Budowanie więzi z koniem

dostaje głównie siano i dla urozmaicenia warzywa 🙂 napisałam tylko to, co robię kiedy zagraża mojemu życiu, czy zdrowiu. co do więzi, raczej za dużo w tym kierunku nie robię i myślałam, że znajdę tu jakieś rady, co mogę zrobić, oprócz tego, co mówi każdy kogo się o to spyta, czyli join-up i 7 gier.
teoretycznie, przyjeżdża do tej stajni dziewczyna, która ma papiery instruktorskie i się ponoć zna, ale jest raz na kilka miesięcy, wsiądzie sobie na konia, poskacze i po niecałej godzince już jej nie ma. ciężko w ogóle na nią trafić, a jak już jest to się bardzo śpieszy i po jeździe od razu zwiewa.
Wiesz Taniu i ja znam historię dziewczyny (a w zasadzie dorosłej kobiety) która poradziala sobie sama z koniem , choc w czesniej nie miała zielonego pojecia o koniach.
Ale osoba ta wstawiła konia do dobrego zaprzyjaznionego pensjonatu , gdzie własciciel stajni chętnie udzielał jej  rad. Dalej osoba ta zapisała sie an lekcje jazdy konnej , kupowąła ksiązki, chętnie pytała się , radziła , słuchała ba prosila o pomoc.
Tu zas mamy
- młodziutka osobkę , której sie wydaje ,ze jest łagodna lecz stanowcza , a jak trzeba to trzasnie batem , uważa ,że kon łagodnieje na wypinaczach , której kon sie szczurzy i zwyczajnie zwiewa nawet na padoku (prowadzony w ręku
Czy dalej uważasz ,ze dziewczyna ta poradzi  sobie sama i wychowa super konia? Sorki , ja mam inne zdanie.
Faza- masz rację. Ja na spokojnie doczytałam i dopiero zrozumiałam.  😡
Nie znalazłam w opisie sytuacji ani jednego dobrego słowa o koniu.
Nie znalazłam żadnego sygnału pokory ze strony jeźdzca. Takiej refleksji, że być może to ona jest przyczyną/jej złe postępowanie.
(...) co do więzi, raczej za dużo w tym kierunku nie robię (...)
Tylko jakieś wytłumaczenie, że młody wiek usprawiedliwia wszystko. Ja też miałam tyle lat, kiedy w szkółce przydzielono mi agresywnego konia. I udało mi się przekonać go do wielu rzeczy. A był bestią w końskiej skórze. Argument wieku do mnie wcale nie trafia.
A już to zdanie o dużym sporcie... ech... ambicje i brak pokory to zły mariaż.
Konia/konie trzeba lubić. Rozumieć. Szanować. A nie lać i pisać, że się jest łagodnym ale stanowczym. Tak to może napisać tylko ktoś doświadczony.
Wiesz Taniu ja mialam (ba mam go nadal tylko ,ze teraz to cudowny i lagodny koń) wariata Lunara. Konia który na dzien dobry złamał stajennemu trzy żebra a innemu "dupkowi" który chciał go utrzymac powybijał wszystkie palce (facet uparł się ,że utrzyma konia i zaplótł wokól palcy u rąk uwiąz).
Powiem ,że mi samej szczęka opadła jak zobaczyłam tego dzikusa i wiesz co? Pomogła mi dziewczyna która wówczas miała lat 18!!! Cierpliwoscia, powtarzam cierpliwoscią i uporem doszla do tego ,że koni dzis jest jednym z najlepiej wychowanych moich koni.
Dzis koniem tym zajmuje się Tuch, też młoda osoba. Żadnego bata, dużo cierpliwosci i kon dla niej zrobi wszystko (jak to sie mówi przez wodę i ogien przeniesie). Jestem przekonana ,że gdyby któras z nich użyła bata dzis ten koń musiałaby iśc na kabanosy. A teraz ...teraz jest naszym Lunciem, wspaniałym kochanym arabiszczem.
Także Taniu to nie wiek , a podejscie, cierpliwosc do zwierząt , zrozumienie natury konia ma wielkie znaczenie.
Tez poradziłam sobie sama z taką złośnicą z zerowym szacunkiem do człowieka. Konsultowałam z doświadczonymi, ale na sporo wpadłam też sama, bo musiałam - na szczęście nie zrobiłam nic źle w tym czasie, ale możliwe, że mi się pofarciło i miałam pomoc u mądrzejszych. Czytałam stosy książek, artykułów, jeździłam po stajniach i się przyglądałam jak inni sobie radzą, kombinowałam. Zaczęłam się kobyłą zajmować w wieku 17 lat. Nie była to pierwsza taka moja opieka nad koniem prywatnym, ale nigdy nie uważałam się za wszystkowiedzącą. Jakoś z klaczą żyjemy, a nawet nie jakoś, bo jest teraz cudowna, w porównaniu do tych prawie 3 lat wstecz - nie mogłabym trafić lepiej. Stara się mi przypodobać, zwraca na siebie uwagę i ładnie pracuje, a do tego jest przytulaskiem kiedy tylko pozwolę. Dalej nie zapominam o jej charakterku - podejdziesz tylko jak nie będziesz się szczurzyć, to samo z jedzeniem, podejdzie jak pozwolę. Nie biłam konia, zdarzyło się, że dostała w dupę, bo mi chciała sprzedać kopa, albo coś równie niemiłego - w takich sytuacjach, gdzie "nie wolno" nie działa. Największą karą dla niej jest kiedy nie może być bardzo blisko mnie, a wtedy było wręcz odwrotnie - człowiek mnie dotyka, a fe. Da się jak się chce i ma pomoc, ale młodsze osoby podchodzą bardziej emocjonalnie moim zdaniem, sama po sobie wiem parę lat wstecz - koń mnie ciągnie, a tu głask głask, bo taaki kochany i wybaczam mu 😀iabeł: teraz sobie na to nie pozwalam - pogłaskam, potulę, ale jak jest praca to pracujemy, a jak coś przeskrobie to szlaban na podchodzenie do panci. Może dziewczyna da radę, sama się podejmuje, rodzice wiedzą, właściciel konia też - krzyżyk na drogę, a nuż się uda.
Faza,tak. Zgoda w 100% . Ja leżę z grypą i wolniej kojarzę.
Tamten koń z mojego dzieciństwa też był diabłem wcielonym. I ja bez żadnej wiedzy, netu, ksiażek go oswajałam.
Nie zapomnę, jak poszłam na wagary, wlazłam do boksu z marchewkami i ryzykując stratę palców i życia tam byłam.
Marchewki się skończyły a ja tkwiłam siedząc na żłobie pół dnia, rozmyślając jak mam wyjść.Mówiłam, śpiewałam. A fałszuję straszliwie. A on stał, szczurzył się wywracał oczami i rzucał sie na mnie z zębami. Nic nie wiedziałam o behawiorze i o niczym. I tak pomaleńku, pomaleńku zaczęło się udawać czyścić konia w pojedynkę i nie bać się o życie. I nogi podnosić. I ubierać. I jakoś tam żyć. Ale ja go polubiłam, na początku bez wzajemności. Uparłam się, że można.
Jako dorosła osoba, wiem, że tamten koń nie nadawał się do szkółki. Ale nauczył mnie bardzo wiele.
Teraz są takie możliwości. Tyle książek, ludzi doświadczonych, szkół postępowania z koniem. Tylko korzystać.
Dava   kiss kiss bang bang
04 lutego 2014 08:43
Tania -> i jak dla mnie to jeszcze lubić konie. Serio je lubić, choć może się to wydawać śmieszne ale myślę, że wiele osób zwyczajnie i szczerze nie lubi zwierząt choć je ma  😉

Faza -> ja też uważam, że agresją i nerwami człowiek nic nigdy dobrego nie wskóra.
(...)Konia/konie trzeba lubić. Rozumieć. Szanować.(...)

Tak, pisałam o tym przed chwilą. Ty też masz grypę?  😉
I to wcale nie jest śmieszne. Nie powinno się mieć psa/kota/konia/dziecka jeśli się ich nie lubi. Bo to bez sensu.
Dava   kiss kiss bang bang
04 lutego 2014 08:58
hahaha no ciężka noc za mną więc prawie jak grypa  😉 🤣
Ja się jeszcze odniosę do tego co tutaj pisane było, że jak koń zrobi coś źle, to nie ma zmiłuj, trzeba mu wlać. I oczywiście, jak koń zagraża naszemu życiu, robi coś co może nas narazić to patyczkować się nie można. Nie lubię jak ktoś pisze co prawda, że koń zasłużył na wpierdziel, trzeba mu wlać itp., ale czasem faktycznie koń wymaga ostrzejszej reprymendy. Tylko też należy zaznaczyć, że zanim już zdecydujemy się konia uderzyć za karę, musimy mieć pewność, że to co zrobił, było brakiem szacunkiem a nie np. strachem i obroną przed człowiekiem.
Mój koń wykopał kiedyś pewnego osobnika płci męskiej z lonżownika, który miał z nim popracować. Było to niebezpieczne, koń powinien dostać wpieprz, bo przecież poleciał z kopytami. Ale nie dostał, bo nie koń, a osobnik był winny. Wlazł do konia, który go nie znał, nie miał zaufania i zaczął go poganiać na wysokim poziomie energii. Koń uznał, że to atak i po prostu zaczął się bronić. Wyobraźcie sobie co by było gdyby koń dostał za to, że się bał. I tu się właśnie przydaje to wyczucie o którym pisze ElaPe, żeby wiedzieć kiedy koń robi coś z nieposłuszeństwa, a kiedy jest to obroną na niewłaściwe zachowanie człowieka. Sprawiedliwe ukaranie konia też nie jest przecież łatwe, bo trzeba wiedzieć kiedy i jak ukarać, by odnieść pozytywny skutek. Inaczej będzie tylko bezsensownym laniem batem, niezrozumianym przez konia.
ushia   It's a kind o'magic
04 lutego 2014 09:16
bat dobra rzecz
nawet bardzo
ALE kon musi ROZUMIEC dlaczego dostal i musi zobaczyc alternatywe - jestes zlym koniem i wtedy jest zle / jestes dobrym koniem i jest cacy
nawet najwieksze france i zlosliwce sa konmi - a konie z definicji sa wrazliwe
i nie mozna "jechac" tylko na wzmocnieniach negatywnych
nie wygramy z koniem sila
trzeba uzywac mozgu i zwyczajnie "oszukac" zwierzaka
nauczyc ze to co nam sie podoba jest dla niego wygodne
JASNO - dla konia! - pokazac czego wlasciwie od niego chcemy


po mojemu to w opisywanym przypadku kon nie bardzo wie o co wlasciwie chodzi, a ze jest koniem dominujacym to radzi sobie z sytuacja jak umie


marecca - konie to CZAS
cierpliwosc i pokora
byc moze to krzywdzaca dla Ciebie opinia, ale z Twoich opisow sklada mi sie obrazek raptusa, ktory mysli ze samym swoim "chceniem" nagle zrobi z konia maszynke do sportu
i konia ktory ma silne poczucie sprawiedliwosci i nie zgadza sie na lanie w dupe bo komus sie wymyslilo ze mozna z niej zrobic konia do duzego sportu

czas
cierpliwosc
pokora

cala sztuka z konmi polega na tym, zeby wiedziec, czuc kiedy przycisnac, kiedy odpuscic
bo jak za mocno docisniesz okaze sie ze kon sie postawi, a Ty wlasnie doszlas do konca swoich umiejetnosci
i kon postawi na swoim

zacznij od poczatku
od zastanowienia sie czego wymagasz od konia, czy Ty to potrafisz zrobic i wyegzekwowac i czy  kon w danym momencie jest W STANIE to zrobic (kondycyjnie, zdrowotnie, emocjonalnie)

jezeli cos Cie przerasta, cofnij sie, rzezb oczko nizej az kon zapomni ze "wygral" i sprobuj znowu

ucz sie OD KONIA
to jest uklad we dwoje
nie na darmo konie sa nazywane profesorami
bo to one nas ucza

patrz co Ci mowi, co robisz ze kon nie wspolpracuje, w ktorym momencie jest za duzo/ za malo
i zmien to

Jeszcze wrócę do tematu siodłania konia- czy szybko znaczy niedelikatnie.
Mi osiodłanie konia ( z założeniem ogłowia i ochraniaczy) zajmuje 3-4 minuty (wiem, bo nie raz koleżanki w stajni ustawiały stoper nie mogąc uwierzyć, że ja tak szybko jestem z koniem gotowa).
I nie ma mowy żebym zrobiła coś niedelikatnie, gwałtownie.
Koń pomaga i współpracuje (sam wkłada głowę w ogłowie, łapie wędzidło) a przy siodłaniu stoi spokojnie nie utrudniając mi niczego.
Także uważam, że czas wykonywania tego zadania nie ma zupełnie nic wspólnego z delikatnością i spokojem.
Bardziej chodzi o precyzję (dokładnie wiem co chcę zrobić i w jaki sposób, a nie motam się metodą prób i błędów).
Z czyszczeniem sprawa wygląda inaczej- wiadomo decyduje stopień ubrudzenia konia i hmmm jakości owego ubrudzenia 😉

marecca fajnie, że próbujesz szukać pomocy i chcesz dogadać się z koniem na którym jeździsz.
Podejście- nie ma trenera, zapomnij o jeździe konnej i przerzuć się na szachy nie do końca mi się podoba.
Nie każdy z nam ma takie szczęście i możliwości, żeby jeździć pod opieką dobrego i mądrego trenera.
Wiadomo, że to byłaby sytuacja idealna, ale że życie idealne nie jest to trzeba znaleźć jakiś dobry środek.
Dobrze, że dziewczyna pyta o radę a nie wyznaje zasadę (jak wielu młodych jeźdźców co to wszystkie rozumy świata pozjadali i z każdym koniem sobie poradzą...taa) "koń zły, niedobry i złośliwy trza mu wlać".
Może żeby łatwiej było nam coś Ci poradzić, to opisz co sprawia Ci największy kłopot w kontakcie z koniem- jakie jej zachowania w jakich sytuacjach i jak Ty wtedy reagujesz.

edit. przeoczyłam, że wcześniej już opisałaś co się dzieje między wami.

1."zdarza jej się" atakować człowieka(najczęściej na lonży, ale zdarza się na łące, czy nawet w boksie),
2.ignorować polecenia, a
3.przestawianie człowieka czy ciągnięcie przy prowadzeniu jest normą.
4. ostatnio zaczęła szczurzyć się przy jedzeniu ehh
5.rzadko kiedy idzie tak, jak powinna, a jak już, to zwykle wtedy, kiedy idzie na lonżę z założonymi wypinaczami - wtedy też rzadziej atakuje


Trochę to zmienia postać rzeczy- koń jest niebezpieczny i nie jestem przekonana czy tak całkiem sama jesteś w stanie sobie poradzić... 🙁
Dava   kiss kiss bang bang
04 lutego 2014 09:25
Ushia  zawsze mnie zadziwiają ludzie, którzy próbują siła wygrać z 500kg zwierzęciem  😁
Dementek   ,,On zmienił mnie..."
04 lutego 2014 09:30
Dodam, że nie miałam na myśli bezmyślne okładanie batem konia, tylko dopiero wtedy, gdy koń atakuje.

U znajomej jest klacz, która wzięta na lonżę po kilkudniowej przerwie od pracy rusza galopem/kłusem i jest nie do zatrzymania. Wybiega się i zaczyna się praca (zaczęłam z nią pracę na lonż,y gdy miała 8-9 lat, a była zajeżdżana bez wcześniejszego przygotowania w wieku 2-2,5 roku). I czasem przy lonżowaniu w prawą stronę lubi udać, że się wystraszyła (bo pies leżał, a teraz wstał), zmienia kierunek i biega w lewą stronę. I zobaczyłam, że przed zmienieniem kierunku robi krok do tyłu, a potem zwrot- gdy próbuje się cofnąć, raz dostanie batem w zad, ruszy do przodu i już nie kombinuje. To jest koń, przy pracy z  którym trzeba być ciągle skupionym. Chwila nieuwagi i koń idzie w drugą stronę, lub sobie stoi, albo stępuje (a kłusował).
Teli   Koń to zwierzak. Animal.
Rży i wierzga. Patrzy w dal.
Konstanty Ildefons Gałczyński

04 lutego 2014 12:40
Temat dla mnie na czasie. W listopadzie kupiłam dziewięcioletniego ślązaka. Miał być misiek, do jazdy rekreacyjnej, fajny na wypady do lasu, poprzedni właściciel, jak i cała stajnia, w ktorej stał zarzekała się, że to wspaniały koń, cud miód, orzeszki, tylko ma jedną wadę: łapie za ręce przy czyszczeniu brzucha.
Przy pierwszych odwiedzinach poprzednich właścicieli konia u mnie okazało się, że to koń, z którym nigdy tak naprawdę nikt nie pracował, " sie wsiadało, sie jechalo", do tego koń po przejściach. Nie zna derki, owijek, nie szanuje człowieka, jest krnąbrny. Po przywiezieniu do nas charakter zmienił się o 360 stopni. W poprzednim domu właziłam do boksu, wisiałam na nim, no sprawdzałam zachowania, nie chciałam niebezpiecznego konia. U nas w stajni nie można było wejść do jego boksu, bo leciał z zębami, kładł uszy po sobie, nie potrzebował człowieka. Przez pierwszy miesiąc byłam u niego codziennie, siedziałam z nim w boksie, gadałam do niego, dotykałam, dawałam jeść wieczorem. Biegał na lonży, chodziliśmy na spacery, ja byłam, przywzyczaiłam go do swojej obecności. Już mogę go czyścić bez przywiązywania ( patent na łapanie zębami w poprzednim domu), choć zdarza się, że nadal mnie straszy. Już nie boi się derki, nie przeciąga nas przez przez stajnię przy wyprowadzaniu na dwór. Ale to jeszcze nie jest zaufanie. Przy tym koniu nie można się spieszyć, wszystko należy robić po mału, z ogromną cierpliwością.  Nie można go bić, trzy szybkie powodują jego wycofanie i ogromnego focha. Mamy wiele problemów do przepracowania i zdobywanie jego szacunku będzie bardzo długo trwało. Mam tylko nadzieję, że ilość kroków do przodu będzie większa, niż tych do tyłu.
eh, nie chodzi mi o to, żebym z niej zrobiła konia do sportu, bo wcale mi na tym nie zależy, wspomniałam o tym bez związku z tematem..
nie napisałam o niej wszystkiego, tylko zachowania, które muszą się w niej zmienić 🙂 na ogół nie jest taka okropna, da się ją wyczyścić, osiodłać, przy czyszczeniu kopyt, które kiedyś było niewykonalne przy tyłach (kopała, rzucała się) teraz starczy upomnienie, jeśli widzę, że przymierza się do wyrwania nogi. był też problem z zakładaniem ogłowia, który też rozwiązałam, wcale nie wyrywa się prowadzona na kantarze na padoku, tylko czasem jak jej się uwidzi że chce iść w inną stronę, to tam ciągnie, ale da się zwrócić na siebie jej uwagę, żeby szła za człowiekiem. ja też nie "pracuję z nią" stojąc i lejąc ją. dużo ją chwalę, jeśli zrobi coś dobrego na prośbę. staram się nagradzać ją za dobre zachowanie, ale jak robi coś w stylu szaleństw na lonży, to niestety musi dostać strzała..
dlatego piszę, pytam o radę, bo widzę, że wymyka mi się to spod kontroli i chcę zacząć działać ZANIM to stanie się przypadek beznadziejny, póki widzę, że to, co robię jeszcze przynosi jakieś efekty i liczę na podpowiedzi. nie chcę doprowadzić swoimi brakami wiedzy (którą staram się uzupełniać) do sytuacji, w której z konia zrobi się maszyna do zabijania z biletem w jedną stronę do rzeźni. mogłabym próbować radzić sobie całkiem sama, ale wiem, że tylko pogorszę sprawę, więc korzystam ze wszystkich możliwych źródeł- także z forum 🙂
Trochę inaczej to widzę niż większość. Chyba. Iść z koniem na udry - żaden sens. Ale. Da się "wariata" oswoić, jak piszecie. Cierpliwością, jakością więzi. Ale. Jeśli nie jesteśmy w układzie, gdy wymagania będą ciągle wzrastać 🙁 Tylko wtedy gdy wymagania są w miarę ograniczone - o, mieć sympatycznego, bezpiecznego wierzchowca. Wtedy przychodzi chwila, gdy można powiedzieć "dopracowałam się" (jasne - nie zawsze i nie każdemu, ale na ogół konie odpłacają sercem za serce). Inaczej jest, niestety, gdy ten króliczek ciągle ucieka. Gdy dopracujemy się jednego - a czeka następne, znowu trudne. Wymagająca praca z krnąbrnym koniem to koszmar 🙁 Nie wróżę koniowi z opisów marecci "kariery sportowej". Żeby spuchła. Ona i ktokolwiek chciałaby się tym koniem zająć "poważnie". Konie różnią się pułapem, do którego chcą współpracować. A są takie, że gdy jest miodzio - dochodzą do wniosku, że może da się starać mniej  😀iabeł: "Dobra głowa" u konia, od początku, "z urodzenia", to skarb bezcenny. Każdy musi sobie rozważyć czy ma sens  🙁 ogromna ilość pracy, uwagi, cierpliwości przy danym koniu. Jaki jest cel.

Tania, e tam - nie lubię kotów (ani nikt w domu) ale co miałam zrobić? Zostawić bezbronnego kociaka z przetrąconym ogonkiem na asfalcie na skrzyżowaniu? Dałam psu obwąchać i wzięłam. Nadal nie lubię - ale mi imponuje (kot)  🙂
Co do psów/koni/dzieci to nie sprawdzę - bo lubię  🙂
ElaPe   Radosne Galopy Sp. z o.o.
04 lutego 2014 17:32
znowu jestem niezrozumiana..  🤦 oczywiscie, że to JEST zagrożenie życia i wtedy koń dostaje po dupie :/ nie wiem, dlaczego piszę tak chaotycznie, przepraszam.. pieniążków na trenera nie ma, a rodzice ani myślą dać. :/ do osób bardziej doświadczonych się zwracałam i skończyło się na zbywaniu..


Marecca: tzn jak te osoby bardziej doświadczone cię zbywały? Przeważnie jest tak że w stajni ludzie starają się sobie pomagać, a już na pewno jak ktoś się konkretnie zwróci z zapytaniem co robić.

Jak zrozumiałam z twych wpisów koń nie jest twój. Jeśli nie jest twój, nie masz szansy uzyskać pomocy a koń nie jest zbyt bezpieczny to może daruj sobie. Nie musisz nikomu nic udowadniać że jesteś ujeżdżaczką dzikich mustangów.
ElaPe, już pisałam: ludzie pomogą, jeśli widzą w tym sens. Gdy nie ma nadziei na trwałe zmiany to szkoda zachodu.
ElaPe   Radosne Galopy Sp. z o.o.
04 lutego 2014 17:50
ElaPe, już pisałam: ludzie pomogą, jeśli widzą w tym sens. Gdy nie ma nadziei na trwałe zmiany to szkoda zachodu.


zależy jakiej pomocy się oczekuje. Jakaś porada, jednorazowe pokazanie czegoś zazwyczaj nie jest jakimś problemem.
Tak - raz, drugi 🙁. Potem osoba pomagająca już nie jest ufna tylko - naiwna 🙁. Wniosek: nawet jednorazowa pomoc  nie ma najmniejszego sensu gdy brak woli do zmian.
halo, jeśli ktoś ma gdzieś te rady i nie zwraca na nie uwagi, to nie warto, ale jeśli ktoś wie, że musi coś zmienić, to nawet jeśli tu coś głupiego napisze, to może jednak to kiedyś wykorzysta 😉
ElaPe   Radosne Galopy Sp. z o.o.
04 lutego 2014 18:06
Tak - raz, drugi 🙁. Potem osoba pomagająca już nie jest ufna tylko - naiwna 🙁. Wniosek: nawet jednorazowa pomoc  nie ma najmniejszego sensu gdy brak woli do zmian.


no tego chyba raczej my nie wiemy jak jest w tej konkretnej sprawie. Chyba że się zna osobiście sytuację.
nefrez   art by ashley mackenzie
04 lutego 2014 18:23
Wydaje mi się, że tu może lepiej (bo może ktoś też skorzysta) napisać niż w literaturze.

Czy ktoś szczególnie poleca jakąś książkę o zachowaniach końskich, psychice itp takie nawiązujące do obecnego tematu wątku?

W  literaturze końskiej trochę szperałam trudno było coś znaleźć.

Z tego co wiem (z autopsji) nie ma książek, które zastąpiłyby praktyczną wiedzę - radziłabym popracować w jakiejś stajni pół roku - rok i dopiero decydować się na własną...
Trzymając konia pod domem warto mieć podstawową wiedzę weterynaryjną + kilka podręczników wet), bechawioralną (tu" Wstęp do psychologii koni" Blendinger), dotyczącą chowu i karmienia (Żywienie koni Meyer, pasze i dodatki paszowe -  nie pamiętam autora). Nie polecam podręczników starych , z uwagi na kompletnązmianę podejścia do chowu , hodowli i szkolenia koni od lat 60 - 70 tych... Ale uważam, ze warto sięgać po takie pozycje, jak: 2 tomowa hodowla koni W. Pruski, czy pozycje dotyczące szkolenia Paalmanna, czy de'Orgeix.
Zwoliński - podobnie, jak Pruski to na prawde stare materiały. Na dziś dzień w wielu tematach nieaktualne, zatem nie sięgałabym po nie jako źródło pewnej i jedynej wiedzy...

dość przydatny cytat _Gagi
Libeerte, sama dobra wola nie wystarczy 🙁 Trzeba jeszcze takiego drobiazgu jak zaangażowanie i CZAS na SYSTEMATYCZNĄ, konsekwentną pracę.
Już mam po kokardę "pomagania" gdy koń non stop dziczeje i wręcz "cofa w rozwoju" bo człek przy nim z doskoku.
halo, pracowałam z trzema takimi dzikusami, z trzecim nadal (ale dzikus to już nie jest), a z czwartym dopiero zacznę, bo nie miałam dla niego czasu. Wymagania są, masz rację. Koszmar, masz rację, nieraz mi ręce i co ino opadły z bezradności (skręcona kostka, złamana ręka, ugryziony palec porządnie czy ładne krwiaki po kopach), ale po przepracowaniu z poświęceniami, cierpliwością i konsekwencjami - naprawdę nieziemskie uczucie. Pierwszy był hucułem, którego wzięli od mamuni w wieku lat 4 i sprzedali do szkółki.. wyczyścić może się i dało bardzo uważając, osiodłać też, silny facet to i nawet na padok zaprowadził, ale poza tym - nic, ani do boksu wejść, ani pojeździć tak, żeby przez płot nie przelecieć (wypisałam najgorsze cechy, żeby nikt nie pomyślał co to za bestia - miał lepsze dni, gdzie obyło się w miarę bez tragedii). Przepracowałam, do jazdy raczej dla zaawansowanych, ale byłam dumna jak po jakiejś tam naszej współpracy na lonży i w siodle pewna dziewczyna wygrała na nim zawody skokowe, gdzieś tam potrafi skubnąć, czy pociągnąć (mnie tego już nie robił, ale to szkółka niestety, koń się był "zepsuł" i rozpieścił po moim odejściu, bo wie, że może), ale opiekują się nim 16latki. Kolejna to niedotykalska młoda kobyła, prywatna, nic z nią nie robiono poza ew. heja na spacer do lasu raz na miesiąc. wyczyścić fajnie pięknie w kategoriach "ostrożnie, ale da się", osiodłać, a nie daj Boże wsiąść już kiepsko, sama jazda nie najgorzej jak już udało się znaleźć na grzbiecie. Nie miałam okazji wiele jej nauczyć, bo sprzedana, ale wystarczyło jej trochę zainteresowania, pokazania co wolno, a co nie i od razu milsza w obejściu. Kolejna obecnie, o której już pisałam parę postów wcześniej. Czwarty to kuc, zero szacunku, przy nim niestety nauczyłam się, że moje "jak najmniej bata" u niego nic nie daje, bo on potrafi staranować, podbiec i ugryźć, a jak nie chce iść to staje takie świece, że ledwo łapie równowagę i jakieś tam pacnięcie "uwaga, jestem tu" zupełnie zostaje niezauważone. Nie powiem, że jest ciężki przypadek, bo rozpieszczony strasznie i traktuje człowieka jak maszynę "wrzuć pieniążek, wyskoczy żarcie". Potrafi być grzeczny i jest wtedy cudowny, ale.. pracy czeka ogrom. Niewiele z nim pracowałam do tej pory, ale nauczył się mnie nie atakować, spróbował raz, drugi, trzeci, dostał porządnie w dupę i koniec (nie zrobiło to na nim wielkiego wrażenia, ale może odrobinę zabolało), zaczął mnie respektować. Niestety, czasem trzeba, bardzo się broniłam i szukałam obejścia, ale teraz już nie potrzebuję bata ku mojej radości (a przynajmniej używać go w ten sposób, jako obrony), poza zmuszaniem do ruchu naprzód, co jest ogromnym sukcesem. wystarczy moje głośne "nie wolno" i on przestaje robić to co robi/zamierza - widząc, że podchodzi do psa zeszczurzony, krzyknę i on udaje, że to nie on, zawraca, albo przyjdzie do mnie, bo wymówiłam jego imię. Nie sądzę, że to dlatego, że raz czy dwa dostał w tyłek (bo bat szedł w ruch tylko kiedy podczas prowadzenia, albo luzem on podszedł z zamiarem zrobienia mi krzywdy), nie boi się mnie, ani bata, czy szybkich ruchów. Mam wręcz wrażenie, że zrozumiał, że to nie on rządzi i ostatnio nawet nie używam ogłowia, podchodzi ze mną do "strachów" etc. Reasumując, praca z takim koniem jest męcząca, nieraz niebezpieczna, ale też wiele uczy, daje piękne wspomnienia i wiarę w swoje możliwości. Oczywiście piszę to jako 20latka, poza tym lubię takie dzikusy, ale niemniej jednak 🙂 Chodzi też o to, że nie każdy z trudnych koni rodzi się taki wredny. Są może i przypadki od małego, ale przecież zdecydowana większość tych złych zachowań końskich jest przez człowieka. Przynajmniej te, które znam. Zazwyczaj ktoś chciał dobrze i rozpieścił konia. Smakołyczki z ręki, "chcesz tam iść, doobrze", "nie chcesz pracować? ok!", a potem "mój koń jest niebezpieczny". No i przypadki "nie chcesz pracować, jak to, nie masz wyboru" i lanie w łeb. Znam taką kobyłę, znajoma ją wyciągnęła od pewnego końca i zajęło parę ładnych lat wypracowanie zaufania do ludzi. Ta osoba jest jedyną, którą kobyła na grzbiet wpuszcza i jedyną, której bardzo ufa, a koń wspaniały (jak jej właścicielka). Pięknie się patrzy na taki obrazek, kiedy zna się ich historię - to nie ten sam koń 🙂

No, ale można tak w nieskończoność pisać 🙂 Nie zajęłabym się nie swoim koniem, który byłby totalnie dziki i atakował w każdym możliwym momencie i okazji, jak wejdę do boksu (to jeszcze byłam w stanie zrozumieć u dwóch z tych czterech, bo miał powód), jak wyprowadzę, będę czyścić, prowadzić, wsiadać i jeździć bo przy takim te "moje" to aniołki (część z wymienionych niesubordynacji może i była, ale cały zestaw to za wiele), a były chyba nawet na forum wpisy o koniu, który z jeźdźcem wywalał się na plecy. Jeżeli zauważyłabym, że to zagraża mojemu życiu i widzę, że nie dam rady to nawet bym nie próbowała. Choćby dlatego, że dużo mnie nie ma i siły niewiele. Jestem smerfem.

Uważam, że jeśli ktoś pyta - mogę pomóc, jak jakiś znajomy ma problem, mogę podjechać popatrzeć i coś zaproponować, nic nie stracę, ale na pewno nie więcej, a jeśli jestem pewna, że to nie takie hop siup typu konik gryzie bo pancia karmiła z ręki, to zawsze mówię, że z tym nie do mnie, ja ryzykować nie będę, żeby kogoś na sumieniu mieć, bo podpowiedziałam naiwnie i ktoś zrobił co mówiłam, ale bez pomyślunku.

Libeerte, sama dobra wola nie wystarczy 🙁 Trzeba jeszcze takiego drobiazgu jak zaangażowanie i CZAS na SYSTEMATYCZNĄ, konsekwentną pracę.
Już mam po kokardę "pomagania" gdy koń non stop dziczeje i wręcz "cofa w rozwoju" bo człek przy nim z doskoku.


dokładnie!

ElaPe   Radosne Galopy Sp. z o.o.
04 lutego 2014 18:40
Prawda jest taka że nie każdy się nadaje do ujeżdżania dzikich mustangów, choć każdy zapewne jest przekonany o tym że jest do tego wyjątkowo uzdolniony.

Czasem należy sobie powiedzieć pas i że szkoda mojego czasu i zdrowia, niech tym koniem się zajmą osoby do tego lepiej przygotowane -tym bardziej jeśli nie jest to własny koń  i robi się to na zasadzie woluntariatu.
lussi, twoje opisy nadal nie rozwiązują problemu co się dzieje z "odrobionym" koniem gdy rosną wyzwania. Ot - co to dla kogo znaczy "satysfakcja". Jasne - z kandydata do rzeźni stworzyć znośnego a nawet przyjemnego konia użytkowego - jest frajda. Ale. Gdy chce się dużo więcej, przychodzi niejeden moment, gdy pytasz: "Po huk to wszystko? Normalny koń byłby już hektary świetlne dalej." I nie - koń problematyczny (niezależnie z jakich przyczyn, czy z urodzenia, czy "trudne dzieciństwo"😉 - 100% normalny nie będzie NIGDY. Taka prawda 🙁 Tzn. będzie - do pewnego pułapu. Aż pojawi się mocna sytuacja stresowa i wychodzi szydło z worka 🙁. Np. "odrobiony", wcześniej "załatwiony" przez ludzi koń - skoczek. Wszystko ładnie pięknie, ogromne serce - do 130. Pojawiało się 140 - i jeździec na parkurze miał 0 do powiedzenia - tzn. "mówić" mógł próbować dużo, bez efektu. Inne - na parkurze ok, a pewne sytuacje na zawodach - i olaboga! Gdy mamy pewność, że koń zawsze będzie miał sprzyjające (mentalnie) warunki - odrabiać można, czemu nie. Jeśli nie - też odrabiać można, tylko PO CO?
Nie wolałabyś włożyć starań, które włożyłaś w "pierwszy przypadek" w konia NAPRAWDĘ nadającego się do rekreacji?
ElaPe   Radosne Galopy Sp. z o.o.
04 lutego 2014 18:58
Jasne - z kandydata do rzeźni stworzyć znośnego a nawet przyjemnego konia użytkowego - jest frajda. Ale. Gdy chce się dużo więcej, przychodzi niejeden moment, gdy pytasz: "Po huk to wszystko? Normalny koń byłby już hektary świetlne dalej." I nie - koń problematyczny (niezależnie z jakich przyczyn, czy z urodzenia, czy "trudne dzieciństwo"😉 - 100% normalny nie będzie NIGDY. Taka prawda

dokładnie. Przykładów na powyższe było sporo na forum.

A najbardziej jaskrawy to przykład brzaska z arabką która to brzask od 7 lat próbuje dojść do ładu z koniem odbiegającym od normy i który nigdy do tej normy nie doszlusuje - i niczyja w tym wina po prostu są konie z dobrym charakterem, dobrą głową a tym samym jezdne, rokujące, nie bojące się nowych wyzwań, nie świrujące, współpracujące z człowiekiem, lubiące swą pracę. 

I są konie świry, wariaty, trudne które owszem dają satysfakcję osobom takim jak lussi kiedy je "odrobią" ale te odrobienie jak halo  mówi ma swoje granice, ograniczenia wynikające z usposobienia, charakteru takiego konia.
Elu, Jak najbardziej się zgadzam 😉 Teraz.. Niestety ja np. byłam młoda i pewna, że konia zmienię, uparłam się i dałam radę (nie sama, z pomocą znajomych, książek etc), ale patrząc z perspektywy czasu, na miejscu właścicieli konia na pewno nie pozwoliłabym jakiejś młodej się nim zajmować. Nie byłam może zielona w jeździe czy opiece, ale pierwszy raz miałam do czynienia z takim koniem. Taki wiek, że nie przetłumaczysz dziecku, ani dziecko nie potrafi wyobrazić sobie sytuacji 😵 Jedyna metoda to zakazać zbliżania się do tego konia. Fajnie, że się udało, ale brr, nawet by nie zauważyli jakbym gdzieś została pod kopytami 🙄


halo, powiem szczerze i bez bicia - nie umiem odpowiedzieć jednoznacznie. Konie, z którymi pracowałam nie miały być końmi do sportu, tylko do rekreacji podwórkowej, chodziło tylko o skorygowanie zachowań, żeby nie robiły krzywdy człowiekowi i głównie chodziło o mnie/właściciela i osoby często przebywające obok konia, żebym mogła spokojnie przyjść i miło spędzić czas. Fakt, że taki koń normalny nie będzie i nie jest. Moja obecna podopieczna jest świetna dla mnie, ale nikt za chętnie bez mojej obecności do niej się nie zbliża, a jak raz nie mogłam być przy struganiu to koń nie dał się wyciągnąć z boksu (bo kowal wszedł na pewniaka z batem w ręku i uwiązem), a raz jak mama obok mnie stała to ją zaatakowała (zazdrosna jest bardzo). Jak komuś się uda ją złapać i nie da się zastraszyć, to odpuszcza, tylko większość się boi, bo koń zły. Normalny koń byłby dalej, ale praca z nimi daje mi wiele radości mimo wszystko, cieszę się z każdego głupiego sukcesu. Pierwszy przypadek nie nadawał się do rekreacji, teraz nadaje się dla tych lepiej jeżdżących do skoków i o tym każdy wiedział. Co poprawiłam, to wróciłam i znowu to samo (przez pewien okres czasu tak było), bo było dużo ludzi. Karmili z ręki, walnęli w łeb jak skubnął, albo batem na dzień dobry, a potem wołali "lusi weź mi go bo on nie daje się osiodłać". Takie życie konika szkółkowego, nie miałam szans zrobić więcej, a przykro mi było patrzeć. Był puszczany sam, bo gryzł konie, przez co jak widział, że się kręcę gdzieś po terenie stajni to wyskakiwał z wybiegu i musiałam z nim łazić. Wyniosłam się. Dopiero wtedy zrozumiałam, że nie miałam warunków, ale mimo to nie żałuję tych straconych lat z nim, bo sam mnie wiele nauczył. Mam kontakt z jego opiekunkami i wiem, że się pozmieniało, więc cieszę się, że mu dobrze. Potem warunki były do pracy z podopiecznymi, ale sytuacja zmusiła do sprzedaży koni, teraz warunki jak najbardziej mam, bo pracuję z końmi sama, właściciel mi ufa, z resztą widzi co robię z koniem, a jeśli czegoś potrzebuję, to mówię i załatwione. Warunki mam świetne, koń nie jest idealny, ale nie zależy mi na jakichś fajerwerkach, biorę pod uwagę, że ona jest "inna", to tylko moje hobby 🙂 Więc - tak, warto odrabiać takiego konia 🙂 Chociaż dla jego zaufania i wdzięczności (może za duże słowo) 😉

ALE, jak ElaPe pisze


I są konie świry, wariaty, trudne które owszem dają satysfakcję osobom takim jak lussi kiedy je "odrobią" ale te odrobienie jak halo  mówi ma swoje granice, ograniczenia wynikające z usposobienia, charakteru takiego konia.


są granice.. mi było fajnie, bo nie spotkałam konia z jakąś fobią, a jedynie rozpieszczone/zaniedbane.

w przypadku brzask - nie wiem co bym zrobiła, ale bałabym się pracy z takim koniem i na pewno bym się jej nie podjęła.
Aby odpisać w tym wątku, Zaloguj się