esef

Konto zarejstrowane: 01 czerwca 2009
Ostatnio online: 25 lipca 2022 o 08:09

Najnowsze posty użytkownika:

kącik porad prawnych
autor: esef dnia 11 lutego 2020 o 09:45
<NIEAKTUALNE>
Kącik instruktora
autor: esef dnia 02 października 2017 o 08:47
zacznijmy od tego, że ja nie jestem PRZECIW kamizelkom (a już na pewno nie na zasadzie przytoczonej wyżej "lepiej być pijanym..."😉 tylko jak czegoś używam to chciałabym wiedzieć co, jak, dlaczego. Tymbardziej że jak widać spotykamy się z przypadkami kamizelka+kask od bramy jako zagrywka marketingowa "ach jak u nas super" i idzie to w komplecie z zaniedbanami bzpieczeństwa od strony instrutkora.
Na mój chłopski rozum -kamizelka obejmuje tylko kawałek kręgosłupa (nie obejmuje odcinka lędźwiowego i szyjnego) i jestem ciekawa czy np. są badania o urazach (tak, da się to zrobić) jak już ktoś lecąc z konia uszkadza kręgosłup to gdzie, na którym odcinku. W całej dyskusji działa typowy dla ludzi błąd myślowy czyli ekstrapolowanie swoich doświadczeń (najczęściej pojedynczych) na ogół.  Idąc tym tropem jakbym miała powiedzieć o SWOICH upadkach - to zawsze najbadziej obrywała szyja, raz konkretnie obtłukłam odcinek lędźwiowy (2 lata nie miałam tam czucia). Mimo braku kamizelki nigdy nic nie stało mi się w odcinku piersiowym. Podobnie przez 5 lat prowadzenia rekreacji u ludzi - 2 razy szyja (nadwyrężenia jakieś, kołnierz na 2 tyg), wiele razy obtłuczone uda, biorda i raz tylko odcinek piersiowy (kucyk nadepnął, już opowiadałam jak i kiedy, bynajmniej nie na skokach).

Aha, konie moje umieją się mijać. I nie kopią się (mam może ze 2 szt które ewentualnie mogą). Ale wszyscy są nauczeni nie wjeżdżac centralnie na drugiego konia, a zwłaszcza jadąc w zastępnie na dupę. Bo milion razy nie kopnie a milion pierwszy owszem. Dla mnie to bardzo podstawowa zasada. Gonitw hubertusowych nie urządzam, uważam je za skrajnie nieodpowiednią zabawę dla dzieci z rekreacji.
Kącik instruktora
autor: esef dnia 28 września 2017 o 22:56
powiem wam, że znam ze słyszenia (tylko że to jest takie słyszenie pierdylion razy od różnych niezwiązanych ze sobą ludzi) miejce niedaleko mnie gdzie lubią się chwalić tym że wszystko w kamizelkach i kask już od bramy, a jednocześnie są tam tak rażące zaniedbania w bezpieczeństwie że szok (z puszczaniem ludzi w teren bez instruktora włącznie, była też historyjka o dziewczynkach które zostały same wysłane z ogierami gdzieś aby "sobie zrobić sesję zdjęciową" itp itd, dużo by opowiadać. Naprawdę dużo tego jest.).
Stąd się bardziej zastanawiam na ile to chwyt reklamowy pod publiczkę a na ile serio dbałość o bezpieczeństwo. Weźmy choćby post z wyżej - och ach, kamizelki koniecznie, ale "nasze konie przyzwyczajone do włażenia na inne". Że jak ten z prodzu wysadzi kopa w tego z tyłu i niechcący jeźdźca trafi (a najpewniej tak będzie) to kamiezlka ma załatwić sprawę, czy jak?? Cóż, jednakowoż jestem zdania że niepodchodzenie koń do konia jest milion razy ważniejsze niż kamizelka. Ja swoim ludziom tłukę do głowy od pierwszego zastępu - zarobienie kopa od drugiego konia może być bardziej niebezpieczne niż upadek, i to że sto razy nie kopnął nie znaczy że nie kopnie sto pierwszy. Może jestem jakaś mało nowoczesna i teraz się to załatwia kamizelkami?

*u mnie również wodzy pomocniczych w zasadzie brak, jedynie wypinacze na lonżę i rzadko na zastęp jak ktoś robie nie radzi z zimniaczkiem wyciągającym wodze na siłe. Również zwracamy bardzo dużą uwagę na ręce, ci bardziej początkujący jeżdżą raczej na dłuższych wodzach*
Kącik instruktora
autor: esef dnia 28 września 2017 o 21:13
swietnie, ale chodzi mi o jakiś konkret. Czy są jakieś statystyki, dane o urazach? Że akurat kamizelka ma chronią a nie np. kołnież na szyję i ochraniacze na kolana? Czy ktoś to sobie tak ad hoc wymyślił i się rozeszło wśród ludu? Przed czym ona naprawdę chroni? Jak dla mnie przed uderzeniem w coś twardego - czyli właśnie głównie cross, ewentualnie teren, gdzie są "sztywne" przeszkody w które łatwo się władować. W pozostałych przypadkach jest jak dla mnie tak samo sensowna jak noszenie kasku "od przekroczenia bramy stajni" (oczywiście nie zaszkodzi, przecież na terenie stajni można się wyrżnąć i uderzyć się łeb, jak wszędzie). No chyba że ktoś ma konie, które kopią ludzi po głowach.
Kącik instruktora
autor: esef dnia 28 września 2017 o 21:04
u mnie (z małymi wyjątkami) są konie dobrze chodzące, może nie że zaraz C (bo ja sama nawet nie umiem :P) ale robią ustępowania, zwroty na przodzie, zagalopowania  ze stępa itp. Moim zdaniem dla rekreacji wystarczające. Na każdego (z małymi wyjątkami, tak mam tłuka na lonże :P) mogę wsiąść i udowodnić co rzadko, ale się zdarza. Ale nie są automatami, większość chodzi po prostu tak jak jeździec jedzie.

Mam pytanie odnośnie kamizelek. Czy znane są komukolwiek z was sensowne dane czy opracowania pokazujące że mają one sens gdzieś poza crossem? Bo jak 5 lat prowadze swoją rekreacje to zdarzyło mi się jeden raz, że faktycznie posiadanie kamizelki uchroniło by dziewczynkę przed siniakiem. Bynajmniej nie na skokach, przy stajni, stępem wracaliśmy z jazdy. Nagle zza płotu sąsiada wyskoczył pies (którego nigdy tam nie było), kuc się spłoszył, dziewczynka spadła pod kuca. Natomiast są te kamizelki niewgodne (zwłaszcza jakieś pożyczone, nie do końca dopasowane) a latem grzejące. Zastanawiam się na ile jest to faktyczny sens a na ile lobby producentów...

A jeszcze co do ćwiczenia z woltami to ja go osobiście nie lubię, bo jest... niebezpieczne. Zwłaszcza w kłusie, latwo może się skończyć powjeżdżaniem koni w siebie nawzajem. Wolę już cwiczenie takie, ze pierwszy woltą (może być jajowata) wjeżdża na koniec i tak kolejno, a w szczególności tez małe kadryle - tak jak wyżej - rozjeżdzanie sie co drugi lewo prawo itd.  Ale ogólnie jeżdżę zastępami tylko jak muszę (jakieś totalne początki po lonży lub totalnie nieogarniające osoby)  i bardzo szybko przestawiam ludzi na jeżdżenie samodzielne.
Kącik instruktora
autor: esef dnia 28 września 2017 o 12:24
widziałam u znajomych takie coś wiszące na tablicy ogloszen i pod spodem podpisiki rodziców 😀
Kącik instruktora
autor: esef dnia 28 września 2017 o 11:30
Wszyscy. Chcesz jeździć bez kasku - kup sobie swojego konia. Nie ma również u nas opcji pojeżdżenia sobie tak o (bo przecież umiem jeździć więc bez instruktora mogę).  Dzieci na oprowadzkach również zakładają kaski. Jak przyjeżdża wycieczka z przedszkola i sa oprowadzki to leżą do wyboru kaski w "przedszkolnym" rozmiarze i każdy dzieciak ma kask. Dla zasady.
Kącik instruktora
autor: esef dnia 27 września 2017 o 09:05
[quote author=iza-bellowata link=topic=41910.msg2715938#msg2715938 date=1506367031]
Najlepszy nauczycielem jest moim zdaniem koń.

I to jest moim zdaniem najlepsze podsumowanie tej dyskusji, też  mnie tak uczono i ja się tak staram uczyć. PRzecież chodzi o to żeby wsłuchać się w konia, żeby mu nie przeszkadzać, żeby umieć wyczuć kiedy należy zadziałać pomocami a nie bezsensownie kopać co krok bo instruktor tak 'kazał', kolejny raz powiem, że nie znoszę braku myślenia podczas jazdy a niestety coraz częściej jest to zjawisko widoczne wśród poczatkujących jeźdźców🙁
[/quote]

zgadzam się 😀 Ogólnie ja się w mojej rekreacji skupiam na tym, żeby koń szedł dobrze. Cała reszta to środek do celu. Mam np kilka osób słabych dosiadowo , których przyznaję - nie bardzo umiem "naprawić", ale te osoby jedocześnie bardzo dobrze sobie radzą z końmi, nawet te trudniejsze konie chodzą pod nimi super, i moim zdaniem to jest wyznacznik.
Sama jako rekreacja x lat temu chodziłam do szkółki gdzie były konie różne. Wszystkie chodziły w miare ale były raczej wymagające. Jeden do pchania, jeden do przodu, jakiś płochliwy, jakiś kombinator.. Instruktorka zmieniała konie - jeździło się na różnych, a w zasadzie na wszystkich. Później po przeprowadzce poszłam do stajni do której miałam 2 ulice (w mieście!! a do tamtej przebijałam się na drugi koniec i za miasto 1,5h w jedną stronę) gdzie konie zrobione były naprwdę dobrze i chodziły na pilota. Instruktor mowi galop i cały zastęp galopuje. Po 2 razach uznałam, ze to bez sensu, i nie wiem jak ci ludzie mogli się tam nauczyć czegokolwiek innego niż "siedzieć".
Organizacja "podwórkowych" zawodów i innych imprez
autor: esef dnia 25 września 2017 o 17:53
kiedy dla dzieci z rekreacji to właśnie wszystko polega na tym żeby się to nazywało "zawody" i żeby się odświętnie ubrać....
Organizacja "podwórkowych" zawodów i innych imprez
autor: esef dnia 24 września 2017 o 19:28
do ZR trzeba było mieć BOJ. Teraz nie trzeba
Nie? no proszę, a ja nawet nie wiem... To może się gdzieś przejedziemy. "koleżanka" z okolicy wysłała swoje poruszającego się z gracją czołgu konika na jakieś łatwe ZR w ujeżdzeniu pod doświadczoną zawodniczką wyżych klas i już zalewa internet, ze u niej "sportowe treningi' i "sportowe konie". Bo jeden był na ZR hehe....
Tymczasem u mnie prawie nikt nie ma BOJ mimo, że sporo pewnie bez problemu zdało by SOJ. Jak im mówie - chodźci, pojedziemy, to nie ma chetnych. Tej szkoda kasy (coż, koszty są  sporo wyższe niż wyjazdu na mini-zawody gdzie zazwyczaj coś wygrywają, bo rzadko wracamy bez podium. A właściwie to chyba nigdy...), tamtej jest wszystko jedno, inna pyta  - a po ci mi to. I co ja mam jej powiedzieć "po co jej to"? No po nic niestety. Datek charytatywny na PZJ.
Kącik instruktora
autor: esef dnia 24 września 2017 o 19:21
I jeszcze mój komentarz jako matki nastolatki - nastolatek ma duże poczucie obciachu jeśli chodzi o działania jego rodziców. Publikowanie w sieci relacji z jego poczynań może z czasem stać się dla niego bolesne i może stać się przedmiotem drwin kolegów. Zupełne niechcący możesz zabić w przyszłości w dziecku pasję do jeździectwa. A szkoda - bo czym więcej jeźdźców tym lepiej.


Lubię to! Nie ma ikonki więc muszę tekstowo 😀
Projekty stajni. Zdjęcia i informacje.
autor: esef dnia 24 września 2017 o 18:57
hehehe, w urzędzie też tak czasem mówią jak sie coś załatwia .)

nie wiem jacy są szczerze bo kupujemy nową ziemię więc się nie orientujemy. Ja z góry zakładam że ludzie są różni i wolę by wszystko było ok. I tak przygodę zaczniemy od geodety i wytyczenie dokładnych granic. Bo sprzedający twierdzi że osoba dzierżawiąca ziemię obok jego z roku na rok przesuwa się o skibę na jego ziemię. I zaorane zostały słupki.


też mam takiego sąsiada. NIe dość że granicę sobie przesnuął o dobre 4 m z łąki którą dzierząwię to jeszcze mi "zarandoupował" tak z 2-3 metry w głąb trawę. Ciągle się namyślam czy coś z tym zrobić czy odpuścić.
Projekty stajni. Zdjęcia i informacje.
autor: esef dnia 23 września 2017 o 17:21
pytanie jak wrednych masz sąsiadów ;D
Kącik instruktora
autor: esef dnia 23 września 2017 o 14:50
Wiemy. całokształt twojego tekstu, ze szczególnym uwzględnieniem paru kwiatków (przytoczonych zresztą) mówią dużo, nie musiałaś pisać że nie jesteś instruktorem.
Projekty stajni. Zdjęcia i informacje.
autor: esef dnia 23 września 2017 o 14:45
głównie zależy to od tego czy robisz to metodą gospodarczą samemu czy bierzesz "firmę".
Dla przykładu - wybudowaliśmy metodą gospodarczą dwie stajnie 35m2, angielskie.Jedna murowana na 3 normalne konie - koszt był kilka tysięcy, nie pamietam dokłądnie ile ale nie dwa i nie dziewięc. Później budowałam drewnianą stajenkę na 4 kucyki (boksy około 2,2x2) i wyszło mnie 1,5 tys. W obu przypadkach nie ma w tym robocizny.
Organizacja "podwórkowych" zawodów i innych imprez
autor: esef dnia 23 września 2017 o 14:41
Gaga wiesz dlaczego mimo, że jestem zadeklarowaną ateistką ochrzczoną przez rodziców nie zrobiłam "apostazji" czyli wystąpienia z kościoła? Bo ta "apostazja" to są jakieś śmieszne, wewnętrzne przepisy organizacji której nie lubię, nie zgadzam się z nią praktycznie w niczym i uważam że działa na szkodę swoich "członków". Jednocześnie to poddanie się ich przepisom nie daje mi żadnych realnych korzyści (czyli tego aby gus nie liczył mnie w statystykach jako katolika).
I w skrócie taki sam stosunek mam do przepisów PZJ.
Oświetlenie maneżu
autor: esef dnia 23 września 2017 o 14:38
i co dalej? Co w deszcz, mróz? Jakieś ma zalety na niepogodę?
Kącik instruktora
autor: esef dnia 23 września 2017 o 14:37
to był mój wniosek.
Linku nie mam, widziałam to yt ale kilka lat temu.
I więcej nie chce mi się pisać bo kręcimy się w kółko.
Kącik instruktora
autor: esef dnia 23 września 2017 o 14:14
mamy już jeden wniosek, nie iść na rekreację w stajni Halo 😉
Ogólnie to moim zdaniem panuje dosć duże niedomówienie w tym (już to poruszałam na forum) gdzie kończy się rekreacja a zaczyna sport? Oglądalam kiedyś filmik na którym pani ładnie to podsumowała -różni sie tylko tym, że rekreacja jeździ dla przyjemności a sport dla wyników. Nie ma to wiele wspólnego z poziomem, bo sama widze że my (zdecydowanie określając się jako rekreacja) jeździmy nie raz sporo lepiej, niż okoliczny tak zwany "sport". Tyle że jeździmy bez cińsnienia, większosć osób raz, max dwa razy w tygodniu. Nie ma bluzgów na jazdach, krwi potu i łez, każdy jeździ na miarę swoich możliwości, byle poprawnie i powoli do przodu.  I większość klientów za to sobie właśnie nas chwali - za dobrą  atmosferę. Oczywiście jak ktoś nam pyskuje, że mamy sie nie czepiać bo on chce sobie tylko pojeździć to taka osoba długo u nas miejsc nie zagrzeje, bo będziemy się czepiać, nie tolerujemy braku pokory (wobec swoich umiejetności oraz konia!) i chamstwa, niestety wszechobecnego w jeździectwie.
Jeździmy na zawody (większość wygrywamy 😀) i sami je organizujemy. Ale tylko "towarzyskie" - nie daletego że nie potrafimy, tylko znów - ze względu na atmosferę "bezciśnieniową", chcemy zdrowej rywalizacji dla frajdy. Nie chcemy jeździć dla wyników, chcemy jeździć dla przyjemności (ale dobrze!) i pozdrawiam wszystkich podobnie myślących!
A co do Filiptrenuje - proponuję więcej pokory, naprawdę. Myślę, ze jesteś blisko przejścia "nie wiem że nie wiem" do "wiem że nie wiem" i wtedy się zaczyna przygoda 😀 Polecam znaleźć stajnie, która będzie wam odpowiadać (prawda jest taka, że każdemu odpowiada inna) ale też nie być wobec niej bezkrytycznym i przede wszystkim samej zapisać się na jazdy!. U nas dużo mam się zdecydowało, z różnym skutkiem (niektóre po paru próbach uznały że jednak nie) ale bardzo fajnie to uczy pokory, że siedzieć na koniu to jednak nie to samo co stać za płotkiem i powtarzać "no krzysiu, pani ci mówi przecież pięta w dół"....
Organizacja "podwórkowych" zawodów i innych imprez
autor: esef dnia 22 września 2017 o 22:03
cieszę się, że ktoś mnie rozumie. Co do nazwy - jeszcze jej szukam ale jestem gdzieś w okolicy "międzystajenne zawody amatorów" 🙂
dokładnie jest tak jak halo pisze - takie zawody głównie tym się różnią od normalego treningu, ze się zbieramy w 4 stajnie i ładnie się ubieramy. Teraz się trochę otworzyliśmy na obcych, ale wcześniej jak to byliśmy my i 3 okoliczne zaprzyjaźnione rekreacje to mi nawet regulamin był średnio potrzebny (w sensie co wolno a co trzeba) bo po prostu każdy istruktor był odpowiedzialny za swoich jeźdźców i swoje konie tak samo jak w ramach "domowego" treningu.

A kadryl też był, na ostatnim ujeżdżeniu. Na 4 konie, do "I'm sexy and I know it" 🙂 Wyszło super.
Kącik instruktora
autor: esef dnia 22 września 2017 o 21:57
Bez przesady. U mnie to jest norma, że jak dzieciak mały i nie ogarnia siodłania itp, a jeździ już samodzielnie, to rodzic ma ogarniać z nim. Mam sporo mam, które nigdy nie siedziały na koniu a umieją np. wzorowo przygotować konia do jazdy.
Kącik instruktora
autor: esef dnia 22 września 2017 o 20:13
Mi tam jest obojętne czy jesteś instruktorem czy nie, ale śmiesznie całość zabrzmiała "ja się nie znam, ale krytyuję". Bynajmniej nie jest to kącik adoratorów bo zdecydowanie częściej się tu po ludziach jeździ niż ich chwali 🙂 Ale mimo to twój nastawiony na krytykanctwo (gdzieś mi tylko mignęło że jednak jest jedna jedyna dobra stajnia - oczywiście ta którą ty wybrałaś) jest po prostu mało merytoryczny i słaby. Jak już chcesz robić objazd po stajniach i wystawiać im gwiazdki jak restauracjom (co samo w sobie nie jest takim głupim pomysłem) to przydało by się jakoś bardziej obiektywnie typu : co na minus, co na plus (każda stajnia ma coś na plus...).
A co do konkretnych twoich uwag - pewnie ogółem masz rację, ale rozdrabniając się:
-  nie zawsze zwraca się uwagę na anglezowanie na dobrą nogę. Osoba która jest pierwszy czy drugi raz na jeździe bez lonży jest tak skupiona na tym że jedzie, że się jej nie miesza w głowie. Na wszystko przyjdzie pora. Tak samo jak trwa trening skokowy  to też średnio się na to zwraca uwagę (chociaż z reguły  to już są jeźdźcy którzy jadą na dobrą bo to czują)
- instruktor który nie koryguje błędów. Czy dobry instruktr to taki który co 15 sekund zwraca uwagę? "Madzia pięty w dół", "krzysiu wyprostuj się", "Zosia palce do konia"? Nie, dobry instruktor to taki u którego ludzie dobrze jezdzą a konie dobrze chodzą 🙂 Niektórym nie ma sensu zwracać uwagi bo np. a) pracują teraz nad czymś innym i chcemy się skupić na 1 rzeczy b) są pierwszy raz na "zastępie" i trzeba im się dać otrzaskać, bo są tak oszołomieni że niewiele do nich dotrze c) może to instruktor ideał, ktory tak dobiera ćwiczenia że blędy się naprawiają bez zwracania uwagi?


a co do filmików tej dziewczynki Marchwickiej to trochę mi smutno bo mam takiego kuca-petardę, mam takie dzieci (tak, w "rekreacji"😉 ale nie mam ani ja ani rodzice tych dzieci możliwości pchać tego w imprezy pokroju cavaliady... Więc sobie zapitalamy na swoim podwórku i nikt nam braw nie bije, ech...
Oświetlenie maneżu
autor: esef dnia 22 września 2017 o 19:36
co to jest piasek woskowany???????
Kącik instruktora
autor: esef dnia 22 września 2017 o 12:43
"nie jestem instruktorem ani nawet nie można powiedzieć że umiem jeździć" ale i tak wiem lepiej że najważniejsze na świecie jest anglezowanie na dobrą nogę 😉
Kącik instruktora
autor: esef dnia 21 września 2017 o 20:10
ja do tego podchodzę tak, że nie chcę wymieniać koni co 2 sezony. A więc te konie muszą chodzić dobrze  i się nie psuć. A żeby chodziły dobrze to ludzie muszą dobrze (czyt, poprawnie dla poziomu na jakim są) jeździć. Nic na siłę, jak komuś to nie odpowiada to go z uśmiechem na ustach wysyłam do mojej ulubionej "konkurencji".
Organizacja "podwórkowych" zawodów i innych imprez
autor: esef dnia 21 września 2017 o 20:04
kur najprościej??
Ja powiem jak mam u siebie (5 razy już szły nasze zawody ujeżdżeniowe, mamy po 40 startów, zainteresowanie OGROMNE). Mamy 3 kategorie które nazywamy "poczatkujący", "sredniozaawansowany" i "zaawansowany", przy czym ta pierwsza to takie super łatwe dla dzieciątek 7 letnich - jakaś woltka w stępie, przekątna jakaś, półsiad w stępie i kłusik po ścianie anglezowany na nogę dowolną 🙂 Sredniaki to taki "boj bez galopu" albo z łatwym galopem po ścianie (tylko dłuższy program niż BOJ) i zaawansowani to takie mocne L (trudniejsze niż boj, z elementami typu wyciągnięcie kłusa czy jakieś szybkie przejścia co literkę, serpentyny w kłusie itp.). Programy układamy sami i udostępniamy około miesiąc przed zawodami. Mamy nieco inne kryteria oceny niż normalnie tzn mniej oceniamy konia, bo wiadomo, dzieciaki jadą na koniach z rekreacji to nie na wszystko mają wpływ. Oceniamy wyjechanie rysunku, poprawość użycia pomocy i sprawy dosiadowe. Na przykład jak dzieckowi w początkujcej czy średniakach koń odskoczy bo sie czegoś wystarszy to nie ma pkt na minus o ile poprawnie zareguje . Mam sprawdzone panie które sędziują, robią to bardzo sprawiedliwie i zawsze wszyscy są zadowoleni  😍
Taka jedna z podstawowych zasad na wszystkich zawodach, które organizujemy jest taka że są bardzo łagodne kryteria eliminacji. Dajemy praktycznie każdemu ukończyć przejazdy (nie zdarzyło się jeszcze żeby np. ktoś zachowywał się niedopuszczalni np. stosował przemoc wobec konia, jechał na koniu jakimś kulawym czy coś - myślę że gdyby coś takiego się zdarzyło to byśmy wykluczyli naszą decyzją po prostu i oddali wpisowe).
Ogólnie to visenna - właśnie chodzi mi o to co opisałaś, tak jakby pzjtowi bylo solą w oku, że ktoś coś takiego organizuje, że jest fajnie, że nie robi się tego z żądzą zysku jako cel.
Kącik instruktora
autor: esef dnia 21 września 2017 o 10:39
babć kloeztowych jeszcze zapomnieli zdeubekizować....
Oświetlenie maneżu
autor: esef dnia 21 września 2017 o 10:26
Deborah <3<3 BOSKO!!!
Jaki ten plac duży (widze, że podobny jak mój ale wolę spytać)
Jak macie rozmieszczone lampy i NA JAKIEJ WYSOKOŚCI - bo mi wychodzi że to jest (poza samą lampą) kluczowy parametr

Ech, ja jeszcze muszę rzeźbić z prądem bo ni mam...
Ma ktoś oświetlony plac "bez prądu" 🙂 Raczej opcje solarów odrzuciłam i ide w stronę agregatu. Używa ktoś? Z obczytania w internetach wychodzi mi, że za kilkaset zł można kupić fajne urządzenie, które na pewno wydoli (powinno pochodzić trochę na 1 zbiorniku), nie wyjdzie to majątek i niby - chodzi cicho. U mnie robi się problem ewentualnej kradzieży/zniszczenia dlatego myslę jak to obudować. I wymyśliłam, że wymuruję "studzienkę" z pustaków , na to metalowa klapa na kłódkę i powinno styknąć?
Ech....
Oświetlenie maneżu
autor: esef dnia 20 września 2017 o 21:20
Odkopuję 🙂
Czy ktoś już ma doświaczenia z LEDowym oświetleniem placu zewnętrznego?
Zasadniczo są trzy pytania i na jedno już chyba odpowiedź znam (u mnie plac 30x50)
1. jakie rozmieszczenie - wychodzi mi z czytania wątków oraz symulacji na progamie (TAK! zrobilam to! Ja-laik) że 2x na kazdej długiej ścianie (równomiernie rozłożone)
2. jaka moc? A chyba raczej strumień lm? Ja kombinowałam z 100-150W każda (8000-10000lm) a wy mi tu o jakichś 30-stkach, hmmm. Przegięłam?
3. jaka wysokość słupa. Oczywiście jak najmniejsza. Bawiłam się w programie i wydaje mi się ze jak da się na 5 m słupie pod lekkim kątem to się ładnie równomiernie rozkłada.

chcę to zrobić raz a dobrze 🙂
Organizacja "podwórkowych" zawodów i innych imprez
autor: esef dnia 18 września 2017 o 14:59
to może ja mam pecha i do d*** okolicę. Bo moje doświadczenia jednoznacznie wskazują że im bardziej ośrodek sympatyzuje z pzj tym atmosfera jest gorsza (a mniemanie o własnej zajebistości i pogarda dla innych większe). I nie jest to kwestia rozmiaru ani infrastruktury bo znam takie stajnie co to się uważają za "wielki sport", podniecają sie odznakami itp i gardzą zawodami towarzyskimi zaszczycając tylko regionalki (nawet się wypowiedzieli jedni że ZT to nie zawody, hehe) a infrastruktralnie nawet nie są za stodołą a chyba za jakimś kurnikiem albo chlewikiem, jak tez znam duże, ładne ośrodki z dobrą infrastrukturą niezbyt sympatyzujące z pzj.
Nagrody są w gestii organizatora - nie zrozumcie mnie źle - mi nie chodzi o to żeby wielce kasiore powygrywać na zawodach mini-LL, chodzi o samo podejście, traktowanie i elementarny szacunek dla uczestników. Bo jeśli dziecko 10-letnie bierze udział w łatwych zawodach, na swoim (czy tam szkółkowym) koniu, płacąc organizatorom 50 zl zaminutę spędzoną na parkurze (czy tam 5 min na czworoboku) i często jeszcze dodatkowe 150 za boks czy inne "atrakcje" i mamy taką sytuację np.
- za zajęcie 1 miejsca w konkursie gdzie jest kilkanaście czy nawet kilkadziesiąt startów dostaje flo (nie żeby zaraz jakieś trzyrzędowe, takie zwykłe, najtańsze)
- za ukonczenie, udział - nie dostaje kompletnie nic - i nie chodzi mi tu (ani wyżej) o nagrody wartościowe tylko o coś, jakąś pamiątkę z której mogłoby się pocieszyć, i pokazać babci, jak np. flo dla każdego, czy chociażby długopis reklamowy za 2 zł albo inny dyplom za 50 gr. Zapewniam was że nie potrzeba do tego sponsorów. Jakoś z tych 5 dych wpisowego da się to wykroić :/
- dostaje eliminację zanim jeszcze zacznie przejazd bo przez pół minuty nie radzi sobie z opanowaniem zestresowanego konia (nie, nie chodziło o bezpieczeństwo. Koń stanął w miejscu i nie chciał ruszyć. Organizator i sędzia nie byli jednakowoż zainteresowani przesunięciem straszaka w mniej widoczne miejsce. Ja u siebie w ramach "olewania" bezpieczenstwa przed konkursami w których biorą udział mniej zaawansowane i po prostu młodsze dzieci robię zawsze krótki wykład do publiczności nt tego jak należy się zachowywać aby nie spłoszyć dzieciom konia)

to to jest po prostu jak dla mnie buractwo i tyle. A że ryba psuje się od głowy to wydaje mi się to nieprzypadkowe, że ci bardziej sympatyzujący z pzj częsciej się takim buractwem wykazują.
Także przepraszam, ze
Organizacja "podwórkowych" zawodów i innych imprez
autor: esef dnia 18 września 2017 o 12:16
najwyrazniej "olewam" przepisy pzjtu- organizacji do której nigdy się nie zapisywałam. Straszne. Trochę podobnie olewam przepisy "kościelne" 😉 Pzj sam się postawił w takiej sytuacji że jest olewany, bo nie ma takim jak moja "rekreacjom z wyboru" nic do zaoferowania. Natomiast gdzie olewam zasady zdrowego rozsądku i bezpieczeństwa? I nie wiem co ma pzj do nagród na ZT, ale ja się nie spotkałam żeby na ZT przyklejonych do regionalek, ZT za miejsca dostawało cokolwiek więcej niż flo (no dobra, raz dawali takie brzydkie kubki reklamowe). Dawaj kasiore za wpisowe i najlepiej wogóle nie startuj ty obrzydliwa, a-fe, rekreacjo. Atmosfera na wszystkich ZT przyklejonych do regionalek na których byłam była TRAGICZNA (pomijając chaos organizacyjny bo z tym też było różnie), totalnie odbiegająca od poziomu tychże zawodów. Dzieci z rekreacji przyjechały "zobaczyć jak to jest na zawodach", wydały cieżko uciułane pare stówek na 5 min spędzone na czworoboku, a organizator zachowywał się jakby to było nie wiem co i mnożył schody co by tu nie zrobić żeby dzieci wogóle nie przejechały swojego przejazdu. Dzieciom było zwyczajnie przykro. Po kilku takich akcjach nie jeżdzę z dzieciakami na takie zawody, za to byliśmy na kilku bardzo fajnych, dobrze zorgazniwoanych, z fajną atmosferą i fajnymi nagrodami, zawodach organizowanych całkowicie poza pzjtem.
Organizacja "podwórkowych" zawodów i innych imprez
autor: esef dnia 18 września 2017 o 11:29
Odrzewam mój stary temat 😀 I uprzejmie informuję że z powodzeniem organizuję "międzystajenne" zawody amatorskie (bo tak je nazywamy)w ujeżdżeniu i skokach. Dzieci, rodzice, okoliczne zaprzyjaźnione stajnie rekreacyjne, publicznosc - wszyscy są zachwyceni. Organizujemy je-uważam - na przyzwoitym poziome (organizacyjnym bo same konkurencje są łatwe- dla dzieci i rekreacji). Na skokach jest karetka. Wpisowe idzie na nagrody które są naprawdę super (za 1 miejsce na większości pzj-towych ZT dostaje się flo - LOL! A raz kucyk na ujezdżeniu wjechał na X i wystraszył się karetki, dziewczynka miała problem ruszyć i od razu dzwonek, dyskfalifikacja. ŻAL naprawdę. Srają wyżej jak siedzą, że ta brzdko powiem), do tego flo i nagroda pocieszenia (gadżet +słodycz) dla WSZYSTKICH. Konie startują max 3 razy (chyba że wyłączie w najłatwiejszej kategorii to dopuszczamy 4),i nie dopuszczamy do startu stajni o wątpliwej reputacji.
No właśnie właśnie, i trafiłam do mojego ulubionego wątku szukając odpowiedzi na pytanie 😀
Poziom nam rośnie i co roku inwesrtujemy przy okazji w "coś" infrastrukturalnego. No i chciałabym na za rok kupić to takie urządzenie do precyzyjniejszego pomiaru czasu przejazdu na skokach. No i nie mogę dojść co to dokładnie jest i jak się nazywa (chronometr? fotokomórka?) i czy da się to kupić w wersji amatorskiej nie wydając zaraz tysięcy zł. Albo ktoś może ma jakiś patent jak to zrobić nie wiem, z dwóch smartfonów czy coś 😀

Edit: i jeszcze chciałam dodać, że jeździmy sporo na takie podwórkowe zawody w rekreacyjnych stajniach -wolimy takie od ZT z pzjtu ze względu na nagrody i atmosferę  oczywiście bywa różnie. Ale to po prostu - jak pojedziemy raz i są jakieś "kwiatki" z gatunku u dziadka za stodołą to po prostu więcej tam nie jedziemy i tyle...
Kącik instruktora
autor: esef dnia 21 sierpnia 2017 o 13:13
Halo masz rację co do zasady, ale mimo to przesadzasz 🙂
Kącik instruktora
autor: esef dnia 21 sierpnia 2017 o 07:00
halo, porownujesz jeździectwo do "powrzechnego obowiązku edukacyjnego" tymczasem dla wielu ludzi to jest TYLKO HOBBY. A dla mnie - usługa. Przychodzą klienci, wyswiadczam im usługę, tak samo jakbym była jakimś fryzjerem. To jest bliższe porównanie niż do całokształtu edukacji. Ja osobiście zawsze staram się wyświadczyć tę usługę jak najlepiej tzn. - uczyć sensownie (ale nie trzymam ludzi na lonży do usrania aż będą mieli dosiad w galopie jak anky van g., bo jak sami to zauważyliście niezbyt się to opłaca - jak sprawnie anglezują z wodzami w ręce nie łapiąc na nich równowagi to idą na grupowe jazdy) zgodnie z wiedzą którą posiadam i którą staram się cały czas weryfikować i zwiększać (i tu problem - bo trochę nie ma gdzie a tak się składa że nie intresuje mnie już mój rozwój jako JEŹDŹCA, jestem po 2 ciążach i mam swoje ograniczenia). Po drugie staram się usługę świadczyć profesjonalnie w tym sensie, że jak się na coś z klietnem umawiam to tak jest, każdy jest potraktowany tak samo miło i kulturalnie, nie ma mowy o jakiś papieroskach czy przekleństwach itd. Bo ludzie przychodzą do mnie przede wszystkim miło spędzić czas, a to ze przy okazji mają sie nauczyć sensownych podstaw to jest chyba ważniejsze dla mnie niż dla nich - bo dzięki temu moje konie, mimo że w rekreacji, chodzą sensownie i nie psują się. Na szczęście całe rzesze ludzi zauważają to, że uczymy dobrze dzięki temu od dłuższego czasu nie mam potrzeby reklamowania się.
I mimo, że jestem ZA deregulacją to uważam jakiś SYSTEM jednak by się przydał. Jakieś chociażby nazewnictwo jak dzwoni nowy klient i usiłuje określić swoj poziom (znacznie poniżej mitycznego "boj"😉. Tylko z drugiej strony - ja sobie prowadzę mini działalnosć, robię to dobrze, moj własny "system" już się jakoś uleżał i ustabilizował, tymczasem jak mi wyskoczą z nową ustawą że ja muszę to tamto siamto, pięć weekendów spędzić na szkoleniach wtedy i wtedy (a jazdy to się same poprowdzą i konie same się nakarmią), wydać parę tysiaczków (HE HE) a wogóle to lonżownik musi być okrągły (chciałabym ale warunki mam takie że mój jest i będzie kwadratowy) czy jakieś inne mądrości typu wyznaczania normy krzywizny banana dla UE, to jest więcej z tego szkody niż pożytku...
Kącik instruktora
autor: esef dnia 20 sierpnia 2017 o 20:23
smok czytaj ze zrozumieniem....
Kącik instruktora
autor: esef dnia 20 sierpnia 2017 o 19:03
gdyby mistrz zawsze był lepszy niż uczen to nie istniał by ogólny proges, tylko byłyby regres!!! Mi się zawsze wydawało że niezależnie od dziedziny na samych szczytach to trener jest takim bardziej "coachem" (w rozumieniu modnego ostatnio w pl nowego zawodu, a nie bezpośredniego tłumaczenia), i niekoniecznie sam musi mieć wybitne osiągnięcia praktyczne (co nie znaczy że nie musi być praktykiem)
Kącik instruktora
autor: esef dnia 20 sierpnia 2017 o 18:29
a ja nie rozumiem dlaczego trenerem sportowca powinien byc jakis "mistrz" czytaj lepszy od niego sportowiec. W ten sposób się cofamy a nie rozwijamy?? Umiejętności jeździeckie (tym bardziej w wyczynowym sporcie) to jedno a umiejętności trenerskie to drugie, zwłaszcza jak mówimy o samych wyżynach. Oczywiście nie mówię tego z własnych doświadczeń bo i ch nie mam ale raczej na logikę i z obserwacji innych dziedzin, gdzie topowi nauczyciele, którzy wychowali elitę światową danej dziedziny sami nie koniecznie w nauczanej dziedzinie mieli wybitne osiągnięcia.
Kącik instruktora
autor: esef dnia 19 sierpnia 2017 o 20:45
ja wlaśnie prowadze tu lokalnie u siebie krucjate bo się zaczeły wycieczki dzieci do miejscowego rolnika który ma 2 konie. Wlaża na padok przez dziure w płocie, ładują się na te konie na oklep na takim właśnie sprzęcie pt. drut i sznurek od snopowiązałki. A kaski to są oczywiście not-cool. Potem słit focie lecą na fejsbuki, kolejne małolaty zazdroszczą i też przełażą w dziurę w płocie. Pan właściciel im ogólnie pozwala. Jedyne co że kasy nie bierze... Jedna małolata już się połamała. A najlepsze jest to ze rodzice im jeszcze przyklaskują i się cieszą... Masakra.
Kurs instruktora rekreacji ruchowej ze specjalnością j.k.
autor: esef dnia 19 sierpnia 2017 o 18:11
To są przepisy wewnętrzne  PZJ które nie mają żadnego umocowania prawnego w Ustawie a muszą mieć żeby dostać dotacje na szkolenie. Oni sami nie wiedzą i jak napisali , żeby nie pogłębiać chaosu ciągną dalej coś co nie ma sensu . Bo od 2013r nic nie stworzyli, Mijają 4 lata a oni zajmują się tylko sobą i wybieraniem nowych władz a każda która przychodzi nie wie jak to ugryźć ....


powiem ci, że bardzo bliska mi osoba będąca konsulantem w jednej z topowych firm doradczych zaproponowała ze za darmo (!!! tzw pro publico bono, a jest to doradztwo wartosci minimum setek tysięcy zł) pomogą pzj-towi się z tym uporać. I zgadnij co. Totalny opór i nie-da-sie ze strony naszej ukochanej organizacji.
Kącik instruktora
autor: esef dnia 19 sierpnia 2017 o 16:12
tak ale chodzi mi o to, że zanim dojdziesz wogóle do rozważań czy dobrze uczą i czy wg tej szkoły która jest jedyna słuszna czy innej, to są takie jeszcze podstawowe sprawy jak niejeżdżenie po betonowym podwórku z drutem w ryju, pijanym instruktorem itd.
Kącik instruktora
autor: esef dnia 19 sierpnia 2017 o 14:35
ludzie wy tu cały czas o kadrze na ME a tymczasem jeszcze jest problem dużo dużo niżej i w innych tematach - dotyczących po prostu uczciwości i obłusgi klienta, że tak powiem. Przykłady z mojego najbliższego otoczenia:
- rekreacja prowadzona na nieogrodzonej łące przy ruchliwej drodze krajowej, przy czym stajnia znajduje się kawałek w głąb po drugiej stronie tejże drogi.
- wioskowi mądrale posiadający dwa koniki i sadzający dzieci po 20 zł/godz, bez kasków, na oklep (bo siodło myszy żżarły), na wędzidle przymocowanym sznurkami do kantara (bo ogłowie też myszy zzarły, a może nigdy go nie było), pół biedy jak na łące albo "w teren" ale bywa też na betonowym podwórku. Znam conajmniej kilka takich miejsc i próbuję uświadamiać dzieciaki i rodziców, że co z tego, że tanio, ale tylko sobie tym mniej lub bardziej zaszkodzą. I powiem wam ciężko to idzie, bo  "biznesy" takich januszów kwitną, cena czyni cuda jednak...
- rekreacja prowadzona opryskliwie, z wielkiej łachy "bo my tu sport jeździmy, zapłac i spier****j), instruktor całą godzinę na smarfonie, piweczko w jednej ręce, papierosek w drugiej (a smartfon w trzeciej hehe..) - norma!
- i moja ulubienica: biznesłomyn, która ma wielki zaciesz z robienia ludzi w bambuko (swego czasu gdy jeszcze z nią rozmawiałam - zanim się zorientowałam kto to taki, przyznawała mi się do tego wprost). Reklama goni reklamę, było już kilka afer w tej sprawie (m.in. nagminne nagabywanie na fb ludzi znalezionych w komentarzach na fp innych stajni), obiecuje złote góry, o co nie zapytasz - to tak, ona akurat to robi i jest w tym naj naj. Jak się latwo domyśleć kompletnie się z tych "reklam" nie wywiązuje, jakość "usług" sięga dna,  a to co opowiadają ludzie którzy przychodzą do mnie wystraszeni po kilku razach tam - to włosy się jeżą na głowie i książkę by napisał.

Przy tym stajnie które nauczają wg starych dobrych metod dziadka ułana - "trzymaj się mocno za wodze i kolanami" to pikuś. Szczerze mówiąc z osób które go mnie trafiają już jeżdzące z innych stajni najgorsi są ci ze stajni pt "my tu jeździmy wielki sport" 😉 Kolana tak zaciśniete że dupe mają metr na siodłem, "jazda na kontakcie" czyli najlepiej złapać za kołka od wędzidła, łydka = kop, ale im nic nie wytłumaczysz bo ich super sportowy trener tak im każe, poza tym oni mają brązową odznakę, HELOŁ!

Chociaż moim zdaniem tutaj prawo rynku działa dobrze  i jest co raz większa świadomość, że te nabardziej egzotyczne miejsca należy jednak omijać. Internet i powszechny dostęp do informacji też robi swoje, ludzie piszą opinie, czytają opinie. Szkoda, że nie ma jakiegoś jednego powrzechnego miejsca, bazy stajni wraz z opiniami 🙂 Bo te w komentarzach na fb to jak się łatwo domyślić - dobrze to widać na przykładzie pani "byznesłomyn" - negatywne są szybciutko usuwane...
Kącik instruktora
autor: esef dnia 17 sierpnia 2017 o 19:25
ja zawsze wszystkim moim tłumaczę, że wbrew obiegowej opinii rekreacja od sportu nie różni się tym, że rekreacja nie umie a sport umie. Różni się jedynie podejściem i celami - sport nastawia się na wyniki które ostatecznie mają przełożyć się na finanse i dać ci możliwość życia z tego co robisz jako z  "zawodu". Rekreacja cokolwiek robi - robi to dla przyjemności, dla siebie. I to jedyna różnica. Mina wielkoego sportu L-klasa kiedy okazuje się że "rekreacja" jest w czymś lepsza - bezcenna.
Mamy ostatnio ubaw z dziewczynki która u nas jakiś czas jeździła - przyszła już jeżdżąca ale z masą błędów, wyprowadziliśmy ją trochę na prostą, pociągneliśmy w skokach zwłaszcza że mamy mega kuca do skoków akurat rozmiarowo pod nią, zawieźliśmy na "podwórkowe" zawody itp. Wszystko w miłej atmosferze, bez spiny, bo dziewczynka wrażliwa. Do dziś nie wie, że w naszych stajennych zawodach ujeżdżeniowych miała ostatnie miejsce :P W każdym razie pewnego dnia wybyła  jeździć  "sportowo", w "sportowej stajni" (magia nazwy...)  W praktyce oznacza to że już 2 razy wysłali ją na boj, bezskutecznie, na fajne podwórkowe zawody gdzie może wygrać nagrody rzeczowe nie pojedzie, bo "sport" tym gardzi, a boj nie ma więc... W każdym razie ostatecznie ktoś z moich dzieciakow spytał dziewczynkę w internetowej rozmowie czym to się różni ze jeździ teraz sportowo w sportowej stajni, na co padła odpowiedź, cytuję,  "nie wiem, chyba tym że teraz jeżdżę z trenerem". Mamy z tego niezłą bekę bo nie udało nam się ustalić czym tenże trener różni się od nas poza tym, ze płcią 😉 Także jak widać wszystko kwestia podejścia  i oczywiście nazwy.
Kącik instruktora
autor: esef dnia 17 sierpnia 2017 o 19:09
dlatego mówię, że powinien to zrobić ktoś "z zewnątrz" nieskażony istniejącym system. I jeszcze błagam - ktoś kto zauważy że istnieje rekreacja która w dupie ma "wielki sport", chce sobie pojeździć, być miło i fachowo obsłużona, jak w restauracji czy u fryzjera. Bez spiny.
Kącik instruktora
autor: esef dnia 17 sierpnia 2017 o 18:56
pod warunkiem, że sam system jest dobry i że jest do niego jakieś społeczne zaufanie. U nas tego nie ma, jest dokładnie odwrotnie dlatego wszyscy się cieszą, że systemu nie ma. Ja osobiście uważam, że system powinien być ale zrobiony od zera przez kogoś (organizację?) nie skażoną dotychczasowymi, istniejącymi systemami. I skrojony na miarę polskich realiów gdzie na przykład jak jesteś rodzicem, który szuka szkółki rekreacyjnej dla dziecka to pierwsze kryterium może być  na przykłąd takie żeby to był legalnie działający podmiot, w którym jeździ się w kasku na ogrodzonej przestrzeni. I już 50% "szkółek" odpada....
Kącik instruktora
autor: esef dnia 16 sierpnia 2017 o 16:41
Smok dostrzegam w twoich wypowiedziach coś , co jest moim zdaniem jedną z przyczyn dlaczego w pl jazda konna wciąż jest tak mało popularna - a mianowicie - czarna robota, nudna praca u podstaw, rekreacja bleeee - i to wszystko oczywiście tylko po to aby elyta, ci najlepsi (czytaj - najbardziej zamożni...) dostąpili zaszczytu podskoczenia wyżej niż 100 cm. Irytuje mnie takie coś. Przyszło ci kiedyś do głowy że całe rzesze ludzi chcą jeździć konno hobbystycznie, dla frajdy, raz na jakiś czas? Zawodowo zajmują się czymś innym, a po pracy dla relaksu we wtorek idą do kina a w sobotę na konie. Bo po prostu tak CHCĄ a nie  'nie umiom lepiej".  Temu tak zwanemu "szportowi" uparcie się wydaje że rekreacja to jakiś wstęp i sito do tegoś "szportu" a jest to jedna wielka totalna bzdura  😤
Kącik instruktora
autor: esef dnia 16 sierpnia 2017 o 15:19
o właśnie jakieś seminarium ktoś miał robić gdzieś w poznaniu, chciałam pojechać, szukam wydarzenia na fb i nie ma, zdjęte :/
Naprawdę jak się wkurzę to sama zrobię :P Może jesteście chętni? Każdy przygotowuje godzinne wystąpienie na swój ulubiony temat 😀
Kącik instruktora
autor: esef dnia 15 sierpnia 2017 o 13:04
też mi się wydaje że zaufanie w tym temacie zarówno do pzj jak i do "legitymacji IRR" upadło już tak nisko że cięzko byłoby je podnieść..
chociaż wciąż co chwila wyskakują mi reklamy szkoleń dla insruktorów "umożliwających zdobycie uprawnień i legitymacji IRR". I jeśli wciąż jest tyle jeleni którzy się na to nabierają to ja chyba sama zacznę takie legitymacje drukować i sprzedawać. Może jakiś kursik online, hm?
A tak na serio to fajnie jakby były jakieś szkolenia po prostu dla szkoleń, nie dla fikcyjnych "uprawnień" i fajnie jakby one były jakieś skonketyzowane i tematyczne, no ale kto by miał to robić? Sama bym chętnie coś porobiła, kupe lat w szkoleniach siedzę chociaż w innej branży 😀
Kącik instruktora
autor: esef dnia 15 sierpnia 2017 o 10:12
ad temat 1 - właśnie fajna sprawa to wielopoziomiowe szkolenia dla instruktorów, bo tez taka jest prawda żeby fajnie i solidnie nauczać podstaw dzieciaczki na kucykach nie trzeba samemu być olimpijczykiem... A tak te "poziomy" coś by mówiły a jednocześnie niższe poziomy był by w miarę dostępne i nie robiły by czegoś elitarnego z zawodu w którym nie oszukujmy się -kokosów się nie zarabia..

ad temat 2 - również nie przejmowałabym się chłopakiem. Każdy schodzi z lonży wtedy gdy jest jego czas i niekoniecznie rzutuje to na dalsze postępy. U mnie często jest tak że np. dwie osoby zaczynają równo, potem jedna wyraźnie drugą wyprzedza a za pół roku sytuacja robi się dokładnie odwrotna.. Niektórzy uczą się "skokowo" a inni bardziej płynnie. Praktycznie każdy ma gorsze okresy jak i okresy regresu. Czasem warto też spróbować rzutu na głęboką wodę, a nuż zadziała. Po prostu puścić chłopaka za ogon w zastęp i za wiele nie zwracać na niego uwagi - może to nadmiar uwagi go blokuje? Miałam przypadek dziewczyny (może z 14 lat miała wtedy) która bała się puścić siodła w stępie przez jakieś 5 lonż. Później był tragedii ciąg dalszy aż zaufała jednemu koniowi i poprosiła mnie czy ona może całą jazdę po prostu sobie jeździć, nic kokretnego nie robić. Z braku innego pomysłu pozwoliłam, ona sobie sama podkłusowywała tyle ile chciała i wtedy kiedy chciała. Było to dziwne ale zadziałało - po 2 takich jazdach się odblokowała, jeszcze w tym samym sezonie zaliczyla pierwsze galopy i przerutlała się przez jakiegoś krzyżaczka.