agniecha930

Konto zarejstrowane: 28 kwietnia 2009

Najnowsze posty użytkownika:

kącik skoków
autor: aga930 dnia 08 lutego 2016 o 13:52
Dziewczyny i chłopaki- mam pytanie 😉
Jeździłam na jednej klaczy jakieś 2 lata, skakałyśmy P na zawodach. Od dobrych 2-3 lat koń i ja z resztą też, mamy przerwę w skokach. Na niej z rok temu jakaś dziewczynka skakała, mi się zdarza czasem na jakieś kopertki wsiąść 😉 Koń chodzi tak z 1-2x w tygodniu w tereny.
Właściciel poprosił mnie wczoraj (!) o to, żebym pojechała na niej zawody w następną sobotę w naszej stajni. Więc mamy tak z 1,5 tygodnia na jakiekolwiek podskoki.
Myślałam o tym, żeby pojechać po takiej przerwie LL, maksymalnie L. Tylko nie wiem czy już taka L-ka to nie będzie za dużo?? Myślę, że na LL krzywda jej się nie stanie, ale nie chcę przegiąć.
Zawody bardziej dla funu i wzięcia delikatnie udziału, niż dla jakiegoś ciśnienia, chętnie bym po prostu sobie przypomniała "jak to jest" 😍
Co mnie wkurza w jeździectwie?
autor: aga930 dnia 04 lutego 2016 o 20:59
Mnie wkurzyło ostatnio podejście moich własnych znajomych...trenują skoki, na zawodach wszyscy sie zachwycali jakie koniki pozbierane, jeden na hacku ojej jak super itd. Gdy podeszłam do nich jeden miał kawałek skóry wyrwany przed dopięty do ogłowia łancuszek cały we krwi, a drugi czerwone pręgi od dopietego skośnika. Taki styl jazdy, na dopięcie wszystkiego, aż gały koniowi wychodzą stał sie w moim kręgu znajomych tak popularny, że to jest aż chore 🙄

U mnie też przypadek laski jeżdżącej N-ki- uwielbiającej dopinać ogłowie z każdej strony tak, że ja go nie mogę założyć w takim stanie (!). A że gwiazda świata i okolic to uwagi zwrócić nie można. Na szczęście u mnie to odosobniony przypadek..
Serio, wędzidło tak zaciągnięte, że koń uśmiechnięty od ucha do ucha a ja nie mogę uszu przełożyć.. 😵 Zorientowałam się po chwili co się dzieje, poluźniłam, a następnym razem już było z powrotem tak samo 😎
PSY
autor: aga930 dnia 04 lutego 2016 o 20:49
Atea, mój Maniek ma dysplazję, odkąd go mam.. Nie jest to miła wiadomość, ale da się z tym żyć 🙂
Na razie się nie załamuj, czekaj na rentgen i dawaj znać jak tam! Może to jakaś inna kontuzja, jak rok temu było ok to nie powinno się rozwinąć do stanu "nie może wejść na łóżko"
PSY
autor: aga930 dnia 04 lutego 2016 o 13:06
Labki to psy myśliwskie jak wszystkie retrievery a dla dzieci, to w Smyku się jakiś znajdzie.

Nieprawda, to psy dla dzieci, łagodne takie! A boksery to niebezpieczne zabijaki. Wszystkie jak jeden!

szafirowa, super 🙂 Ludzie jednak mają moc! Jeśli chodzi o zgubione psy to się bardziej przejmują niż jakby się powiedziało, że bezdomny zaginął 👀
PSY
autor: aga930 dnia 04 lutego 2016 o 12:12
galop, te młode labki, które spotykam ostatnio są: bardzo silne, bardzo żywiołowe, bardzo roztrzepane. W życiu nie zostawiłabym ich z dzieckiem, nie sądzę też abym któregokolwiek z nich mogła prowadzać na spacer w stanie, w jakim one są obecnie (przedział rok-2 lata).

No co Ty, przecież labki to psy rodzinne, dla dzieci! Tak jak Goldeny 👀


ushia u mnie to samo. "Przecież był już dzisiaj godzinę na dworze po południu, to nie może teraz na 5 minut na siku tylko?" 🙄
Jak jest ładna pogoda, jesteśmy nad jeziorem czy coś, to potrafi ganiać z psem 1,5h, ale jak pada deszcz... przecież bez sensu 🤬

Atea, cuś się dzieje?
Body Modifications ( dawniej "piercing, tatuaże " )
autor: aga930 dnia 04 lutego 2016 o 09:45
Też tak mieliście, że przed zrobieniem pierwszego tatuażu zmieniała Wam się wizja co pół roku? 😵 No zrobiłabym ale się boję, że zaraz stwierdzę, że to jednak nie było to.
PSY
autor: aga930 dnia 04 lutego 2016 o 09:43
Ja wyznaję zasadę, że im mniej czasu się ma, tym więcej rzeczy można w ten czas wcisnąć 😀 Bo się człowiek tak nie rozwleka ze wszystkim 😉
rozmowy o niczym
autor: aga930 dnia 04 lutego 2016 o 09:40
Pies sam się może sobą zająć przez 6h, dziecko niekoniecznie.. 😉 Jak dla mnie dyskusja za przeproszeniem z d.. Wiadomo, że pies to duża odpowiedzialność, bo nie ma że po pracy pojadę gdzieś tam- najpierw trzeba psa wyprowadzić. Nie ma, że nagle wyjadę na tydzień- bo najpierw trzeba opiekę zorganizować, albo pobyt na miejscu. I tak dalej i tak dalej.

Ale kurcze, psa pakuję do auta jak jadę 100km i zapominam, że on tam jest. A dziecko... kupa, siku, pić, płacze, źle, niedobrze, nie tutaj, NUDNO 😁 A zostawienie na 6h malucha mogłoby się wiązać z wizytą opieki społecznej 😀

To ja też offtopic: Fryzjerka wczoraj mi poleciła do zamiatania na co dzień w domu taką miotłę gumową, jak fryzjerska. Niby kłaki się nie czepiają, łatwo wyczyścić, wszystko zmiata i kurz się nie kłębi. Zamawiam, wypróbuję  💃
[img]http://myjo.pl/images/1436886537_YORK_MIOTLA_GUMOWA_(1)%20(1).JPG[/img]
KĄCIK PUCHNĄCYCH Z DUMY
autor: aga930 dnia 04 lutego 2016 o 08:36
A ja puchnę sama z siebie, bo wczoraj ruszyłam dupę na jazdę (taką porządną, nie lajtowy terenik) pierwszy raz od chyba 2ch lat 👀 I mam zakwasyy 😡
Harcerstwo
autor: aga930 dnia 04 lutego 2016 o 06:39
Ja w samym harcerstwie bardzo mało, ale za to wciągnęła mnie Harcerska Szkoła Ratownictwa 🙂 I tak już od 5-6 lat? 🙂 Co prawda jednostkę zmieniłam, teraz jestem w OSP, ale sentyment pozostał. I nawet spotykam się z ekipą "straych śmieci" za 2 tyg. na kursie pierwszej pomocy organizowanym przez HSR, jako kadra pomocnicza, bo jednak ciągnie 🙂
Ps. Jeżeli macie w harcerstwie (a nawet niekoniecznie) dzieciaki, to wysyłajcie je na kursy pierwszej pomocy organizowane przez HSR! Te kursy są SUPER. Kilka lat już w tym siedzę i nie widziałam nigdy lepiej poprowadzonego kursu, na którym można pochłonąć tak ogromną dawkę wiedzy i umiejętności 🙂 Komercyjne się chowają, a te HSRowskie kosztują jakieś 50 czy 100zł. Warto wiedzieć jak pomóc sobie i innym 🙂
WKPP (Wędrowniczy Kurs Pierwszej Pomocy) jest dla ludzi powyżej 16 roku życia i jest genialny, ale te dla młodszych też są spoko.
Styl western (dawniej kącik)
autor: aga930 dnia 03 lutego 2016 o 12:14
I że one tak nie obcierają?  👀
Styl western (dawniej kącik)
autor: aga930 dnia 03 lutego 2016 o 11:18
Ranczo Stańsk, okolice Słubic, Gorzowa Wielkopolskiego 😉
Mogę zadzwonić, ale.. poznałam faceta kilka lat temu, chociaż przez telefon ni chu chu mnie nie skojarzy 😀 i jak przez telefon powie, że się nie da to już głupio przyjeżdżać i naciskać.. a tak osobiście, to wiadomo- może coś się ugra  😀iabeł:

Edit: Zawsze mnie to zastanawiało. Wy jeździcie w normalnych jeansach? Tzn. na pewno są super hiper jeansy typowo do westu, jeździeckie itd. ale czy one się jakoś szczególnie różnią od zwykłych jeansowych spodni noszonych na codzień na tyłku? 😉
Styl western (dawniej kącik)
autor: aga930 dnia 03 lutego 2016 o 10:07
Napalam się na ten west i napalam... Może niedługo będzie mój "pierwszy raz" 😁
Mam bardzo blisko siebie stajnię z super poziomem westu ale nie wiem, czy prowadzą w ogóle rekreacyjne jazdy czy tylko treningi na własnych koniach... I chyba pojadę osobiście ten temat dogadać, może uda się coś ugrać nawet jak nie prowadzą rekreacji 🙂

Edit: Jakieś rady? Bryczesy klasyczne brać? Co robić czego nie robić? Jak się nie zabić? 👀
Zadziwiające, nietypowe ogłoszenia
autor: aga930 dnia 02 lutego 2016 o 11:50
https://www.facebook.com/saddlecattle/

Co prawda to nie ogłoszenie ale.. ❓ ❗
O ile się nie mylę (bo ta informacja obiła mi się gdzieś kiedyś o uszy, chyba przeczytałam na volcie), to na krowach się nie jeździ bo mają za słabe kręgosłupy?
PSY
autor: aga930 dnia 02 lutego 2016 o 08:07
Leśniczy nam mocno pomagał w poszukiwaniach, powiadomił myśliwych, poradził co zrobić i był w stałym kontakcie. Polecam przy roznoszeniu ogłoszeń zaangażować ludzi emocjonalnie 🙂 Na zasadzie: podejść, zapytać czy nie widzieli psa, zostawić ogłoszenie. Czują się wtedy częścią tych poszukiwań i na prawdę zwracają uwagę.
A najbardziej mnie zaskoczyło, że obcy ludzie dzwonili do mnie, pisali i mówili przy przypadkowym spotkaniu i zagadywaniu ich, że widzieli ogłoszenie i jak np. byli na grzybach to wołali Mańka i szukali 🙂 Ludzie są w porządku!
Języki obce, nauka języków
autor: aga930 dnia 02 lutego 2016 o 08:02
Możecie polecić jakieś fajne nagrania z niemieckiego coś a'la Pawlikowska? 🙂 Kończy mi się, a te jej kursy wchodzą mi do głowy mega szybko 😜

jak nie znacie Pawlikowskiej, to chodzi mi o coś na zasadzie zdanie po polsku - przerwa - zdanie po niemiecku, żeby była chwila na powiedzenie sobie tego samemu na głos 🙂
Baaaardzo polecam dla początkujących, nie tylko w niemieckim (przetłumaczone jest na wiele języków). Czasem słucham innych kursów, gdzie na 5 minutowym nagraniu jest rzucone 50 nowych słówek, w kolejności: niemiecki, później polski, bez żadnej przerwy na przemyślenie i ogarnięcie się to.. mi się odechciewa  😲
PSY
autor: aga930 dnia 02 lutego 2016 o 07:44
Szafirowa, mój ostatnio spierdzielil na spacerze w lesie i 3 dni o szukaliśmy od rana do nocy.. Aż wrócił sam na miejsce z którego spierdzielił  👀 Tylko nie słuchaj ludzi, bo szkoda nerwów. "A jak mój Burek kiedyś uciekł to później tylko czaszkę znalazłam w lesie".
Psy są mądre, powinien sam do domu trafić 🙂 Ale ogłoszenia (i facebook!) bardzo dużo dają

*w poszukiwaniu Mańka jeździliśmy po wsiach i pytaliśmy ludzi. Podjeżdżamy pod jakąś zabitą dechami chatę, z okna wystaje jakaś babka, na oko 60 lat. Pytamy, czy psa nie widziała, a ona.. "aaaa ja wiem, na fejsbuku widziałam"  🤣
Zdjęcia Re-Voltowiczów & Voltopirów! ;)
autor: aga930 dnia 30 stycznia 2016 o 09:58
Wszyscy mi odradzali! 😀
PSY
autor: aga930 dnia 29 stycznia 2016 o 22:09
Ma swoj koc, a pod nim jeszcze tak wyscielone ze sama bym sie tam polozyla 🙄
DIY, czyli sprzęt wykonywany samodzielnie
autor: aga930 dnia 29 stycznia 2016 o 20:10
Piękna!  😜
PSY
autor: aga930 dnia 29 stycznia 2016 o 20:03
Jak nauczyć psa, że buda może być fajna i że to jego miejsce w którym może sobie leżeć jak jest na podwórku?
Ogólnie śpi i odpoczywa w domu, ale czasem się tak zdarza, że Maniek musi sam zostać na kilka godzin. Podwórko jest, więc pomyślałam że zbudujemy budę, żeby mógł polatać po podwórku i przy okazji się schować jak zmarznie, czy cokolwiek.
Ale on nie czai po co to jest 😲 na komendę wchodzi, zostaje jak się mu powie, zabawki ze środka wyciąga, jedzenie ze środka wyciąga i ogólnie traktuje tą budę jak coś kompletnie niepotrzebnego mu do życia 😵 A później siada na schodach do domu i telepie się z zimna.
To trochę panikarz jest, boi się mebli, suszarek na pranie, suszarek do włosów, krzeseł i innych takich. Odkąd u nas jest jest i tak widzę mega poprawę..
Czytałam w internetach, że systematycznie trzeba psa do budy wsadzać, kazać zostawać minutę, dwie, później pięć i pół godziny aż sam zajarzy, że tam ciepło i przyjemnie 😉

Ps. przyniesienie budy do domu nie wchodzi w grę
kącik żółtodziobów - czyli pytania o podstawy
autor: aga930 dnia 29 stycznia 2016 o 09:36
Jak to jest z tą marką PFIFF, wiemy już że siodła to ogólna porażka ale jakieś odniesienia co do kantarów, ochraniaczy?
Znalazłam na ebay'u sporo ich rzeczy i wyglądają solidnie ale opłaca się?


A ja jestem zadowolona ze sztybletów Pfiffa 🙂 Może nie jest to 1sza klasa, na początku obcierały, ale nie zmienia to faktu, że to są moje 1sze sztyblety, które mam do tej pory, już jakieś 7 lat?
Teraz nie jeżdżę prawie wcale 🙂 Ale były jeżdżone przez rok 2x w tygoniu, później przez 2 lata z 3-4x w tygoniu i od tamtej pory sporadycznie używam.. Ale żyją i się trzymają. Troszkę jakby czubki zaczęły odchodzić, ale jak za tą cenę, to na prawdę  👍 A wcale ich nie oszczędzałam 😉
PSY
autor: aga930 dnia 28 stycznia 2016 o 11:17
Jestem najsłodszy na Świecie <3 😀
Sprawy sercowe...
autor: aga930 dnia 28 stycznia 2016 o 10:40
Wczoraj zaczęłam rozmowę, on wyszedł, ja zostawiłam 3 stronnicowe wyjaśnienie czcionką 11 Times New Roman.. 😉
Dałam noc na przemyślenie i po pracy jadę na Wielką Rozmowę 😲 Uff.. nie wiem czy nie popełniam największego błędu w życiu.. a przy tym jestem jakaś wyjątkowo spokojna.

Żal mi d.. ściska ale to chyba jednak nie jesteśmy dla siebie stworzeni.
Sprawy sercowe...
autor: aga930 dnia 27 stycznia 2016 o 22:40
Koszt jednego wyjazdu to mniej niz koszt miesiecznej dzierzawy konia, liczac z dojazdami i treningami. 😉 tylko wyjazd zawsze moge odpuscic
Sprawy sercowe...
autor: aga930 dnia 27 stycznia 2016 o 08:50
Najgorsze jest to, że ja zawsze śmiałam się i trochę kpiłam z dziewczyn które dają się w związkach stłamsić i dają sobie czegoś 'zakazać'.

Już kilka razy próbowałam postawić na swoim, twierdziłam że teraz to już tak nie będzie, będę robiła to co kocham i chcę.. a później szłam z powrotem do pracy w małym miasteczku, wracałam do mieszkania w małym miasteczku, jechałam do psa, wyprowadzałam go na dwór, wracałam.. i próbowałam wymyślić coś, co mi pomoże wrócić do bycia znów sobą.

A o wyprowadzce pisałam, on niby nie ma z tym problemu, ale wiem że bym go unieszczęśliwiła.

Mogę jeździć konno, ale jak nie mam swojego konia to już nie jest to (a nie stać mnie nawet na dzierżawę). Nie widzę żadnej perspektywy rozwoju w tym momencie. Przyjeżdżam raz na jakiś czas w teren, wracam do mieszkania i myślę sobie, że smutne to miasteczko.

Moja mama tkwi z moim ojcem właśnie w takim związku jaki mi się szykuje i szczerze zawsze jej współczułam.

kajpo a mąż ma pretensje albo "nie, on wcale nie jest zły" jak gdzieś jedziesz sama? 😉
Sprawy sercowe...
autor: aga930 dnia 27 stycznia 2016 o 08:12
Bo ja się chyba po prostu do związków nie nadaję 🤔wirek:
Rzeczywiście nieraz mi mówił, że nie próbuję polubić rzeczy, które on lubi. Tylko właśnie- czy jest sens zmuszać się do rzeczy których się nie cierpi tylko po to, żeby ciągnąć dalej związek? Jeżeli teraz przechodzimy takie problemy to co będzie za 5-10 lat?

*a żeby nie było że jestem aż tak wredna- że gruby jest to ja mu nigdy nie mówię i nie mówiłam- ja zawszę twierdzę, że wolę faceta 'trochę za dużego' niż 'trochę za małego'. On sam tak cały czas o sobie mówi i cały czas twierdzi, że musi zrzucić, ale jego tryb życia działa w drugą stronę 😉
Sprawy sercowe...
autor: aga930 dnia 27 stycznia 2016 o 07:28
Tylko różnica polega na tym, że on w swoim ogrodzie siedzi, dłubie i będzie dłubał, ale ja mu tego nie zabraniam..
Ja nie twierdzę że jestem przeciętnie aktywnym człowiekiem, bo nie jestem, na pewno jestem ponad przeciętną. Nie twierdzę też że jest zły! Tylko bardzo mocno mnie zmienił i w tym momencie w moim życiu nie ma 90% rzeczy którymi określałam samą siebie 2 lata temu i z których byłam dumna.
Rozmawialiśmy na te tematy milion razy, milion razy on mówił że na pewne rzeczy się nie będzie godził, a ja że w taki sposób się nie dogadamy.. Po czym wracaliśmy do codzienności. I tak ten temat powraca i powraca. Im dalej w związek tym w sumie mniej się kłócimy o moje wyjazdy czy chęci wyjazdów.. ale jak teraz o tym myślę, to chyba dlatego że po prostu odpuściłam te rzeczy dla niego.

Próbowałam grzebać w ogrodzie i tak jak składanie zadaszeń było całkiem ok, tak grzebanie w ziemi czy wyrywanie chwastów doprowadza mnie do szewskiej pasji.
Sprawy sercowe...
autor: aga930 dnia 27 stycznia 2016 o 06:58
Nie o to chodzi, że ja jestem jakaś nienormalna i potrzebuję robić coś 7dni w tygodniu, żeby nie czuć, że marnuję życie.. To było tylko porównanie do poprzedniego faceta.
Potrzebuję robić cokolwiek. W liceum miałam jazdę konną- jeździłam bardzo często i nawet nieźle mi szło. Na studiach wciągnęłam się w łyżwy, rolki, ścianki i między innymi osp. Tam mogę wybierać kiedy się pojawię, a kiedy nie. Mogę pojechać raz na miesiąc, raz na 3 miesiące, na np. zabezpieczenie medyczne, nawet tylko na 1 dzień. Kiedy mówię o tym facetowi mówi oczywiście "rób co chcesz", ale to nie jest "pewnie, kochanie, rób co chcesz, przecież to lubisz", tylko "rób co chcesz, ja zostaję w domu i będę się na Ciebie wściekał".
Kiedy wychodzę z moją siostrą na spacer z psem, potrafimy wyjść i wrócić po 1,5h, łażąc w śniegu. Jest fajnie, można pogadać, pies ma frajdę, czas szybko mija. Kiedy wychodzę z M. mu po 15 minutach jest zimno, bo nie wziął czapki, a tak w ogóle to jest brzydka pogoda. A poza tym, jak już jednego dnia byłam z psem na dworze 40 minut to znaczy że wieczorem pies może przecież wyjść tylko na siku przed blok?
Moja siostra niedługo zaczyna pracę w liniach lotniczych. Ja będę miała 90% zniżki na loty, M. by miał kilka darmowych lotów w roku. Jak powiedziałam, że teraz będziemy musieli dużo latać i podróżować (ze śmiechem), to on (też ze śmiechem, że niby żartuje a niby nie żartuje) powiedział, że chyba sama będę musiała.
Niby mówi, że to przez to że nienawidzi latać, ale to chyba nie o to chodzi.
Od 2ch lat próbuję go namówić na wyjazd do Maroko, na jakiś tydzień, bo bardzo tanio można tam się wybrać.
-nie, bo na stronie MSZ jest komunikat, że odradzają jechać do Maroko, nie będę jechał do arabów, Ty blondynka, porwą cię jeszcze.
-moi rodzice byli tydzień temu i nic tam się nie dzieje
-bo tak trafili, a ogólnie to .........(bla bla bla).

To też nie jest tak, że ja potrzebuję co miesiąc wyjazdu w inny koniec świata. Tylko takiego ogólnego poczucia, że ta druga strona chce ze mną powoli odkrywać świat, nawet jeżdżąc rzadko ale gdzieś, gdzie jest na prawdę super. Nie do Dziwnowa na plażę.

Kiedy 'zabronił' mi jechać na praktyki do Afryki mówił, że jeżeli tylko chcę to możemy razem po moich studiach gdzieś wyjechać. Do Afryki, Azji, na wolontariat, na 2-3 miesiące, na ile chcemy. Ale ja doskonale wiem, że to są puste słowa i że nigdzie nie pojedziemy. Bo praca, bo to bo tamto bo coś tam. Obiecanki cacanki tylko po to, żebym miała nadzieję i zrobiła to co on chce.. A jeżeli nie pojadę teraz to kiedy? Jak będę miała męża i dzieci? Czy na emeryturze?

On wkłada na prawdę kupę kasy w ogród swojej mamy. Ogród to nie jest coś co jest jej niezbędne przecież do życia. 27 letni facet który przez ostatnie 2 lata włożył tam około 10tysięcy zł. W ogród i to nie swój! Bo jego mama ma takie marzenie, a on lubi na ogrodzie dłubać..Wkłada pieniądze w stawianie jakichś zadaszeń, robienie płotów, układanie polbruków, wożenie kamieni itd. Za każdym razem mówi, że to już ostatnia rzecz którą robi i że już więcej tam wkładał nie będzie, ale zawsze jednak się znajduje coś więcej co chce zrobić.
Ja patrzę na ten ogród i myślę sobie, że.. ładny bo ładny, ale szczerze mam ten ogród gdzieś.

On ma za co podróżować, mówi że nie ma kiedy, ale to też nie jest prawda. Ja jeździłam często na krótkie wyjazdy za granicę na np 4 dni, co wymaga wzięcia 2 dniowego urlopu. A on potrafi wziąć urlop, bo się pokłóciliśmy i on pracować teraz nie będzie. Albo dlatego, że były święta i jeszcze mu się nie chce iść do pracy. Przewala w taki głupi sposób 1/3-1/2 urlopu.
Ja też od 4ch miesięcy pracuję w biurze, po 8h dziennie (bo robię praktyki, na których miałam być w Afryce) więc wiem sama ile czasu wolnego zostaje jak się ma stałą pracę.. ale to nie znaczy że na cały pozostały czas człowiek musi się zakisić w domu.
On mnie zabiera często do kina, na basen, na saunę. Ale wszędzie autem i wszędzie jakoś tak.. byle się za dużo nie zmęczyć. Na basenie zamiast pływać na sportowym (tak jak zawsze to robiłam) pływam z nim na rekreacyjnym i siedzimy w dżakuzi. Niby dlatego, że on słabo pływa, ale tak na prawdę.. potrafi na tyle pływać żeby się w sportowym basenie nie utopić. On po prostu woli posiedzieć w cieple i się pogrzać.
Zrobił się gruby, ja przez niego też jakoś sflaczałam chociaż zawsze miałam fajne ciało. Odkąd jesteśmy razem cały czas jest na'diecie' i cały czas 'musi schudnąć'. Zamiast tego przytył chyba z 10kg.

Nie wiem czemu właściwie stworzyłam ten wątek. Chyba częściowo po to, żeby samej sobie podsumować na ekranie to co się dzieje. Coś jak wypisanie plusów i minusów związku. Chyba wiem co muszę zrobić, chyba już podjęłam decyzję.. A jak ja podejmę decyzję to dość szybko ją wdrażam w życie. Męczę się dopóki tego nie zrobię, płaczę, a jak coś postanowię to mnie ogarnia stoicki spokój. 🙂
Sprawy sercowe...
autor: aga930 dnia 26 stycznia 2016 o 17:40
To nie jest tak, że tylko ja się zmieniłam dla związku.
Mój facet 6 lat temu, kiedy dowiedział się od swojej byłej dziewczyny że ona go zdradza.. załamał się psychicznie, przestał jeść, przez tydzień schudł jakieś 8kg, a po kilku następnych dniach rzucił pracę i pojechał na 4 lata do Anglii. On ma słabą psychikę i wszystkie nasze kłótnie przeżywa 3x bardziej.
W Anglii wpadł w nieciekawe towarzystwo, kiedy wrócił my się zeszliśmy i.. zerwał kontakty praktycznie ze wszystkimi starymi znajomymi. Wstydził się swojego życia, przeze mnie ogarnął się, znalazł porządną pracę i stał się innym człowiekiem.
Wiem, że jeżeli byśmy się rozstali to nie ja bym mocniej ucierpiała. Ja jestem twarda, popłakałabym i by przeszło. Nigdy w życiu do nikogo się tak nie przywiązałam jak do mojego faceta, ale to nijak się ma do tego jak on by to przeżył.
Nie wiem co mam robić, bo ten temat męczy mnie już od jakiegoś czasu..  Ale też docierają do mnie logiczne argumenty.
"Co byś zrobiła jakbym chciał pojechał na imprezę z samymi dziewczynami na 3 dni, a na koniec z nimi bym się schlał?" (tak, schlałam się na imprezie :lol🙂- no wściekłabym się i nie chciała żeby więcej tam jechał..
"Co byś zrobiła jakbym powiedział, że wyjeżdżam na 2 miesiące gdzieś, gdzie nawet średnio będzie można do mnie zadzwonić"?
Dodatkowym efektem wk..cym go jest to, że mam często jakieś takie głupie zachowania, że nie czuję dystansu do obcych ludzi, bezwiednie wysyłam jakieś sygnały zachęcające i często faceci zakochują się we mnie.. A on jest zazdrosny i wyobraża sobie że ci wszyscy faceci próbują wykorzystać sytuację na np takim 3dniowym wyjeździe.

Męczy mnie to, ale nie wyobrażam sobie w tym momencie rozstania. Nie wyobrażam sobie jak bym mogła teraz do niego podejść i powiedzieć że się wyprowadzam, ot tak.
Przecież jest ok, dzięki niemu mam fajną pracę, fajnych ludzi w pracy, super mieszkanie.. Wiem, że by był super ojcem, mężem, partnerem, jest spokojny, nie daje się wyprowadzić z równowagi mimo mojego cholerycznego charakteru (wkurzam się często na byle co).. Tylko się duszę. Kryzys zaczął się (oczywiście) odkąd zamieszkaliśmy razem.


Edit: z drugiej strony on ma do mnie żal o to, że nie liczę się z tym gdzie on chce jechać i co on chce robić. Że jeżeli ja mam pomysł na jakiś wyjazd to on ma się dostosować, a jeżeli on ma pomysł.. to go nie realizujemy. Ma żal o to, że kiedy wymyśliłam wyjazd do Afryki nie zapytałam go o to co myśli, tylko powiedziałam że "chcę jechać" i zaczęłam szykować papiery..
Sprawy sercowe...
autor: aga930 dnia 26 stycznia 2016 o 16:35
Cześć dziewczyny i chłopaki. Pierwszy raz piszę z takim problemem na forum. Wiem, że nie znacie mnie ani mojego faceta, więc porady przez internet to.. porady przez internet, ale może któreś z Was było w podobnej sytuacji?

Jestem z M od 2ch lat, ja mam 22 lata, on 27. Zawsze zadawałam się ze starszymi od siebie ludźmi, podobno jestem 'poważna jak na swój wiek', więc 5 lat różnicy między nami to nie tak dużo.

Ja: wiecznie niespokojna dusza, zapaleniec sportów ekstremalnych, trochę chłopczyca, trochę wredna małpa. Studiuję męski kierunek, jestem strażakiem ratowniczego OSP, uwielbiam podróże, nurkuję, skaczę ze spadochronem, najchętniej pojechałabym na stopa dookoła Świata  A przy okazji brzydka też raczej nie jestem i podobam się wielu facetom.

M: Raczej domator, woli pogrzebać w ogródku niż jechać na wycieczkę, ale to facet bardzo zaradny w życiu. Nie skończył studiów, ale nie ma problemów żadnych ze znalezieniem pracy, potrafi się ustawić, dobrze zarabia. Ludzie z zewnątrz znają go raczej jako dobrze kombinującego twardziela- ja jako zaradnego romantyka-domatora. Nienawidzi (!) sportów ekstremalnych i rzeczy trochę bardziej 'odjechanych'. Pochodzi z biednejszej rodziny i pierwszy raz pojechał na wycieczkę zagraniczną ze mną w wieku 25 lat (mimo, że już sporo wcześniej było go na to stać). Przez lądowanie awaryjne, które przeszedł zanim się poznaliśmy boi się latać samolotem.


Jesteśmy razem 2 lata i on jest pierwszym facetem, któremu udało się mnie "ustawić"  Moje poprzednie 'związki' kończyły się po +- pół roku, bo ja... się nudziłam. Chyba nadal jestem tą stroną dominującą, ale w jego przypadku nie rzuca się to tak w oczy. Potrafi mnie sprowadzić na ziemię, 'obudzić' kiedy czasem przesadzam, nawet zabronić niektórych rzeczy (co- jak moi znajomi twierdzą- myśleli że jest niemożliwe). Spełnił moje marzenie o skoku ze spadochronem, załatwił super praktyki semestralne, jestopiekuńczy i dobry.
Mieszkamy razem od prawie 4ch miesięcy. Wiadomo jak to na początku mieszkania razem.. kłótnie były na porządku dziennym, miałam go momentami kompletnie dosyć. Od jakiegoś czasu jest lepiej, czuję jakbyśmy się 'docierali', wiem że przy nim zawsze będę czuła się bezpieczna i kochana. Potrafi zadbać o dom, nie jest syfiarzem, jest na prawdę dobrym facetem i wiem że życie z nim mogłoby być całkiem fajne.

Ale.. jest domatorem. Całe moje studia twierdziłam, że nie przeprowadzę się z powrotem do małego miasteczka. Przeprowadziłam się- do niego, do małego miasteczka.
Miałam załatwione praktyki zagraniczne w środkowej Afryce, w ramach wymiany studenckiej (marzenie mojego życia)- zabronił mi jechać. Wcześniej średnio 4 razy do roku jeździłam na ćwiczenia ratowniczo-poszukiwawcze z kolegami i koleżankami z OSP. Teraz jeżdżę raz do roku, po czym wysłuchuję kłótni, narzekania i "nie będziesz z kolegami jeździła na wódę" (bo zazwyczaj ostatniego wieczoru na takich wyjazdach są jakieś małe imprezy).
Przestałam jeździć na łyżwach, chodzić na ściankę wspinaczkową, nawet mojego ukochanego psa, z którym mieszkałam połowę studiów odwiedzam 3x w tygodniu u rodziców- bo nie możemy go trzymać w mieszkaniu (właściciel się nie zgodził).
Wcześniej, mimo że miałam mniej pieniędzy wyjeżdżałam za granicę 3-4 razy do roku, bo znajdowałam tanie loty, tanie noclegi i potrafiłam się spakować na taki wyjazd z dnia na dzień. Teraz wyjeżdżamy 1, maksymalnie 2x do roku, po ogromnych moich namowach, kłótniach i wysłuchiwaniu "jak bardzo on to robi tylko dla mnie"


On nie robi tego złośliwie. Próbuje mi każdą taką sytuację tłumaczyć. Mówi, że wyjazd na 2 miesiące do Afryki zniszczyłby nasz związek. Mówi, że każdy facet jeśli by usłyszał, że jego kobieta jedzie sama z 15 facetami i 2 kobietami na wyjazd, to by się na to nie zgodził. Mówi, że nie dostanie w pracy urlopu na częstsze wycieczki. Mówi, że za to mieszkanie płacimy bardzo mało (po znajomości) i nie warto go zmieniać tylko po to, żebyśmy mogli trzymać w nim psa, który jest teraz 10km od nas. Namawia mnie do uprawiania sportu.. ale w naszej małej mieścinie nie ma nic poza siłownią, której ja nie cierpię.

Rozmawialiśmy o przeprowadzce, M twierdzi, że to nie jest dla niego żaden problem, bo on pracę znajdzie. Tymczasem ja wiem, że on tutaj opiekuje się swoją mamą (tata nie żyje, nie ma rodzeństwa), wiem że dobrze tutaj zarabia i wiem że wcale się nie chce wyprowadzać. On po prostu lubi małe mieściny, zrobił by to tylko i wyłącznie dla mnie. Z tyłu głowy jego żal by narastał pewnego dnia wypomniałby mi to wszystko.
Kwestia przeprowadzki jest jeszcze do przemyślenia.. Ja muszę się zdecydować czy od października zaczynać studia zaoczne czy dzienne, czy w tym samym mieście co ostatnio, czy w innym.

Mój poprzedni chłopak był całkowitym przeciwieństwem obecnego. Miał bardzo miękki charakter, nie miał na mnie żadnego wpływu, był bardzo 'pod pantoflem' i nie czułam się jakbym miała koło siebie prawdziwego mężczyznę.. Ale był wariatem. Dzięki niemu 7x w tygodniu uprawiałam sport i 7x w tygodniu to był inny sport. Rowery, rolki, łyżwy, wspinaczka... Byłam wysportowana, czerpałam z życia i nigdy (!) nie siedziałam bezczynnie w domu.

Z jednej strony czuję że kocham M. i czuję że jest jednym z niewielu mężczyzn którzy potrafią mnie sprowadzić na ziemię i utrzymać przy sobie.. Z drugiej strony brakuje mi spontaniczności, wariactwa i takiej chęci tej drugiej osoby do robienia CZEGOŚ. On twierdzi, że ma chęci.. ale nie widać ich wcale.

M twierdzi, że to wszystko przez to, że kończą mi się czasy studenckie, zaczęła się praca i odpowiedzialność. Że tak wygląda dorosłe życie i że nie polega ono na rozrywkach bez przerwy. Z drugiej strony.. moja siostra (która zna mnie najlepiej) mówi że mój facet bardzo mnie zmienił i niekoniecznie na lepsze.

Jest mi ciężko o tym myśleć, ten temat przewija mi się w głowie od dłuższego czasu. W tym związku jednocześnie mi bardzo dobrze i bardzo niedobrze. Jednocześnie go kocham i nienawidzę. Jednocześnie poświęcam się dla niego i nienawidzę tego, a z drugiej strony on poświęca się mi tak samo mocno.

Wchodzę tak na prawdę w dorosłe życie, rozglądam się dookoła i zastanawiam czy wszystkie związki są takie popaprane, bo każdy przecież przechodzi przez różne problemy i zdecydowana większość par z długim stażem nie zgadza się w bardzo wielu kwestiach. Nie wiem czy ta nasza różnica charakterów finalnie by nie doprowadziła do rozwodu, jeżeli byśmy się pobrali. Z drugiej strony nie wyobrażam sobie go w tym momencie zostawić za to, że nie jeździ ze mną na wycieczki..

Poradźcie, powiedzcie jak było u Was. Czy jesteście/byłyście w takim związku? Jeżeli jesteście, to jak się z tym dalej czujecie? Jeżeli byłyście, to dlaczego się rozpadł?

Ps. Czytałam, że 'różnica charakterów' to najczęstsza przyczyna rozwodów..
Różnica charakterów?
autor: aga930 dnia 26 stycznia 2016 o 16:34
Nie używałam szukajki z tymi hasłami.. :o Proszę w takim razie o usunięcie
Różnica charakterów?
autor: aga930 dnia 26 stycznia 2016 o 16:25
Cześć dziewczyny i chłopaki. Pierwszy raz piszę z takim problemem na forum. Wiem, że nie znacie mnie ani mojego faceta, więc porady przez internet to.. porady przez internet, ale może któreś z Was było w podobnej sytuacji?

Jestem z M od 2ch lat, ja mam 22 lata, on 27. Zawsze zadawałam się ze starszymi od siebie ludźmi, podobno jestem 'poważna jak na swój wiek', więc 5 lat różnicy między nami to nie tak dużo.

Ja: wiecznie niespokojna dusza, zapaleniec sportów ekstremalnych, trochę chłopczyca, trochę wredna małpa. Studiuję męski kierunek, jestem strażakiem ratowniczego OSP, uwielbiam podróże, nurkuję, skaczę ze spadochronem, najchętniej pojechałabym na stopa dookoła Świata  A przy okazji brzydka też raczej nie jestem i podobam się wielu facetom.

M: Raczej domator, woli pogrzebać w ogródku niż jechać na wycieczkę, ale to facet bardzo zaradny w życiu. Nie skończył studiów, ale nie ma problemów żadnych ze znalezieniem pracy, potrafi się ustawić, dobrze zarabia. Ludzie z zewnątrz znają go raczej jako dobrze kombinującego twardziela- ja jako zaradnego romantyka-domatora. Nienawidzi (!) sportów ekstremalnych i rzeczy trochę bardziej 'odjechanych'. Pochodzi z biednejszej rodziny i pierwszy raz pojechał na wycieczkę zagraniczną ze mną w wieku 25 lat (mimo, że już sporo wcześniej było go na to stać). Przez lądowanie awaryjne, które przeszedł zanim się poznaliśmy boi się latać samolotem.


Jesteśmy razem 2 lata i on jest pierwszym facetem, któremu udało się mnie "ustawić"  Moje poprzednie 'związki' kończyły się po +- pół roku, bo ja... się nudziłam. Chyba nadal jestem tą stroną dominującą, ale w jego przypadku nie rzuca się to tak w oczy. Potrafi mnie sprowadzić na ziemię, 'obudzić' kiedy czasem przesadzam, nawet zabronić niektórych rzeczy (co- jak moi znajomi twierdzą- myśleli że jest niemożliwe). Spełnił moje marzenie o skoku ze spadochronem, załatwił super praktyki semestralne, jestopiekuńczy i dobry.
Mieszkamy razem od prawie 4ch miesięcy. Wiadomo jak to na początku mieszkania razem.. kłótnie były na porządku dziennym, miałam go momentami kompletnie dosyć. Od jakiegoś czasu jest lepiej, czuję jakbyśmy się 'docierali', wiem że przy nim zawsze będę czuła się bezpieczna i kochana. Potrafi zadbać o dom, nie jest syfiarzem, jest na prawdę dobrym facetem i wiem że życie z nim mogłoby być całkiem fajne.

Ale.. jest domatorem. Całe moje studia twierdziłam, że nie przeprowadzę się z powrotem do małego miasteczka. Przeprowadziłam się- do niego, do małego miasteczka.
Miałam załatwione praktyki zagraniczne w środkowej Afryce, w ramach wymiany studenckiej (marzenie mojego życia)- zabronił mi jechać. Wcześniej średnio 4 razy do roku jeździłam na ćwiczenia ratowniczo-poszukiwawcze z kolegami i koleżankami z OSP. Teraz jeżdżę raz do roku, po czym wysłuchuję kłótni, narzekania i "nie będziesz z kolegami jeździła na wódę" (bo zazwyczaj ostatniego wieczoru na takich wyjazdach są jakieś małe imprezy).
Przestałam jeździć na łyżwach, chodzić na ściankę wspinaczkową, nawet mojego ukochanego psa, z którym mieszkałam połowę studiów odwiedzam 3x w tygodniu u rodziców- bo nie możemy go trzymać w mieszkaniu (właściciel się nie zgodził).
Wcześniej, mimo że miałam mniej pieniędzy wyjeżdżałam za granicę 3-4 razy do roku, bo znajdowałam tanie loty, tanie noclegi i potrafiłam się spakować na taki wyjazd z dnia na dzień. Teraz wyjeżdżamy 1, maksymalnie 2x do roku, po ogromnych moich namowach, kłótniach i wysłuchiwaniu "jak bardzo on to robi tylko dla mnie"


On nie robi tego złośliwie. Próbuje mi każdą taką sytuację tłumaczyć. Mówi, że wyjazd na 2 miesiące do Afryki zniszczyłby nasz związek. Mówi, że każdy facet jeśli by usłyszał, że jego kobieta jedzie sama z 15 facetami i 2 kobietami na wyjazd, to by się na to nie zgodził. Mówi, że nie dostanie w pracy urlopu na częstsze wycieczki. Mówi, że za to mieszkanie płacimy bardzo mało (po znajomości) i nie warto go zmieniać tylko po to, żebyśmy mogli trzymać w nim psa, który jest teraz 10km od nas. Namawia mnie do uprawiania sportu.. ale w naszej małej mieścinie nie ma nic poza siłownią, której ja nie cierpię.

Rozmawialiśmy o przeprowadzce, M twierdzi, że to nie jest dla niego żaden problem, bo on pracę znajdzie. Tymczasem ja wiem, że on tutaj opiekuje się swoją mamą (tata nie żyje, nie ma rodzeństwa), wiem że dobrze tutaj zarabia i wiem że wcale się nie chce wyprowadzać. On po prostu lubi małe mieściny, zrobił by to tylko i wyłącznie dla mnie. Z tyłu głowy jego żal by narastał pewnego dnia wypomniałby mi to wszystko.
Kwestia przeprowadzki jest jeszcze do przemyślenia.. Ja muszę się zdecydować czy od października zaczynać studia zaoczne czy dzienne, czy w tym samym mieście co ostatnio, czy w innym.

Mój poprzedni chłopak był całkowitym przeciwieństwem obecnego. Miał bardzo miękki charakter, nie miał na mnie żadnego wpływu, był bardzo 'pod pantoflem' i nie czułam się jakbym miała koło siebie prawdziwego mężczyznę.. Ale był wariatem. Dzięki niemu 7x w tygodniu uprawiałam sport i 7x w tygodniu to był inny sport. Rowery, rolki, łyżwy, wspinaczka... Byłam wysportowana, czerpałam z życia i nigdy (!) nie siedziałam bezczynnie w domu.

Z jednej strony czuję że kocham M. i czuję że jest jednym z niewielu mężczyzn którzy potrafią mnie sprowadzić na ziemię i utrzymać przy sobie.. Z drugiej strony brakuje mi spontaniczności, wariactwa i takiej chęci tej drugiej osoby do robienia CZEGOŚ. On twierdzi, że ma chęci.. ale nie widać ich wcale.

M twierdzi, że to wszystko przez to, że kończą mi się czasy studenckie, zaczęła się praca i odpowiedzialność. Że tak wygląda dorosłe życie i że nie polega ono na rozrywkach bez przerwy. Z drugiej strony.. moja siostra (która zna mnie najlepiej) mówi że mój facet bardzo mnie zmienił i niekoniecznie na lepsze.

Jest mi ciężko o tym myśleć, ten temat przewija mi się w głowie od dłuższego czasu. W tym związku jednocześnie mi bardzo dobrze i bardzo niedobrze. Jednocześnie go kocham i nienawidzę. Jednocześnie poświęcam się dla niego i nienawidzę tego, a z drugiej strony on poświęca się mi tak samo mocno.

Wchodzę tak na prawdę w dorosłe życie, rozglądam się dookoła i zastanawiam czy wszystkie związki są takie popaprane, bo każdy przecież przechodzi przez różne problemy i zdecydowana większość par z długim stażem nie zgadza się w bardzo wielu kwestiach. Nie wiem czy ta nasza różnica charakterów finalnie by nie doprowadziła do rozwodu, jeżeli byśmy się pobrali. Z drugiej strony nie wyobrażam sobie go w tym momencie zostawić za to, że nie jeździ ze mną na wycieczki..

Poradźcie, powiedzcie jak było u Was. Czy jesteście/byłyście w takim związku? Jeżeli jesteście, to jak się z tym dalej czujecie? Jeżeli byłyście, to dlaczego się rozpadł?

Ps. Czytałam, że 'różnica charakterów' to najczęstsza przyczyna rozwodów..
Zdjęcia Naszych Koni cz. VIII (2015)
autor: aga930 dnia 02 listopada 2015 o 13:34
Dziewczyny, to nie moje zdjęcie.. ale zwariowałam jak je zobaczyłam  😀 🏇
Kurs instruktora rekreacji ruchowej ze specjalnością j.k.
autor: aga930 dnia 30 kwietnia 2015 o 11:00
Szukam kursu instruktorskiego, w czasie wakacji, najlepiej weekendowo.
Najlepiej zachodniopomorskie, ewentualnie lubuskie 🙂

Może ktoś coś słyszał?
Wszystko o co chcielibyście, ale wstydzicie się zapytać ;)
autor: aga930 dnia 18 stycznia 2012 o 09:59
Mam laptopa o matrycy 15,6 cali i chcą do niego kupić torbę. Tyle, że ta, która mi się baardzo spodobała jest dedykowana do matryc 15,4.. Nie mam możliwości 'przymiarki', bo przez internet zamawiam. To duża różnica, nie wejdzie mi laptop do tej torby?
Wszystko o co chcielibyście, ale wstydzicie się zapytać ;)
autor: aga930 dnia 21 grudnia 2011 o 17:14
Może.. Ale i tak, dzięki bardzo za chęci. 😉
Wszystko o co chcielibyście, ale wstydzicie się zapytać ;)
autor: aga930 dnia 21 grudnia 2011 o 17:08
już widziałam, ale rok: 2009.. 😉 No i niby nic skomplikowanego, a ze znalezieniem problem..
Wszystko o co chcielibyście, ale wstydzicie się zapytać ;)
autor: aga930 dnia 21 grudnia 2011 o 17:05
A z reniferami? ; ) Bo jest dużo takich w norweskie wzory, ale bez reniferów..
Wszystko o co chcielibyście, ale wstydzicie się zapytać ;)
autor: aga930 dnia 21 grudnia 2011 o 16:59
Bardzo bardzo bardzo bym chciała gdzieś znaleźć Kevinową czapkę. Nie wiecie, gdzie można taką dostać? Allegro nic nie wypluwa..
O wyższości kantara pod ogłowiem nad ogłowiem bez kantara.
autor: aga930 dnia 24 maja 2011 o 23:14
Mnie te kantary, szczerze mówiąc, nie obchodzą, bo pewnie minimalnie to koniom przeszkadza. Ale wkurza mnie wciskanie wszystkim wokół, że z kantarem jest lepiej, bezpieczniej, cudownie itd. A później się pojedzie z takim koniem na zawody i.. ojej? Bez kantara spierdzieli?

U nas konie są czyszczone i ubierane w boksach, więc nie ma możliwości, żeby uciekły.. I każdy dzieciak (o ile potrafi), sam sobie konia przygotowuje do jazdy. A jeśli koń, po ściągnięciu kantara ucieka w kółko wokół boksu, to naszym zadaniem jest go tak wychować żeby nie spierdzielał.
Czasem chodzi nawet po 10-15 koni na jazdę, jak jest np. teren+ujeżdżalnia i przy ewentualnych trudnościach, ktoś zawsze pomoże dzieciakom, ale w większości ludzie przygotowują sobie konie sami. I bez kantarów pod ogłowiami. Ba! w ogóle bez jakiegokolwiek uwiązywania konia. Chyba, że ktoś chce, bo się boi itp. I konie stoją jak zaczarowane w boksie, są czyszczone, siodłane i nie mają żadnych głupich pomysłów.. A jeśli koń zaczyna się wiercić, albo np głową macha przy zakładaniu ogłowia, zawsze w pobliżu jest ktoś w boksie obok/stajenny/instruktor i nigdy nie ma problemów żadnych..
Ale konie na jeździe zawsze chodzą bez kantarów. Zawsze. Nigdy na jeździe nie widziałam konia w kantarze. Nawet 6 letnia dziewczynka, jak się jej pomoże z siodłem i ogarnie ogłowie, potrafi sobie sama konia zaprowadzić, przytrzymać, a kobyłka stoi grzecznie i czeka..

Z resztą, pierwszy raz w ogóle pomyślałam, że można tak jeździć dopiero czytając lekturkę tutaj. No, chyba, że mówimy o rajdzie, to wiedziałam, że jakoś kantar się zakłada pod spód. Ale w życiu się nie spodziewałam, że przy normalnym, zdrowym, nie zniszczonym psychicznie koniu, ktoś będzie jeździł z kantarem pod ogłowiem (szczerze mówiąc, chyba by mnie wyśmiali, jakbym tak wyjechała na ujeżdżalnie i bym się stała leniem nr1 w całej stajni).
matura
autor: aga930 dnia 23 maja 2011 o 11:17
85% z angielskiego, jestem zadowolona 😉 Tym bardziej, że nie chodziłam na żadne korki, a angielski na lekcjach w 3 klasie był całkowicie beznadziejny, nikomu nawet się nie chciało iść na lekcje.
Polski skopałam całkowicie.. Tzn prezentacja niby w porządku, nauczyłam się jej, powiedziałam wszystko, co chciałam, tylko raz się zacięłam. Nie przeczytałam 1 książki na 6 książek/filmów omawianych. I dostałam takie pytania, że nie wiedziałam w ogóle o co im chodzi. A jak próbowałam znaleźć odpowiedź w internecie, to też się nie udało 🤔 Tym sposobem tylko 40%.. Ale idę na polibudę, więc na polski mam wyrąbane 😀
Nagroda Darwina - autopromocja.
autor: aga930 dnia 18 maja 2011 o 21:36
To ja też się 'Pochwalę" 😵
Któregoś razu, jeszcze na rekreancie, po jeździe stępowałam sobie ładnie na koniu. Wodze rzuciłam na szyję i chyba z kimś gadałam. No, ale konik wpadł na pomysł, że sobie szyje wyciągnie w dół. Wodze oczywiście przy tym manewrze spadły na uszy aż. A ja.. zamiast zsiąść i złapać te wodze szybko, próbowałam to zrobić z grzbietu 🤔 Sięgając do uszu konia. Jak się można domyśleć, wodze w końcu spadły na ziemię, a, że stępowałam, konik je nadepnął, po czym się w nie zaplątał. Problem w tym, że kobyła nerwowa była i delikatna w pysku i jak ją coś pociągnęło, odsadziła się, co ją pociągnęło jeszcze bardziej.. I ruszyła mi takim na maxa galopem po całej ujeżdżalni.
Na początku instruktor nie zauważył, co się działo, bo był do mnie tyłem i z kimś rozmawiał. Dopiero, jak kobyła galopem ruszyła, usłyszałam tylko "zeskakuj z konia!", co w sumie mnie uratowało, bo mogłam się bardzo ładnie później połamać. Poleciałam na tyłek, który mnie bolał jeszcze przez jakiś czas, a klacz w amoku, najpierw biegała po ujeżdżalni, później przeskoczyła przez ogrodzenie (dość porządne, z 1m wysokości), połamała je w tym miejscu. Później z powrotem wskoczyła na ujeżdżalnię, bo zobaczyła, że nie ma koło niej koni innych. Później znów przeskoczyła na zewnątrz i wróciła. Łamiąc przy okazji ogrodzenie w 3-ch miejscach.. 😵
Ja byłam kompletnie przerażona, prawie pewna, że zaraz koń nogi połamie, stałam i się trzęsłam patrząc co się dzieje. Na szczęście w końcu jakoś przeszła do kłusa i w narożniku znów chciała skakać, ale się zatrzymała.. W życiu nie widziałam tak przerażonego, mokrego od potu (w minutę?) konia.. Na szczęście nic się nie stało, koń rany nawet nie miał żadnej.
Przynamniej zapamiętałam jedną rzecz- jak nie masz kierownicy- zsiadaj i to natychmiast 😲
Dermatologia estetyczna
autor: aga930 dnia 16 maja 2011 o 22:26
U mnie na twarzy może nie jest źle, ale za to.. plecy 😵 Mam połowę pleców w wągrach, pryszczach i tego typu rzeczach. Już od dłuższego czasu, więc mam też blizny, przebarwienia skóry.. 🙁 W zimie da isę to ukrywać, ale latem po prostu wstyd.
Zastanawiam się, czy to może być częściowo od długich włosów? Blokują dopływ powietrza itd.. Skrupulatnie codziennie szoruję te plecy gąbką, zwracając na nie szczególną uwagę, a syf jak był, tak jest.. 🤔
Dermatolog wymyślił by coś, poza tabletkami? Smarowanie kremikami itp raczej było by ciężkie, zważając na miejsce (nie widzę przecież, co tam się dzieje dokładnie)
Kącik Małolata...:D
autor: aga930 dnia 16 maja 2011 o 13:44
Trupka, no w sumie nie, mam maturę jutro, a prezentację napisałam dzisiaj rano.. 😁
Polonistka sprawdziła, stwierdziła, że jest 'super, super, ekstra', więc muszę jeszcze tylko jakoś mniej-więcej się jej nauczyć (bo na pewno nie będę mówiła słowo w słowo tak, jak mam napisane) i będę lała wodę 🤣
Matura to bzdura 😉 Seriously.
Kącik Małolata...:D
autor: aga930 dnia 15 maja 2011 o 18:41
W pół gosziny napisałam 1/4 gdzieś i odechciało mi się.. 😂
Kącik Małolata...:D
autor: aga930 dnia 15 maja 2011 o 18:21
Ja zaczęłam pisać prezentację maturalną, którą mam pokazać polonistce jutro, a wygłosić pojutrze 🤣
moda, ciuchy etc...
autor: aga930 dnia 15 maja 2011 o 18:17
Wie ktoś, gdzie można kupić taką bluzę? 😀 Albo chociaż gdzie mogę szukać?