EMS

Konto zarejstrowane: 09 listopada 2021
Ostatnio online: Aktualnie online!

Najnowsze posty użytkownika:

Co mnie wkurza w jeździectwie?
autor: EMS dnia 24 czerwca 2024 o 13:14
Kurcze, ja mam prawie 50tkę na karku (sic!) , 19 letniego konia (u mnie się urodził) i całkiem nowego, rocznego psa. Nie mam dzieci ani rodziny (rodzice dawno nie żyją), niewiele mam wspólnych tematów z rówieśnikami (brak dzieci / wnuków), a zwierzaki zdecydowanie wypełniają moje życie w pozytywnym słowa tego znaczeniu. Oboje rozpieszczam, bo mogę. Z obu jestem dumna przy szkoleniu / treningach. A konie (jeszcze jak były dwa) niejednokrotnie pomagały mi się oderwać od mega słabej codzienności. Bez nich moje życie nie byłoby pełne. Jest w tym coś złego?
_Gaga, nic w tym złego. Ale sama przyznajesz, że nie masz dzieci, rodziny, bogatych kontaktów towarzyskich. Sonika pisała, że chce założyć rodzinę. A to już różnica.

Dla mnie stajnia też jest terapią i uwielbiam przebywać w towarzystwie koni, ale "first things first". Rodzina jest i zawsze będzie na pierwszym miejscu. Nie zrezygnowałabym z dzieci dla koni, a pogodzić jedno z drugim jest strasznie ciężko. Wiem, bo miałam próbę powrotu na konie kiedy dzieci były małe. Nie ogarnęłam tego czasowo. Wróciłam dopiero jak a) dzieci podrosły b) mąż zmienił aktywność zawodową i zaczął być regularnie dostępny w domu w normalnych godzinach.
Ta poduszka bezpieczeństwa, o której pisze Rudziczek jest cholernie ważna. I nie tylko finansowa ale też organizacyjna. Wsparcie, czy to rodziców czy partnera, przy opiece nad podopiecznymi (dziećmi, psami, końmi) jest nie do przecenienia. Sonika nigdzie nie napisała, że może liczyć na wsparcie finansowe lub organizacyjne. Wręcz przeciwnie - pisała, że chciałaby się uniezależnić od rodziców. Rozumiem, że koń jest ważny dla psychiki, ale wyprowadzka z domu rodzinnego jak ma się odpowiedni wiek jest równie jeśli nie bardziej ważna dla zdrowia psychicznego. A już na pewno pożądana żeby założyć nową rodzinę (o której Sonika wspomina).

Sonika, musisz chyba rozważyć co jest dla ciebie na pierwszym miejscu. Z czego możesz zrezygnować a z czego absolutnie nie. Co jesteś w życiu gotowa poświęcić? Bo czy to rodzina czy koń - to zawsze wymaga pewnych poświęceń.

Szczerze mówiąc mnie samej zaczyna się marzyć własny koń. Kiedyś mówiłam, że nigdy absolutnie. Dzisiaj jestem trochę zmęczona jazdą na szkółkowych tuptusiach. Czuję, że trochę mnie to blokuje. Jak widzę te chętnie idące do przodu konie, to sobie myślę, że może ja też bym tak mogła. Finansowo stać mnie na wiele, ale jednocześnie wiem, że to będzie wymagało ode mnie większego zaangażowania czasowego, a moja rodzina, głównie dzieci jeszcze są na tym etapie, że potrzebują mojego czasu, mojej obecności w domy, mojej asysty w różnych sytuacjach życiowych. Pracuję pełnowymiarowo i nie jestem gotowa zrezygnować z czasu z dziećmi dla konia. Może kiedyś...
Co mnie wkurza w jeździectwie?
autor: EMS dnia 24 czerwca 2024 o 08:52
Sonika, a ja ci jeszcze dorzucę taki argument przeciwko kupowaniu konia. Piszesz, że jesteś w wieku gdy lada chwila mogą się pojawić inne obowiązki - rodzina, dom, dzieci. Pojawienie się dziecka to nie jest tylko zmiana, nawet nie rewolucja. To jest całkowite przestawienie całego życia do góry nogami. Wszyscy zdają sobie sprawę z tego, że dzieci zmieniają życie, ale tak naprawdę nikt nie wie jak bardzo. Moim zdaniem nikt, albo mało kto jest w 100% przygotowany na zmiany jakie niesie ze sobą dziecko. Czy ze swoimi skromnymi możliwościami finansowymi (o czasowych już nawet nie wspominam) dasz radę za kilka lat udźwignąć założenie rodziny, usamodzielnienie się od rodziców, utrzymanie dziecka i konia? Czy ogarniesz to czasowo? Czy koń nie będzie twoim hamulcem w rozwoju twojego życia osobistego? Moim zdaniem na tym etapie życia warto poczekać aż poukładasz sprawy rodzinne, a dopiero potem dorzucić do tego konia.
Aparaty fotograficzne i inne sprzęty foto
autor: EMS dnia 19 czerwca 2024 o 16:23
Ja mimo wszystko polecam bezlustro. To nie jest moda. To są po prostu aparaty o krok do przodu technologicznie. Nie wierzyłam dopóki sama nie kupiłam i nie zaczęłam używać. Amatorsko, dla przyjemności, dla ładniejszych zdjęć z wakacji. Jeśli chcesz kupić nowy aparat to wybrałabym jakiegoś bezlusterkowca. Nie znam sie na Canonach. Może możesz wykorzystać stare obiektywy do nowego bezlustra. Pytanie czy ma to sens? Skoro kupujesz nowy sprzęt, który ma być lepszy, szybszy i znowu posłużyć n lat, to czy nie lepiej wrzucić w to ciut więcej kasy ale mieć coś więcej niż do tej pory?
Sprawy sercowe...
autor: EMS dnia 14 czerwca 2024 o 09:33
keirashara, no właśnie bo on zadawał pytanie - po co właściwie być w związku?
I tak naprawdę nie mam w głowie nic, oprócz posiadania dzieci ( choć coraz więcej jest patchworkowych rodzin, gdzie mama i tata jest ale żyją kompletnie oddzielnie) co zapewnił by tylko związek.
Spotkanie rozmowa- przyjaciele zapewnia to samo
Bliskość emocjonalna- przyjaciele, rodzeństw
Seks też się da znaleźć bez związku
Poczucie bezpieczeństwa - jak ciągle widzę ludzie się kontrolują, martwią, pilnują wzajemnie, nawet bezpiecznie nie da się wysłać facetowi jakiegoś bardziej odważnego zdjęcia bo nie wiadomo czy nie rozpowszechni.
Tak naprawdę związek kojarzy mi się z kosztami finansowymi, z musem robienia pewnych rzeczy no bo jesteśmy w związku, z aferami o byle co, z koniecznością wyrzeczeń.
Gdzie są plusy i korzyści ?

Sonika, powiem ci, że trochę mnie uderzyło to co napisałaś. Z mojego punktu widzenia to wręcz patologiczne spojrzenie na sytuację. Może po prostu brakuje ci pozytywnych doświadczeń, żeby zrozumieć czym jest i co daje szczęśliwy związek. Związek, niekoniecznie małżeństwo. Znam już bardzo dużo par, które tworzą rodzinę, pełną rodzinę bez ślubu.
A co ci daje związek? Bardzo dużo. Partner to ktoś kto w przeciwieństwie do przyjaciela, brata czy kochanka dzieli z tobą całe życie, każdy jego aspekt, a nie tylko określone wybiórcze jego elementy. To ktoś kto się przy tobie budzi i przy tobie zasypia, kto ci rano robi śniadanie, kto zbiera twoje porozrzucane skarpetki, ktoś kto do ciebie wraca "do domu" i do kogo ty wracasz "do domu". Ktoś kto się z tobą cieszy i płacze, wspiera w trudnych chwilach, pomaga w opiece nad starszymi członkami rodziny, współuczestniczy w każdym momencie twojego życia. To ktoś kogo przyszłość jest twoją przyszłością i na odwrót. To ktoś przy kim możesz się śmiać, płakać, wściekać, krzyczeć i milczeć. Ktoś z kim planujesz wakacje, codzienny zakup chleba i godziny powrotu z pracy. Ktoś kto ci wybacza twoje błędy i słabości, fochy i afery, gorsze dni, bo po prostu cię kocha i nie patrzy tylko na czubek swojego nosa i swoją wygodę. To ktoś kto ci odda ostatni kawałek ulubionego sera zamiast zjeść go samemu, albo kupi truskawki na rynku bo wie że lubisz.
Zawsze mówiłam, że prawdziwa miłość to gdy kocha się kogoś nie za coś albo pomimo czegoś. Oczywiście, że związek to pewne wyrzeczenia. Żeby prawdziwie kochać i stworzyć prawdziwy związek to trzeba z czegoś zrezygnować, coś od siebie dać. Ale za to w zamian zyskuje się dużo więcej.
Natomiast to co napisałaś o poczuciu bezpieczeństwa - no nie wiem. To brzmi jak toksyczne relacje. Zazdrość do pewnego stopnia rozumiem, ale cała reszta jest dla mnie niepojęta. Mam do mojego męża zaufanie, wiem, że mnie nie skrzywdzi. Nie zrobi czegoś tak po prostu, żeby mnie zranić. Czuję się przy nim bezpieczna, wiem, że w kryzysowej sytuacji zawsze będzie stał po mojej stronie. Nie raz zresztą takie mieliśmy i on zawsze przy mnie był. Rozsyłanie kompromitujących zdjęć? To się w ogóle nie mieści w moim pojęciu jakiegokolwiek "związku".
kącik żółtodziobów - czyli pytania o podstawy
autor: EMS dnia 13 czerwca 2024 o 13:16
keirashara, mnie się zdarzyło dostać zakaz jazdy ćwiczebnym 😂.
Natomiast wracając do jazdy bez strzemion - niezależnie od tego czy komuś to pomaga czy przeszkadza w wypracowaniu jakichś elementów, dla mnie (laika, ale już trochę jeżdżącego) niezrozumiałe jest gdy instruktor/trener w ogóle tego nie wprowadza, nie uczy, nie wymaga. Bo właśnie może się przytrafić taka sytuacja, że zgubisz strzemię, wypadnie, coś się stanie i nagle kaplica. Warto moim zdaniem umieć się utrzymać w siodle bez strzemion.
kącik żółtodziobów - czyli pytania o podstawy
autor: EMS dnia 13 czerwca 2024 o 08:26
Większość ludzi z internetow na jakieś problemy poleca jazdę bez strzemion, mnie na przykład to tylko i wyłącznie usztywnia w każdej partii ciała,
flygirl, a mnie jazda bez strzemion pomaga 🙂, także tak jak piszesz, każdy odbiera to indywidualnie. Ja też zauważyłam, że lepiej mi idzie jak się mniej staram, bo wtedy nie jestem tak spięta i koń wtedy odpuszcza, jest bardziej zrelaksowany, lepiej reaguje na sygnały. I nie mogę myśleć o zbyt wielu sprawach naraz, bo się gubię. Wszystko powoli. Jak wypracujesz jeden element i wejdzie ci już w nawyk, to myślisz o kolejnym.
wypieki i słodkości domowej roboty
autor: EMS dnia 12 czerwca 2024 o 08:24
Polecam przepisy z Kwestii Smaku. Tam jest super brownie. Łatwe, szybkie i smaczne. A ostatnio to ciasto robiłam. Dla mnie petarda. Ja takie lubię i też łatwizna do zrobienia:
https://www.kwestiasmaku.com/przepis/czekoladowa-chmura-z-truskawkami
Sprawy sercowe...
autor: EMS dnia 10 czerwca 2024 o 21:34
[quote]EMS, co znaczy że czekałaś?
Ktoś powiedział że za 2 lata będzie gotowy i nie miałaś nikogo w między czasie ?
Bo to takie ryzykowne jednak było chyba.
Nie oceniam, dopytuje
/quote]
Sonika, no życie nas po prostu rozdzieliło na 2 lata. Rzadko się w tym czasie widzieliśmy. Może kilka razy. Kontakt głównie telefoniczny. Czekałam aż wróci do domu (do naszego miasta). Nadal byliśmy parą, nie miałam nikogo innego, nie szukałam przygód. Wrócił zgodnie z planem. Minęło już nie powiem ile lat bo się wyda jaka jestem stara 😜, a my nadal razem. Teraz już jako stare małżeństwo, z domem, z dziećmi....
Sprawy sercowe...
autor: EMS dnia 10 czerwca 2024 o 13:45
A może to zależy od etapu życiowego na jakim się aktualnie ludzie znajdują? Bo pytanie czy ten związek jest wtedy gdy już szukamy czegoś poważnego i na stałe, czy jeszcze jesteśmy na etapie prób i luźnych poszukiwań. Znam wśród znajomych kilka różnych przypadków. W jednym on wyjechał (służba), a ona powiedziała że sorki, ale ona wszystkiego nie rzuci - kariery, przyszłości zawodowej itd (bo tam gdzie on jechał byłoby z tym ciężko). Rozstali się. Może wyczuła, że warto. Ona ma rodzinę, dziecko, on długo nie miał nikogo, jak jest teraz to nie wiem. Drugi przypadek odwrotnie. Ona rzuciła wszystko i pojechała za nim. Młodzi byli, znali się krótko. Właśnie obchodzą 15 rocznicę ślubu. Ja za to czekałam 2 lata. I uważam, że było warto czekać.
Myślę, że każdy przypadek jest bardzo indywidualny.
Koniec z jeździectwem?
autor: EMS dnia 29 maja 2024 o 20:09
randia, nie zamierzam się z tobą słownie przepychać i udowadniać, że nie jestem wielbłądem. Ty już mnie zaszufladkowałaś jako janusza i niech tak będzie. I tak nic co napiszę nie przekona cię do zmiany zdania. Nie przeczytałaś albo nie zrozumiałaś (albo zignorowałaś) połowę tego co napisałam w tym wątku, a uczepiłaś się tylko kilku wyrwanych z kontekstu zbitków słów, których znaczenie przeinaczyłaś. Ale niech ci będzie - jestem januszem.

Ale ty bardzo proszę odpowiedz mi na kilka pytań. Tak szczerze. Po pierwsze zatrudniasz jakichś pracowników? Tak normalnie na umowę o pracę? Ilu? Od ilu lat? Ile osób się przewinęło przez twoje akta osobowe?
Po drugie, jeśli masz (albo miałabyś pracownika) i on hipotetycznie zachorowałby na 2 miesiące, to oczywiście przez pierwszy miesiąc wypłacasz mu zgodnie z prawem pracy 80% wynagrodzenia. Czy jako pracodawca zrekompensujesz mu stratę tych 20% i dopłacisz je z własnej kieszeni? A przez drugi miesiąc, kiedy pracownik przejdzie na zasiłek chorobowy z ZUSu w wysokości 80% to czy dopłacisz mu te brakujące 20%? Jeśli nie, to dlaczego zarzucasz mi bycie januszem bo napisałam że "pracodawca nie jest od rekompensowania strat pracownika z powodu złamania nogi"?

A teraz pobawmy się w równouprawnienie i brak dyskryminacji. Rozważmy 3 sytuacje z dziedziny zatrudniania i wynagradzania pracowników.

1. Jesteś producentem kulek z papieru. Świetnie się sprzedają. Masz dwóch pracowników, którzy zwijają te kulki - mężczyznę i kobietę. Mężczyzna zwija 1000 kulek dziennie, a kobieta 700 bo ma mniejsze dłonie. Zgodnie z zasadą niedyskryminacji zarabiają tyle samo, bo są na tym samym stanowisku. Nagle jednak przychodzi kryzys. Papier na kulki gwałtownie drożeje, podnosisz cenę, popyt znacząco spada. Już nie sprzedasz 1700 kulek dziennie. Postanawiasz zredukować etaty. Kogo z tych dwóch osób zwolnisz? Czy to nie jest dyskryminacja?

2. Robisz sobie te kulki z papieru. Masz dwóch pracowników. Pracują mniej więcej równo, ale jeden z nich poważanie zachorował i w 2024 roku przez 5 miesięcy nie było go pracy. Potem wrócił. Minął rok i okazało się, że biznes świetnie ci poszedł, zarobiłaś więcej niż się spodziewałaś. Postanawiasz wynagrodzić pracowników extra premią. Możesz na to przeznaczyć 3000 zł. Jak podzielisz te pieniądze między swoich pracowników? Czy to nie jest dyskryminacja?

3. Szukasz pracownika na magazyn. Niech będzie, że będzie przenosił z wózka na regały pudła z kulkami. Na tym polega jego praca. Trzeba to robić ręcznie, bo niestety nie ma u ciebie możliwości automatyzacji. Karton z kulkami waży 27 kg. Przypominam, że wg prawa pracy mężczyzna może dźwigać do 30 kg, kobieta do 12 kg. Czy zatrudnisz na to stanowisko kobietę? Dlaczego? Czy to nie jest dyskryminacja?
Koniec z jeździectwem?
autor: EMS dnia 28 maja 2024 o 22:18


A właśnie, jeszcze bonus +100 do januszostwa czyli podobne konsekwencje w przypadku honorowego oddawania krwi.

I już któryś raz spotykam się z poglądem, że młode matki są do dupy pracownikami bo zwolnienia na dzieci, bo mała dyspozycyjność itp., ale młodzi ojcowie to są super i tylko takich zatrudniać. A często po prostu stary nie chce siedzieć w domu z dzieciakami i już woli zostać w pracy, nawet po godzinach xD to akurat przykre.

patat,
Jakbyś czytała to co napisałam to byś zauważyła, że młodzi ojcowie z naszej firmy też biorą zwolnienia na dzieci. Nawet więcej niż ich matki. Chodzą z nimi po lekarzach, biegają na szkolne przedstawienia, spóźniają się do pracy, ba! nawet przyprowadzają dzieci ze sobą do pracy jak coś się wysypie i nie mają co z nimi zrobić. Zachowują się jak matki normalnie. A poza tym pracują jak lwy i szanują pracę. Więc nie, nie dlatego są najlepsi bo uciekają z domu do pracy, żeby się wykręcić od obowiązków, tylko dlatego, że są zorganizowani i odpowiedzialni.

A honorowe dawstwo krwi. No to już doprawdy jest hicior! Mężczyzna może oddać krew 6 razy w roku. Dwa dni zwolnienia, oczywiście płatne przez pracodawcę, nie przez Państwo daje razem 12 dni, czyli 2,5 tygodnia. Ale osocze! O, osocze można oddawać co 2 tygodnie. 2 dni płatnego zwolnienia za każde oddanie. Przedsiębiorczy pracownik może w ten sposób uzbierać jakieś 26 dni zwolnienia od pracy w roku. Płatne przez pracodawcę of course.

I teraz tak: dawstwo krwi jest honorowe. Rozumiem, że dawca robi to charytatywnie, a nie dla własnych korzyści, prawda? To czemu do wuja wafla nie może wcześniej zgłosić zamiaru oddania krwi przełożonemu i umówić się z nim na konkretny dzień w tygodniu, tak, żeby jak najmniej utrudnić pracę innym? Dlaczego po prostu ni stąd ni zowąd nie pojawia się rano w pracy, a dwa dni później rzuca zaświadczenie na stół? Bo on ma PRAWO. Pracodawca może tylko po cichu zgrzytać zębami, że mu nagle pracownik nawala. Nie jest to nagła sytuacja życiowa, jest to działanie zaplanowane, więc z szacunku do pracy warto by było wcześniej o tym zamiarze poinformować.

I ja naprawdę jestem jak najbardziej za tym, żeby zachęcać ludzi do oddawania krwi. Tylko niech to się odbywa w sposób cywilizowany, a nie jak wszystko w tym kraju na ramionach przedsiębiorcy.
Koniec z jeździectwem?
autor: EMS dnia 28 maja 2024 o 21:12
W temacie - polecam lekturę artykułu. Ktoś wreszcie wpadł na pomysł, że chorobowe płatne przez pracodawcę jest nielogiczne. I że pracodawca nie ma żadnych narzędzi weryfikacji takich zwolnień, a co za tym idzie skala nadużyć jest ogromna.

https://tvn24.pl/biznes/pieniadze/l4-na-koszt-zus-glosna-obietnica-tuska-dla-pracodawcow-to-najwazniejszy-postulat-st7937828
Koniec z jeździectwem?
autor: EMS dnia 28 maja 2024 o 17:14

Pracownik to człowiek, a nie maszyna.

Wyobraź sobie, że pracodawca to też człowiek, a nie maszyna.

Cały koszt przywilejów pracownika spada na pracodawcę. Co tylko nowego rządzący wymyślą na rzecz pracownika to obciążają tym pracodawcę. Polska gospodarka jest napędzana przez mały i średni biznes. Ten mały lub mikroprzedsiębiorca to człowiek taki sam jak ty i ja, który często ciężko haruje, żeby utrzymać siebie, firmę, kilku pracowników i rodzinę. I często mniej zarabia niż jego pracownicy i ciągle ma rzucane kłody pod nogi.
Lewe L4, a zwłaszcza lewe ciążowe L4 to jest plaga, ale moim zdaniem jedynym skutecznym sposobem walki z tym zjawiskiem jest karanie lekarzy, którzy wystawiając je potwierdzają nieprawdę. To jest nieetyczne.

A to jest pyszne! Winny lewym zwolnieniom jest lekarz! Nie pracownik, tylko lekarz. Przecież lekarz biega za pracownikiem i wciska mu lewe zwolnienia na siłę! 😂 I to jest raptem NIEETYCZNE. Winni są obaj i nie jest to raptem nieetyczne tylko jest to oszustwo i kradzież.


Z twoich wypowiedzi wyłania mi się spod płaszczyka racjonalnie uczciwego pracodawcy, taki typowy polski biznes - jak pracownik złamie nogę, to nie moja wina, niech się ubezpieczy i robi co chce ja oczekuję 100% obecności

Nie wiem skąd ty wyciągnęłaś takie wnioski na podstawie moich wypowiedzi. Zdecydowanie nadinterpretujesz moje słowa i szczerze mówiąc tą część twojej wypowiedzi odbieram jako obraźliwą, bo nigdzie nie napisałam ani, że oczekuję 100% obecności, ani tego, że jak pracownik złamie nogę to niech sobie robi co chce.

Edit, bo coś mi ucięło. Odnośnie pierwszej części twojej wypowiedzi. Nie, nie dyskryminujemy nikogo. Pracują u nas młodzi i starzy, kobiety i mężczyźni, dzietni i bezdzietni. Tacy co byli bedzietni gdy zaczynali, a teraz są dzietni, tacy co mieli dzieci, ale dzieci dorosły. Są też tacy co zaczynali jako bezdzietni, a dzisiaj bawią wnuki. Są kobiety po ciążach i urlopach macierzyńskich, są osoby po wielomiesięcznych a czasami wieloletnich walkach z ciężkimi chorobami, głównie nowotworami. Są też emeryci. Więc nie. Nie dyskryminujemy nikogo. Tylko z mojego doświadczenia wynika, że najbardziej rzetelnymi pracownikami są ojcowie.
Koniec z jeździectwem?
autor: EMS dnia 28 maja 2024 o 12:34
faith, nie wiem jak to jest przyjęte w różnych firmach, ale ja premiuję wykonaną pracę. Skoro pracownika nie ma w firmie (wszystko jedno z jakiego powodu), to nie wykonuje pracy więc premia mu się za ten okres nie należy. Proste. Rozumiem, że to nie jest wina pracownika, że się pochorował albo że złamał nogę, ale nie jest to też wina pracodawcy. Krótkie chorobowe (na tzw grypę) nie wpłyną znacząco na premię, to będą kosmetyczne różnice. Jak ktoś zachoruje poważnie to od tego są ubezpieczenia grupowe, żeby zrekompensować straty z tytułu zachorowania, a nie pracodawca. Ja wiem, że system wynagradzania i premiowania nie jest w 100% sprawiedliwy (w żadnej organizacji nie jest), ale jest on tak bliski sprawiedliwości jak to tylko możliwe.
Koniec z jeździectwem?
autor: EMS dnia 28 maja 2024 o 10:31

EMS, Nie da rady planów urlopowych robić? W styczniu na cały rok. Albo chociaż część....
Chociaż prawda, że cwaniaki się znajdą na wszystkie rozwiązania.

Sankaritarina, da, i tak robimy. Ale nadal są jednostki, które się w tych planach nie mieszczą.


No i z matkami bywa, że nie ma problemów, jeśli im zależy na pracy, są logistycznie ogarnięte, starają się... - wszystko kwestia podejścia do pracy.


My mamy dobre doświadczenia z młodymi ojcami. Od jakiegoś czasu mówię, że najlepiej zatrudniać młodych mężczyzn, którzy mają dzieci. Co prawda u nas latają na zwolnienia na opiekę nad dziećmi (wiadomo, dzieci chorują) na równi z matkami tych dzieci albo nawet więcej. Często się też zdarza, że proszą o bardziej elastyczny czas pracy, żeby pogodzić pracę z opieką. Ale to rzetelni i odpowiedzialni pracownicy i chętnie zostają po godzinach, bo to zawsze dodatkowa kasa, a wiadomo, przy dzieciach kasy nigdy za dużo.

Przyznam że trochę nie ogarniam zamysłu karania całej firmy/zespołu za cwaniactwo jednostki.
faith, nie bardzo wiem jaką zbiorową karę masz na myśli? Możesz doprecyzować?
Koniec z jeździectwem?
autor: EMS dnia 28 maja 2024 o 09:34
keirashara, od lepienia pierogów jest urlop a nie L4. Jeśli ktoś bierze L4 przed świętami na lepienie pierogów to jest ewidentnie na lewym zwolnieniu. I tu nawet nie chodzi o to, że praca w firmie się zawali, ale to jest koszt dla pracodawcy. Bo przecież pracownikowi należą się pieniądze, ale nie ma go w pracy. Ale najgorsze jest podejście pracownika. Skoro firma się nie zawali jak będę lepić pierogi to kit, że okradam pracodawcę, przecież to nic wielkiego. No mój bosze, to się w żaden sposób nie broni. To jest zwykłe oszustwo i kradzież.

U nas też mamy wyłączenia w wakacje, krótszy czas pracy przy falach upałów, wolne wszystkie te drobne dni między świętami, typu 2 maja czy dzień do Bożym Ciele itd, itd. Problemem jest to, że część pracowników bezmyślnie wykorzystuje urlop wcześniej, a potem im nie wystarcza do końca roku i biorą wtedy lewe zwolnienia.

Dodatkowo, są firmy, dla których okres przedświąteczny to okres najbardziej natężonej pracy. I wtedy jak połowa ekipy zrobi sobie wolne na lepienie pierogów to jak najbardziej - świat takiej firmy może się zawalić. Po prostu wszystko zależy od specyfiki danej pracy. Warto spojrzeć szerzej i nie wrzucać wszystkich do jednego worka bazując tylko na swoich siłą rzeczy dość wąskich doświadczeniach. Niezależnie od wszystkiego każdy przypadek lewego zwolnienia jest naganny. Tak samo jak naganne jest ze strony pracodawcy lewe zatrudnianie, niewypłacanie wynagrodzeń itd, itd.
Koniec z jeździectwem?
autor: EMS dnia 27 maja 2024 o 23:14
U nas po wprowadzeniu premii za obecności łączna roczna ilość dni chorobowych spadła o 40%. O czymś to świadczy. A nie jest to premia typu wszystko albo nic, ale liczona proporcjonalnie dni przepracowane plus urlopy do dni pracy ogółem. Jakoś tak się złożyło, że wszystkie Panie chorowały przed świętami Bożego Narodzenia i Wielkanocy. Taka dziwna epidemia. Albo oczywiście w wakacje. Znam firmę (serio, to nie żart) która co roku stała we wrześniu, bo wszyscy pracownicy szli na grzyby. 🤣 Mamy pracownika, który regularnie miał ciężkie kontuzje i długotrwałe zwolnienia w trakcie żniw. W końcu dostał mocny opierdziel od kierownika, obraził się i przyszedł się zwolnić. Powiedział, że ma teraz inny pomysł na życie itd. Ponieważ generalnie był to dobry pracownik (o ile przychodził do pracy) to kierownik mu powiedział w mocnych słowach, żeby nie pitolił głupot, dał mu półroczny urlop bezpłatny i powiedział, że za pół roku niech podejmie ostateczną decyzję. Po pół roku wrócił skruszony i od tamtej pory już nie choruje w żniwa. 😂 Nasz kierownik produkcji powiedział mi kiedyś, że czasem to się czuje jak opiekunka w przedszkolu 🙈

Tak więc ten, problem lewych L4 nie jest wcale przesadzony.
Koniec z jeździectwem?
autor: EMS dnia 27 maja 2024 o 09:48

Czy nie zostawiasz jakiś (PS. jakiCHś, bo aż mnie skręca, że muszę to zacytować z ortografem) niedomkniętych problemów?".

Sivrite, przeoczenie, ale dziękuję za zwrócenie uwagi.


Także tak, fajnie jest być zaangażowanym pracownikiem, ale za to trzeba mieć uczciwie płacone i być szanowanym - w kwestii swojego zdrowia, work-life balance itd,

keirashara, i to jest chyba najlepsze podsumowanie dyskusji. Najlepszy układ to taki kiedy pracodawca szanuje pracownika, jego czas i prywatność oraz uczciwie go wynagradza, a pracownik szanuje pracę, jest zaangażowany i nie robi problemu gdy w podbramkowych sytuacjach musi zrobić coś ponad zakres swoich obowiązków. To taki układ win-win.
Koniec z jeździectwem?
autor: EMS dnia 26 maja 2024 o 22:40
Lewe L4 niestety nie jest incydentalne i potrafi się ciągnąć miesiącami. Umowa na czas określony? Ich ilość i czas trwania jest bardzo mocno ograniczony. Ciąża trwa 9 miesięcy, macierzyński rok. A potem kobieta wraca do pracy i należy jej się płatny urlop za te poprzednie 2 lata. W trakcie urlopu oczywiście nadal nabywa prawa do kolejnego urlopu. I nawet nie mam o to pretensji do kobiety. Jej się to prawnie należy i tyle. Ale wiesz jaki to jest koszt dla pracodawcy? Duży przedsiębiorca sobie poradzi, ale dla mikroprzedsiębiorcy to jest tragedia.

I też uwierz, mieliśmy sytuacje gdy potencjalny pracownik nie chciał się zatrudnić legalnie bo ciągnął drugą pensję z socjalu i/lub uciekał przed płaceniem alimentów byłej żonie na dziecko.

Aha, i powtarzam, ja nie piszę o sytuacji pracowej w branży końskiej, bo na ten temat nie mam wiedzy.
Koniec z jeździectwem?
autor: EMS dnia 26 maja 2024 o 21:56
EMS, Ty tak serio? Pracownicy wykorzystujący pracodawców? Iks, curwa, de.
Sivrite, skoro tak piszesz to znaczy, że mało wiesz i mało widziałaś. Przeczytaj to co napisała xxagaxx. Ja jeszcze dodam tylko, że wg polskiego prawa pracy pracownik może wszystko, a pracodawca wszystko musi. Pracownicy (nie wszyscy oczywiście) często lecą w w kulki i jedyne co ich interesuje to ich prawa. Obowiązki już niekoniecznie. Uwierz mi, to co odpierdzielają pracownicy, dorośli przecież ludzie, to coś trudnego do uwierzenia. Jakbym ci opowiedziała o niektórych przypadkach z życia firmy to byś mnie posądziła o zbyt wybujałą wyobraźnię.

Sivrite, właśnie w tym ostatnim wpisie reprezentujesz typ pracownika, którego nie chciałabym w swoim zespole. Bo szanujesz tylko swój interes i swój czas wolny. A sprawę pracy i firmy masz w 4 literach. Być może twoje stanowisko pracy i odpowiedzialność jest takie, że rzeczywiście twoja nieobecność w firmie nic nie zmienia. I może właśnie przez to masz ograniczone spojrzenie na ten problem. Bo podstawowe pytanie jest takie - czy idąc na urlop wykonałaś i rozliczyłaś wszystkie swoje obowiązki? Czy zadbałaś o to, żeby ktoś zakończył twoje zadania, których tobie przed urlopem nie udało się załatwić? Czy nie zostawiasz jakiś niedomkniętych problemów?
Podam ci dwa przykłady z mojej firmy. Pierwszy, pracownicy produkcyjni - idą na urlop i przez dwa tygodnie nikt do nich na pewno nie zadzwoni. Jak pracownik weźmie urlop na żądanie to po prostu nie przychodzi do pracy i ma w nosie plan produkcyjny. Drugi przykład - pracownicy szczebla kierowniczego. Przed urlopem ogarniają swoje sprawy, przekazują milion informacji, rozdzielają obowiązki, przekazują nadzór nad mailami i informują kiedy i w jaki sposób można się z nimi skontaktować jeśli będzie nagła, pilna potrzeba. Urlop na żądanie? Potrafi do mnie zadzwonić pracownica i powiedzieć: "Słuchaj, nie mogę jutro przyjść, bo coś tam coś tam, dzwoniłam już do koleżanki i przekazałam jej wszystko co musi wiedzieć, ale jest jeden mail, na który muszę odpowiedzieć czy dokument, który muszę zrobić. Zrobię to zdalnie z domu". I ja wiem, że to jest pracownik godny zaufania i godny wyższego wynagrodzenia. A ona wie, że w zamian może liczyć na więcej dni urlopu na żądanie, na pozwolenie na wcześniejsze wyjście z pracy, bo dziecko trzeba zabrać do lekarza, na spóźnienie, bo ma do załatwienia pilną prywatną sprawę itd, itd.
Koniec z jeździectwem?
autor: EMS dnia 26 maja 2024 o 20:23
Ani jednym napisanym słowem nie usprawiedliwiałam zachowania pracodawcy. Napisałam za to, że jego zachowanie jest dla mnie nie do pojęcia i nie do zaakceptowania. I owszem, macie rację, zgodzę się co do tego, że działanie pracodawcy jest przemocą, bo pracodawca działa z pozycji siły. Ale Kanie opisywała też przypadki gdy wykonywała, hm nazwijmy to "drobne uprzejmości" dla klientów, poza godzinami pracy, ewidentnie jej to nie pasowało, nie podobało się, ale to robiła. Czy mam rozumieć, że wszyscy ci klienci są osobami przemocowymi i stosowały wobec Kanie przemoc?

Sivrite, pracownik nie jest ani inwestycją ani stratą. Jest kosztem. Tak jak prąd jest kosztem. Koszty się świadomie ponosi, żeby osiągnąć zysk. Pracownik nie jest inwestycją, choćby dlatego, że nie jest własnością pracodawcy. Praca jest obopólną umową. Inwestycją może być np szkolenie pracownika, albo wyposażenie go w urządzenia usprawniające pracę, ale sam pracownik jest kosztem i to niemałym. Dzisiejsza płaca minimalna to koszt dla pracodawcy ponad 5 tyś z. Nic nie usprawiedliwia wykorzystywania i oszukiwania pracownika. Szczerze mówiąc, patrząc na obecny rynek pracy (niekońskiej) myślałam, że te czasy gdy pracownik był wykorzystywany już w dużej części minęły. Dzisiaj częściej się spotykam z działaniem w drugą stronę - pracownikiem, który wykorzystuje pracodawcę, zwłaszcza wśród młodych pracowników. Powtarzam - nic nie usprawiedliwia wykorzystywania pracownika, ale pracownik nie zdaje sobie sprawy z tego z jakimi problemami mierzy się pracodawca.
Koniec z jeździectwem?
autor: EMS dnia 24 maja 2024 o 12:52
KaNie,

Czytam co piszesz i nie wierzę. Trudno się dziwić, że się wypaliłaś. Ale to jak pracowałaś, jak byłaś wykorzystywana przez pracodawcę i klientów to jest wina wszystkich wokół, twoja też. Bo trzeba rozgraniczyć zaangażowanie od wykorzystywania. Dałaś palec, a ludzie wzięli całą ciebie, a ty się nie postawiłaś. Jako pracodawca nie potrafię zrozumieć braku szacunku dla pracownika jako po prostu drugiego człowieka. To jest dla mnie niepojęte i dobrze, że w tej końskiej branży powoli się to zmienia (z tego co piszecie). Jednak będzie się to wiązać z większymi kosztami. I to też trzeba wziąć pod uwagę, że zaraz się zrobi szum dlaczego tak drogo w stajniach. Zasady korporacyjne się absolutnie piękne na papierze, ale ostatecznie i tak liczy się kasa. Właśnie podpisuję Rules of Conduct dla naszego klienta - że wszyscy ich dostawcy mają przestrzegać m.in praw pracownika itd. Wszystko ma być ślicznie i miło. A koniec końców i tak klient kupi w Chinach, bo taniej.

Jednak taka uwaga co do tych "milionerów". Z tym się nie godzę i często wkurza mnie podejście pracowników do pracodawcy. Łatwo się liczy cudze pieniądze, ale jakoś nie widzę, żeby pracownicy zakładali te firmy, żeby też być milionerami. Bo założenie firmy, jakiejkolwiek, to jest kapitał, który trzeba w to zainwestować, to jest ryzyko, które się ponosi i to są koszty, o których pracownik nie ma zielonego pojęcia. To jest multum aspektów, których nie widać gołym okiem, a za które przedsiębiorca chce "wziąć premię" czyli mieć odpowiedni zysk. Jeśli zatrudniam pracowników to oczywiste, że chcę zarabiać więcej niż oni, bo inaczej nie opłacałoby się prowadzenie biznesu, lepiej iść do pracy. Jeśli wpakowałam w biznes 10 mln złotych, to chcę mieć przykładowo 10-letni zwrot tej inwestycji, czyli chcę zarobić 1 mln zł rocznie. Inaczej biznes się nie opłaca.
I ostatnie - ty jako pracownik jesteś kosztem. Koń to inwestycja. Nie da się tego porównać. To jest absolutnie normalne, że łatwiej (w sensie decyzyjnym) zrobić inwestycję w środki trwałe (koń) o wartości 400 tyś zł, niż zwiększyć miesięczne koszty utrzymania pracowników o 4000 zł. Co oczywiście nie oznacza że pracownikowi nie należy się godziwa płaca i warunki pracy, to jest bezdyskusyjne.
M jak mieszkanie czyli wszystko o urzadzaniu:)
autor: EMS dnia 13 kwietnia 2024 o 22:29
A może kupić meble takie, które się potem przeniesie? Za 3-5 lat dokupisz/dorobisz tylko brakujące elementy i nie trzeba całej kuchni wyrzucać i nie trzeba się męczyć z opcją budżetową przez ten czas.
M jak mieszkanie czyli wszystko o urzadzaniu:)
autor: EMS dnia 09 kwietnia 2024 o 13:44
My malowaliśmy Beckersem zmywalnym - 10 lat temu. To jest dość droga farba, ale regularnie jadę po niej szmatą i nic się nie dzieje. Są zabrudzenia albo obtłuczenia, których nie można domyć, ale ślady rąk schodzą bez problemu. A jedna ściana jest regularnie obsikiwana przez króliki i myję ją octem. I też z farbą nic się nie dzieje. No i nie trzeba myć całej ściany, wystarczy zabrudzone miejsce. Nie widać różnicy w kolorze.
Koniec z jeździectwem?
autor: EMS dnia 09 kwietnia 2024 o 12:41
Dziewczyny, nie pisałam o powrocie na jazdy rekreacyjne, rozumiem, że to może komuś nie odpowiadać, ale o powrocie do jazd na luzie, bez spinki, dla przyjemności. Czy to będzie koń własny, czy fajny dzierżawiony, czy udostępniony prywatny, a może zwykły dziadek, którym się tylko zajmujesz i chodzisz na spacery w ręku. No nie wiem - opcji jest dużo. Każdy może sobie coś wybrać. I też nie musi. Nie każdy potrzebuje jazd na poziomie grand prix, żeby mieć z tych jazd frajdę. Serio. I też nie wszystkie konie rekreacyjne są rozjechane, nieczułe i nieprzyjemne w jeździe.
Koniec z jeździectwem?
autor: EMS dnia 09 kwietnia 2024 o 10:20
KaNie,
przykro słuchać, że się wypaliłaś. Ja w jeździe konnej jestem amatorem, uczniem, rekreantem. Nie mam konia, wiedzy, umiejętności itd. Ale stajnia i jazda konna są moją terapią. Każdy "trening", udany czy nieudany zawsze przynosi jakieś ukojenie od trudów codzienności. Wszystkie problemy zostają za drzwiami stajni, a ja jestem myślami cała dla konia. Już samo wyczyszczenie konia do jazdy daje mi pozytywnego kopa.
Może to nie koniec twojej jazdy konnej. Może jak odrzucisz wysokie oczekiwania i zawodowe ambicje to wrócisz do koni na luzie po prostu dla przyjemności.
M jak mieszkanie czyli wszystko o urzadzaniu:)
autor: EMS dnia 19 marca 2024 o 11:17
ekhem, my już od 10 lat mieszkamy w domu z pompą ciepła i ogrzewaniem podłogowym. Dół w kafelkach, piętro w desce barlineckiej. Chyba kładziona na klej. Nic się nie dzieje. Super się deski sprawują. Jeśli chodzi o ogrzewanie to przy rozruchu jest jeden lub dwa dni "zawieszenia". Tzn: w lata gdzie temperatura spadała gwałtownie i ogrzewanie uruchamia się od razu z impetem przed jeden, dwa dni temperatura powietrza na górze jest nieco niźsza niż na dole gdzie mamy płytki. Potem się wszystko wyrównuje. W latach gdzie spadek temperatury jest stopniowy ta różnica jest zupełnie niewyczuwalna. Nota bene, różnicę temperatury czuję tylko ja, bo mój gruboskórny mąż to nie czuje nawet jak mu zimą zawiewa śniegiem po nogach przez otwarte drzwi 😜, a dzieci są zimolubne więc im to rybka, że jest chłodniej.
Kącik ŁODZIANINA (Łodzianie, Łódź i okolice)
autor: EMS dnia 14 lutego 2024 o 22:22
Możesz jeszcze Campoverde sprawdzić. Wydaje mi się, że mają tam całkiem fajne warunki (hala i pastwiska)
Co mnie wkurza w jeździectwie?
autor: EMS dnia 26 listopada 2023 o 00:27
EMS, - uwielbiam jeździć sama. Szczerze mówiąc większe ryzyko wypadku widzę w tłumie. W kilka osób na hali to często przestaje być sensowny trening, a zaczyna to być sztuka nie rozjechania innych osób podczas bylejakiego ruszenia konia 🙃

keirashara, nie pisałam o tym, że ma być tłum na ujeżdżalni, ale o tym, że druga osoba powinna być obecna. Wszystko jedno kto. I to nie jest też tak, że to jest zabronione ale jest to przestrzegane jako dobra praktyka.
Uprawiając różne dziwne sporty nauczona jestem minimalizować ryzyko i zachowywać jakieś standardy bezpieczeństwa.
Co mnie wkurza w jeździectwie?
autor: EMS dnia 25 listopada 2023 o 23:51
Przeczytałam całą dyskusję o sikaniu i ja powiem tak: dla mnie to jest kwestia kultury. Od sikania człowieka jest toaleta. I owszem, rozumiem sytuacje wyjątkowe jak trudne warunki (np plener), nagła potrzeba itd, ale generalnie, no ludzie, jesteśmy chyba cywilizowani, wysikanie się w odpowiednim terminie, zaplanowanie tego nie wymaga chyba intelektu geniusza? Każdy przeciętnie rozgarnięty człowiek wie, że są sytuacje gdy się nie sika "na zawołanie" i potrafi sobie zaplanować korzystanie z toalety tak, żeby mu życia nie utrudniało i żeby zminimalizować ryzyko, że się zachce w nieodpowiednim momencie.
Jak wychodzę z domu albo pracy to przed wyjściem korzystam z toalety, żeby np nie utknąć w potrzebie w korku, albo na spacerze w parku. To oczywiste. Idąc do stajni też korzystam z toalety przed wyjściem z domu albo już w stajni przed osiodłaniem konia. To nie jest wyższa matematyka.
I powtarzam, o ile rozumiem, że są sytuacje awaryjne (albo warunki awaryjne), to zupełnie nie rozumiem dlaczego sikanie gdzie popadnie jest dla niektórych czymś normalnym i staje się standardem?
Facetom jest łatwiej, bo rozpinają rozporek i zaraz jest po sprawie, ale z tego powodu często nawet sobie nie zadają trudu poszukania miejsca odpowiedniego do załatwienia swoich potrzeb fizjologicznych, a serio, sikanie gdzie popadnie, gdzie obserwują (lub mogą obserwować) cię inni ludzie, tylko dlatego, że tak jest łatwiej niż poszukać toalety lub chociaż odosobnionego miejsca jest zwykłym buractwem.

Z innej mańki - u nas w stajni panuje zasada, że samemu się nie jeździ. Co by nie było, jazda konna to jest sport zwiększonego ryzyka i choćby ktoś był najlepszym jeźdźcem to zawsze może się zdarzyć wypadek i dobrze by było, żeby była w stajni druga osoba, niekoniecznie końska, która udzieli pomocy lub tfu, tfu wezwie karetkę.
Serio robicie "samotne" treningi?
Co mnie wkurza w jeździectwie?
autor: EMS dnia 18 listopada 2023 o 23:08
PannaDziewanna, bo gro osób nie wychowuje swoich zwierząrt. Psów, kotów, koni...
xxagaxx, i dzieci też 😂
Aparaty fotograficzne i inne sprzęty foto
autor: EMS dnia 26 października 2023 o 22:54
emptyline, ty już pewnie podjęłaś decyzję, żeby jednak pozostać przy lustrze, ale jakby ktoś miał wątpliwości i się zastanawiał czy warto zainwestować w bezlustro to polecam ten filmik. Mówi o (subiektywnych oczywiście) przewagach bezlusterkowców nad lustrzankami.


Co do czasu pracy baterii - akurat w moim aparacie bateria siada dopiero po setkach zdjęć, a mogę ją ładować i przez ładowarkę i przez komputer i przez powerbank.
Kto/co mnie wkurza na co dzień?
autor: EMS dnia 16 października 2023 o 12:11
zembria, Cała strona kiepsko działa. Raz się ładuje, a raz nie. Zresztą nic dziwnego, bo ciągle ją uaktualniają w miarę jak spływają nowe wyniki z kolejnych komisji.
Kto/co mnie wkurza na co dzień?
autor: EMS dnia 16 października 2023 o 10:08
Nikt mi nigdy nic nie oferuje.
Amber77, a ty co innym oferujesz?

Żałosna jest twoja małostkowość i egoizm. Może dlatego jesteś samotnym freelancerem. Bo żeby nie być samotnym i móc pracować z ludźmi to trzeba mieć w sobie trochę człowieczeństwa i szacunku dla innych.
Kto/co mnie wkurza na co dzień?
autor: EMS dnia 14 października 2023 o 10:37
epk, nie pisałam o edukacji domowej ale o opiece zdrowotnej dzieci. Edukacja domowa mnie osobiście nie przekonuje. Uważam że w większości przypadków przynosi dziecku więcej krzywdy niż korzyści (w długim okresie). Ale rozumiem też że są sytuacje kiedy to jedyne rozsądne rozwiązanie albo najlepsze z możliwych.
Natomiast twardo stoję na stanowisku, że pozbawianie dziecka podstawowej opieki zdrowotnej zgodnej z aktualnym stanem wiedzy potwierdzonej badaniami naukowymi oraz zastępowanie jej bzdurnymi koncepcjami opartymi o wyssane z palca teorie jest niewydolnością wychowawczą i ciemnogrodem rodziców.
I wkurza mnie, że rodzicom się na to pozwala.
W wątki polityczne już nie wchodzę bo obowiązuje nas chyba cisza wyborcza.
Kto/co mnie wkurza na co dzień?
autor: EMS dnia 13 października 2023 o 23:37
[quote]

A co do wypowiedzi kotbury o tym, że podejmuje decyzje dotyczące tylko jej rodziny - no nie. Bo te nieszczepione dzieci, mogą chorować na te choroby, na które powinny być zaszczepione i wtedy to każdy z nas będzie płacił za ich leczenie itp.

Fokusowa, a ja bym tu poszła w jeszcze innym kierunku myślenia. Dzieci to nie przedmiot, to nie jest własność rodziców, żeby mogli nimi dowolnie rozporządzać. Dzieciom należy się ochrona państwa. Również przed patologią lub niewydolnością wychowawczą rodziców. A tej ochrony nasze państwo nie zapewnia, wg przekonania, że rodzic to bóg i wolno mu w rodzinie wszystko. Patologią może być np niezapewnienie dziecku odpowiedniego dla jego potrzeb żywienia (np nieuzasadniony weganizm albo odwrotnie - przekarmianie i doprowadzenie do skrajnej otyłości), ale może to być również niezapewnienie należytej opieki medycznej. I moim zdaniem - foliarskie teorie i nieszczepienie dzieci to jest właśnie przykład patologii i niewydolności wychowawczej.

Na przykładzie moich dzieci doświadczyłam jak łatwo dzieci znikają z systemu i jak nikt tego nie kontroluje. Dzieci prowadziła mi zawsze zaprzyjaźniona pediatra. Przychodziła na kawę i przy okazji ogarniała dzieci. Do przychodni szłam tylko na szczepienia. Pewnego razu dzieci mi się bardzo poważnie pochorowały, a znajoma była za granicą. Więc zadzwoniłam do przychodni i poprosiłam o wizytę domową. Pediatra, która dostała moją sprawę wyciągnęła karty zdrowia moich dzieci i włosy zjeżyły jej się na głowie. Bo karty były zupełnie puste. Nie było w nich nic. Owszem, moje dzieci miały zapewnioną opiekę i to bardzo dobrą, co lekarce wyjaśniłam, ale przez kilka lat nikt się nie zorientował, że nigdy nie byłam z dziećmi w przychodni, nigdy nie zrobiłam im bilansu, nie ma żadnej historii chorób itd itd. Moje dzieci zniknęły z systemu i nikt tego nie zauważył.
Kto/co mnie wkurza na co dzień?
autor: EMS dnia 13 października 2023 o 15:04

99% dzieci nigdy nie wychodzi poza poziom swoich rodziców, bo chęci do zdobywania wiedzy, wartości, kręgosłupa morlanego nie wynosi się za szkoły.


Nawet jeśli tak jest, to dla 1% tych dzieci warto walczyć. A nie jest to prawdą, że nie wynosi. Obserwując inne dzieci, świat, możliwości, otrzymując wiedzę - część tych dzieci ma szansę wyrwać się z zaklętego kręgu. Ma szansę zobaczyć, że jest o co walczyć w swoim życiu, że nie muszą jak ojciec całe życie spędzić pod monopolowym albo jak matka całe życie na socjalu. Tylko, żeby to było możliwe to szkoła musi zapewnić tym dzieciom warunki do nauki i odkrywania świata. Musi im pokazać, że mogą zmienić swoje życie. I musi pokazać, że są inne dzieci, inni rodzice, inni ludzie, którzy coś ze swoim życiem robią, którzy mają jakiś cel.

Co do głosowania na konfę to dla mnie nikt zdroworozsądkowy, logiczny, mądry i świadomy nie ma prawa na nich głosować. Panuje wolność słowa i mamy prawo głosić różne poglądy, mamy prawo głosować na kogo chcemy. Prawda. Ale ludzi oceniamy po czynach i właśnie głoszonych przez nich poglądach. Jeśli ktoś mówi, że zagłosuje na konfederację to jego poglądy w moich oczach świadczą mocno przeciwko tej osobie.

PS. właśnie kolejno wychodzą ludzie od nas z pracy i żegnając się mówią: "Miłego weekendu, miłego głosowania tylko nie głosujcie na konfederację!" 😂

Aparaty fotograficzne i inne sprzęty foto
autor: EMS dnia 09 października 2023 o 20:53
emptyline, pomimo tego, że napisałaś, że nie masz przekonania do bezlusterkowców, to ja jednak gorąco bym cię na bezlustro namawiała. Ja jestem rozwijającym się amatorem i jestem zachwycona bezlusterkowcem, na który też początkowo nie chciałam się zgodzić. Dopiero nasz sąsiad, zawodowy fotograf, mnie przekonał mówiąc, że absolutnie i bezdyskusyjnie tylko bezlustro. Nie żałuję.
Ja mam Nikona Z5, bo z Nikonem mi najbardziej po drodze i chciałam pełną klatkę. Fajny jest Nikon Zfc, jeśli nie zależy ci na pełnej klatce. Jest mały, poręczny i ma wszystkie niezbędne funkcje.
Co do obiektywu, to zawsze mi się wydawało, że potrzebuję zooma, a teraz się okazuje, że 90% zdjęć robię obiektywem 28-70mm, f2,8 Z jednej strony trochę brakuje 18-24 mm, ale z drugiej to naprawdę uniwersalny obiektyw. Kitowego zooma 24-200 zakładam tylko do fotografowania sportu.
kącik żółtodziobów - czyli pytania o podstawy
autor: EMS dnia 20 września 2023 o 20:45
Milla, nie wiem jakie są ceny kwiatów dla koni, ale możesz poszukać w ofercie sklepów z jedzeniem dla królików - może kwiaty będą tańsze. W zasadzie króliki mają podobną dietę do koni - siano i zioła 😉. Poszukaj np w Zwierzęcy Paśnik Ziołowy
Choroby tarczycy - wszystko o :)
autor: EMS dnia 12 września 2023 o 10:20
magda, w takie dni kiedy mam mało czasu na wyjście z domu, a muszę zjeść śniadanie, biorę leki minimum 2 godziny po śniadaniu, a następny posiłek lub przekąskę dopiero 30 min po tabletkach. Tak mi kazał lekarz. Ewentualnie bardzo okazjonalnie jedną tabletkę pomijam.

Natomiast jeśli chodzi o spadnie to ja biorę melatoninę. Regularnie wieczorem 5 mg. Nawet sobie nie wyobrażasz jak mi się poprawiła jakość snu. Polecam. To jest naturalny hormon, nie powoduje uzależnienia i można go spokojnie długotrwale stosować.
Wszystko o co chcielibyście, ale wstydzicie się zapytać ;)
autor: EMS dnia 18 sierpnia 2023 o 21:57
drabcio, nylon to nylon, nadal plastik. Tyle tylko, że metoda pozyskania jest nieco bardziej ekologiczna. Ale generalnie w tym "bio" jest więcej marketingowej ściemy niż rzeczywistej ekologii.
Zadziwiające, nietypowe ogłoszenia
autor: EMS dnia 28 czerwca 2023 o 16:54
Na mnie facet wywarł fatalne wrażenie na tym filmiku. Jest zadufany w sobie, arogancki, niemiły, jeszcze ten uśmieszek "króla życia". No słowem, w moim odbiorze, idiota jakich mało i z jakim nie chciałabym mieć do czynienia. Jego odpowiedzi na komentarze tylko dopełniają całości obrazu.
Nie lubię gdy ktoś dyskredytuje inne osoby. W tym przypadku koniarzy, którzy uprawiają inny rodzaj jeździectwa i tych co jeżdżą wyłącznie rekreacyjnie, albo po prostu jeszcze nie osiągnęli danego poziomu. Dla wszystkich jest miejsce w sporcie, ale jak widać nie wg Pumy. 🙄
Inna sprawa to bezpieczeństwo - jeśli coś organizujesz to twoim psim obowiązkiem jest zapewnić wszystkim uczestnikom bezpieczeństwo, a nie wyśmiewać się ze swoich klientów, którzy z jakiegoś powodu nie dali rady ukończyć rajdu. To porażka prowadzącego. Mam też ograniczone zaufanie do osób, które ostentacyjnie ignorują podstawowe zasady bezpieczeństwa (w tym wypadku np kask).
Wszystko o co chcielibyście, ale wstydzicie się zapytać ;)
autor: EMS dnia 21 czerwca 2023 o 18:47
keirashara, ten mikroskop podałam jako przykład. Po prostu uważam, że jeśli ktoś jest otwarty na zmiany i nie jest przywiązany do konkretnej marki czy systemu to warto rozważyć też inne telefony.
Podróże
autor: EMS dnia 20 czerwca 2023 o 23:26
Łazy. Jeszcze kilka lat temu było to straszne zadupie, chociaż miejscowość jest rzut beretem id Mielna
Obozy jeździeckie
autor: EMS dnia 20 czerwca 2023 o 23:23
Asiulla, na Facebooku jest grupa - obozy jeździeckie dla dorosłych. Tam się zapisz, poszukaj i popytaj. Tutaj zapewne mało kto jeździ na takie obozy, więc informacji dużo nie uzyskasz
Wszystko o co chcielibyście, ale wstydzicie się zapytać ;)
autor: EMS dnia 20 czerwca 2023 o 23:18
Dokładnie. Jest grono zwolenników srajfonów i szajsungów 😜. Ja osobiście jestem wierna samsungowi, bo tak. Lubię, umiem, wygodnie mi. Ale jak zmiana nie jest dla gięcie problemem to rozważ coś typu xiaomi czy inne mniej szpanerskie marki. Za te same albo mniejsze pieniądze można dostać petardę, z funkcjami o których nie śniło się ani ajfonowcom ani samsungowcom. Np mój brat ma w aparacie mikroskop, który akurat w jego przypadku mega ułatwia pracę. Myślę że warto się rozejrzeć i poczytać.
kącik żółtodziobów - czyli pytania o podstawy
autor: EMS dnia 04 czerwca 2023 o 20:09
KudlatyCeliak, oczywiście. Jestem starsza niż ty i dopiero się uczę. U nas w stajni jest dużo osób dorosłych lub dojrzałych wiekiem, które niedawno zaczęły lub wróciły po latach. Jasne, idzie nam wolniej i trudniej niż młodzieży, ale powoli robimy postępy. Każdy mały krok do przodu cieszy, każda przełamana słabość to małe zwycięstwo. 🙂 Ważne, że czerpiemy z tego radość i przyjemność.
Wszystko o co chcielibyście, ale wstydzicie się zapytać ;)
autor: EMS dnia 31 maja 2023 o 11:11
Facella, no niestety nie da się tego załatwić moskitierami. Latem żyjemy w otwartym domu, mamy wielkie okna balkonowe, otwarte non stop, kręcimy się między domem a ogrodem. Dlatego myślałam o jakiejś pułapce raczej. Żeby wyłapać wieczorem lub przez noc te owady co wpadły w dzień.
Wszystko o co chcielibyście, ale wstydzicie się zapytać ;)
autor: EMS dnia 30 maja 2023 o 15:11
Czy macie jakieś sprawdzone sposoby na muchy i inne owady w domu/mieszkaniu/biurze? Lep nie działa, bo lep nie wabi. Złapie tylko jeśli mucha przypadkowo na nim usiądzie. Potrzebuję coś co by je wyłapywało.
praca
autor: EMS dnia 30 maja 2023 o 12:34
U nas na produkcji jest dystrybutor podpięty do kranówki. Działa to tak, że pobiera wodę z sieci (zdatną do picia). Woda jest filtrowana i ewentualnie gazowana. Firma płaci za to abonament. Nie ma rozróżnienia między produkcyjnych a biurowych pracowników. Wszyscy biorą wodę z tego samego źródła. Jak była woda butelkowana to mieliśmy koszmar. Olbrzymie koszty (3 lub 4 krotnie więcej niż teraz), ilość "petów" walających się wszędzie i zapychających kosze na śmieci - masakra 🙈. A do tego były podejrzenia, że woda w butelkach jedzie z pracownikami do domów po skończonej pracy w ilości zdecydowanie większej niż "resztka napoczętej butelki".