Dreamer113

Konto zarejstrowane: 06 lutego 2018
Ostatnio online: 30 czerwca 2022 o 23:06

Najnowsze posty użytkownika:

wasze ulubione seriale
autor: Dreamer113 dnia 28 czerwca 2022 o 10:10
A słuchajcie, jak wypada „jakościowo” HBO? Bo z tego co wiem kiedyś potwornie się cięło, ale tak, ze nie dało sie oglądać. Zastanawiałam się jak teraz, bo dla mnie tez platforma, na ktorej jest najwiecej i najciekawsze rzeczy.
Mam tylko netflixa, ale tez od dłuższego czasu tam biednie dla mnie. Z tym, że ja na ten moment bardzo mocno do kotleta coś oglądam, czasem półprzytomnie, to da radę. :P
Święta/Boże Narodzenie/Prezenty pod choinkę
autor: Dreamer113 dnia 17 czerwca 2022 o 13:20
Mój tata tez wszystko ma, a lubi bajery, kupowałam mu jakiś czas temu dębowa podstawkę do ładowania telefonu - korzysta chętnie. 😉
Wszystko o co chcielibyście, ale wstydzicie się zapytać ;)
autor: Dreamer113 dnia 23 maja 2022 o 12:52
W innych jest jeszcze pod spodem czasem „spam”, moze tam.
kącik żółtodziobów - czyli pytania o podstawy
autor: Dreamer113 dnia 17 marca 2022 o 18:32
ElMadziarra miałam ten sam problem zawsze. Pamiętam, że na samiuteńkim początku jak uczyłam się jeździć dawałam łydkę wstając/będąc w górze przy anglezowaniu i mnie w rekreacji zgasili, że mam dawać siedząc, więc się przestawiłam. Po latach miałam treningi z genialną dziewczyną na jej prywatnym koniu, żaden szał, ale solidnie jeżdżąca i się doszkalająca. Mówiła, że powinno się dawać w staniu, że nauczyła ją tego sędzia FEI wkkw, a też zawsze znała tylko opcję w siodle. Tłumaczyła to tak, że koń przyspiesza, bo jest odciążony, jest mu ciężej przyspieszyć, jak siedzimy w siodle - stąd łydkę daje się, gdy jesteśmy w górze. Chwilę mi zajęło przestawienie się na inny nawyk, ale efekty były lepsze, konie zdecydowanie lepiej reagowały, bo sobie porównywałam.
Chyba najprościej jest wypróbować samemu jak dobrze reagujący na pomoce (w sensie dobrze zrobiony, niestępiony) koń reaguje, która z opcji jest skuteczniejsza. 😉

Nigdy się nad tym nie zastanawiałam anatomicznie szczerze mówiąc, ale też nie mam możliwości za bardzo popodglądać, bo chwilowo niestety mam dłuższą przerwę od koni. I zaznaczam, że jestem zwyczajnym rekreantem, mówię tylko o tym, z czym sama się spotkałam i co u mnie konkretnie się zmieniało w związku z pytaniem ElMadziarry, które moim zdaniem notabene jest bardzo zasadne i wbrew pozorom jak widać nie tak oczywiste. :P
Ukraina
autor: Dreamer113 dnia 28 lutego 2022 o 08:09
Z tego co wielokrotnie przewija się na grupach pomocowych (prawniczych) - osoby o innym obywatelstwie przesuwane sa na koniec kolejki po stronie ukraińskiej. I faktycznie miewają problemy z przejściem, ponieważ ciagle spadają jako ostatni do przejścia. Ponadto, jak trafnie zauważono, zapewne tez bariera językowa nie ułatwia sprawy.
Po stronie polskiej z tego co wiem przepuszczają wszystkich. To jeszcze na granicy ukraińskiej jest problem z przejściem, nie na „naszej”. Żeby nie było, wprawa dotyczy takze Polaków wjeżdżających na Ukrainę, by zapewnić transport uchodźcom.
Wrocławianie :))
autor: Dreamer113 dnia 18 lutego 2022 o 13:54
Do UOKiKu - urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumenta.
Kącik WEGE :-)
autor: Dreamer113 dnia 15 stycznia 2022 o 20:16
Akurat ziemniaki uwielbiam, więc chętnie sprawdzę. 🙂
Właśnie te przepisy na blogu Jadłonomii wyglądają mi na takie „nie na mój smak”, stad tez sie waham. Tylko tam jest ich garstka, a poleca mnóstwo osób, w tym mięsni znajomi. Musze się zebrać i coś zrobić na spróbowanie.
Kącik WEGE :-)
autor: Dreamer113 dnia 15 stycznia 2022 o 14:54
Odgrzebuję. 🙂

Rozglądam się za książkami z przepisami wege. Zależy mi na przepisach przede wszystkim obiadowych/na kolację, które robi się szybko i z łatwo dostępnych składników. Dieta wegetariańska i roślinna.
Posiadam "201 dań do pudełka domowa dieta wegetariańska", "Vegano Italiano" i "Moja roślinna kuchnia (Vegan nerd)" - myślę, że mogę je polecić, aczkolwiek ostatnia książka zawiera dużo bardziej typowych przepisów.

Myślałam o książkach erVegana, bo wszystko z jego strony jest przepyszne, natomiast nigdzie nie znajduję w sieci listy przepisów, a wolałabym poznać przed zakupem jakąś opinię. Z tego co wiem w pierwszej jego książce jest duży wstęp dotyczący życia na diecie roślinnej, co jest świetne, natomiast na chwilę obecną i tak ledwo wyrabiam się z robieniem obiadu. Druga książka (luchbox) zawiera podobno dużo koktajli i kanapek (czytałam recenzje), dlatego też mam lekkie opory, czy nie zajmują one z połowy książki. Natomiast właśnie ta druga z lunchboxami i trzecia, Comfort food najbardziej mnie interesują.

W internecie dużo dobrego pisze się o książkach Jadłonomii, natomiast przepisy z bloga średnio mnie przekonują (nie wiem w sumie czy coś w końcu stamtąd ugotowałam) i też trochę boję się wtopy. 😉

Z góry bardzo dziękuję za polecenia. 🙂 A jeśli ktoś jest w stanie podesłać mi spisy treści z przepisami polecanych książek (tutaj bądź prywatnie) to w ogóle byłoby cudownie. 🙂
Święta/Boże Narodzenie/Prezenty pod choinkę
autor: Dreamer113 dnia 11 grudnia 2021 o 22:39
SzalonaBibi, najłatwiej chyba na Allegro, szczególnie o podkładkę. 🙂
Na Empiku kiedyś widziałam super zestaw do ogrodu. Fartuch, jakies grabki, grube rękawice itd. Na temat ilości niestety sie nie wypowiem.
Włosomaniaczki, czyli walka o piękną grzywę (świadoma pielęgnacja)
autor: Dreamer113 dnia 21 września 2021 o 12:44
Zembria polecam merz special. Brałam okresowo kilkukrotnie i faktycznie działa, nawet jak zdarzało mi sie zapomnieć albo brałam jedna tabletkę dziennie zamiast dwóch. Inni tez polecają.
To zwykle witaminki, na pewno Ci nie zaszkodzą. 😉
Na temat czegoś zewnetrznego czy lekarstw nie pomogą, bo nie stosowałam. Ostatnio powoli interesuje sie jakimiś wcierkami itp., ale jeszcze nie jestem w stanie nic polecić.
kącik pomocy medycznej, czyli: czy to coś powaznego i jak temu zaradzić
autor: Dreamer113 dnia 26 lipca 2021 o 20:06
mundialowa nie pójdę, ponieważ jestem minimum dwie godziny drogi samochodem od lekarza zastępczego. 😉
Zastanawiam się nad pójściem do przychodni gdzieś w mieście, tylko obawiam się, że o ile na wizytę mnie z wielkim bólem (przerabiałam) przyjmą, o tyle skierowania nie wypiszą, a też liczy się dla mnie czas, bo nawet prywatne wizyty przesunęły się u jednego z ortopedów o dwa tygodnie od soboty. Plus jest jeszcze kwestia tego, że pracuję na pełen etat w godzinach 8-16. Mam fajnego szefa, ale dopiero co skończyłam wzięty z góry urlop będąc wciąż na okresie próbnym - no nie chciałabym nadużywać dobroci.

Bardziej chyba mnie to frustruje, bo to już kolejny raz, gdy nie mogę skorzystać z czegoś, za co przecież płacę. Plus, tak jak mówię, po prostu nie wiem gdzie powinnam się w takiej sytuacji skierować, bo w tym totalnie nie siedzę i przeważnie nie mam potrzeby.
kącik pomocy medycznej, czyli: czy to coś powaznego i jak temu zaradzić
autor: Dreamer113 dnia 26 lipca 2021 o 17:17
Mam problem ze ścięgnem achillesa (podejrzewam zapalenie). Gdzie z tym iść?
Mój lekarz rodzinny jest na urlopie (długim), lekarz na zastępstwo stwierdził, że ona się na tym nie zna i żeby wypisać mi skierowanie musi mnie obejrzeć, że przez teleporadę to nie ma opcji (właśnie - czy lekarze mogą wystawiać skierowania poprzez teleporadę, wie ktoś?). Wysłała mnie na SOR, SOR mnie odesłał, bo uraz sprzed kilku dni (i słusznie, że odesłał, bo nie od tego jest. Nie pojechałam na SOR od razu, bo byłam na końcówce urlopu, w dodatku bez samochodu).
Jest coraz lepiej, smaruję nogę i ją oszczędzam, ale przecież ortopeda musi mi to w końcu obejrzeć. Szczególnie, że mój tata przebył operację rekonstrukcji ścięgien i nie chcę tego zaniedbać. Do tego dochodzi praca, jazda samochodem - no muszę być jak najszybciej sprawna. Terminy prywatnie są odległe, więc wolałabym W KOŃCU skorzystać z publicznej opieki zdrowotnej, za którą ciągle płacę, a prawie nigdy nie korzystam. Mega rzadko zdarza mi się medycznie coś poza zwykłym przeziębieniem, więc kompletnie nie wiem gdzie powinnam z tym uderzyć, a nie chcę biegać sama po całym mieście z nadwyrężonym ścięgnem...
Z góry baaaaardzo dziękuję. 🙂
Koronawirus
autor: Dreamer113 dnia 19 maja 2021 o 11:18
xxagaxx, czyli dobrze zrozumiałam, dziękuję. 🙂
Koronawirus
autor: Dreamer113 dnia 19 maja 2021 o 09:00
Klami, "przed ciężkim przebiegiem" w sensie przed przechorowaniem korony z ciężkimi objawami?
Ja się czaję na J&J, bo panicznie, historycznie boję się szczepień, pobierania krwi, wszelkich igieł. Nic mnie tak nie przerasta jak to. 🙉 Nie spieszy mi się, szczególnie, że ostatnio miałam mnóstwo stresu i jestem bardzo osłabiona, chciałabym to ogarnąć z głową.
Moi rodzice wczoraj po drugiej dawce Pfizera, nie narzekają na nic, jedynie lekki ból ręki. Brat czeka na drugą Modernę, po pierwszej dawce też tylko ból ręki.
Kobitki... (antykoncepcja)
autor: Dreamer113 dnia 20 kwietnia 2021 o 13:50
Dziękuję bardzo! 🙂 Jak mówię, dla mnie to czarna magia i noszę się z tematem od miesięcy, podchodzę jak pies do jeża. Ale już chciałabym ruszyć sprawę. Pozostaje umówić się na wizytę. 🙂
Kobitki... (antykoncepcja)
autor: Dreamer113 dnia 20 kwietnia 2021 o 13:38
Rozumiem o co chodzi, trochę źle się wyraziłam - próbując hormonów wolałabym cos innego niż tabletki, nawet przejściowo. Ale nie wiem jak pod kątem składów wyglądają np. Krążki zamiast tabletek. Ale to juz do uzgodnienia z lekarzem. Sama żadnych decyzji na pewno nie podejmę, bo sie kompletnie na tym nie znam. Niemniej, bardzo dziękuję, bo to bardzo cenna uwaga, myślałam, żeby zacząć właśnie od czegoś łatwiejszego do odstawienia i zobaczyć jak zareaguje organizm. 🙂🌻 (brakuje mi starej minki z kwiatkiem! 😅😉.

Donkeyboy wybacz, zauważyłam Twój post dopiero po wysłaniu swojego. Czyli generalnie nie ma poza takimi zwykłymi, profilaktycznymi kontrolami u gina dodatkowych wizyt czy badań, warunkowanych samym implantem?
Dziekuje za info o badaniach przed założeniem, przyda się. 🙂
Kobitki... (antykoncepcja)
autor: Dreamer113 dnia 20 kwietnia 2021 o 09:49
Gienia-Pigwa, o spirali myślałam (dziekuje, bede pamietała, zeby podpytać), tabletki akurat kompletnie mnie nie przekonują pod wieloma względami. Myślałam tez o krążkach, ale jako dodatkowej antykoncepcji (dla mnie zbyt mała skuteczność, umarłabym ze stresu).
Zdaje sobie sprawę, ze hormony to temat rzeka, dlatego nie chce do niej zbytnio wchodzić. :P ale już dłuższy czas czuje potrzebę zmiany sposobu zabezpieczenia. Tak jak mowilam, wizyta u ginekologa to i tak must have, mozliwe, ze przejde sie do więcej niż jednej osoby i zobaczę jakie dostanę propozycje. Bardziej zastanawiam się jak wyglada profilaktyka z różnymi sposobami antykoncepcji, w tym przypadku najbardziej zastanawiam sie nad implantem. 😉 wsród moich znajomych funkcjonują bardziej mechaniczne zabezpieczenie, plastry i tabletki, stąd szukam dalej.
Kobitki... (antykoncepcja)
autor: Dreamer113 dnia 20 kwietnia 2021 o 08:47
Pozwolę sobie wciąć się z pytaniem; do dziewczyn, które posiadają implant antykoncepcyjny.
Jestem ciekawa Waszych ogólnych wrażeń i kwestii z praktyki. Oczywiście i tak będę rozmawiać na ten temat z ginekologiem, ale fajnie byłoby juz zaczerpnąć jakiejś wiedzy. 🙂
Nigdy nie miałam żadnego rodzaju antykoncepcji hormonalnej, więc część pytań może być oczywista nie tylko dla implantu. Jakie ewentualnie badania przed założeniem implantu? Jak często i w jaki sposób kontroluje się już założony implant? Może któraś z Was ma już drugi implant albo ma znajome, które tez stosują tę formę antykoncepcji i jesteście w stanie ocenić rzeczywisty czas działania? 🙂 Generalnie interesują mnie praktyczne, rzeczywiste aspekty życia z implantem.
Szukam czegoś dla siebie - bezobsługowego, jak najbezpieczniejszego i możliwie mało ingerującego w układ hormonalny (na tyle, na ile to możliwe). Z tymi wymogami implant brzmi jak marzenie. 😉
Kącik WEGE :-)
autor: Dreamer113 dnia 08 marca 2021 o 11:45
Ja spożywkę kupowałam na Allegro (od jednego z polecanych w tym wątku użytkowników, nie pamiętam teraz nicku) i z planteonu.  🙂
Wszystko o co chcielibyście, ale wstydzicie się zapytać ;)
autor: Dreamer113 dnia 16 lutego 2021 o 20:52
Zawsze kupuję tam perfumy (wcześniej nazywało się iperfumy). W moim odczuciu są oryginalne, chociaż słyszałam różne głosy, ze mnie żaden znawca. Niemniej, psikam się 2-3 razy rano i faktycznie się trzymają, do końca dnia w pracy je czuję tak naprawdę. Nawet jeśli w rzeczywistości to podróbki, to dużej różnicy mi to siłą rzeczy nie robi.  🤣
wypieki i słodkości domowej roboty
autor: Dreamer113 dnia 18 listopada 2020 o 22:10
madmaddie, ja ostatnio robiłam ciasteczka z tego przepisu - wyszło półtorej blachy, takie prawie dwie. Naprawdę smaczne, choć ja też bardzo lubię imbir. A wybieram tylko idiotoodporne przepisy. Tak na wszelki wypadek.  😁  ciastka imbirowe
Poza tym, bardziej klasycznie: klasyczne ciastka z czekoladą i mocniej czekoladowe ciastka - te drugie w moim odczuciu są średnie jak wystygną, chociaż tu opinie są podzielone; na ciepło przepyszne. Z każdego z tych przepisów wychodzi jedna blacha.

keirashara, zawsze podziwiam osoby robiące torty. Mnie boli głowa już od czytania listy składników.  😜  Kilka miesięcy temu miałam straszne parcie na torty, na szczęście po zrobieniu jednego mi na razie przeszło (nawet wyszedł!).  🤣
A te ozdoby są w ogóle przeurocze, podziwiałam wielokrotnie.  💘
Koniec z jeździectwem?
autor: Dreamer113 dnia 11 listopada 2020 o 14:24
W sumie czaiłam się już wiele razy, żeby napisać w tym wątku, z różnych powodów. Uwaga, będzie supergórnolotnie.

Jestem typowym rekreantem jeżdżącym raz w tygodniu albo i nie. Moi rodzice nie należą do biednych, ale zwyczajnie nie chcieli mi dawać ani na jazdy (pewnie dlatego nie są biedni), ani nie mieli chęci zawozić mnie do stajni, więc zawsze musiałam kombinować sobie dojazd (szalone siedem kilosów). Zaczęłam jeździć dopiero w gimnazjum z uwagi na powyższe, a konia chcę odkąd pamiętam, dosłownie w wieku 3-4 lat zaczęłam zbierać na swojego konia, bo pokapowałam się, że rodzice nigdy mi go nie kupią - a nikt w naszej rodzinie nie ma koni, ani nie jest jeźdźcem, null. Jestem skazana na konie.  🤣  W późniejszym gimnazjum i liceum udało mi się samej organizować sobie pracę w stajni, dogadałam się o jazdy - były obozy, więc jazd i tak praktycznie nie było. Później pracowałam tam jako instruktor, też typowo za jazdy, nie muszę mówić, że wsiadalność była jeszcze znacznie gorsza, a za prawie dwa miesiące pracy dostałam tysiąc złotych i możliwość wsiadania za darmo przez cały rok - wszystko fajnie, tylko szkoda, że wtedy byłam już na studiach, wracałam co dwa tygodnie (albo i nie) żeby sobie pojeździć, a dziwnym trafem instruktorka nigdy nie mogła/nie chciało się poprowadzić mi jazdy.  😉  Nawet z instruktorem na placu tak naprawdę jeździłam sama. Później przyjeżdżałam jeszcze rzadziej, bo życie średnio mi pozwalało, w dodatku zaczęłam dostrzegać jak byłam traktowana w stajni. Ostatecznie rozstaliśmy się w bardzo złej atmosferze (inna umowa odnośnie ukochanego konia, chciałam wziąć darmozjada na emeryturę; w skrócie, koń miał mieć dożywocie w ich stajni, ostatecznie postanowili go oddać znajomemu, który kompletnie nie zna się na koniach, ja chciałam go z uwagi na powyższe od nich odkupić - w bardzo dużym skrócie). Ogromnie się cieszę, że nie mam z nimi zupełnie nic do czynienia, czuję ogromną ulgę. Chociaż koń śni mi się po nocach i dalej zdarza mi się płakać w poduszkę, a stara baba jestem.  😡
Pomimo studiów i pracy starałam się cokolwiek wsiadać. Obrzydza mnie rekreacja, dosłownie. Na współdzierżawę nie stać mnie finansowo i czasowo, zwykle też nie mam na miejscu samochodu. Udawało mi się czasem znaleźć kogoś, kto poprowadził mi jazdę na swoim koniu ten raz w tygodniu, czasem kojtnęłam się ze znajomą na jakąś jazdę rekreacyjną, ale naprawdę staram się tego unikać. Zamiast "prawdziwych" wakacji udawało mi się pojechać w trening ujeżdżeniowy na tydzień. 😉  Studia skończyłam, pracuję, zaraz zacznę aplikacje - zamierzałam jeździć na mur beton. I co? Samochód ponad sto kilometrów ode mnie, nie siedziałam w nim rok. W dobie covida trochę boję się jeździć, bo nie mam tu stajni, którą uznałabym za bezpieczną, a raz się już połamałam. Chociaż czaję się, żeby wybrać się ze znajomą chociaż towarzysko do stajni; brakuje mi tego zapachu, ciepłych końskich chrapek, nawet zbierania kup. :P

Do czego zmierzam. Czuję bezsens. Pamiętam, jak zaczęłam jeździć konno - nagle moja egzystencja się skończyła, wreszcie poczułam, że zaczęłam żyć. Warto wspomnieć, że jestem depresantem. Myślę, że gdybym nie zaczęła wtedy jeździć, spędzać czaus w stajni, to by mnie tutaj nie było, całkiem szczerze. NIC nie relaksuje mnie tak, jak pobyt w stajni, tak bardzo mnie nie wycisza. Nie jestem tylko jeźdźcem, jestem koniarzem; jazda stała się dla mnie ważna dopiero z czasem. Wiem, że to wszystko brzmi strasznie górnolotnie, dlatego też się z tym właściwie nigdy nie uzewnętrzniam, rzecz w tym, że ja naprawdę to tak odczuwam.
Jestem wściekła na samą siebie, że moja sytuacja wygląda tak jak wygląda. Że sama nie potrafię znaleźć w sobie siły na inne gospodarowanie zasobami. I wiem, że gdybym miała w planach wyjazd do stajni, to nie przychodziłabym z pracy i nie marnowała czasu na zwykłe przeglądanie internetów owocujące wiecznym niewyspaniem i niezadowoleniem, że konie wywołują u mnie mnóstwo pozytywnych, ale i negatywnych emocji, że nie raz przez nie płakałam. Ale tylko dzięki nim czuję się na miejscu i że te pozytywne uczucia są dla mnie niezastąpione.

Dla mnie konie są pasją, bez której mogę żyć, owszem - ale jedynie na pół gwizdka. Wszystko w swoim życiu podporządkowuję pod wizję życia z nimi w taki sposób, jaki mi odpowiada. Nie mam już siły na rekreację, nie mam siły na bezsensowne jazdy, na trzymanie się miejsca, które daje kontakt z końmi, ale w którym cała reszta nie jest dla mnie. Wiem, że praca związana tylko z końmi też nie jest dla mnie, że mi to wszystko brzydnie. Miałam już niemal roczną przerwę od wsiadania, praktycznie nie bywałam też w stajni i wiem, że wtedy był to dobry wybór, bo potrzebowałam takiej całkowitej przerwy, by znowu zacząć się cieszyć tematami okołokońskimi. I to wszystko strasznie dziecinne, i strasznie się przeciąga, ale wiem, że żeby być szczęśliwą, muszę dążyć do swojej wizji życia, w której konie (ogółem) są nieodłączną częścią. I z ręką na sercu wątpię, żeby kiedykolwiek to się zmieniło, myślę, że koniarstwo jest w jakiś sposób wpisane w moje jestestwo. Bez koni moje życie jest zawsze jakieś puste. Wybór kariery zawodowej również został pod konie ustawiony. Wszystko w moim życiu jest związane z tą wizją, którą uważam za słuszną i wcale nie jest mi z tym źle. Jest mi tylko paskudnie z faktem, że tak mało w tym kierunku robię (a jak widzę swoich ogarniętych rówieśników czy prawie rówieśników, jak choćby kokosnuss, to w ogóle). I ubolewam okrutnie, ze obecnie nie mam miejsca, w którym mogłabym się zwyczajnie powłóczyć po stajni, pozamiatać, zarzucić marchewką, bo zabrano mi inne rozpraszacze ze względu na pandemię i bardzo mocno podupadam, bardzo negatywnie to wszystko na mnie oddziałuje.
Czasem przychodzi mi to z trudem, ale dalej staram się trzymać myśli, że kiedyś jeszcze będzie pięknie, będzie tak jak chcę i cieszę się z nawet nieśmiałych działań, które w tym kierunku podejmuję.  🙂
Kącik Ujeżdżenia
autor: Dreamer113 dnia 26 października 2020 o 10:59
Hermes, Jagodne Dressage u Pani Natalii Kozłowskiej. Mogę opowiedzieć wrażenia na priv.  😉
Wszystko o co chcielibyście, ale wstydzicie się zapytać ;)
autor: Dreamer113 dnia 22 października 2020 o 08:19
Na pewno Carrefour miał dowozy. Glovo z biedronki - i w sumie tutaj natychmiastowa wysyłka.  🙂
Czasami jeszcze bardziej lokalne sklepy oferują dowozy zakupów.
kącik żółtodziobów - czyli pytania o podstawy
autor: Dreamer113 dnia 18 października 2020 o 20:26
Robiąc "rrrrr" na koniu automatycznie napinamy mięśnie brzucha, co sprzyja zwalnianiu i zatrzymywaniu konia.  🙂  Wiedza z któregoś z kursów dosiadowych. To tak odnośnie tego, skąd mogło się wziąć "prrrr".
Niestety odnośnie zagranicznego określania zatrzymywania się nie wypowiem.
Kącik WEGE :-)
autor: Dreamer113 dnia 13 października 2020 o 19:18
dea, madmaddie, dziękuję za odpowiedzi.  :kwiatek: Sprawdzę obydwie opcje.

W sumie przy okazji jeszcze zapytam, może ma ktoś coś na podorędziu. :v
Wege przekąski dla wszystkożerców na imprezę. Żadna pompa, zwykła domówka - coś prostego i najlepiej niewymagającego zbyt wiele roboty. Dalej czuję się studentką.  😁 Kiedyś robiłam krążki cebulowe i z papryki, nuggetsy z ciecierzycy. Ogólnie spoko, ale te konkretne przepisy nie były jakieś szałowe, chętnie wypróbowałabym coś innego. Mogą być też sałatki. Zarówna opcja wege jak i wegan będzie w porządku. Z góry bardzo dziękuję.  🙂
Będę jeszcze kopać w wątku, bo coś kojarzę, że pojawiały się tu już kiedyś jakieś propozycje.
Kącik WEGE :-)
autor: Dreamer113 dnia 12 października 2020 o 21:10
Cześć, przymierzam się wreszcie do kupna mniej dostępnych produktów. Mogłabym poprosić o polecenie sprawdzonych sprzedawców na allegro (ze smartem)?  :kwiatek:  Na pewno potrzebuję płatków drożdżowych i suszonych daktyli. Poza tym chętnie jakieś pestki, orzechy, ale to już dobiorę na bieżąco.
Kupno konia
autor: Dreamer113 dnia 23 lipca 2020 o 15:29
anp, ok. Ale w takim razie kiedy i jak taki coś tam potrafiący jeździec ma się tego nauczyć?  😉  Albo w ogóle sobie uświadomić swoje braki? Właśnie w tym rzecz, że przychodzi moment, że trzeba jeźdźca przesadzać na konia "bardziej", który jest po prostu jeździecko znacznie bardziej wymagający. Nie przesadzasz go z muła-tuptusia rekreacyjnego na konia sportowego, najpierw stopniujesz różnymi rekreantami, żeby w końcu dać pod tyłek konia spod jednego jeźdźca i takiego, który już od Ciebie więcej wymaga; oczywiście, musi być przy tym bezpieczny. Plus, na opisywanego tutaj elektryka nie musisz wsadzać go za każdym razem - tylko od przypadku. Wtedy ten pacjent już wie, co ma w ogóle dalej ze sobą robić, czemu coś nie działa itd. Naprawdę, już koń spod jednego jeźdźca (nawet prosty do jazdy) i szkółkowy koń rekreacyjny, chociażby bardziej wymagający w jeździe, to jest niebo, a ziemia. A sportowa fura to kosmos dla osoby z rekreacji.
Uważam, że właśnie takiego brązowoodznakowego jeźdźca trzeba na takie konie "bardziej" przesadzać - bo inaczej nigdy nie wyjdzie z rekreacji. Po prostu nie będzie miał na to szansy. Pomijam osoby po rekreacji z własnym koniem czy dzierżawiące konia, ale wtedy też jeździsz na jednym koniu, rozwój jeździecki mimo wszystko ma wtedy inny charakter.
Rosliny doniczkowe
autor: Dreamer113 dnia 03 czerwca 2020 o 15:14
Retna, mam wrażenie, że wszystkie roślinki z Biedronki są poprzelewane. Jeżeli dodatkowo masz problem nadmiernej miłości (jak ja), to cóż... :<
Mi dogorywa muchołówka, już z niej raczej nic nie będzie. Bromelia jest przelana, ma duże szanse na przeżycie, a kaktus wygląda ok, ale widzę, że ziemia mi pleśnieje (sukulenta zabiłam szybko, zgnił). Chyba nie umiem w roślinki kompletnie.  😡  Plus właśnie zaobserwowałam, że wszystkie kwiatki są z Biedronki i od początku były zbyt mocno nawodnione. Ja tylko doprawiłam.
Co mnie wkurza w jeździectwie?
autor: Dreamer113 dnia 24 maja 2020 o 13:24
Lolaaa, to też zależy od pracodawcy. Prowadząc jazdy po te kilka koni i tak zdarzały się dzieciaki nie radzące sobie z prowadzeniem konia, zwykle takie jeżdżące już naprawdę dłuższy czas, które po prostu sobie na tych koniach siedziały (inna sprawa, że z perspektywy czasu widzę, że stajnia w której wtedy pracowałam, a kiedyś uczyłam się jeździć jednak wcale tak fajnie tej podstawowej nauki jazdy nie prowadziła. Nie wyglądało to źle, nie było jakiejś dużej patologii, ale po 10 latach jazdy tam wyszło, że w sumie to nikt mnie nie nauczył jeździć na kontakcie.  😎  I nie byłam tego świadoma, dopóki nie dogadałam się na jazdy na dobrze zrobionym, prywatnym koniu z dziewczyną genialnie uczącą jeździć, posiadającą naprawdę sporą wiedzę). W tamtej stajni generalnie te jazdy jakoś wyglądały, znałam też wszystkie konie (przynajmniej połowa po sporcie swego czasu), więc wiedziałam na co mogę sobie pozwolić i ile one również potrafią; kiedy robią jeźdźca w bambuko, a kiedy nie rozumieją o co mu w ogóle chodzi, kiedy też zrozumieją mnie.
W jedne wakacje prowadziłam kilka jazd obozowych w dosyć znanej stadninie. Jazdy w zastępie po 10-15 osób, grupa początkująca mniej, ale znowu osoby, których ja bym absolutnie z lonży nie spuściła. No i mam takie 10-15 osób, co do których dostaję przykaz, że mam trochę zacząć z nimi skakać, bo część startuje na odznaki. A nie potrafią mi z zastępu wyjechać czy zakłusować, nawet zwykle nie próbują.  😵  To pomagam raz, trzeci, piąty, dziesiąty, ale w połowie jazdy pomagam już tylko tym dzieciom, które widzę, że w ogóle próbują coś robić. Na kolejnej jeździe to samo, najpierw kilkukrotnie pomagam wszystkim, a później już tylko tym, które chociaż coś próbują. Cokolwiek na jeździe robi tylko max. połowa osób, potrafiąca chociaż trzymać się ściany i zrobić jakąś woltę, częściej są to 3-4, reszta sobie jeździ w środku za ogonem i jak się odwrócę, to dyskutuje o głupotach.
Jasne, że to na pewno też w jakimś stopniu moje niedomaganie, ja się już do instruktorki nie pcham póki co wcale, wcześniej też prowadziłam jazdy tylko kompletnie początkującym i czasem "średniozaawansowanym" (jakoś się przemieszczali w dwóch lub trzech chodach, zwykle mocno bez szału), te mi jazdy całkiem mi wychodziły - ale prowadziłam je na 2-4 konie zwykle albo lonże. Mogłam sobie spokojnie poradzić z każdym, w razie potrzeby rozdzielić na dwie grupy zajmujące się swoimi ćwiczeniami. A jak masz taki zastęp, to nawet nie wiesz gdzie patrzeć, dla mnie to w ogóle patologia w czystej postaci, ale ja w ogóle wsadzona w nie-luźny zastęp jestem przerażona i nie potrafię sobie na koniu miejsca znaleźć, a co dopiero próbować coś zrobić z ludźmi z ziemi.  😜  W dodatku, w pierwszej stajni miałam przyzwolenie na np. zsadzanie ludzi z konia, generalnie wychodziło się z założenia, że człowiek ma faktycznie chcieć jeździć, a nie tylko przetelepać się po śladzie przez całą jazdę, a więc nie tylko mogłam, ale nawet miałam stawiać wymagania, oczywiście dostosowane do poziomu osoby jeżdżącej. I klientów zawsze było po kokardkę, nie trzeba było się specjalnie im na siłę przypodobywać. Ale nie każdy właściciel stajni pozwala Ci faktycznie poprowadzić jazdę, a nie jedynie robić dobrze klientowi.
Chcę przez to powiedzieć, że czasem dobre chęci i ciężka praca instruktora to nie jest jedyny powód takiego wyglądu jazd rekreacyjnych.
Przepraszam, rozpisałam się.  🤣

Z rzeczy, które mnie wkurzają w jeździectwie:
1. Nieprzykładanie się w rekreacji do nauki jazdy nawet przy tych osobach, które faktycznie chcą się uczyć, pomimo posiadania ku temu choćby minimalnych warunków. Smutno mi, że moja pierwsza stajnia, o której mogę powiedzieć po czasie sporo negatywnych rzeczy, mimo wszystko na tle wielu innych rekreacji wychodzi baaardzo mocno na plus. I poziom instruktorów też jest fatalnie wkurzający (sama do kursu zostałam namówiona, jak mówię, szło mi lepiej niż się spodziewałam. Ale wciąż, instruktorami powinni być ludzie ze znacznie większą wiedzą i przede wszystkim doświadczeniem. Osób z mojego kursu nawet nie mam siły komentować.).
2. Znalezienie sposobu na rozwój jeździecki bez własnego konia bądź chociaż częściowej dzierżawy zazwyczaj zakrawa na cud.
3. Z roku na rok dzieci są coraz mniej chętne do nauki jazdy, będąc na obozach chętnie nawet nie wsiadają na konie (styczności nie mam od 2-3 lat, wcześniej co sezon i w pojedyncze weekendy pracowałam jako instruktor).
4. Wkurza mnie, że to jeździectwo jest takie drogie i czasochłonne. I dla mnie tak niezwykłe, że nic mi nie dostarcza tak dobrej energii, emocji i spokoju ducha, jak to. I że niestety, ale nie da się rozwijać choć trochę bez naprawdę ogromu poświęconego czasu, nawet w perspektywie jednej jazdy to łącznie ok. 3 godzin dziennie (o pieniądzach nawet nie wspomnę).
sklepy internetowe
autor: Dreamer113 dnia 30 kwietnia 2020 o 15:55
+ Bergo - szybko i sprawnie, jak zawsze.  🙂
+ JD Attack - dogadywałam się przez messengera co do kolorów (ich braku) rzeczy, które chciałabym zamówić. Wszystko super miło, przeszukano dla mnie magazyn i sklep,  a to była naprawdę malutka rzecz. Dodatkowo udało mi się domówić jeszcze jedną rzecz, która na sklepie wyszła.  😁  Naprawdę baardzo polecam, czekam na paczkę, więc co do jakości jeszcze nie mogę się wypowiedzieć - po zdjęciach rzeczy wydają się być fajne jakościowo i myślę, że się nie zawiodę.  😉
Co mnie wkurza w jeździectwie?
autor: Dreamer113 dnia 28 kwietnia 2020 o 22:17
Eee, powiedziałabym, że mnóstwo osób spoza re-volty czytało Quantę; fakt, że może bardziej w wieku "młodzieżowym", z tych przypadków, które znam.  😉  Ale to też poniekąd kwestia wspomnianego czasu, widzę po sobie, że czytam coraz mniej nawet tych blogów (inna tematyka), które lubię, bo zwyczajnie nie bardzo mam kiedy.
Sama do re-volty dołączyłam dużo później i na początku nawet nie ogarniałam związku Quanty i re-volty.  🤣  Już nie pamiętam czy się pokapowałam po czy przed podczytywaniem forum.

Jakby nie było, mi okrutnie brakuje podobnego do tego bloga źródła wiedzy. To wciąż była teoria, ale przekazana w inny sposób niż w książkach, to po pierwsze, a po drugie skupiająca się też często na innych, jakby bardziej dookreślonych kwestiach. Nawet pomijając nowe wiadomości jeździeckie, fajnie można było sobie wszystko usystematyzować i zwyczajnie miło się czytało w wolnej chwili. Szczególnie jak się nie za bardzo na co dzień ma możliwość jeździć z kimś sensownym.
Nie znalazłam za bardzo nic podobnego do bloga Quanty, niestety. Za to widzę mnóstwo jakichś niepokojących fanpage'y, które czasem nawet ciężko mi ocenić pod względem wiedzy posiadanej przez osoby je prowadzące, bo są jakieś takie... Mętne. Choć to się też rozbija o kwestię wspomnianego braku czasu - czytam w locie, gdzieś w autobusie, przy kawie w pracy.
sklepy internetowe
autor: Dreamer113 dnia 17 kwietnia 2020 o 15:32
- GNL  - tylko raz w tym sklepie udało mi się kupić takie bryczesy, jakie zamówiłam; o które z resztą pytałam wcześniej na fb z prośbą o zdjęcie koloru. Trzeci raz otrzymuję telefon po zamówieniu, że niestety, nie mają już bryczesów w tym kolorze, mogą mi zaproponować w innym. Sytuacja powtarzająca się od kilku dobrych lat. Już ile można. Nadmienię, że kupowane dziś bryczki faktycznie były w dużej promocji (i idealne jakich szukałam  😵 ), ale pozostałe dwie pary, które kupowałam, były w cenie regularnej, bynajmniej nie nowa kolekcja, więc raczej tak nagle nie powinny znikać.  🙄

Ogólnie sklep bardzo lubię, zawsze jest dobry kontakt, można się bez problemu dogadać. Tylko już naprawdę, 3/4 razy żebym musiała wymieniać produkt, bo akurat dziwnym trafem w tym momencie się sprzedały? I to zawsze są bryczesy!
Jestem strasznie rozżalona, chciałam sobie poprawić humor, to mam.  😕
Sprawy sercowe...
autor: Dreamer113 dnia 02 kwietnia 2020 o 11:48
nokia6002, idź do prawnika. Jak złożysz pozew sama, to a to opłatę źle napiszesz, źle alimenty wyliczysz, czegoś wartościowego nie ujmiesz. Sama sobie przedłużysz sprawę i wtedy wspólne mieszkanie może się okazać koszmarem. To też dla Ciebie będzie mniejszy stres, bo zajmie się papierologią osoba, która się na tym zna, odezwie się w sądzie, gdy emocje wezmą górę.
W ogóle większość trudnych spraw i generalnie najbardziej spanikowanych klientów kancelarii to osoby, które same sobie prowadziły sprawy.  😉
Życzę powodzenia, rozstania są zawsze mocno obciążające, ale warto zauważyć, że większość osób cieszy się bardzo z tej decyzji. Jeżeli pomysł rozwodu przyszedł Ci w ogóle na poważnie do głowy, to jednak znaczy, że chyba jest potrzebny. Trzymam kciuki za jak najszybsze i najmniej stresowe rozwiązanie sprawy.  :kwiatek:
sklepy internetowe
autor: Dreamer113 dnia 20 marca 2020 o 18:04
+ equishop - ekspresowa wysyłka zamówienia, wszystko bez najmniejszego problemu.
sklepy internetowe
autor: Dreamer113 dnia 18 marca 2020 o 18:00
Dla sklepu dobry-koń ogromny +, choć u mnie nie dotyczy (niestety) zamówienia. Pytałam o wymiary ubrania przez messengera, dostałam dokładne pomiary oraz bardzo pomocny opis. Prawdopodobnie zamówienie się nie uda, ale jestem szczerze miło zaskoczona okazaną pomocą, bardzo doceniam takie rzeczy.  🙂
Koronawirus
autor: Dreamer113 dnia 17 marca 2020 o 10:15
DHL też wozi za granicę.
Jeździecka Rewia Mody (odzież, obuwie i reszta sprzętu)
autor: Dreamer113 dnia 17 marca 2020 o 06:52
Wlasnie jedna kurtkę sprzed kilku lat mam 36 i jest idealna, rok temu kupiłam druga i jest przyduża pod pachami. Byłam ciekawa, jak wypadają kamizelki.
Dziekuje bardzo za odpowiedz.  🙂
Jeździecka Rewia Mody (odzież, obuwie i reszta sprzętu)
autor: Dreamer113 dnia 16 marca 2020 o 22:07
Hej dziewczyny, jak wypadają kamizelki Pikeur?  :kwiatek:
Chcę kupić grubszą kamizelkę z kapturem, żeby zakładać ją na wierzch lżejszej kurtki. Nie ma rozmiaru 34 w wariancie, który bym chciała, zastanawiam się, czy ryzykować 36? A może ktoś w ogóle miałby któryś z tych rozmiarów modelu Felia albo Amica? Byłabym mega wdzięczna za podanie wymiarów.  :kwiatek:
Góra pikeura w koszulkach i bluzkach wychodzi mi 34, jak kupiłam polówkę 32, to leżała nawet lepiej (choć mogłaby być nieco luźniejsza). No kusi mnie ta kamizelka, no.  😁
Kupno konia
autor: Dreamer113 dnia 29 lutego 2020 o 11:45
Enduroboy, przecież jeżeli koleżanka zrobiła furtkę w postaci "miesiąc na oddanie bez podania przyczyny" w umowie, to sama sobie strzeliła w kolano.
Co do drugiej sytuacji - była powiadomiona i ma zapis w umowie. Tu trochę gorzej sytuacja wygląda, ale jednak była świadoma tego co kupuje, teraz musisz tylko ten fakt udowodnić. Trochę jak sędziemu czapka stanie, opinię biegłego (weterynarza) powołać można zawsze inną, opłacić ją musi strona, która się jej domaga (zazwyczaj). I sąd wcale nie musi się przychylić do opinii biegłego, zazwyczaj to robi, ale to nie jest tak, ze ta opinia go wiąże. Plus, teraz bardzo głośno mówi się o podważaniu opinii biegłych.  😉

Prawo o rękojmi nie zmieniło się co najmniej od kilku lat, można dokładnie sprawdzić kiedy i w jakim zakresie nastąpiły zmiany. Więc stwierdzenie "teraz sprzedawać" to tak trochę dziwnie - jedyne co, że ludzie się częściej może po sądach ciągają. Co akurat ma swoje plusy i minusy.  😉
Kto/co mnie wkurza na co dzień?
autor: Dreamer113 dnia 23 lutego 2020 o 13:56
Czepianie się nazewnictwa, to jest... No właśnie, czepianie. Nie wiem, co to komu przeszkadza, jak powiem "kotlet warzywny", ale specjalnie dla tych cierpiących, zadam sobie tę trudność i będę mówić pięć razy dłużej, że jest to np. "zmiksowany kalafior, brokuł, pestki słonecznika z dodatkiem ziół usmażone na patelni". Specjalnie, żeby jako ten odmieniec nie raził nikogo pewnym określeniem.  🙄  Nie piję tutaj personalnie do kogoś, tylko tak dla mnie brzmią te uwagi.
Co do "smalcu z fasoli" i temu podobnych - mnie tam razi i bardzo niechętnie po nie sięgam, bo nie po to nie jem mięsa. 😉  Ale że do wyboru zazwyczaj zbyt wiele nie mam w sklepie, to cóż... Nie widzę sensu w takim nazewnictwie i również mnie denerwuje. Wszelkie wege-szynki też są na swój sposób dziwaczne. Ale wychodzę z założenia, że być może są osoby, które nie jedzą mięsa z jakichkolwiek powodów, a bardzo by chciały i być może takie produkty oraz nazewnictwo ułatwia im życie. Nie wiem, gdybam sobie.
Nie chce mi się za wiele rozwijać problemu językowego, bo dla mnie to jest zwyczajnie szukanie problemu, dlatego na tym poprzestanę. Z resztą ten temat był już z tego co pamiętam wałkowany kiedyś na forum.
A wege alternatywy w standardowych knajpach w szczątkowej choćby ilości są po prostu miłe i bardzo ułatwiają życie. 😉

Powiem Wam na temat dyskryminacji tyle, że wszyscy wege czy jakoś bezmięsni, ograniczający mięso ludzie, jakich znam, nie mają do całości podejścia nazi. Wręcz są w tym względzie lekko wycofani, ja tak trochę mam, jestem w mniejszości, dobrze mi w niej, ja się łatwo też dostosowuję. Nigdy nie padają uszczypliwe teksty czy żarty o "mięsożercach". Za to ja się z tym spotykam na co dzień. Naprawdę to męczące i przykre, bo nawet bliscy znajomi potrafią czasami rzucić mi takim "żartem", żeby na pewno ukłuło albo żeby wytknąć, że nie jem mięsa. Słyszałam teksty typu: "zrobiłam taki dobry makaron z czymś tam, ale z mięsem, to nie dla Ciebie" - mówione na spotkaniu gdzieś na mieście z koleżankami, najpierw do ogółu, druga część wprost do mnie; przecież nie częstuje nas w tej chwili, więc po co to? Albo "Ty się nie znasz na dobrej pizzy, bo nie jesz mięsa" - w pracy przy wybieraniu pizzerii, wtf?  🤔wirek:  Mam do żartów dystans, tylko to nawet nie brzmi jak żart, a słyszę przytyki tego typu bardzo często, serio. Od znajomych, przyjaciół, od rodziny to już w ogóle, od ludzi w różnym wieku i z różnych miejscowości. I są to często osoby wcale nie głupie, teoretycznie. Dziwnie i przykro. O standardowych żartach i dogryzaniu słyszanym praktycznie codziennie nawet nie wspominam, wyciągam te przykładowe, najbardziej absurdalne sytuacje.

Przepraszam, jeśli piszę trochę nieskładnie - po imprezie jestem.  😁
Kącik Seniora - czyli koń na emeryturze
autor: Dreamer113 dnia 17 lutego 2020 o 17:18
Watrusia, ale emerytura to nie jest przecież tylko całkowite odstawienie od jazd. To po prostu emerytura od kariery sportowej albo ambitniejszej rekreacji; to, że nawet możesz na tego swojego konia wsiadać, ale tylko lekko i w trzech chodach, jest dla niektórych osób w ogóle bez sensu. Nawet nie z jakichś złośliwości, a dlatego, że po prostu nie wiedzą już co by mogli robić z takim koniem, skoro od x lat cały czas stawiali na rozwój i konkretne treningi.  😉
Znałam dziewczynę, której koń miał kontuzję w okolicach jego 8 czy 9 roku życia. Problem z plecami, był bardzo słabej budowy. Wyleczony, wychuchany, cały czas się zajmowała, zapewniała wetów i fizjo, mogła wsiadać jak najbardziej na lekkie jazdy, nawet wskazane, no to śmigali sobie w trzech chodach, czasem teren - ale koń w terenie idący taranem, lubiący się rozpędzić i olać człowieka, jeżdżony dla jej bezpieczeństwa na pelhamie (dziewczyna dobrze jeżdżąca i faktycznie konia kochająca). W międzyczasie miała drugiego konia do sportu, ale też jak najbardziej do wszystkiego, z bardzo dobrą głową. Ale na dwa konie trzeba i czasu i pieniędzy, ona w szkole średniej, zaraz studia. Spróbowała dać do rekreacji, ale bolało ją, bo jednak rekreacja jest niewdzięczna sama w sobie dosyć dla koni. Ostatecznie gdzieś konia oddała, słuch o nim niestety zaginął, ale to już ryzyk-fizyk, no trzeba się z tym liczyć. Zapytałam ją kiedyś, jak się nim zajmowała, czemu na niego nie wsiada, że wcześniej coś razem jeździli jeszcze, odpowiedziała mi wprost: nie wiem, co z nim robić. Ani zebrać, ani drążki pojechać, taka jazda bez sensu w kółko.

Ja uważam, że ten ruch w starszym wieku koniom się należy jako normalna opieka (o ile jazdy im jeszcze służą, oczywiście), ale rozumiem, że niektórzy właściciele z tego rezygnują. I tak, koń 18-lat to dla mnie emeryt, bo już ciężko o karierę sportową - choć się zdarzają! - ale jednak tendencja jest spadkowa. 😉  Ja chcąc coś pojeździć nawet rekreacyjnie, na pewno nie kupiłabym konia w wieku 16+ lat, bo akurat swojego chciałabym już utrzymywać do końca jego dni, ale też nacieszyć się i samą jazdą. Po prostu podchodząc do tego z rozsądkiem, tak się bardziej "opłaca".
Choć ja emerytów kocham, najwspanialsze, zdecydowanie najmądrzejsze i najsprytniejsze.  💘  Uwielbiam Was w tym wątku podczytywać. 🙂
moda, ciuchy etc...
autor: Dreamer113 dnia 13 lutego 2020 o 22:25
Dziewczyny, ratujcie, bo mam dość.  😵
Muszę skrócić sukienkę na bal. Sukienka maxi, lejący się materiał, rozkloszowana, ale jak stroję jest bardziej przy ciele, nie rozszerza się i bardzo ładnie się układa. Ma też rozcięcie na jedną nogę, tak jakby ukryte w fałdach materiału.
Będąc w obcasach, ile ją skrócić, żeby dobrze wyglądała, a nie zniszczyła się w tańcu i żeby się w niej nie zabić?

Pójdę do drugiej krawcowej, ale chcę poznać Wasze zdanie. Mam strasznie dość sytuacji, w której idę do, wydawałoby się, profesjonalisty, a kurcze mówiąc dokładnie, jaki chcę efekt, nie mam podanych żadnych propozycji, tylko "zrobię jak pani chce" albo "zrobię po swojemu (czytaj: spie...)". I to tyczy się naprawdę każdej dziedziny. A jak się trochę znam i wiem co chcę, to się kłócą i zrobią finalnie inaczej.  😵

Przepraszam. Naprawdę mi się dziś ulało. Nienawidzę czegokolwiek przerabiać, zmieniać itd.
kącik pomocy medycznej, czyli: czy to coś powaznego i jak temu zaradzić
autor: Dreamer113 dnia 10 grudnia 2019 o 18:43
budyń, ja ostatnio też załapałam, chociaż za dzieciaka niby chorowałam.  😜
Przepisano mi heviran i zalecono psikanie octaniseptem, kupowałam też jakąś piankę na swędzenie, ale jej używałam mało, tylko przez kilka dni, głównie na twarz, nazywała się PoxClin czy jakoś tak (polecili w aptece). No i plus leki na gorączkę, lekarz wskazał konkretnie paracetamol. Ja akurat nie używałam niczego więcej, dbałam w miarę możliwości o higienę tych krost i dużo odkażałam octaniseptem (kup od razu też duży :P).
Współczuję, paskudna choroba.
PSY
autor: Dreamer113 dnia 22 listopada 2019 o 19:25
A dla mnie maliniak to wciąż marzenie do spełnienia 🙂 były onki, mix on/maliniak, są Wilczaki, borzoj i onek (przygarnięty i nieadopcyjny) borzoje zostaną dopóki sił starczy, Wilczaki emerytowane już i jak widzę kolejne mioty to smutno się robi bo takich jak te sprzed nastu lat już nie ma, zatem Malinka na podkręcanie domowej atmosfery będzie w sam raz.


AnetaW, możesz powiedzieć coś więcej o wilczakach?  :kwiatek:
Interesuję się od lat, marzy mi się. To jest dopiero demonizowana rasa, o rany. Pewnie nie bez powodu, ale jednak chciałabym usłyszeć jakąś opinię "normalnego człowieka", a nie cudotwórcy, gdzie większość właścicieli z wilczakowych grupy wygląda szczerze mówiąc na średnio psio-rozgarniętych.  😉
Nie tylko fotografowane, także rysowane... cz.III
autor: Dreamer113 dnia 19 listopada 2019 o 17:00
Koh-I-Noor, mam cały duży zestaw ołówków, jestem z nich baardzo zadowolona.  😉
Swoją drogą nie jestem pewna, czy nie są przypadkiem dostępne w Empiku.
żel, żele, podkładka, podkładki, futerko pod siodło
autor: Dreamer113 dnia 14 listopada 2019 o 18:56
mnidgame, ja na Twoim miejscu najpierw wybrałabym się do fizjoterapeuty. Koszt jednej wizyty nie jest duży, sama konsultacja trwa jakąś godzinkę, a przynajmniej dobierze Ci prawidłowo ćwiczenia i nie zrobisz sobie przypadkiem kuku.  :kwiatek:
Ja zestaw ćwiczeń mam na baaardzo pogłębioną lordozę. Zupełnie nie trzymają mi mięśnie, fizjoterapeutka pokazała mi napięcie na takim pasie-urządzeniu (jak bardzo te mięśnie muszę spiąć, żeby to napięcie było prawidłowe), dała mi zestaw trzech ćwiczeń na odcinek lędźwiowy + jedno na łopatki, nagrała mnie podczas ich robienia, więc mogę zawsze do nich wrócić, pokazała również wersję trudniejszą tych samych ćwiczeń, kiedy już te podstawowe nie będą mi sprawiały trudności. Czułam się dużo lepiej, gdy je wykonywałam, gdy jeździłam regularniej konno też. Teraz głównie się uczę i pracuję przy biurku, właściwie nie chodzę, bo przecież mam komunikację miejską.  😜  I jest dramat, plecy potrafią mnie boleć nawet jak po prostu leżę.
Co jakiś czas wracam do tych ćwiczeń, ale są dla mnie strasznie męczące (choć proste) i brakuje mi motywacji.  😁  Pewnie ruszę dopiero, jak znowu będę miała czas na jazdę konną. Ale zdecydowanie NIE polecam takiego zaniedbywania.

Jeżeli chodzi o objawy, to mam dokładnie te potwierdzone przez lillid.  😉

Naprawdę lepiej raz wybrać się do fizjo niż niechcący zrobić sobie krzywdę nieodpowiednimi ćwiczeniami i później to odwracać.  🙂
kącik pomocy medycznej, czyli: czy to coś powaznego i jak temu zaradzić
autor: Dreamer113 dnia 22 października 2019 o 20:38
Latissimus oooo, ja mam obniżony poziom żelaza. A bardzo dokuczliwie dolegało mi właśnie to kłucie w sercu i jego kołatanie, zapomniałam o tym wspomnieć. Nawet sobie odpaliłam internety po kilku dniach, ale tylko nerwoból mi opisem pasuje.  😁

espana też przyjmowałam Sorbifer Durules. Tylko nie po drodze mi po receptę niestety. :/  Ale skoro to może być też ta kwestia, to już czas.
kącik pomocy medycznej, czyli: czy to coś powaznego i jak temu zaradzić
autor: Dreamer113 dnia 22 października 2019 o 08:30
Na nerwoból pomaga podobno zażywanie magnezu. Ja ostatnio męczyłam sie dłuższy czas, ból w okolicy serca, wiec troche strasznie. Wzięłam kilka dni podwójna dawkę magnezu, akurat zachorowałam, wiec tez się nie stresowałam tak, jak na co dzien - póki co przeszło. 😉
Rękawiczki
autor: Dreamer113 dnia 04 października 2019 o 13:20
Saganek, miałam kiedyś rękawiczki HKM - te z drugiego linku albo bardzo podobne. Dobrze wspominam, poprzecinały mi sie po jakimś czasie tam gdzie zawsze, czyli na palcach serdecznych. Za taka cene moim zdaniem bardzo ok.