EMS

Konto zarejstrowane: 09 listopada 2021
Ostatnio online: 24 listopada 2022 o 20:59

Najnowsze posty użytkownika:

Choroby tarczycy - wszystko o :)
autor: EMS dnia 20 listopada 2022 o 22:20
Ja przed badaniem nie biorę. I jeszcze zwróćcie uwagę, że przy niektórych suplementach (np Biotebal) jest informacja, że może zaburzyć wyniki badania i należy odstawić lek na kilka dni przed pobraniem krwi.
Aparaty fotograficzne i inne sprzęty foto
autor: EMS dnia 18 listopada 2022 o 15:08
Dziękuję wam za podpowiedzi. Zgodnie z waszymi sugestiami zdecydowałam się kupić zooma, konkretnie tego: obiektyw NIKON Nikkor Z 28-75 mm f/2.8
Aparaty fotograficzne i inne sprzęty foto
autor: EMS dnia 17 listopada 2022 o 20:13
Kończy 🤣🤣
budyń,

Może to był zbyt duży skrót myślowy, może niezbyt precyzyjne określenie. Może też się nie znam, ale powiedz mi: kiedy ostatnio Nikon albo Canon, albo jakakolwiek inna firma wypuściła na rynek nową lustrzankę lub nowy obiektyw do systemów lustrzankowych? A jeśli wypuścili to ile w ostatnich 2 latach? Wszyscy lecą w bezlustra. Skoro kupiłam bezlustro to po co mam się cofać do lustrzanek i stosować przejściówki? Po co?
Aparaty fotograficzne i inne sprzęty foto
autor: EMS dnia 14 listopada 2022 o 08:15
budyń, szczerze mówiąc to jest bez sensu - kupować adapter, żeby kupować przestarzałe obiektywy. Ja wiem, że one są dobre jakościowo i teoretycznie długo jeszcze popracują, ale cały system już się kończy. Gdybym miała jakieś obiektywy na mocowanie F to na pewno bym z adaptera korzystała, ale w tej sytuacji to jak cofać się o krok. Zwłaszcza, że sam adapter kosztuje coś około chyba tysiąca złotych.
Aparaty fotograficzne i inne sprzęty foto
autor: EMS dnia 10 listopada 2022 o 08:52
Wszystko fajnie, ale z obiektywami używanymi i nienikonowskimi jest taki problem, że to jest nowy system mocowania obiektywów - Z. Nie ma jeszcze za bardzo używek. Zamienników za dużo też nie ma. W obiektyw z manualnym ostrzeniem nie pójdę, bo mam taką wadę wzroku, że nie widzę ostrości/nieostrości. Więc to musi być obiektyw "z systemu" z pełną współpracą z aparatem.
Aparaty fotograficzne i inne sprzęty foto
autor: EMS dnia 07 listopada 2022 o 08:15
budyń, ale ten 24-70 to kosztuje ponad 9 tyś. To jest kosmos. 😮
Mam Z5, dlatego patrzę na obiektywy Z. Chyba, że jakiś zamiennik z innych firm. Ale nie ma tego jeszcze zbyt dużo niestety.
Aparaty fotograficzne i inne sprzęty foto
autor: EMS dnia 06 listopada 2022 o 21:31
Hm, mydła nie będzie, bo to jest nowy nikonowski system Z. Według wszystkich danych i opisów - mega dobre obiektywy. Ale reszta mnie przekonuje. Jeszcze tylko tyle, że ten 28-75 jest mimo wszystko sporo droższy.
Aparaty fotograficzne i inne sprzęty foto
autor: EMS dnia 06 listopada 2022 o 19:20
Mam pełną klatkę.
Też się boję, że 85 będzie za ciasne. Ale mocno się skłaniam do tej 50-tki.
SmartWatch
autor: EMS dnia 06 listopada 2022 o 19:19
Były/są takie zegarki dla dzieci. Moje nigdy nie miały więc nie znam szczegółów, ale dokładnie taki był zamysł. Że można zadzwonić do osoby z zegarkiem, ona może zadzwonić do 5 wpisanych na stałe numerów - łatwo wybierane oraz lokalizacja.
Może poszukaj jako telefon/zegarek dla dziecka? Łatwiej znajdziesz w necie
Aparaty fotograficzne i inne sprzęty foto
autor: EMS dnia 06 listopada 2022 o 19:04
Super! Dzięki. O to mi chodziło. Ale może przy okazji spytam o radę. Mam obiektyw 24-200 ale z marnym światłem 4-6,3. Generalnie jest super na wakacje, ale w warunkach domowych brakuje mi światła. Zatem potrzebuję dokupić obiektyw "do kotleta". Czyli żeby zrobić zdjęcia rodzinne, domowe. Mam do wyboru takie obiektywy:
- 50 f1,8
- 85 f1,8
- 28-75 f2,8
No i teraz co? Jako uzupełnienie do tego co już mam, ale jednocześnie, żeby spełniło tą nową, ważną dla mnie funkcję? Który byście wybrali?
Aparaty fotograficzne i inne sprzęty foto
autor: EMS dnia 06 listopada 2022 o 18:36
Gdzieś tu kiedyś był podawany link do zdjęć wykonanych różnymi aparatami i obiektywami. Nie mogę go teraz znaleźć. Czy możecie mi go podrzucić?
SmartWatch
autor: EMS dnia 20 października 2022 o 16:14
Przymierzam się do zakupu smartwatcha. Ale to będzie mój pierwszy i w zasadzie nawet nie wiem z czego będę korzystać. I szukam jakiejś informacji które ze smartwatchy ogarniają jazdę konną? I w zasadzie co w związku z tym pokazują? Dystans? Szybkość? Czy jest coś jeszcze co można kontrolować w tych trybach sportowych jeśli chodzi o jazdę konną? Do czego ich używacie (oczywiście podczas jazdy)?
kącik żółtodziobów - czyli pytania o podstawy
autor: EMS dnia 11 października 2022 o 12:01
Ogólnie to chyba każdy kask dopuszczony do sprzedaży musi być zgodny z odpowiednią normą. Więc te decathlonowe nocniki też pewnie są zgodne z normą. Natomiast jakość, a raczej różnica jakości (pomimo zgodności z normą) to wiadomo jaka jest. Tak samo zresztą jak np z fotelikami samochodowymi. Niby wszystkie spełniają normę, ale jedne chronią przed poważnymi uszkodzeniami, a inne chronią tylko przed mandatem.
Sprawdziłam też, że dla jazdy konnej i dla rowerów norma jest inna. Ale biorąc pod uwagę powyższe (że nie zawsze sama zgodność z normą jest wystarczająca do zapewnienia bezpieczeństwa), to wolałabym założyć dobry jakościowo kask rowerowy niż kiepski jeździecki. Do jazdy rekreacyjnej przynajmniej. Bo wiadomo, że na zawody taka opcja nie przejdzie.
kącik żółtodziobów - czyli pytania o podstawy
autor: EMS dnia 08 października 2022 o 20:10
Dla dzieci polecam kask Petzla Picchu. Teoretycznie kask jest rowerowo-wspinaczkowy, ale to naprawdę bezpieczny i dobry jakościowo sprzęt, przeznaczony dla najmłodszych dzieci. Mój mąż, który ma hopla na punkcie bezpieczeństwa (zboczenie zawodowe, bo to strażak) właśnie te kaski wybrał dla dzieci jak były małe. Używali je do każdego sportu - wspinaczka, rower, rolki, łyżwy, jakieś deskorolki czy co tam akurat robili. Na konie też się nadadzą. Więc jeśli ktoś chce kupić jeden porządny kask do wszystkiego - to ten. jest godny polecenia.

Cresta, a czytałaś OWU tych ubezpieczeń? To są dla dorosłego czy dla dziecka?
kącik żółtodziobów - czyli pytania o podstawy
autor: EMS dnia 08 października 2022 o 13:58
No tak - prywatna rehabilitacja mogłaby być argumentem za ubezpieczeniem. Ale wysokość odszkodowania to też jest fikcja. Z tych ubezpieczeń nie sfinansujesz prywatnej rehabilitacji. Sprawdzaliście kiedyś sumy ubezpieczenia? I porównywaliście do wysokości płaconych składek. To się nie kalkuluje.
kącik żółtodziobów - czyli pytania o podstawy
autor: EMS dnia 08 października 2022 o 13:34
Matrix, zawsze czytam owu bardzo dokładnie i nigdy nie spotkałam się z zapisem dotyczącym kasku. Szczerze wątpię czy kask nie dostosowany do dyscypliny może być podstawą niewypłacenia odszkodowania, chyba że w przepisach prawa jest zawarty taki obowiązek. Np na nartach dzieci do 16 roku życia a w niektórych krajach nawet dorośli mają obowiązek noszenia kasku. Ale przyznam, że typowo jeździeckiego ubezpieczenia nigdy nie miałam.

Inna kwestia, która mnie zawsze zastanawia to - po co rodzice ubezpieczają dzieci w Polsce? W Polsce dzieciom przysługuje darmowe ratownictwo i darmowe leczenie. Jaki sens dodatkowego ubezpieczenia?
Kto/co mnie wkurza na co dzień?
autor: EMS dnia 30 września 2022 o 18:09
To że coś jest cienkie to nie znaczy, że mało ciepłe. Teraz liczy się technologia 😉 Wypełnienia są bardzo różne. A typowo sportowe, dobre jakościowo rzeczy są.... właśnie cienkie.
Ja przemieszczam się samochodem więc używam krótkich i cienkich kurtek. Zresztą temperatury ostatnio są bardziej wiosenne niż zimowe. Ale fakt - jak jeździłam komunikacją zbiorową to tylko długie i ciepłe płaszcze. Mam jedną puchową kurtkę do półuda z Tatuum. Matko jak się w niej gotuję 😒, a należę do zmarzlaków. W efekcie zakładam ją tylko kilka razy w roku kiedy rzeczywiście łapią mrozy.
Dzieci, ciąże & pogaduchy o wszystkim i o niczym
autor: EMS dnia 29 września 2022 o 20:35
Dekster, moim zdaniem bardzo odpowiedzialne podejście z twojej strony. Ale nie stresowałabym się za bardzo. 3-latek to jeszcze bardzo małe dziecko. My zrobiliśmy próbę ze żłobkiem jak syn skończył 2 lata. Przez całe 2 tygodnie wył przez 2 godziny. Zrezygnowaliśmy. Kilka miesięcy później bez większych problemów poszedł do przedszkola.
Dzieci, ciąże & pogaduchy o wszystkim i o niczym
autor: EMS dnia 28 września 2022 o 17:14
Tratata, dla mnie to już nie jest normalne. Oczywiście dzieci są różne i mają różną wrażliwość itd. Ale 5-latek jest już na tyle kumaty, żeby można mu było wyjaśnić dlaczego chodzi do przedszkola i że tak MUSI BYĆ. Koniec kropka. W innych krajach 5-latki szkołę zaczynają.
Jeśli z dzieckiem są takie jazdy to albo rodzice robią coś nie tak, albo w dziecku jest jakiś problem. Tak czy siak to się powinno zdiagnozować moim zdaniem u specjalisty. Przynajmniej po to, żeby wykluczyć jakieś poważniejsze problemy albo dysfunkcje psychiczne czy umysłowe.
Do "ślepych" - okularnicy i soczewkowicze
autor: EMS dnia 26 września 2022 o 17:28
EMS, przecież są ludzie którzy nie mogą nosić soczewek i jeżdżą w okularach, przecież ich nie zdejmą bo będą ślepi.
xxagaxx, okulary korekcyjne to akurat konieczność. Jasne, że z nich nie zrezygnujesz. Chodziło mi raczej o sytuację gdy masz wybór, czyli przeciwsłoneczne. Ja mam potężną wadę wzroku. Nie wyobrażam sobie życia bez szkieł kontaktowych.
Do "ślepych" - okularnicy i soczewkowicze
autor: EMS dnia 25 września 2022 o 21:43
A ja mam pytanie z innej beczki, ale też o jazdę w okularach. I chodzi mi tu głównie o okulary przeciwsłoneczne, bo jeżdżę w szkłach kontaktowych, więc korekcja mi niepotrzebna. Spotkałam się z dwoma podejściami:
1. jasne, można jeździć w okularach nie ma problemu
2. absolutnie nie, bo w razie upadku może to być niebezpieczne
Spotkałam raz dziewczynę, która wpadła z koniem w krzaki i miała dużo szczęścia, że nie straciła oka. Powieka do szycia. Wtedy sobie wymyśliłam, że na jazdę w teren jednak bezpieczniej założyć okulary. Albo przeciwsłoneczne, albo takie sportowe - ochronne. Do tego dochodzi ochrona przed kurzem i pyłkami - co w przypadku alergików i osób noszących szkła kontaktowe może mieć znacznie. Ale niedawno w internecie rzuciło mi się zdjęcie dziewczyny, która zaliczyła upadek w okularach, okulary się połamały i efekt taki sam jak w przypadku tej co wjechała w krzaki. Czyli cudem uratowane oko, szyta powieka.

No i zgłupiałam. W okularach czy bez okularów?
Podróże
autor: EMS dnia 15 września 2022 o 13:58
Ja korzystam z Samsonite. Są stosunkowo drogie ale trwałe. I można wyłapać promocje.
Co mnie wkurza w jeździectwie?
autor: EMS dnia 15 września 2022 o 13:54
Muchozol2, i re wszystkie wnioski wysnuła na podstawie jednego wydarzenia. Czyli wyrzuciła parę fajnych butów bo raz się potknęła.
Co mnie wkurza w jeździectwie?
autor: EMS dnia 15 września 2022 o 13:45
Muchozol2, w zarządzaniu jakością są takie dwa rozróżnione pojęcia: działanie korekcyjne i działanie korygujące. Jeśli wystąpi błąd /zjawisko niepożądane (niezgodność wg ISO) to przeprowadza się działanie korekcyjne, czyli usuwa lub neutralizuje skutek błędu. Jeśli błąd się powtarza lub zachodzi uzasadniona obawa, że będzie się powtarzał, wówczas przeprowadza się działanie korygujące, które ma na celu usunięcie przyczyny powstawania błędu. Podane przez ciebie wynalezienie strzemion było działaniem korygującym do problemów z jeździectwem, które występowały przed ich wynalezieniem.
Pytanie brzmi - czy jednorazowe zdarzenie jakim było uderzenie konia batem przez jeźdźca wymaga wprowadzenia działań korygujących? Jeżeli nie, to wprowadzenie tych działań będzie niepotrzebnym marnotrawieniem zasobów.

Podam ci przykład: Idzie gość ulicą i nagle się potknął. Co powinien zrobić? Bardziej uważać i iść dalej. Ale jeśli będzie się potykał co 10 metrów to powinien poszukać przyczyn - dajmy na to, że jest to wina butów. Więc wywala buty i kupuje nowe, żeby się więcej nie potykać. Ale jeśli potknął się tylko raz i z tego powodu wywalił buty to przyznasz, że jest to bez sensu?
Co mnie wkurza w jeździectwie?
autor: EMS dnia 15 września 2022 o 12:18
Mnie to jedno strasznie niemiło uderza w tej całej dyskusji. Uzgodniliście, że w pewnym sensie Skrzyczyński popełnił błąd. Różnice są co do tego na czym ten błąd polegał, ale nikt nie ma wątpliwości, że wyszło nie do końca ok.
Dobra. Błąd.
No i?
Kto nie popełnia błędów? Rozumiałabym tak długą dyskusję i wylewanie pomyj, gdyby to było nagminne, albo chociaż czasem się zdarzało. Ale tutaj? A już całkiem nie rozumiem wyciągania przez weia na tej podstawie wniosku, że "może należałoby zakazać jeździectwa sportowego". Mnie kiedyś tata oparzył patelnią. Czy to oznacza, że należy zakazać ojcom smażenia jajecznicy? A może stopniowo wygasić produkcję patelni? 🤔
Kto/co mnie wkurza na co dzień?
autor: EMS dnia 15 września 2022 o 09:40
Mój mąż kiedy jedzie zawalidrogą (np z przyczepką), co jakiś czas zjeżdża w zatoczkę, albo na pobocze, żeby przepuścić sznurek samochodów, który jedzie za nim i nie ma jak bezpiecznie wyprzedzić. Ja np bardzo doceniam kiedy pojazd jadący wolno daje sygnały, że można go bezpiecznie wyprzedzić. To też jest kultura jazdy, którą nawet częściej spotyka się w Polsce niż w innych krajach.
Kto/co mnie wkurza na co dzień?
autor: EMS dnia 15 września 2022 o 09:01
U nas raczej problem jest taki że jest ogólna grzeczność i nie każdy kuma zasady tej grzeczności. Jak np. wpuszczanie na autostradzie, niepisana norma to jak jedziesz skrajnym, ktoś wjeżdża na dwupasmowke i masz gdzie to zwalniasz ten pas. Tak samo może być zdziwko że kierowcy puszczają pieszych czekających na przejściu dużo częściej niż w PL.

donkeyboy, to trochę krzywdzące i nieprawdziwe. Oczywiście, że sporo jest takich kierowców, którzy tych zasad nie przestrzegają, ale coraz więcej zdecydowanie przestrzega. Sytuacja mocno się poprawiła i cały czas się poprawia. Coraz rzadziej spotykam się z chamstwem na drodze. Natomiast tu znowu kłania się doświadczenie. Kierowca, który nie jeździ po autostradzie nie będzie wiedział, że trzeba udostępnić pas włączającym się do ruchu, kierowca z małej mieściny nie potrafi jeździć w korkach na suwak, kierowca z pipidówka w mieście będzie miał problem np z rondem albo z ustępowaniem pieszym itd.
Gdzie Polacy mieli się nauczyć prawidłowej jazdy po autostradach? Autostrady to u nas świeża sprawa 😉
Kto/co mnie wkurza na co dzień?
autor: EMS dnia 15 września 2022 o 08:37

tak, we Włoszech ani razu nikt nie zatrąbił. Było trochę wyprzedzających na serpentynach ale nie czułam się niebezpiecznie ani razu.

magda,
Chyba tylko na północy jeździłaś. 🙂 Byłaś kiedyś w Neapolu? 😉
Mój mąż w Neapolu miał oczy jak koń na bagnach jak się zorientował co tam się odiwania na drogach. Tylko tam widziałam, że przez rondo można pojechać pod prąd jeśli jest bliżej niż normalnie, a jeśli się jest motorem albo małym autkiem to można w poprzek, na skos, a nawet zygzakiem 😂

Każdy jest kiedyś początkujący i musi się nauczyć - to oczywiste. Do tego służy zielony listek, żeby ostrzec tych "najlepszych", że jeszcze się jest zielonym. No i sorka, ale w takim przypadku moralna odpowiedzialność na bezpieczeństwo spada na tych lepszych. Zresztą podobnie jak w innych życiowych przypadkach np na nartach czy koniach - jeśli widzisz, że ktoś jeszcze sobie słabo radzi to omiń go szerokim łukiem, nawet jeśli masz pierwszeństwo.

Ale z drugiej strony - jeśli ktoś chce się nauczyć to musi regularnie jeździć. A osoba, która wsiada za kółko okazjonalnie to nawet po 10 latach nie będzie dobrym i bezpiecznym kierowcą. I to nie jest ok, zwłaszcza, że listka już dawno nie masz. Jeśli wsiadasz do samochodu raz na ruski rok to lepiej weź taksówkę. I taniej i bezpieczniej.

Magda, piszesz, że jak robi się trudniej to skupiasz się na drodze i czegoś nie dostrzegasz - to jest właśnie syndrom początkującego. Oczywiście jest to początkowo normalne, ale z czasem, w miarę nabywania wprawy zaczynasz pewne czynności robić automatycznie (biegi, kierunki, sprzęgło), znaki czytasz podświadomie i rozszerza ci się kąt widzenia (nie w sensie fizycznym tylko przetwarzania informacji).

Ja nie jeżdżę szybko. Zwłaszcza w miastach. Jako zasadę przyjmuję, że pozwalam sobie na przekroczenie dopuszczalnej prędkości o 10, jak mi się noga chwilowo omsknie to jest to max 20. Ale jak mam gorszy dzień i czuję to - że koncentracja nie ta, że zrobiłam przez nieuwagę jakiś głupi błąd albo coś ważnego przegapiłam, to zwalniam. Zwalniam, skupiam się, załatwiam to co najpilniejsze i zmykam do garażu. Po co ryzykować życie swoje i innych?
Co mnie wkurza w jeździectwie?
autor: EMS dnia 14 września 2022 o 18:11
weia, pytam czy jeździsz konno, bo zaczęłam się zastanawiać po tym jak czytam twoje bezkompromisowe opinie na temat stosowania batów. Zwłaszcza to, że sugerujesz zakazanie uprawiania jeździectwa sportowego jeśli nie da się wyeliminować bata. A co że stosowaniem łydki, wędzidła, popręgu, siodła w ogóle, wreszcie jeźdzca który ba tego konia siada i każe mu jechać tam gdzie jeździec chce i w tempie w którym jeździec chce. To wszystko w jakimś stopniu powoduje u konia dyskomfort albo nawet ból. Jeśli jeździsz, dlaczego twoja wrażliwość dotyczy bata, ale nie użytkowania konia w ogóle? Dlaczego akurat w tym miejscu stawiasz granicę?

Co do dzieci- jest to bzdura bo każdy rodzic doskonale wie że nie jesteś w stanie przewidzieć wszystkiego, zapobiec każdej niebezpiecznej sytuacji i ochronić dziecka w 100%. Choćbyś niespuszczała dziecka z oka (co nota bene jest nierealne i IMHO w długim okresie krzywdzące dla dziecka) to i tak nie uchronisz go przed jakąś tam krzywdą. I owszem, trzeba myśleć, przewidywać itd, ale w 100% się nie da. Poza tym 5 latek to dziecko - tu rozumiem, dochodząc do jezdni łapiesz je za rękę. Ale 12 latek to też dziecko. I w tym wieku zazwyczaj chodzi już samo np do szkoły, a też może się zagapić i ktoś go może szarpnąć za ramię żeby nie wpadł pod samochód.
Co mnie wkurza w jeździectwie?
autor: EMS dnia 14 września 2022 o 17:28

weia, a ty w ogóle jeździsz konno? Czy tylko oglądasz?


Sytuacja z dzieckiem jest zdarzeniem losowym. I też można powiedzieć, że powinniśmy bardziej uważać na dziecko, a nie szarpać je w ostatnich chwili.


Taką bzdurę to mógł powiedzieć tylko ktoś kto nie ma dzieci 🙈
Kto/co mnie wkurza na co dzień?
autor: EMS dnia 14 września 2022 o 13:42
madmaddie, ja po słupkach patrzę. Słupki są co 100 m. Łatwo sobie wyobrazić 40, 50 czy 70. Ale szczerze mówiąc mało osób respektuje odległości na autostradach.

Co do kosztów życia - czeka nas kryzys jakiego nikt z nas jeszcze nie doświadczył. Albo prawie nikt. Nikomu nie będzie łatwo i każdemu spadnie stopa życiowa. Oby tylko w miarę szybko się skończył.
Kto/co mnie wkurza na co dzień?
autor: EMS dnia 14 września 2022 o 11:42
to też wkurzają mnie ludzie którzy mogą sobie mknąć ponad 200 i nie dadzą człowiekowi spokojnie dokończyć wyprzedzania bez siedzenia na dupie

O to, to! Nie znoszę "królów autostrady" z podejściem typu - Jak ja jadę to wszyscy mają mi zjeżdżać z drogi. Ale nauczyłam się ich olewać i tym bardziej "jadę swoje", a oni niech się martwią.
I nie chodzi tu o nieustępowanie lewego pasa, bo to też nie jest w porządku, ale są takie sytuacje, np:
- prawy pas jedzie 110 km/h, gość wyprzedza z prędkością 130/h, sznur samochodów na prawym. Niech sobie spokojnie wyprzedzi ten sznur aż znajdzie takie miejsce gdzie się będzie mógł bezpiecznie schować w prawy pas, a nie na gwałtu rety będzie uciekał przed piratem, wciskał się między samochody na prawym i hamował, żeby komuś nie wjechać w dupę. Ja wtedy spokojnie czekam, zachowując odległość, chociaż sama chętnie pojechałabym np 150 km/h. A już jakiś półmózg siedzi mi na dupie i mryga długimi, że ja mam mu ustępować. Olewam.
- podobnie jeśli jadę z maksymalną dopuszczalną prędkością albo nawet nieco szybciej i nie jestem w stanie schować się w prawy pas bez mocnego hamowania, to nie przepuszczam piratów. Czekam aż będę miała bezpieczne miejsce.
- jeśli na autostradzie jest tłok i zarówno prawy jak i lewy jest zapchany, gdzie prawy jedzie sporo wolniej, a lewy szybciej to też nie przepuszczam. Dopiero jak się zluzuje i zrobi miejsce
Co mnie wkurza w jeździectwie?
autor: EMS dnia 13 września 2022 o 16:58
Ale skoro to drugie nie wygląda w naturze tak jak u nas, to nie jest to dla mnie argumentem uzasadniającym bat. Tylko przeciwnie, argumentem za tym, że powinniśmy zapobiegać niebezpiecznym bójkom wśród koni, o czym przecież wiemy, i to robimy.

Robimy, bo konie są "nasze" i ich szkoda jest naszą szkodą. Jako następny krok proponuję akcję propagandową wśród lwów, żeby nie zabijały antylop tylko przerzuciły się na trawę, bo antylopy cierpią gdy są zabijane i zjadane przez lwy. 😉

jeśli dojdziemy do tego, że utrzymanie koni zakłada zadawanie im cierpienia, to może lepiej, żeby nie było?

Życie każdego gatunku (człowieka zresztą też) na jakimś etapie jest cierpień. Czy w związku z tym lepiej, żeby ich nie było?

Kurczę, no nie da się całkiem wyeliminować cierpienia. Ile różnych gatunków człowiek wykorzystuje lub uśmierca. Życie jest brutalne. Gdybyśmy tego nie robili to my byśmy cierpieli. I nasze dzieci też. A że jesteśmy silniejsi i mądrzejsi to wykorzystujemy inne gatunki do naszych celów. Mniej lub bardziej. Taki nasz przywilej albo przekleństwo.
Co mnie wkurza w jeździectwie?
autor: EMS dnia 12 września 2022 o 20:13
A jeśli koń tak się zachowuje, że trzeba go "przepychać" to jaki jest sens to robić? Nie lepiej odstawić takiego konia do rekreacji i zainwestować w konia, który będzie lepiej wykonywał stawiane zadania? .

Hallo! A kasa? Czy po to ktoś kupuje konia za, dajmy na to, 100 tyś, żeby przy pierwszych trudnościach zrezygnować, oddać go za bezcen do rekreacji i wywalić następne 100 tyś na nowego z nadzieją, że tym razem się uda? Może jestem zbyt cyniczna, ale to tak chyba nie działa. Jak coś nie działa to w pierwszej kolejności próbujemy naprawić, a nie wywalić.
Co mnie wkurza w jeździectwie?
autor: EMS dnia 11 września 2022 o 08:37
<b>EMS</b>, to jest prawda, ale według mnie tylko w grupie koni szkółkowych. One sprawdzają, bo, kurde, tego się przez lata nauczyły. Ale nie każdy prywatny koń rekreacyjny będzie Cię sprawdzał, powiedziałabym, że nawet większość nie będzie. Ok, jak zaczniesz wymagać od takiego konia, to pewnie większość sprawdzi, czy na pewno musi (acz nie wszystkie), ale ja bym powiedziała, że ogromna większość prywatnych koni, które znam, nie próbowałaby Cię sprawdzać na żadnym etapie zwykłej jazdy. Więc Twoja instruktorka opchnęła Ci stricte radę szkółkową, a nie ogólnokońską.<br>.
Sivrite, wy tu na tym forum strasznie ideologizujecie jazdę konną. Macie wyszkolone konie i świetnie jeździcie. Zazwyczaj na swoich koniach albo dzierżawionych. Tymczasem 70, może 80 może nawet 90 % ludzi uprawiających w Polsce jeździectwo robi to absolutnie po amatorsku, czasem okazjonalnie, na koniach szkółkowych. Nikt nie wsiada na konia po raz pierwszy z kompletem umiejętności. Gdzieś trzeba się nauczyć. Gdzie? No w szkółkach. Oczywiście. Tutaj czasem odnoszę wrażenie że szkółki to złoooo, a jeździec który nie potrafi jeździć to w ogóle nie powinien na konia wsiadać żeby go nie zepsuć albo nie skrzywdzić. Ale skoro nie może wsiadać to jak ma się nauczyć? Teoretycznie??
Co mnie wkurza w jeździectwie?
autor: EMS dnia 10 września 2022 o 18:47
Jeżdżę tylko na rekreacyjnych koniach. Nasze trenerki zawsze powtarzają, że koń zaczyna sprawdzać jeźdźca już w momencie kiedy jeździec wchodzi do boksu, żeby go wyczyścić i osiodłać. Albo wejdziesz i zrobisz z koniem co chcesz, albo koń będzie robił z tobą co chce.
jaki bank?
autor: EMS dnia 06 września 2022 o 22:37
Teraz już pojawiły się konta oprocentowane. W mBanku np masz chyba 6,5% na oszczędnościowym. Sprawdź jeszcze taką opcję. Może będzie się bardziej opłacać zapłacić te 7 zł, ale trzymać kasę na lepiej oprocentowanym koncie. Albo lokacie.
jaki bank?
autor: EMS dnia 01 września 2022 o 23:04
SzalonaBibi, Może mBank?
kącik żółtodziobów - czyli pytania o podstawy
autor: EMS dnia 29 sierpnia 2022 o 17:09
Są czasem na fb ogłoszenia o obozach lub zgrupowaniach konnych dla dorosłych z informacją że w ramach zajęć również opieka nad końmi i nauka lonżowania oraz pracy z ziemii. Może coś takiego?
kącik skoków
autor: EMS dnia 25 sierpnia 2022 o 14:04
Myślę, że kasa jest kluczem do wszystkiego. Niestety w Polsce dla sportu pieniędzy nie ma. I to nie tylko dla koni, ale dla każdego. Co z tego, że mamy prawie 40-mln kraj, wielu utalentowanych ludzi itd, skoro nie są oni wspierani przez państwo. Ci którzy się w sporcie wybili to zrobili to za pieniądze swoich rodziców. A jak czyichś rodziców nie stać to choćby był najgenialniejszym i najbardziej utalentowanym sportowcem to nic nie osiągnie, bo nikt mu za to nie zapłaci, a żyć za coś trzeba.
Więc nie dziwi mnie ten stosunkowo niski poziom. Jazda konna to koszmarnie kosztowny sport, udział w zawodach to w ogóle kosmos. Bo prostu jesteśmy niedofinansowani.
Rozmowy pogonionych przez moderację i na każdy dowolny temat - OT nie istnieje
autor: EMS dnia 24 sierpnia 2022 o 11:49
xxagaxx, jedna matką będzie dawała z siebie bardzo dużo, inna mniej, albo mało. Ale każda da więcej niż się spodziewa (oczywiście pomijając patologię). Taki paradoks matki. 😉 Znam dużo kobiet, które nie lubią dzieci, a wcale nie są złymi matkami. Może nawet są lepsze niż te co dzieci lubią. Znam też kilka takich, które w ogóle nie chciały mieć dzieci, a mimo to są dobrymi matkami.
I też nie uważam, że "uśmiech" bąbelka itd... Po latach macierzyństwa (które nie było słodko-pierdzące) uważam, że najlepszą receptą na szczęśliwą matkę i zadbane dziecko jest to, żeby kobieta postępowała zgodnie z własnymi przekonaniami. Jeśli uważa, że woli karmić piersią przez półtora roku i nie wracać do pracy dopóki bąbelek nie pójdzie do przedszkola to jest to ok. Nikomu nic do tego. Jeśli uzna, że karmienie piersią jest dla niej za trudne i ją wk.wia i woli karmić butelką to też ok. Jeśli nagle wymyśli sobie, że potrzebuje urlopu i wyjedzie na tydzień zostawiając dziecko z ojcem, babcią, nianią to też jest ok.
Najgorsze problemy powstają wtedy gdy otoczenie próbuje wpływać na kobietę co powinna robić i jak powinna postępować z dzieckiem i zmusza ją do czegoś czego ona po prostu nie chce.

Podobnie, jeśli ktoś uważa, że nie nadaje się na matkę, nie wyobraża sobie tego, nie chce nigdy przenigdy i już - no to też ok. Każdy podejmuje swoje własne decyzje.
Rozmowy pogonionych przez moderację i na każdy dowolny temat - OT nie istnieje
autor: EMS dnia 24 sierpnia 2022 o 11:19
Donkeyboy, zgadzam się z falletta. Nie ma przełożenia między psem czy jakimkolwiek innym zwierzęciem a dzieckiem. No po prostu to jest zupełnie inna kategoria - opieki, emocji, uczuć, problemów i radości. Nic ci nie jest w stanie tak mocno dać w dupę jak własne dziecko, ale z drugiej strony dla nikogo i niczego nie potrafisz dać z siebie aż tak wiele.
Rozmowy pogonionych przez moderację i na każdy dowolny temat - OT nie istnieje
autor: EMS dnia 23 sierpnia 2022 o 11:00
Wiecie, długoletnie związki też się rozpadają np. po 15 latach. Nie każdy marzy o ślubie i dzieciach, ale to nie znaczy, że „nie ma historii i nie stworzył stałego związku”. Mógł taki związek tworzyć i związek ten po prostu się skończył. I tym sposobem, prostą matematyką mamy 40letniego singla. I to oznacza, że coś z nim nie tak, że jest świrem lub zboczeńcem? No halo…

infantil, Ale tutaj masz akurat człowieka z historią. Związek nie wyszedł. Normalna rzecz. Kurczę, życie pisze różne scenariusze. Jasne, że to nie musi być żona czy dziecko - to był tylko przykład, skrót myślowy. Może miał pracę która co pół roku rzucała go z jednego kąta świata w inny. Gdyby taki delikwent z rozbrajającą szczerością powiedział: "No wiesz, chyba długo byłem młody i głupi, miałem kilka miłosnych przygód, ale nie myślałem do tej pory o niczym poważnym" to pewnie też ok.
Rozmowy pogonionych przez moderację i na każdy dowolny temat - OT nie istnieje
autor: EMS dnia 23 sierpnia 2022 o 09:14
Perlica, no nie wiem, ja też odebrałam twój poprzedni post jako właśnie zaściankowy. Takie same wrażenie odniosłam jak xxagaxx, tylko ona pierwsza to napisała.
Ja nikogo nie krytykuję, opisuję swoje doświadczenia i swoje zdanie w tej kwestii. Nigdzie nie napisałam, że jest to prawda objawiona, albo że jedynie słuszny punkt widzenia. To ty próbujesz mi wmawiać, że roszczę sobie pretensje do jedynej słusznej racji. A to nie jest prawda. I właśnie to wygląda u ciebie zaściankowo - skoro ktoś nie zgadza się z twoim punktem widzenia, to znaczy, że jest ograniczony.

Nie znam cię, nie znam twojego partnera, nie znam szczegółów twojego związku, nie znam waszej historii. Jestem daleka od oceniania was. Co nie zmienia faktu, że w moich oczach, ze względu na moje doświadczenia, związki z dużą różnicą wieku wzbudzają czujność i nieufność. A już na pewno takie gdzie kobieta jest wybitnie młoda.
A ty z jakiegoś powodu odmawiasz mi prawa do posiadania swojego zdania i wyrażania go tutaj.

PS. Młoda to ja już byłam. I zauważyłam również, że wraz z wiekiem i doświadczeniem wyidealizowane marzenia zmieniają się w cyniczną nieufność. 😉
Rozmowy pogonionych przez moderację i na każdy dowolny temat - OT nie istnieje
autor: EMS dnia 22 sierpnia 2022 o 23:25
Perlica, a nie, jeśli mówimy o związkach opartych wyłącznie na seksie albo wyłącznie na pieniądzach to rzeczywiście nic innego nie gra roli 😜

Przeczytałaś to co napisałam wybiórczo. Po pierwsze, nie pisałam o jakimkolwiek związku, ale o trwałym i szczęśliwym związku. Po drugie nie napisałam, że ludzie muszą myśleć TAK SAMO, ale że powinni myśleć PODOBNIE, w sensie - mieć podobne cele życiowe.

Jasne, że można się związać z kimś kompletnie innym niż my. Tylko wyobraź sobie związek gdzie jedna osoba chce mieć dużą rodzinę, a druga w ogóle nie chce mieć dzieci. Gdzie jedna osoba kocha zwierzęta a druga ich się boi i nie wyobraża sobie mieszkania z psem. Gdzie jedna chce zbudować dom i wszystkie wolne chwile poświęcać na sadzenie kwiatków w ogródku, łącznie z urlopem, a marzeniem drugiej jest mieszkanie w wynajmowanej kawalerce i wydawanie wszystkich pieniędzy na egzotyczne podróże. Gdzie jedna osoba jest szalonym imprezowiczem, a druga jest introwertykiem i domatorem. No można iść na kompromis, ale czasem te różnice są zbyt duże albo jest ich zbyt dużo, żeby obie osoby były w związku szczęśliwe.
Rozmowy pogonionych przez moderację i na każdy dowolny temat - OT nie istnieje
autor: EMS dnia 22 sierpnia 2022 o 21:21
KaNie, ja nie twierdzę, że szczęśliwe związki z bardzo dużą różnicą wieku są niemożliwe. Przecież od każdej reguły są wyjątki. Natomiast mnie taki związek po prostu wydaje się podejrzany.

W okresie dorastania spędzałam bardzo dużo czasy w mocno zróżnicowanym wiekowo i bardzo otwartym mentalnie towarzystwie. Od 7 do 70 wszyscy byli dla siebie kolegami. To była po prostu przypadkowa zbieranina ludzi, często całych rodzin, którzy dzielili wspólną pasję. I zdarzały się wśród nas zarówno związki osób z dużą różnicą wieku jak i takie przyjaźnie. Ale oto co zaobserwowałam. 5 lat różnicy wieku jest niezauważalne. 10 lat jest nieistotne. 15 lat jest akceptowalne. 20 to już duża różnica. To jest różnica pokolenia. I o ile ludzie z różnicą kilkunastu lat potrafili się zaprzyjaźnić, to już przy większej różnicy były to relacje wyłącznie koleżeńskie.
Rozmowy pogonionych przez moderację i na każdy dowolny temat - OT nie istnieje
autor: EMS dnia 22 sierpnia 2022 o 15:53
Teoretycznie nie mam nic przeciwko związkom z dużą różnicą wieku, ale...
Po pierwsze, wg mnie żeby związek miał sens, to dwójka ludzi musi podobnie myśleć, być na tym samym życiowo etapie, mieć podobne cele, plany itd. No generalnie musi między nimi być dużo podobieństw, żeby stworzyli trwały i szczęśliwi związek oparty na solidnych podstawach. Jeśli 45-latek i 20-latka są na tym samym życiowym etapie to zachodzi obawa, że albo coś z nim jest nie tak, albo z nią.
Po drugie, dla mnie mężczyzna (i kobieta pewnie też), który ma 40 lat i nie ma "historii" jest grubo podejrzany. 100 razy bym się zastanowiła co z nim nie tak, że do tej pory: nie ożenił się, nie spłodził dziecka, nie związał się z nikim na stałe? Czy jest aż tak beznadziejny, że nikt z nim nie wytrzymuje? A może ukrywa swoją przeszłość, bo nie jest zbyt chlubna? A jeśli do tego 40-kilku letni mężczyzna bez historii rozgląda się za 16-latką, albo nawet 20-latką, to hola hola, ale migają mi ostrzegawcze lampki.
kącik pomocy medycznej, czyli: czy to coś powaznego i jak temu zaradzić
autor: EMS dnia 04 sierpnia 2022 o 12:03
Ja biorę melatoninę, ale 5 mg. Tylko to działa jak regularnie stosujesz przez jakiś czas. Jak kiedyś przez pomyłkę kupiłam 3 mg to było za mało i problemy wróciły.
Ale moje kłopoty wynikają z Hashimoto. Jeśli to kwestia silnego stresu to poszłabym do psychiatry. Serio. Stres działa wyniszczająco na cały organizm, a na lekach człowiek zupełnie inaczej się czuje.
Koronawirus
autor: EMS dnia 30 lipca 2022 o 16:21
magda, pomogą sterydy. Albo w formie nebulizacji albo inhalator. Ja miałam wentolin (czy ventolin) w inhalatorze. Bez tego miałam taki skurcz oskrzeli, że nie mogłam oddychać.
Jakie AUTO, czyli czym i dlaczego jeździmy? ;)
autor: EMS dnia 29 czerwca 2022 o 21:52
martrix, niekoniecznie, bo wtedy leasingodawca zostaje bez zabezpieczenia, którym jest przedmiot leasingu. Ale też nie ma opcji żeby leasingodawca wziął więcej niż mu się należy z umowy leasingu. Więc może być tak że oni dostają pieniądze do wysokości niezapłaconych rat, ale reszta powinna trafić do użytkownika.