Rewia i Agnieszka - musimy im pomóc!!

Gdzieś przypadkiem trafiłam na historię Rewii i... skojarzyłam z opisem bidy zamieszczonym w wątku [url=http://re-volta.pl/forum/index.php/topic,36525.msg2722260.html#msg2722260]o oczach[/url]
Cytuję z [url=https://centaurus.org.pl/konie/rewia_3/#page-content]linka[/url] historię jednej z nas, revoltowiczki o nicku agulaj79
Revolto budzimy się z jesiennego snu. Trzeba im pomóc bezwzględnie!! Każda złotówka w tym przypadku jest na wagę złota.




Postanowiłam do Państwa napisać, choć nie ukrywam, że czuję się dosyć niezręcznie. Nie piszę co prawda tylko w swoim imieniu, ale sprawa jest mi naprawdę bliska.

W naszej stajni jest kobyłka Rewia, ma 23 lata, znam ją od urodzenia. Mam do tego konia bardzo szczególny stosunek, bo jest córką mojej ukochanej klaczy Rei, która padła 9 lat temu. Rewię, kiedy ta skończyła 1,5 roku kupiła mama mojej przyjaciółki Agnieszki. To było spełnienie marzeń Agi. Niestety, rok później jej mama zginęła w wypadku samochodowym. 16 letnia wtedy Aga została sama z przyrodnim rodzeństwem i ojczymem. Dla Agnieszki Rewia stała się najcenniejszą pamiątką, symbolem marzeń spełnianych przez mamusię, którą nagle straciła.

Rewia od lat stoi w prywatnej stajni, Agnieszka od dawna na niej nie jeździ, ale bardzo ją kocha i nie było wątpliwości, że Rewia zostanie z nią do końca. W międzyczasie Adze zmarła cała rodzina, została sama. Życie dokopało Adze. Na obecną chwilę nie zarabia dobrze: 2100 pln, ma dwoje dzieci... i znikąd pomocy. Pomimo trudnej sytuacji nie było mowy, żeby pozbyć się konia, który przecież nie zarabiał na siebie, co więcej miesięcznie trzeba było zapłacić za jego utrzymanie. Rewia jest starszym koniem, a starsze konie wiadomo jak kończą kiedy stracą sprawność lub zdrowie...Aga nigdy nie chciała ryzykować takiego obrotu sprawy.

Pomimo trudności osobistych i finansowych dawała radę zadbać też o konia (regularnie był kowal, odrobaczanie, itd.) Kiedy było bardzo źle pomagaliśmy im w stajni wszyscy, a Eliza, właścicielka stajni rezygnowała z opłaty za utrzymanie miesięczne konia.

I jakoś to się wszystko kręciło...

W styczniu tego roku, Rewia doznała porażenia nerwu trójdzielnego. Kobyłce opadła lewa strona: ucho, powieka, warga. Leczenie trochę pomogło, ale Rewii została opadnięta warga i brak czucia w pysku. Teraz ma trochę trudności z pobieraniem pokarmu, ale daje radę.

Po kilku tygodniach po opanowania sytuacji zaczęły się problemy z okiem; nawracające zapalenia rogówki, wrzody w oku – może to mieć związek z wcześniejszym porażeniem. Z tygodnia na tydzień stan oka był gorszy pomimo leczenia. Wizyty lekarza i leki pochłaniały spore sumy. A ból oka ogromy!

Dodatkowo na wiosnę walczyliśmy z zołzami. Niestety Rewia była w grupie tych koni, które się zaraziły. Na leczenie Rewii zrobiliśmy zrzutkę wśród przyjaciół naszej stajni, ponieważ Aga była już w bardzo ciężkiej sytuacji finansowej.

Pasmo nieszczęść jednak się nie skończyło. W czerwcu Rewia została bardzo skopana przez innego konia. Lokalny weterynarz który został wezwany zdecydował, żeby do szycia Rewię położyć. Niestety, nieodpowiednio dobrał leki. Rewię udało się z trudem położyć, ale nie zasnęła, natomiast "lekarz" zrezygnował z zabiegu. Co się działo, kiedy chciała wstać otumaniona lekami, chyba nie trudno sobie wyobrazić. Na samo wspomnienie tego widoku ściska mnie w gardle. To, że się nie połamała i żyje jest jakimś cudem! (A ten konował już nigdy do nas nie przyjedzie) Po tym zdarzeniu bardzo podupadła na zdrowiu, wiele tygodni się nie kładła, była obolała, miała też poważną kontuzję przedniej nogi. Kolejne wizyty wetów, leki, kasa, kasa, kasa...

Po tym zdarzeniu przez jakiś czas był względny spokój. Wojowaliśmy tylko bez przerwy z jej okiem, które cały czas się paprało koszmarnie i bardzo ją bolało.

No i miesiąc temu znowu przyczepiło się do niej choróbsko. Najpierw jednostronny, bardzo obfity ropny i śmierdzący wypływ z nosa... Po wizycie weterynarza okazało się, że mała rana na pysku – sądziliśmy że zwykłe skaleczenie, to jest przetoka od zatok lub od zęba. Tym razem przyjeżdża już weterynarz typowo od koni (pełna diagnostyka, rtg, wymazy, przegląd zębów, leki). Okazało się, że to nie zęby na szczęście, bo w tym przypadku lekarz od razu sugerował leczenie w klinice. Specjalnie nie zmieniło to sytuacji, bo to niestety są zatoki (prawdopodobnie powikłane po zołzach) które w jej trudnym stanie też powinno się leczyć w klinice! Tylko, że ....ze względów finansowych Rewia do kliniki nie pojechała! Najzwyczajniej nie mamy na to pieniędzy. Wszyscy w stajni jesteśmy maksymalnie spłukani. Dotychczasowe leczenie pochłonęło już 5 tysięcy (ostatnie 3 miesiące)

Aga starała się o niewielki kredyt na leczenie konia, ale jej odmówiono .

Teraz przyjeżdża weterynarz (specjalista od koni), który płucze tą przetokę z ropy – powinien codziennie, ale jest co kilka dni, bo na częstsze wizyty nas nie stać . Inny weterynarz, taki z okolicy, „tańszy" przyjeżdża by podawać antybiotyk (jego obecność jest konieczna, ponieważ Rewia ma uczulenie na niektóre antybiotyki i miewała wcześniej wstrząsy) Ropa nie leje się już z nosa, ale wciąż się sączy z przetoki, lub zbiera się pod skórą. Koszty leczenia robią się koszmarne...

Na domiar złego, w przebiegu infekcji bardzo pogorszyła się kondycja oka, które już teraz kwalifikuje się pilnie do usunięcia....I znowu wraca temat kliniki. Żaden specjalista nie chce się podjąć i ryzykować takiego zabiegu w stajni - na który zresztą też nie mamy pieniędzy!

Wspomagamy Agę finansowo wszyscy, którzy jesteśmy skupieni wokół stajni, ale nie damy już rady pokryć takich koszów. Na razie walczymy, aby wrzód w oku nie pękł podając jej leki co 3h na dobę, ale są na to małe szanse. Oko może w każdej chwili wypłynąć. Koń bardzo cierpi i coraz mniej cierpliwie znosi te wszystkie zabiegi....

Nasza bezradność jest rozwalająca....a wszystko rozbija się o pieniądze. Już teraz zalegamy z opłatami u lekarza.

Dlatego ośmieliłam się napisać. W imieniu, REWII, Agnieszki i wszystkich z naszej stajni, którzy są przejęci losem końskiej babci...

Bardzo proszę o pomoc dla naszego konika....Bo Rewia cierpi coraz bardziej...już nie pozwala sobie podawać leków, jest tak obolała, gaśnie...

Tak sobie myślę...oko czy zatoki - to można wyleczyć w naszych czasach... w tym przypadku Rewia umrze na brak pieniędzy...

Nie wiem gdzie szukać pomocy... Płakać mi się chce...

Nasza stajnia nie prowadzi działalności komercyjnej. Nie jesteśmy "cwaniakami". To raczej pensjonat dla koni, skupiający wąską grupę kilku/kilkunastu osób. Szanujemy, kochamy, dbamy o konie i o inne zwierzęta. Nie zarabiamy na nich i nie wyzyskujemy, jak to często ma miejsce w innych miejscach. Zgarniamy zwierzęta z ulic, szukamy im domów, pomagamy każdej istocie, która stanie na naszej drodze. Przez lata nikt z naszego grona nie oddał na "zielone łąki" swojego pupila na starość, bo to w swoim domu mają szacunek i godną starość.

W ciągu ostatnich lat kilka koni od nas odeszło, ale dotąd los nas "oszczędzał" i żaden z nich przewlekle nie chorował. Niestety teraz sytuacja Rewiulca nas przerosła. To dobry konik, który zasłużył swoim życiem na godną starość i leczenie. Zdziwienie i bezradność, mieszają się ze sobą...Nikt z nas nie miał świadomości jak ogromne mogą być koszty zapewnienia godnej starości i leczenia dużemu zwierzęciu...

Nie  możemy patrzeć jak bardzo ten koń chce żyć, a my nie jesteśmy w stanie ulżyć jej w cierpieniu i opłacić porządnego leczenia...

Prosimy o pomoc.

Pozdrawiam

Asia i reszta."


Rewia wymaga kilkutygodniowego leczenia w klinice. Szacunkowy koszt leczenia (wraz z transportem do kliniki) to 11 tysięcy złotych. Kwota jest bardzo duża. Istnieje również ryzyko, że leczenie w klinice nie przyniesie spodziewanych rezultatów i będzie wskazanie do eutanazji. Ale na dziś dzień lekarze widzą dla Rewii szansę, a jedyną przeszkodą aby otrzymała pomoc, jest brak środków na jej leczenie.


Podkleiłam.

edit2: odklejam.
Dzięki _Gaga za reakcje i refleks  :kwiatek: Teraz to już nie ma możliwości, żeby się nie udało pomóc Rewii, a tym samym i Agnieszce, choć trochę ulżyć.
Kochani jestem niesamowicie wzruszona. Jestem w  tej chwili w pracy, więc nie mogę się rozpisywać. Oficjalnie wam muszę powiedzieć, że Rewia jest w klinice na Służewcu tylko dzięki pomocy Fundacji Centaurus. Oni zgodzili się nam pomóc, ogłosili zbiórkę i prosiłabym mimo wszystko o wpłaty na ich konto. Dzięki nim w ciągu jednego dnia Rewia wyjechała na leczenie, i to im będzie przedstawiona faktura za leczenie.
Ja wszystko co mogłam zrobić do tej pory zrobiłam. Spłacam raty za kredyt wzięty na leczenie i jeszcze do opłacenia mam rachunek za ostatnią wizytę z lekami. Jakoś staram się sobie dać radę.
Wszelkie informację mogę też udostępnić na pw. Choć tutaj będę informowała o postępach leczenia.


Edit:
Nie wiem czy zdjęcia nie są za duże. Jeżeli tak to muszę prosić o pomoc w ich zmniejszeniu bo ja nie umiem. Zdjęcia są z 15.10. Po prawej stronie Rewia ma przetokę. Myśleliśmy, że od zęba, zrobiony rtg tego nie wykazał. Teraz wiemy po badaniu w szpitalu, że to był tzw. martwak - czyli gnijący odprysk kości. W stajni nie  wyleczylibyśmy tego, i nawet nie wiem co by było gdyby nie trafiła na Służewiec. Nie wiemy czy się uderzyła, czy dostała kopniaka od innego konia? Nie wiemy. Pojawiła się nagle rana z ropą, czyściliśmy, lekarz czyścił przetokę, ale wcale się nie poprawiało. Dodatkowo Rewia dostawała antybiotyk Cobactan (mam nadzieję, że nie pokręciłam nazwy) na zapalenie zatok. Zastrzyki na dudce bo inaczej nie da do siebie podejść.
Dodatkowo lewe oko. Teraz wiem, że na 90 % będzie usuwane ponieważ nie produkuje łez, nie domyka powieki i wrzód będzie powracał. Jest to konsekwencja porażenia nerwu twarzowego, którego dostała 6 stycznia. Mimo szybko wdrożonego leczenia, jakaś niepełnosprawność jej została. Trochę gorzej pobiera paszę, ale nie chudnie, i to mnie cieszy. Przy okazji sedacji do rtg miała robione zęby bo jednak krzywo je ściera. Nie ukrywam, że dzięki pomocy mojej przyjaciółki można było to zrobić.
Cała historia jest opisana na stronie Centaurusa. Naprawdę, nawet rozkładając leczenie na raty, nie wiem kiedy bym spłaciła rachunek? Przy mojej pensji i zadłużeniu w banku i wśród przyjaciół pewnie za kilka lat. Dlatego wiadomość we wt od Fundacji, że jest decyzja o pomocy, że mogę ją zawieźć ścięła mnie z nóg i płakałam do późna w nocy bo wiedziałam, że ja nie jestem już w stanie jej pomóc.
Dzwoniłam do Szpitala pół h temu, ale jeszcze był obchód i nic się nie dowiedziałam. Czekam na telefon.
O boziu, co za historia...
😕
pomogę, pewnie, że pomogę. Edit: (...)  😉 stówka do stówki i uda się uratować Waszą miłość lub chociaż dopomóc w obecnych rachunkach.
agulaj79 - trzymaj się kobieto.
Megane proszę nie zrozum mnie źle. Sama sceptycznie podchodziłam do różnych fundacji. Jednak jak ścisnęła mnie za serce jakaś bida to zawsze coś wysłałam, czy choćby smsa. Wszystkie Polsaty i inne które pomagają dzieciom również. Mimo całej nagonki trzeba przyznać, że jednak pomagają zwierzętom. Wiem, że na świecie nigdy nie będzie zgody, jednomyślności. Zawsze będą ci za i ci przeciw. Ale ja sama osobiście otrzymałam od nich pomoc i nie umiałabym teraz napisać niczego złego na nich. Moje myślenie zmieniło się o 180 stopni, i wachlarz fundacji do wspierania powiększył się o kolejną pewną (mimo, że i tak po cichu przed wszystkimi ich wspierałam)


EDIT:
Czy jakiś dobra duszyczka z Warszawy miałaby czas w tyg, żeby do niej wpaść i ją podrapać po chrapach? Ja niestety tylko w weekend mogę dojeżdżać.
Agulaj79, pomagają, oczywiście, że tak ale ja wolę bezpośrednio. Kilka razy się przejechałam na fundacjach. Nie będę opisywać w tym wątku swoich perypetii 😉 ale mój grosz ich konta nie zasili i tyle 😉 i na tym poprzestańmy. Ja lubię i szanuję swoje pieniądze i w błoto ich wywalać nie będę 😉
Cieszę się bardzo, że Was wsparli... i na tym zakończę swoje zadowolenie na ich temat  :kwiatek:
czy przewidujecie może jakiś bazarek lub licytacje dla Rewii? finansowo nie bardzo dam radę pomóc, ale może być coś podrzuciła do kupienia/wylicytowania.
Bo są ludzie i ludzi. Tak jak szpitale i szpitale (mam na myśli szpitale dla ludzi). Nie ma na tym świecie ludzi i rzeczy idealnych... niestety. Mnie przeraża to co się dzieje na świecie dlatego przestałam oglądać TV. Skupiam się na sobie, ale i tak mi nie idzie bo zawsze skądś te wiadomości zawsze dochodzą.  A niestety jest tak, że te złe rzeczy są nagłaśniane, a o dobrych jest najczęściej cisza...

Edit:
Słuchajcie.,jak ktoś nie może pomóc wpłatą czy smsem to chociaż jakby ktoś mógł podjechać do niej i dać jej tą marchewkę.

czy przewidujecie może jakiś bazarek lub licytacje dla Rewii? finansowo nie bardzo dam radę pomóc, ale może być coś podrzuciła do kupienia/wylicytowania.

też mam kilka rzeczy, które mogłabym podesłać. Leżą w pudle do sprzedaży a nie mam czasu się tym zająć. Może moderator mnie nie zablokuje. Jak powstanie jakiś bazarek, to wystawię resztę rzeczy i się tam przeniosę.
Tak na szybko. Mam[s] 3 [/s] 2 książki jak w ogłoszeniu. Po wpłacie pieniążków na rzecz Agnieszki książki wysyłam pocztą na własny koszt.
http://ogloszenia.re-volta.pl/inne/szczegoly/52355
Edit:
Słuchajcie.,jak ktoś nie może pomóc wpłatą czy smsem to chociaż jakby ktoś mógł podjechać do niej i dać jej tą marchewkę.


Nie polecam. Jeśli koń jest w szpitalu, a jego przyszłość nie jest pewna, to musi być w każdej chwili gotowy do położenia na stół. Już nie mówiąc o tym, że nikt Ci nie pozwoli wejść do konia z zewnątrz, a co dopiero dać mu coś. Nikt nieupoważniony nie ma wstępu do stajni szpitalnej, nawet osoby, które pracują na Służewcu i weterynarze bardzo dobrze je znają. Moja siostra pracuje dosłownie w stajni obok i również nie zostałaby wpuszczona do cudzego konia.
Poszedł niewielki przelew  :kwiatek: trzymam kciuki!
Wieści ze Szpitala:
Nic nowego nie wykryli (wczoraj mieli ją jeszcze badać czy nic dodatkowego się nie dzieje). Przetoka jest czyszczona i się goi. Z oka zdjęli martwy nabłonek, wrzód się cofa. Zrobiono test na produkcję łez i wyszło, że jednak coś produkuje. Co do powieki to chyba ją domyka, ale to jest jeszcze do obserwacji. Póki co wrzód się powoli cofa. Liczę, że cofnie się całkowicie. W każdym razie za jakiś czas będzie dopiero podjęta decyzja co z okiem. Mam codziennie nie dzwonić bo nic się złego nie dzieje i jakby co to oni do mnie zadzwonią - haha no jak mam nie dzwonić. Ten koń jest ze mną 22 lata i jakby nie patrzeć to jestem z nią związana.
W nd jadę w odwiedziny 🙂
Robaczek M.   i jej gniade szczęście:)
20 października 2017 18:13
Trzymam mocno kciuki za Rewie, wszystko będzie dobrze! Mam Seniorke w podobnym wieku i bardzo mnie poruszyła Wasza historia.
Mam troche sprzętu na sprzedaż, jeśli będzie jakiś bazarek to chętnie przekaże 🙂
desire   Druhu nieoceniony...
20 października 2017 20:09
agulaj79, trzymam kciuki, po weekendzie jakiś grosz poleci dla Rewii :kwiatek:
Obiś   Marzenia się spełniają i nie mów mi, że nie.
20 października 2017 21:06
agulaj79 Zaciskam kciuki jeszcze mocniej. Grosik poszedł,mocno wierzę,że nie pierwszy raz re-volta pokaże jak wielką ma moc.
Obiecane zdjęcia Rewii poniżej

Pozostałe do obejrzenia w galerii, UWAGA: są tam też zdjęcia mniej przyjemne 🙁






Dzięki Gaga. Zaraz pakuję się do auta i jedziemy z dziewczynami do Rewii. Wczoraj byłam w stajni, był hubertus. Wszystkie boksy pełne, tylko Rewii pusty.Wiecie jak dziwnie.
Jeszcze wieczorem koleżanka przygotowywała kolacje koniom (zanim wpuściła je z padoku do stajni), i odruchowo nasypała owsa do Rewiowego żłobu. Ech...
Ciekawe czy się ucieszy na nasz widok (pytanie retoryczne 😉  )
Z niecierpliwością czekamy na wieści  🙂
agulaj79, co u Rewii? Jakieś (dobre) wieści? 🙂
Wczoraj późno wróciłam i nie miałam siły pisać.
Akurat jak przyjechaliśmy była po sedacji bo czyścili jej tą przetokę. Ale zdecydowanie się na nas ucieszyła. Nie rżała, bo była taka otępiała, ale widać, że wiedziała, że my to my. Pojechałam z 4 przyjaciółkami, wszystkie ze stajni. Ma czyszczoną przetokę, jest duża i jeszcze śmierdzi ropą. Oko już ładniej, wrzód się cofa, ale czekamy czy cofnie się całkowicie, czy może się zatrzyma. Ma założony port i tak podawane leki. Co mnie ucieszyło to pod boksem worek marchwi leżał, a na tablicy na ścianie pod imieniem notatka, że podawać marchew podając krople do oczu! No miłe to. Niestety schudła. 5 dni i dupsko jej zjechało, żebra widać. W boksie ma ładnie sucho, dużo siana, woda w wiadrze bo z poidła nie umie pić. Ja nie zrobiłam żadnego zdjęcia. Po prostu wtuliłam się w grzywę, głaskałam ją po szyi i wyłam. Zdjęcia robiła moja przyjaciółka więc czekam, aż mi je prześle.
Akurat jest w kagańcu bo po sedacji nie może jeść. Wiec zdjęcia też nie są za piękne. Co smutne, to jak wychodziłyśmy bo stwierdziłyśmy, że przejdziemy się po okolicy i damy jej trochę otrzeźwieć (nie pozwolili nam jej wziąć na spacer przez tą sedację) to zarżała, jakby nie chciała, żebyśmy jej zostawiali. No i znowu się rozkleiłam.
Poszłyśmy sobie popatrzeć na wyścigi i po pół h wróciłyśmy. Już ładnie chodziła po boksie, nadal w kagańcu i zła, że jeść nie może. Ale przyszły pani i mierzyły  jej temp - mój koń się poddał i daje spokojnie mierzyć sobie temperaturę.
Dziś będę dzwoniła dowiedzieć się jak długo będą tą przetokę czyścili, bo przez to ona pół dnia nie je i chudnie. W każdym razie na życie jej się ma. Jako jedyny koń w tej stajni zarżała na widok wprowadzanego nowego konia. Śmiałam się, że ma kulturę, ale tak naprawdę jest po prostu sobą i jej się chce. Reszta miała wszystko w d... i jadła siano.

Ostatnia fotka za duża.
Edit:
Nie wiem czy zdjęcia nie są zbyt drastyczne.

Jestem po tel do Szpitala. Rewia chudnie bo nie za bardzo chce jeść siano. Moga jej zwiększyć dawkę owsa, ale ona ma strasznie dużo energii więc to też jest nie za dobre dla niej. Bez sensu. Zmartwiło mnie to. Wyprowadzają ją po zmroku lub wcześnie rano, bo w dzień ma podawaną atropinę i nie można.
agulaj79 wzruszające bardzo są Twoje słowa. Niezmiennie trzymam kciuki za zdrówko dla Rewii  :przytul:
agulaj79, może by jej wysłodki pomogły? Tak w uzupełnieniu włókna w diecie, skoro siana nie chce... ? Nie wiem na ile można ingerować w dietę konia w klinice :/

Kciuki są cały czas 🙂
agulaj79 Konie 'kolkowe' dostają w szpitalu na Służewcu (przynajmniej jak tam byłam rok temu) papki z otrąb i trawokulek może byłaby opcja żeby poprosić o takie i sprawdzić czy je?

Oczywiście też trzymam kciuki i mocno Wam kibicuję!
Właśnie, TRAWOKULKI - o nich zapomniałam (nieprzebiałkuję jej?). Może to będzie jadła. Bo ona ogólnie raczej wybredna była, jakiś specjalnych granulatów nie chciała jeść. Sieczka od podkowy jej jedynie smakowała owszem. Mam chwilkę czasu zaraz popatrzę jak to cenowo wygląda. Dzięki.
Dziś już mi troszkę lepiej, ale wczoraj po informacji, że chudnie bo nie je trochę mnie przybiło. Bo jednak w procesie zdrowienia, apetyt jest ważny. Pal sześć, że wróci chuda, odpasiemy ją, byle wróciła.

Edit: strasznie tego dużo - polecicie jakieś trawokulki?
Na pewno nie pro linen jak jest wybredna :/
http://www.muehldorfer.pl/horse/product.php?id_product=68  z darmową wysyłką i zjadliwe
Są jeszcze dobre z jar paszu, ale z lucerną - mogą puchnąć nogi, więc lepiej nie.
agulaj79, [url=https://animalia.pl/baileys-fibre-plus-nuggets-20kg/szczegoly/24369/#opis]te[/url] są fajne 🙂
BASZNIA   mleczna i deserowa
25 października 2017 17:41
Broń Boże pro linen, nawet krowa nie chce. St. Hippolyt smakowało wszystkim.
Śniła mi się zdrowa, nawet bez porażenia, z prostą śnupą, w zaprzęgu na Piotrkowskiej (nigdy nie była zaprzęgana).... Nie wiem co to może znaczyć, ale za pół h będę dzwonić po newsy.

Edit: wiecie co, parę osób zapytało mnie czy nie lepiej uśpić tego konia. I to koniarze.  I naprawdę nie wiem co odpowiedzieć. Bo z jednej strony, racja, co by koń się nie męczył, ale z drugiej, ona ma taką wolę życia, jest tak żywotna, że nie miałąbym sumienia. Wyszedł w badaniu ten martwak, ale gdyby nie on, to tylko problem z okiem miała.  Bo przetokę myśleliśmy, że jest od zatok i się wyleczy czyszczeniem i antybiotykami. Z porażeniem sobie świetnie radzi, pobiera paszę bez problemów, nie chudnie (poza pobytem w szpitalu), chodziła nawet w tereny pod koleżanką. ech...


Kolejny edit: Dzwoniłam. Wrzód na oku pięknie się cofa. Przetoka jeszcze kilka tygodni będzie się goić, pytanie jak długo będą ją jeszcze czyścić. Bo goić to się raczej w stajni już może. No i co ważne - dostaje papkę z trawokulek i lepiej pobiera niż siano.
agulaj79, co dostaje do oka? Bo u nas się wrzód odnowił  😕
Aby odpisać w tym wątku, Zaloguj się