioła na ich punkcie. Każdy jeden jest niesamowity pod względem charakteru.

Obiegowe opinie krążące na temat królików są skrajnie krzywdzące i niesprawiedliwe. Że króliki śmierdzą, tylko żrą i srają, i nie wchodzą w żadną relację z człowiekiem. Każda z nich to bzdura. Króliki są niesamowicie socjalne, potrafią stworzyć z opiekunem wyjątkową więź, ogólnie większość uwielbia ludzi, a za kawałek bananka i głaski sprzedają się natychmiast. Moje króle pachną cudownie, ziołami, siankiem, a futerko wręcz słodko pachnie  😍 uwielbiam je całować po oczkach i uszkach i dla nich to chyba ulubiona pieszczota. Ale moje są takie, że można je tarmosić wszędzie i nawet za omyk ciągnąć. Pozwalają mi na wszystko, ale bazuje to oczywiście na wypracowanym zaufaniu.
Nic mnie bardziej nie cieszy, niż widok tych dwóch darmozjadów, które brykają na mój widok i kłapią uszami podrygując jak młody źrebak  🙂

flygirl, wczoraj sama wzięła lek do paszczy i zjadła, hahaha. Wiedziała co ją czeka, więc po prostu chciała to już mieć za sobą  😜

amnestria   no excuses ;)
24 maja 2019 13:01
Z tymi kosztami to bym nie przesadzała, wszystko, co nie jest koniem jest tanie 😂 🙂

A tak na serio, mój królas adoptowany ze schronu, miał chyba wszystkie choroby świata. I faktycznie leczenie szło w potężną kasę. Potężną. Bo trzeba było szukać specjalistów od zajęczaków, bo schorzenia były nietypowe etc.

Króliki są świetne! Żałuję, że teraz nie bardzo sobie mogę na nie pozwolić, bo bym miała na pewno 😜
emptyline, piękna mycha. Mam nadzieję że nie mieszka sama. Tak pozuje? Czy na 30 zdjęć dwa wychodzą? 😀
emptyline   Big Milk Straciatella
24 maja 2019 23:29
NormaH, dzięki! Oczywiście, że nie sama, ma swoją koleżankę Aspen. Ta akurat pozuje, druga się non stop przemieszcza, stąd też brak zdjęć, ale postaram się to zmienić. 🤣

Mam tylko takie, jak była malutka z siostrą Casablanką - niestety musieliśmy się z nią pożegnać, bo miała nowotwór. 🙁



Swoją drogą, nie narzekajcie na ceny weta w Polsce, wizyta z myszką (sama wizyta) w Sztokholmie to około 300zł. 😂
Niestety bardzo chorowite stworzonka. Ale i tak warto. Z jakiej to hodowli takie panienki?  👀
emptyline   Big Milk Straciatella
26 maja 2019 18:14
NormaH, niestety aż za bardzo chorowite. 🙁 Pół życia miałam myszoskoczki i jestem raczej przyzwyczajona to małej awaryjności. 🙁 Myszki są z hodowli Häxans.

Udało mi się cyknąć całą Aspen  😍
Ale to w Szwecji  😲 Dla mnie za daleko, za bardzo bym się bała że nie dojadą całe i zdrowe. A szkoda bo mają coś czego od dawna szukam. A przypomniało mi się. W grupach coraz częściej pisze się że granulaty mogą powodować u myszy choroby. A jednak prawie nie da się kupić karmy bez granulatu. Może tu tkwi problem.
emptyline   Big Milk Straciatella
27 maja 2019 06:00
NormaH, no ja mieszkam w Szwecji. 🙂 Dojechać to dojadą bez problemu, tylko to droga wycieczka. Wiozłam nie raz myszoskoczki z Holandii, Francji i Niemiec - żaden kłoppt. 🙂 Nasze jedzą Mixeramę, sprowadzam z Polski bo w Szwecji generalnie dostęp do dobrych karm dla zwierząt jest fatalny. Niby taki rozwinięty kraj, a straszna posucha w tej kwestii. Nasza hodowczyni sama miesza karmę. Moim zdaniem duży wpływ na występowanie nowotworów mają lata rozmnażania w celu utrzymania różnych nowych mutacji kolorystycznych. U myszoskiczków np całe linie 'diluted' chorowały na padaczkę i generalnie żyły o wiele krócej niż inne odmiany. Swego czasu wycofalismy ogromną ilość skoków z rozrodu z tego powodu i mam wrażenie, że właśnie też i przez to, całkiem dobrze rozwinięta sfera hodowli w PL upadła.
amnestria   no excuses ;)
27 maja 2019 10:32
Aspen 💘 💘 💘 Jaka piękność! Cud umaszczenie!
emptyline, nie tylko uzyskanie, ale i selekcja tylko na - bez użycia np. zwierząt o bardzo dobrej budowie i zdrowej linii i fenotypie "dzikim". Siedzę (siedziałam) w temacie hodowli chomików (hodowałam syryjki) i jak obserwowałam właśnie np. linie dilute to tamte zwierzęta przez x pokoleń potrafiły mieć same, średniej jakości diluty - bo kolor 😉 Już inna bajka np. z dark grey'ami, gdzie brak outcrossu i ciągły inbreed spotęgował dużo częstsze występowanie tzw. kinked tail, łącznie z naprawdę poważnymi wadami kręgosłupa.
No tak jest, z tego co wiem hodowcy nie dopuszczają na reproduktory żadnych zwierząt nie wywodzących się z rodowodu więc żadna krew z zewnątrz nie dotrze. Podobno chomiki wzmocniono dzikimi, które dostały hodowle w Niemczech. Ale czy to fakt czy plotka, kto to wie. A jak te rasy i jakim kosztem uzyskano to każdy wie. Więc to taki wybór między kiłą a cholerą, hodować chore albo kundle. Teraz jest jakaś tendencja by rezygnować z osłabionych i chorowitych linii, a jaki będzie efekt to pokażą lata.

emptyline, a jaki byłby koszt dowozu do Polski? Pytam raczej orientacyjnie bo nie mam pojęcia w ogóle o widełkach cenowych.
NormaH, pisałam swego czasu dość obszerny tekst dot. hodowli syryjków - jak znajdę to mogę podrzucić, ale z tym "wzmacnianiem" dzikimi jest cząstka prawdy. Co kilka lat niemieckie ośrodki badawcze mają kilka "dzikusów" na wydanie hodowcom, ale trzeba mieć znajomości. Problem jest taki, że o ile genetycznie są "czyste" to już w typie nie są najlepszym. Wstępnie miałam takiego dzikusa do siebie ściągać, ale nie zdecydowałam się - wolałam postawić na umaszczenie dzikie, ale z pochodzeniem z hodowli z Czech.

"Ras" u chomików nie ma, są gatunki, a np. syryjek krótko i długowłosy to nie są dwie osobne rasy, tak to nie funkcjonuje 😉 To nie świnki morskie, gdzie o rasowości już można mówić 🙂
Od wielu lat hodowcy zaczynają już świadomiej wybierać osobniki do rozrodu (inaczej ten gatunek byłby dużo bardziej zniszczony niż jest), ale w każdym środowisku znajdzie się ktoś, kto zamiast patrzeć np. na rodowody, liczyć IC i AVK jako podstawowe czynniki, prognozować typ zwierząt po prostu będą szli w kolor (i nic poza tym). A realnie największą krzywdę gatunkowi robią "domorośli" hodowcy i fermy wszelkie... różnica między chomikiem z pseudo, a z dobrej hodowli jest ogromna (zarówno pod kątem jego psychiki, wyglądu, jak i odporności; natomiast starość u tych gryzoni jest niewdzięczna, jak u każdego zresztą).
Akurat mam chomika i odpukać zdrowy. Jakiś czas temu były podobne zarzuty do hodowli myszy i fretek. Nie wiem czy typ jest warty zdrowia i samopoczucia. Raczej nie. Dużo mniej też cierpi ktoś kto musi sobie kupić chomika np rudego a nie białego, ale za to zdrowego. Leczenie takich małych zwierząt to upiorność. I jeśli chodzi o podanie i dawkowanie leków. I samego weta bo tych w Polsce od gryzoni jest niewielu.
emptyline   Big Milk Straciatella
29 maja 2019 09:56
NormaH, polemizowałabym co do jakości i ilości wetów w Polsce. Mamy świetnych specjalistów w wielu miastach. Oczywiście, o wiele trudniej jest w mniejszych miejscowościach, ale zwykle jednak jest opcja dojazdu do jakiejś kliniki. W Sztokholmie mamy w zasadzie jedną opcję, druga jest pod miastem. No i co do jakości usług, no mogłoby być lepiej, zwłaszcza biorąc pod uwagę ceny. :kwiatek:
Co do cen transportu myszy - kwestia opłacenia promu i niestety kabiny dla zwierząt, czyli wyjdzie pewnie coś w granicach 800-1200 zł. Na bank transporter da się przemycić na prom nie płacąc drogo za kabinę, ale to musiałabyś sama jechać, bo raczej nie sądzę, że ktoś by się tego podjął. 🙂 Może moja mama, ale na razie się nie wybiera. 🙂

Viridila, ja to tak w skrócie napisałam, ale zgadzam się z Tobą co do słowa.

amnestria, dzięki! Przekażę jej. :kwiatek:
NormaH, mam wrażenie, że się trochę nie rozumiemy 😀

Może kogoś zaciekawi dalsza część 🙂 Bazując na mojej wiedzy i doświadczeniach + rozmowach z wieloma hodowcami (dobrymi, którzy nie patrzą tylko na "kolor"; w temacie chomików siedzę ponad 10 lat) mogę powiedzieć jedno. Chomik pochodzący jakkolwiek z rozmnażania "pseudo" (fermy, domorosłego rozmnożenia ect). zawsze będzie prezentować inny typ, psychikę oraz zdrowie. I skala tych różnic jest ogromna, tak jak ogromna jest ilość możliwości, np. inbreedu, nieznajomości genetyki, opieki nad samicą w ciąży (odżywienie matki podczas ciąży już rzutuje m.in. na zdrowie młodych, ich odporność).
Hodowle zawsze i wszędzie dzielą się na.. dobre i "wybiórcze" (tj. stawiające tylko na kolor, olewające pewne tematy - w skrajnych wypadkach hodowla wybiórcza jest pseudo z papierkiem, wg mojej klasyfikacji 😉 ).
Dobrzy hodowcy nie patrzą tylko na typ czy tylko na umaszczenie. Prowadzą selekcję pod określony zestaw genów np. cream, dark grey, silver grey czy linie dilute itd.; ogólnie nie da się hodować wszystkich możliwych "kolorów", realne jest prowadzenie 1-2 linii w zależności od czasu i miejsca jakim dysponujemy. Zawsze ważny jest dla nich dobry typ, dobre zdrowie i dobry charakter zwierzęcia. Dodatkowo analiza rodowodów, bo przemyślany inbreed nie jest zły, ale wymaga wiedzy i znajomości linii + pomysłów na nią dalej. Natomiast wprowadzenie "dzikusa" (średniego w typie, bez znajomości np. chorób w jego linii) nie zawsze jest warte ryzyka:
1) nie wiesz jakie choroby były u przodków/rodzeństwa (w hodowli masz choćby częściowo tą wiedzę, możesz ją uzupełnić stosunkowo łatwo),
2) naprawdę nie są najładniejsze w typie (i nie dokończa masz wybór i wpływ na to czy nie trafi Ci się najgorszy odpad z tych ośrodków) i potomstwo po takim "dzikusie" pod kątem wystawowym obrywało by notami za typ (i kilka pokoleń trwało by zanim ten typ by się realnie poprawił i wyrównał w całych miotach ponownie),
3) w Europie jest kilka hodowli nastawionych na umaszczenia aguti, w tym dzikim (golden), które nie pracują zupełnie nad kolorem ale właśnie nad zdrowiem linii (a nad tym pracuje każdy dobry hodowca, nieważne od genetyki umaszczenia) oraz nad świetnym typem - dużo lepsza opcja do outcrossu niż "dzikus".

O typie u chomików syryjskich pisałam kiedyś na blogu (umarł już, tj. nie rozwijam go od x czasu): http://mylittlemonsters.pl/chomik-syryjski-budowa/. Z ciekawostek dorzucam omówienie standardu u chomików syryjskich: http://mylittlemonsters.pl/chomik-syryjski-omowienie-standardu/
NormaH, mam wrażenie, że się trochę nie rozumiemy 😀

Hodowle zawsze i wszędzie dzielą się na.. dobre i "wybiórcze" (tj. stawiające tylko na kolor, olewające pewne tematy - w skrajnych wypadkach hodowla wybiórcza jest pseudo z papierkiem, wg mojej klasyfikacji 😉 ).
Dobrzy hodowcy nie patrzą tylko na typ czy tylko na umaszczenie. Prowadzą selekcję pod określony zestaw genów


To my się chyba właśnie rozumiemy w takim razie tylko ja tak napisałam uciętą myśl. Trochę o hodowli jako takiej czytałam, chociaż przyznam że o chomikach akurat bardzo mało wiem. Chodziło mi o to że ten wyścig o typ i kolor nie jest wart np raka, cukrzycy czy chorób serca. Myślę że hodowcy też są trochę pod presją bo jeśli wyhodują super zdrowe zwierzę, ale nie różniące się od tego ze sklepu, to taki typowy laik będzie widział tylko wysoką cenę. A w jego mniemaniu właśnie za papierek. A rynek jest okrutny i czasem taka szeptana opinia się ciągnie.
I co tam u królików, myszek, chomików oraz innych drobnych obywateli tego świata? 😀

Mam pytanie do właścicieli królików: Jestem szczęśliwą posiadaczką karzełka satynowego. <3
Czy jest szansa na nauczenie królika, by załatwiał się tylko w kuwecie? Ogólnie sprawa wygląda tak: kuwetę zna, korzysta, ale w klatce zdarza się korzystać nie tylko z kuwety. Mały lubi się załawiać w dwóch kątach klatki. W jednym jest kuweta (zauważyłam, że tamto miejsce zostało zaakceptowane jako miejsce toalety, toteż tam kuwetę zainstalowałam), ale w drugim, równoległym - też jest fajnie, więc tam też toaletę królik zarządził sam. Ostatnio zamieniłam kąty - kuweta stoi w tym drugim kącie... Zatm został "olany" kąt numer jeden. 😉 I teraz pytanie: czy mogę coś zrobić, żeby jednak była to tylko kuweta? Dołożyć drugą,...? Zmienić kuwetę na inną? Jeszcze częściej sprzątać..? Albo po prostu królik musi mieć trochę bobków zostawionych na swoim terytorium...?
Codzienie biega sobie luzem po pokoju przez określony czas (po całym mieszkaniu nie bardzo - za dużo niebezpiecznych miejsc dla królików. Jeszcze mi spadnie ze schodów...) i faktycznie nie narobił poza klatką...
Franciszek pozdrawia:
Aby odpisać w tym wątku, Zaloguj się