aleqsandra

Kreujemy swój świat tym w co wierzymy

Konto zarejstrowane: 03 grudnia 2008
Ostatnio online: 10 maja 2021 o 22:39

Najnowsze posty użytkownika:

kącik skoków
autor: aleqsandra dnia 16 listopada 2020 o 22:16
mindgame, pozwolę sobie pogdybać, bo na hodowli się nie znam i gdyby same osiągnięcia konia były w grze, nieważne z której strony mocy, to nie byłaby to tak trudna dziedzina. Zakładam, że profesjonalni hodowcy patrzą nie tylko na tytuły ogiera, ale na wiele innych cech jak mieszanka genetyczna w linii i dopasowanie do klaczy itd. itp. a hodowle eksperymentalne to sami wiemy jak się kończą (to chyba posadowo było z tymi "odpadami hodowlanymi"?)

Z tym jak są podawane rodowody wydaje mi się, że wiąże się fakt, że jednak klacze ze względu na rozród szybko wypadają lub są odstawiane od sportu, więc często nie są tak znane jak ogiery. Ponadto ogiera można skwantyfikować - może mieć więcej potomstwa niż klacz i w skali tego potomstwa można ocenić jakie cechy wybijają się najbardziej. A z racji, że klacze częściej są rozpatrywane jako potencjał na rozród niż na karierę sportową (każdy rok w sporcie to tak jakby stracony źrebak czyli stracony przychód/prestiż/linia genetyczna) to bardziej patrzy się na ich rodowód/potomstwo niż na osiągnięcia, chociaż ogółem nie są pomijane.

Oczywiście wpływ patriarchatu nie jest bez znaczenia w tym kontekście również, czyli z racji, że większość osób profesjonalnie zajmujących się jeździectwem do bardzo niedawna to byli przede wszystkim mężczyźni to narzucili też swoją perspektywę.
Re-Voltowicze ZA granicą: pensjonaty, zwyczaje, niecodzienności...
autor: aleqsandra dnia 14 listopada 2020 o 18:18
keirashara, Zorilla, mój jest z 2006 i nie miał chipa dopóki nie postanowiłam się przeprowadzić. O ile dobrze pamiętam, nie udałoby mi się zrobić papierów eksportowych bez chipa, ponadto nie byłabym w stanie go zarejestrować w Agate, w którym musi być zarejstrowane każde zwierzę agrarne i konie na terenie Szwajcarii. Nie musiałam za to wymieniać paszportu mimo że wg niego mój koń nadal jest ogierem 😉 Nikt się jeszcze do tego nie przyczepił, nawet przy rejestracji w FNCH. Ale znowóż wracamy do punktu wyjścia - fnch by go nie przyjęło do rejestracji bez chipa...

Może pojedyncze przejazdy przez granicę nie są aż tak restrykcyjnie obwarowane bądź są w "szarej strefie" ... nikt nie wie jak to ugryźć. Gdybym chciała się ruszyć do Francji (do której mam rzut beretem) bez papierologii to zostałam poinstruowana, że mam się zglosić na granicy jako jednorazowy wyjazd treningowy. A więc wracając musiałabym tylko się zgłosić, że wróciłam. Ale jak to wygląda w praktyce, to nie wiem.

ps. Szwajcaria jest w Schengen, ale nie w Unii... Może kwestia poruszania się po Unii jest taka, że wychodzi się z założenia, że zasady są ujednolicone między krajami, więc jeśli koń spełnia wymogi lokalne to spełnia też unijne, więc nie ma tematu.
Re-Voltowicze ZA granicą: pensjonaty, zwyczaje, niecodzienności...
autor: aleqsandra dnia 14 listopada 2020 o 13:26
keirashara, https://www.fnch.ch/fr/Sport/Registre-des-chevaux-de-sport--passeports/Registre-des-chevaux-de-sport.html

Zgodnie z info na ww. stronie od 2016 nie ma możliwości zarejestrowania konia w szwajcarskim związku sportowym bez chipa, a bez rejestracji nie masz prawa udziału w oficjalnych zawodach, a tym bardziej za granicą lub zza granicy w Szwajcarii.

Od 2006 za to jest obowiązek chipowania nowonarodzonych koni.

W efekcie regionalki, o których wspominasz to albo starsze konie albo brak weryfikacji. Nie oszukujmy się - prawo prawem, teoria teorią a egzekucja swoją drogą. Nikt nigdy np. nie kontrolował mojego konia.

Lepiej! Na zawodach w Szwajcarii nikt nie kontrolował czy ja to ja i czy mam chociaż paszport i szczepienia... Przyjeżdżasz na zawody, wsiadasz na konia i jedziesz.
Re-Voltowicze ZA granicą: pensjonaty, zwyczaje, niecodzienności...
autor: aleqsandra dnia 13 listopada 2020 o 19:09
Zorilla, zza granicy do ch lub z ch za granicę

keirashara, muszę sprawdzić, ale zasadniczo wydaje mi się, że nie musisz dopóki nie ruszasz się za granicę np. i przynajmniej tak długo jak paszport konia jest ważny, nowego chyba już nie wystawią bez chipa
kącik skoków
autor: aleqsandra dnia 12 listopada 2020 o 18:07
mindgame, uważa się, że koń jest u szczytu potencjału pomiędzy 10-14 rż. Macie więc jeszcze troszkę czasu pójść dalej (pod wieloma warunkami). Znam też osobiście przypadek, gdzie koń został uznany za takiego, co nie pójdzie więcej niż 120/130 i chyba miał już powyżej 14 lat, ale dzierżawczyni udało się z nim wejść na 140 i niestety właścicielka uznała, że sprzeda konia, bo to ostatni moment kiedy jego wartość wzrosła i przestał być kosztem...
Re-Voltowicze ZA granicą: pensjonaty, zwyczaje, niecodzienności...
autor: aleqsandra dnia 12 listopada 2020 o 17:57
mindgame, znów podam przykład z ch, bo w Niemczech często jest podobnie. Wszystkie konie od 2006 roku muszą mieć chip, więc żeby doszło do rejestracji trzeba mieć numer chipa. Zresztą koń nie miał by prawa wyjechać za granicę bez chipa. Nr chipa powinnaś mieć w paszporcie.
Re-Voltowicze ZA granicą: pensjonaty, zwyczaje, niecodzienności...
autor: aleqsandra dnia 09 listopada 2020 o 21:10
anil22, nie wiem jak jest w Niemczech, ale w Szwajcarii musisz mieć konia zarejestrowanego w specjalnym systemie (nie w związku sportowym) i to jest zupełnie inna rzecz. Podatek niby miał być roczny a okazał się jednorazowy (nic poza pierwszą opłatą mi nie przyszło; około 100chf i basta). Nie jest to też temat jednolity między kantonami i też każdy się rządzi jak uważa. To samo z psami... Jednego roku szkolenia są obowiązkowego, innego nie... długi temat. Trzeba śledzić a najlepiej dowiedzieć się w gminie. U nas to bardzo przyjemny proces, w przeciwieństwie do polski. Pięknie odpisują na maile, odbierają telefon czy też i w okienku nie ma problemu. Sami też sugerują rozwiązania spod lady czasami...

Jeśli istnieje jakakolwiek możliwość obejścia przepisu bokiem, to ja bym się zastanowiła nad konsekwencjami (czego nie możesz jeśli nie jest zarejestrowany):
- czy możesz ubezpieczyć
- jakiej wysokości jest kara
- czy mogą Ci naliczyć opłaty wstecz
- czy w razie wypadku/choroby nikt nie zakwestionuje Twoich praw

Bez rejestracji konia w CH w agathe i uzyskania nr BDTA nie możesz zarejestrować się w związku sportowym, nie możesz wziąć ubezpieczenia a kar nie badałam, bo mnie to nie interesowało... Ale chociażby jak weźmiemy za przykład covid, zaczynają wprowadzać ograniczenia w stajniach, więc o ile przy pierwszej fali byłam hiper poprawna, o tyle teraz moje pierwsze pytanie było: jakiej wysokości jest kara? Nie dystkutuję nawet na temat zasadności covida i obciążenia szpitali itd, ale tutaj każdy kanton to prawie osobny kraj i są spore różnice w zasadach... w zasadzie jak się rozwinę to będzie niezły offtop, więc przystańmy na tym, że taki przykład...
kącik skoków
autor: aleqsandra dnia 06 listopada 2020 o 20:03
Meise, mój jak był młody i głupi też niespecjalnie szanował małe przeszkody, technika i chęci takie se, ewentualnie brał na ambicje i wyskakiwał 3 razy to co stało... no ale fakt, nie rozwalał przeszkód. Niemniej, gdy koń się już ujeździ, a przede wszystkim naskacze, to dochodzi do sytuacji odwrotnej - byle popierdółka staje się dla niego poważną przeszkodą... To co opisujesz, to albo sytuacja wybitnie niespotykana albo po prostu "nieujechany" koń. Dlatego też ciężko coś poradzić skoro nie ma filmiku albo skoro nie widać na żywo.

Dla mnie Twój opis wygląda trochę jak pozwalanie koniowi skakać tak jak mu się podoba, na pasażera. Koń skacze tak jak mu się uwidzi. Nie wiem na jakim etapie treningu jesteście, więc ciężko poradzić.

Tak, są konie nieszanujące małych przeszkód, niemniej da się to przepracować. Może nie będzie składał podwozia, ale jeździec ma mu pokazać co ma zrobić z czymś z czym nie wie co ma zrobić.

Jeżeli Twoim celem jest jeździć poniżej metra a koń poniżej metra nie wie co ma robić no to Waszym/trenera celem jest konia tego nauczyć i to nie jest żadna czarna magia.

Zanim bym myślała o szeregach to raczej bym zaczęła od reakcji na pomoce i przejść. Co wcale nie znaczy że jak koń jest robiony ujeżdżeniowo to że zadziała w skokach, bo wielu "ujeżdżeniowców" jednak nie pracuje na skokowym tempie, a wiele koni bardzo dobrze markuje swoje pomysły na życie dopóki jest płasko... więc tak, ujeżdżenie bardzo pomaga w skokach, ale nie oznacza że koń świetny w ujeżdżeniu będzie dobrze skakał albo że będzie tak samo na pomocach, lekki, mięciutki, podstawiony, elastyczny itd jak w jeździe na płasko. 

Później do bólu drągi w każdej możliwej konfiguracji, praca w galopie na drągach, dodania i skrócenia, przejścia, zmiany kierunku i nogi między drągami...

Potem wysokie drągi np. po kole albo ósemkach z celem naczelnym nie skakania tylko pracy nad rytmem, foulą galopu. Jeśli koń się o takie drągi przewraca lub ich w jakikolwiek sposób nie respektuje to nie tylko skakanie powyżej metra będzie po prostu niebezpieczne - to oznacza, że absolutnie nie ma się kontroli nad koniem ani żadnego porozumienia, że koń skacze te metr+ nawykowo, bo chce, bo ma za dużo energii, a nie dlatego że wie czego się od niego oczekuje i to oznacza też że ma bardzo marny galop... I to że rozwija skrzydła przy wyższych przeszkodach oznacza że może, ale jeździec nie potrafi tego wyegzekwować wtedy kiedy tego potrzebuje, a nie wtedy kiedy koniowi się zachce. Jeśli koń z jakichkolweik względów jest "nie do ujechania" w sytuacji jak wyżej - drągi na lonży. Przewraca się o drągi na lonży? Jeśli tak to albo absolutnie nie ma równowagi, nie umie jeszcze galopować, wypada zadem, wpada łopatką albo ewentualnie lonżujący nie potrafi konia poprowadzić... (pomijając kwestie psychiczno-emocjonalne jak np. brak skupienia, ekscytacja, jeśli młody)

Talent talentem, ale cała reszta to po prostu ciężka praca, a skakanie metra w domu nie równa się skakaniu go poza domem, w obcym miejscu, gdzie przeszkodę widzi po raz pierwszy na oczy a za przeszkodą parasolki i inne atrakcje...

Kolejny etap to szeregi z cavaletti, czyli znowu nie skaczemy tylko pilnujemy galopu i rekacji na pomoce, później gdzieś w ramach tego szeregu/linii z cavaletti coś co już wygląda jak przeszkoda, ale nadal niska i tu jest pierwszy moment kiedy koń ma rozróżnić Twoje pomoce od pomocy na ładną foulę od pomocy na ładny skok, do bólu. Dla ułatwienia co skok podwyższać i obniżać, pilnować tempa, zaangażowania, rytmu...

Dopiero jak koń rozróżnia pomoce i jedzie przeszkody z jeźdźcem, a nie z plecakiem, to można myśleć co dalej. Przy czym back to basics będzie ciągle. Co jakiś czas jeżdżenia parkurów trzeba wrócić na niższe przeszkody lub cavaletti właśnie żeby przypomnieć koniowi o co w tym wszystkim chodzi, opanować emocje, przypomnieć pomoce, zaokrąglić, ćwiczyć dystanse... . Niskie przeszkody w jeździe skokowej to trochę takie ujeżdżenie w skokach albo nieodzowna, ale nadal tylko część, ujeżdżenia skokowego, więc jeżdżenie wyżej, pomijając ten etap, może się okazać po jakimś czasie nieskuteczne albo niebezpieczne.

Jako "priming", pojedyncze naskoki - ok, ale jeśli mowa o treningu to jw. się nie obejdzie.
kącik skoków
autor: aleqsandra dnia 05 listopada 2020 o 21:24
kokosnuss, cudny koń! i zgadzam się, duże gabaryty mają coś z ruskiego czołgu 😉 niemniej z reguły są bardzo przyjemne do jazdy nawet jeśli ciężkozwrotne...

Jazda od czasu do czasu na "samograju" pozwala się wyluzować i nabrać innej perspektywy, więc potem też inaczej się wsiada i jeździ na swoim.

Co do różności parkurów - zależy pewnie co organizator miał w zamyśle i lokalsi pewnie się orientują jaki był cel parkuru i pod tym kątem wybierają albo po prostu jak już wiesz kto jak stawia - patrzysz na konstruktora parkuru w propozycjach i dobierasz starty w zawodach pod tym kątem - każdy konstruktor ma swój styl i filozofię i jak już to kojarzysz to może potem dobrać do konia lub swoich potrzeb...

anai, w Szwajcarii też nie widziałam na żadnych zawodach drągów na ziemi...



Re-Voltowicze ZA granicą: pensjonaty, zwyczaje, niecodzienności...
autor: aleqsandra dnia 30 października 2020 o 16:54
hej
Orientuje się może ktoś , jak będzie wyglądał transport Koni z EU (polski) do UK po 1 Stycznia 21?
Nigdzie nic konkretnego nie mogę znaleźć.
Zastanawiam się jak bardzo utrudnią mi życie .



myślę, że będzie to wyglądało tak samo jak do Szwajcarii, czyli ważne szczepienia, kontrola wet po której masz 48h żeby się z nią zgłosić do PIW, PIW wystawi druk transportowy ważny 10 dni, zgłoszenie w polskim urzędzie celnym przed wyjazdem i zameldowanie się na granicy miejsca docelowego lub odprawa w urzędzie celnym po dojechaniu do stajni docelowej.

http://konnowszwajcarie.blogspot.com/2016/10/jak-przewiezc-konia-do-szwajcarii.html


A co do padokowania - u nas też pojedynczo to raczej standard (mniejsze ryzyko wypadków i przerw w sporcie, a sporo ludzi startuje...), ale padoki są wielkie i zielone prawie cały rok.
kącik skoków
autor: aleqsandra dnia 23 października 2020 o 20:12
Jacky, pierwszy film z upadkiem jaki wstawiłeś - absolutnie zgadzam się z poprzednikami: 1. ujeżdżeniowe siodło które w skoku nie jest miłe ani dla konia ani dla jeźdźca 2. ostatnie podwyższone przeszkody jechała z "nieskokowego" tempa, więc koń "ratował się" przy odbiciu (potrzebując dużo więcej siły) co zaburzało rytm i równowagę 3. w nieudanym skoku koń zabrał się do skoku conajmniej pół foule za wcześnie a dziewczę tego nie wyczuło ani się tego nie spodziewało więc zostało za ruchem. Pochylenie się w tym przypadku nie ma nic do rzeczy, akurat musiała jakoś skompensować wylot z siodła więc reakcja jej ciała "na ratunek" była mniej więcej prawidłowa/normalna.

Sama miałam tę przyjemność skakania w ujeżdżeniowym siodle w dość nawet renomowanej stajni w Polsce... skoki niby dla rozruchu do metra, ale koń którego dostałam - klacz po wyźrebieniu, która chodziła 140... Resztę możecie sobie wyobrazić... koń wyskakiwał z dużym zapasem a ja "ratowałam się jak mogłam", niestety za którymś razem już nie udało mi się trafić w siodło i poleciałam na kark - prawdopodobnie gdybym siłą wyrzutu i odruchu nie przeturlała się dalej to bym go złamała...

Ergo osobiście uważam, że skakanie w ujeżdżeniowym siodle 1. nic nie wnosi 2. może sobie na takie spontaniczne, malutkie skoki ewentualnie pozwolić doświadczony jeździec z wyczuciem 3. początkujący jeździec absolutnie nic się w ten sposób nie nauczy, wręcz odwrotnie 4. pozwalanie na to (czy jako właściciel szkółki, sprzętu czy instruktor) aby jeździec uczący się skakać w takim siodle skakał jest skrajnie nieodpowiedzialne (ponieważ może się okazać bardzo niebezpieczne)

Jeździec powinien się uczyć w siodle wszechstronnym. Do metra skoków i do P/N w ujeżdżeniu nie ma z takimi siodłami większych problemów.

Jacky, koń nie jest na pomocach i nie galopuje.


w samo sedno

Lepszy przykład? do naśladowania ? Dziewczyna z mojego miasta, bardzo Jej kibicuję.


@aga - masz rację chyba strzemiona były za długie i ucierpiała na tym amortyzacja.



Gabriela to całkiem przyjemny przykład, ale pamiętaj, że na zawodach jeździ się też inaczej niż na treningu. Najlepiej podglądaj ludzi, którzy publikują swoje treningi albo konkretne ćwiczenia a już najlepiej jak z jakimś komentarzem.

Osobiście śledzę na insta np. Julię Jaglarz - wybitnie podoba mi się jej styl, camillam01 (dużo młodych koni objeżdża ta młodziutka zawodniczka i też to ładnie wygląda) no, a z wyższej półki Penelope Leprevost (mój niedościgniony ideał) czy Luciana Diniz (dużo ćwiczeń publikuje).

Jedziemy sobie na przeszkodę ale koń nie idzie takim tempem jakiego byśmy sobie życzyli . Co robimy bo przeszkoda się zbliża ?

Zanim zaczniemy skakać pracujemy nad tempem i reakcją na pomoce - jeśli np. na 5-6 foule do przeszkody tempo jest marne koń powinien natychmiast odejść od Twojej łydki i to tempo poprawić. Jeśli tego nie robi, to skokami na siłę ani woltami tego nie naprawisz. A jeśli koń ma problemy z rozbujaniem się do pierwszej przeszkody w parkurze np. to po prostu bierzesz cały boży czas i plac żeby go rozbujać zanim w ogóle do tej przeszkody dojedziesz. Jeśli zrezygnujesz ze skoku właśnie na te 5-6 foule lub wcześniej to nie ma to praktycznie żadnego wpływu kontr-treningowego na konia, więc jeśli już w dystansie czujesz że jest nie halo to objedź przeszkodę i najedź jeszcze raz z lepszego tempa.

Trener mówił nie pędź tak bo on się pogubi i będą problemy.
To prawda, że koń może najechać na przeszkodę "za szybko" i nie wymierzyć dystansu ???


Każdy koń jest inny i wymaga innego podejścia, nie ma jednej, sztywnej ramy. Ale tak, koń pędzący na oślep może sobie i jeźdźcowi zrobić krzywdę. Parę stron temu w tym wątku omawialiśmy właśnie różne rozkłady tempa. Możesz mieć szybkie pośrednie wolne tempo które będzie bardzo dobre lub bardzo złe w zależności od wielu innych czynników. Ogółem w skokach wysokie tempo jest pożądane pod warunkiem że koń jest w harmonii z jeźdźcem, odpowiada na pomoce i się niesie.

A byłby ktoś tak miły i opisał co się dzieje z jego ciałem lub co robi skacząc?


Tak jak już zostało napisane - skok trzeba wyczuć, nie ma tu żadnej teorii poza manewrowaniem balansem Twojego ciała. Pozwolę sobie namalować obrazek z Twoich opisów, bo dla mnie wygląda na to, że skupiasz się zupełnie nie na tym co trzeba.
1. siodło ujeżdżeniowe + długie strzemiona w tymże + brak objeżdżenia i wyczucia powoduje najprawdopodobniej, że zakleszczasz się kolanami, a to powoduje, że łydka leci do tyłu a tułów w efekcie do przodu, bez większej kontroli. 
2. puszczanie wodzy bo zaboli - bierze się z tego że nie wiesz jeszcze/nie umiesz / nie jedziesz na kontakcie tylko po prostu trzymasz coś w rękach. Tak - koń ma cię pociągnąć do przodu wodzami, a ty masz je mu oddać tyle ile sobie wziął żeby zebrać się do skoku, ale nie lecąc ciałem do przodu tylko podążając ręką za ruchem jego szyi. Jeśli w efekcie bojąc się, że pociągniesz go za pysk wolisz wodze puścić to oznacza, że masz zablokowane na blachę ramiona i łokcie.
3. skoki w półsiadzie są trudne jak się jeszcze nie umie jeździć półsiadem, ale zdecydowanie przyjemniejsze dla konia a jeździec się w końcu wyrobi. Np. o ile się nie mylę (lata mijają) licencję sportową w skokach jedziesz przejeżdżając cały parkur w półsiadzie. Ergo - do metra i koń i jeździec powinni bezbłędnie jeździć w półsiadzie (z wielu względów). Jazda w pełnym siadzie przez niedoświadczonego jeźdźca tak naprawdę zaburza koniowi rytm, równowagę i przeciąża biedne plecy. Jeśli w półsiadzie masz większe problemy z wodzami niż w pełnym, poza ww. brakiem kontaktu, po prostu wstajesz z wodzami tak jak są, czyli nie dość ze już były za długie to po przejściu w półsiad są jeszcze dłuższe... To powoduje że cofasz rękę pod jajka a potem balansujesz górą ciała utratę równowagi za ręką... Wstając z siodła skracasz wodze i oddajesz rękę do przodu (nie w dół i nie do tyłu). 

To co Ci by pewnie najbardziej pomogło poza zmianą siodła i żywszym tempem to:
a) tak samo jak w pełnym siadzie - w półsiadzie musisz obrócić miednicę pod siebie
b) Twój środek ciężkości w półsiadzie powinien być na wysokości siodła (a teraz pewnie jest w klacie lub ramionach) a stopy solidnie obciążone i oparte na strzemionach
c) punkt styku z koniem - nie ma punktu - nie rób osi obrotu na kolanie (jeszcze Ci rzepka poleci...), cała noga, udo powinno przylegać do konia (ale tricky part: w rozluźnieniu 😉 ) Trochę jak w tańcu - trzymasz ramę - na koniu też "trzymasz ramę" ale ta rama ma być "pozytywnym naprężeniem" a nie napięciem całego ciała - może yoga Ci w tym pomoże jako ćwiczenia uzupełniające i aktywujące core; cała zabawa w jazdę konną to rozwinięcie mięśni głębokich. Na koniu powinieneś przede wszystkim działać mięśniami głębokimi a nie powierzchownymi - głębokie napięte, powierzchowne rozluźnione.
d) nawet jeśli kontakt to jeszcze wieki świetlne przed Wami - skróć wodze i wysuń rękę do przodu i do góry - trzymanie nad grzywą pomaga jeśli tracisz równowagę, bo możesz się szybko czegoś złapać, ale nie pomaga w sztuce jeździeckiej. Może lepiej zrobić mostek z wodzy ale nadal trzymać rękę wyżej...
e) odblokuj ramiona i opuść/ściągnij barki w dół - cała ręka od obojczyka po palce dłoni powinna być miękka i elastyczna (na etapie na którym jesteś zapewne jest napięta bo jak każdy człowiek odruchowo łapiesz równowagę ręką dlatego też sypie ci się środek ciężkości). Klasyczne ćwiczenie - usiądź na krześle z kolanami pod kątem 90 stopni i spróbuj wstać bez wyciągnięcia rąk do przodu. A teraz podwiń miednicę i przesuń/bujnij krzesło tak żeby Twoje pięty były pod tyłkiem i spróbuj wstać bez rąk... to jest Twoja właściwa pozycja w siodle, niezależnie czy siedzisz czy w półsiadzie. Jak ktoś Ci to krzesło teraz zabierze to nadal zostaniesz w tej pozycji zauważ.
f) pochylenie przodu ciała w półsiadzie nie jest konieczne ani ustalone w jednym konkretnym miejscu itd ponieważ balansem ciała w półsiadzie na późniejszym etapie będziesz w stanie regulować różne aspekty tempa i równowagi konia. Np. wycofując ciało prawie jak w staniu w strzemionach (najlepiej na niskim tyłku) jesteś w stanie przekierować pęd konia z przodu na tył; pochyleniem do przodu jesteś w stanie konia przyspieszyć bo zaburzasz mu równowagę na łopatkach i on próbuje tę równowagę dogonić... (spójrz na jeźdźców na crossie w wkkw jak manewrują ciałem w dystansie i przy przeszkodzie) W efekcie skoki do 90 cm o ile koń nie przestrzeli odległości i wysokości nie wymagają za szczególnego pochylenia ALE wymagają podążania TYŁKIEM za koniem - siodło strzela w tyłek, bo masz zablokowaną miednicę bądź wypinasz ten tyłek do tyłu za bardzo i już tak zostajesz nie podążając za ruchem.

mindgame, mój zawsze wchodził do transportu jak po sznurku a ostatnio wracając z zawodów nie chciał wejść w ogóle... nie jest jeszcze specjalnie doświadczony, niemniej podejrzewam aspekt psychologiczny bo zmieniło się też jego zachowanie ostatnio - był dużo bardziej zestresowany na codzień. Wyjazdy na zawody co tydzień, podnoszenie wymagań w treningu i nie tylko to co normalnie go nie przerażało to zaczęło czyli np myjka, golarka czy rzeczony transport (z czym nigdy nie było problemu) ale też ponapinał mięśnie i więzadła i się poblokował fizycznie. Teraz mieliśmy dłuższy odstęp między zawodami plus zamówiłam masażystkę i jak ręką odjął. Zestresowany koń wrócił do swojej strefy zen. No, transport przetestujemy jeszcze lada dzień.

Re-Voltowicze ZA granicą: pensjonaty, zwyczaje, niecodzienności...
autor: aleqsandra dnia 23 października 2020 o 11:48
Mignęło mi na insta, więc służę tłumaczeniem : Philip Rozier (czołowy jeździec) szuka jeźdźca do pracy stacjonarnej - objeżdżania jego koni gdy go nie ma. Wymagany dobry poziom pracy na płasko. Stajnia mieści się w pobliżu Paryża. Chętni mogą się zgłaszać poprzez wiadomość na insta albo na maila.
kącik skoków
autor: aleqsandra dnia 13 października 2020 o 10:54
Perlica, u nas dla kucyków jest osobna klasa np. P60

Oczywiście kucyk może jechać i B i R ale jeśli masz sytuację jak opisujesz to jedziesz P...
kącik skoków
autor: aleqsandra dnia 13 października 2020 o 10:44
mindgame, Trochę jak u nas. Wszystkie oficjalne zawody mają wydumane przeszkody, niezależnie od klasy (wysokości).
Czasami słyszałam też o parkurach treningowych. O "towarzyskich" w naszej okolicy nie słyszałam w ogóle... Chyba jeśli w ogóle są organizowane, to tylko dla pensjonariuszy/szkółek (wewnętrznie) czy coś w ten deseń. 

Też jestem za opinią, że dla wzmocnienia pewności siebie czy odpoczynku od podnoszących się wymagań, czy po prostu opatrzenia na przeszkody, lepiej po prostu jechać niżej, co nie znaczy że na mniej kolorowych drągach itp.

Sankaritarina to po co jechać na zawody w takim układzie jeśli ma być miło i łatwo? Jeśli same zawody są problemem i stresem to najlepiej po prostu wybierać najniższe klasy a w domu trenować jeźdźca i konia jak mają reagować w stresujących sytuacjach (np. straszny krzaczek ; skakanie trudniejszych zadań niż na zawodach).

Jeśli przy wysokości 60cm belka lub krzaczek to za duży stres dla jeźdźca lub konia, to pytanie brzmi czy w ogóle powinni byli wyjechać na zawody? Albo doświadczony jeździec powinien takiego konia objeździć po konkursach albo para potrzebuje dużo więcej treningu...


EDIT: dodaję zdjęcia przeszkód z ostatnich zawodów: klasa B/R 95 - nie wiem kto się bardziej bał tego złotego oxera, ja czy koń 😉 a nawet nie tyle oxera tylko tego co było za nim, czyli wejścia na halę za którym się sporo działo 😉 przed tą klasą było B60 - te same przeszkody, tylko niżej...
kącik skoków
autor: aleqsandra dnia 09 października 2020 o 15:45
mindgame, mój też jest paczajem, najgorzej idzie nam z białymi lub biało-czarnymi przeszkodami. Jego numer standardowy to rozpadnięcie się w jamnika i zwalnianie do przeszkody i brak reakcji na pomoce w tejże sytuacji (na łydkę/ostrogę/bat w najlepszym wypadku zareaguje bryknieciem lub debowaniem zamiast pójściem do przodu). Kończy sie albo wyskokiem z miejsca albo stopą. Nie robi tego w domu niezależnie od przeszkód (pierwsze skoki rowu z wodą w domu skończyły się jedynie podwójną wysokością w stosunku do tego co stało), ma problem przede wszystkim w pierwszym przejeździe na zawodach (w obcym miejscu). Niemniej mimo strachu jest bardzo uważny i szanuje dragi. Najlepszym rozwiązaniem na nasze problemy jest jazda w wyższym tempie i mocne zamknięcie w pomocach. Jak zwolni z wysokiego tempa to nadal ma wystarczająco powera żeby z wieksza pewnością podejść do przeszkody.

Co do strachu: mnie paraliżuje jak ktoś się na mnie patrzy. Czy to ktoś obcy czy trener - straszny mam z tym problem. Na szczęście na zawodach się wyłączam. Na zawodach jest tylko kon ja i przeszkody. Nic ponadto do mnie nie dociera.

Jeśli źródłem Twojego problemu jest koń, to najbezpieczniej dla Was będzie go oddać komuś w trening na chwilę chociaż.

kącik skoków
autor: aleqsandra dnia 04 października 2020 o 15:57
kokosnuss, GRATULACJE!!! Poka poka przejazd!

Ja za to wyciągnęłam zdjęcia od oficjalnych fotografów z ostatnich zawodów na B90 a w jednym z nich na precyzję nawet wpadło nam flo i symboliczna nagroda 😉 Jaram się jak pochodnia 🙂










Dodaję jeszcze w temacie "krótkie wodze i szwung na siebie"






kącik skoków
autor: aleqsandra dnia 28 września 2020 o 18:44
kokosnuss, miło mi słyszeć że pomogłam 🙂

Co do systemu klas - musisz wystąpić o dyspensę jak chcesz jechać i coś wygrać, ale zakładając, że koń miał kontuzje i wracasz go na parkury wystarczy pojechać poza konkursem zamiast bawić się w papierki...

W CH masz system punktów i licencji taki, że zawsze możesz pojechać 100, ale "w innej klasie" bo masz B100, R100 albo N100 - B to poziom gdzie możesz startować jak masz "brązową odznakę", R to jak masz "III" a N to jak zdobyłeś licencję "ogólnokrajową", na którą łapiesz oczka między 120-135. Jeśli się nie kwalifikujesz do żadnego, ani B ani R ani N 100 to jedziesz poza konkursem skoro musisz. Po prostu nie liczysz się potem do klasyfikacji końcowej.

Ponadto masz punkty, czyli za klasyfikację w konkursie dostajesz razem z koniem punkty zajebistości i potem np. organizator mówi w propach: "R100 do 200pkt" albo N110 powyżej 300pkt. Ale możesz zorganizować zawody jak chcesz - pełna dowolność.

To w Szwajcarii lubię, proste i jak kto woli, a nadal poziom i wymagania są rzeczowe.

Mój koń niespecjalnie szanuje przeszkody poniżej 90cm, więc na szczęście nie mamy "żadnych" problemów poza jazdą do przodu i opatrzeniem go na kolorki, których w życiu nie widział... ale robi ogromny postęp i bardzo szybko 🙂 tfu tfu
kącik skoków
autor: aleqsandra dnia 28 września 2020 o 14:03
xxagaxx, W CH zdaje się licencję albo przez 8 przejazdów na styl B100/105 z min. 50/100 pkt za styl ALE podpis sędziego dostają tylko zaklasyfikowani w konkursie + niezaklasyfikowani z tą samą punktacją co ostatni zaklasyfikowany. Czyli np. na 60 par jest to 15-20.

Konkurs licencyjny na styl różni się od innych konkursów tym, że zaczyna się szeregiem gimnastycznym z kłusa i ma mieć min. 2 szeregi i dwie linie.

Alternatywnie można się zapisać na egzamin, który wystarczy pojechać i zdać raz, ale ponad parkur jak wyżej w którym ma znajdować się także rów z wodą, jest część ujeżdżeniowa. Rozpisałam się w szczegółach tutaj: https://konnowszwajcarie.blogspot.com/2020/09/jak-uzyskac-licencje-sportowa.html

Trenerka w naszej stajni powiedziała, że ja to mogę jechać egzamin i jutro, niestety koń potrzebuje jeszcze doświadczenia i większej pewności w szeregach. Więc raczej będę jeździć konkursy do skutku, żeby koń się opatrzył i nabrał doświadczenia i pewności siebie. 
Wrzuciłam sobie też w excela "prognozę finansową" zakładającą że np. zdam egzamin dopiero za 3 razem albo pojadę konkursy licencyjne x razy. Wyszło mi, że jeżdżenie konkursów (z niedoświadczonym koniem) jest tańsze. Czyli koszty versus hipotetycznie niezdane egzaminy wyrównają mi się dopiero jak pojadę ponad 8 razy na podwójne zawody, czyli 16 konkursów (klasa licencyjna w propozycjach z reguły jest 2 razy, więc można złapać dwa oczka w jeden dzień).

Egzamin licencyjny kosztuje 200chf ... a zawody 30... a ryzyko że koniu jednak pokaże mi faka w parkurze  albo że nie zrozumiem komendy egzaminatora w części ujeżdżeniowej i wykonam figurę w złym miejscu lub czasie lub w ogóle nie to... jest duże.  


kokosnuss, no to chyba bardzo dużo u Was zawodów organizują xD weź tylko na wszystkie pojedź :/ A ile masz czasu na te oczka? Rok? Bo jeżdżąc co tydzień zajmuje to 2 miesiące ponad więc trochę przesada...
kącik skoków
autor: aleqsandra dnia 26 września 2020 o 10:08
z innej beczki:

tak wygląda konkurs licencyjny w Szwajcarii (na lic. R czyli coś jak nasza III ; trzeba przejechać takich 8 lub podejść do ezgaminu) w wykonaniu osoby, która zajęła 2miejsce i złapała ostatni, brakujący podpis do licencji:

Re-Voltowicze ZA granicą: pensjonaty, zwyczaje, niecodzienności...
autor: aleqsandra dnia 23 września 2020 o 11:54
donkeyboy, Zorilla,

nawet redukcja nie brzmi najlepiej w tym kontekście, chociaż jest bardziej po polsku.

Odciągają/odprowadzają/pobierają/odejmują z pensji 🙂

Redukcja to np. redukcja etatu chociaż o ile się nie mylę tego anglicyzmu używa się poprawnie tylko w kontekście np. procesów chemicznych czy operacji matematycznych / w świecie naukowym a w mowie normalnej jest to język potoczny. Ale żaden ze mnie Miodek 😉

Ja też być Kali i polskowy zapominać. Rozumiem. Operuję na co dzień w 3-4 językach i są momenty zwarć na zwojach takie, że mówię we wszystkich na raz...

/KONIEC OFFA z mojej strony/
kącik skoków
autor: aleqsandra dnia 20 września 2020 o 10:32
Perlica, spoko, sama to ciągle robię źle 😉

A co do case study - no cóż, ten typ tak ma. Efekt uboczny gdy "mentalny skoczek" mimo wszystko nie może się obejść bez ujeżdżenia i miał trochę koni do przepracowania z własnym włącznie. Może nie miałam okazji dotrzeć na wysokie konkursy w żadnej dyscyplinie (jeszcze), ale miałam wystarczająco dekad do solidnej pracy nad podstawami.

A skoro już o tym wspominam - wczoraj mieliśmy masażystkę/fizjo, bo Buń zablokował się w plecach i powiedziała, że rzadko widzi tak dobrze umięśnione konie, szczególnie w plecach <3 Rosnę, rosnę. Lata pracy nad niwelowaniem kissinga...
kącik skoków
autor: aleqsandra dnia 19 września 2020 o 18:07
Perlica, chyba nie zdajesz sobie sprawy jak trudne pytanie zadałaś 🙂 cały czas się zastanawiałam nad tym jak to dobrze opisać/zobrazować, no i w końcu to mam:

0:40-0:50   - GETTING THE FRAME AND CONTACT  https://www.youtube.com/watch?time_continue=40&v=GOfRP_8bqyM&feature=emb_logo

Może nie jestem mistrzem painta, ale dodaję też screeny - normalny kontakt na niosącym się koniu i półparada z ręką do góry, żeby podnieść przód i ewentualnie zdjąć konia z wędzidła (edit: i przyhamować bez utraty ramy i wywalenia na przód, bo babeczka dodaje i skraca na filmiku akurat) - musisz niestety złamać linię od łokcia do wędzidła, to powoduje, że wektory siły się zmieniają i koń nie ma za co ciągnąć... zmusza go to samodzielnego niesienia swojej głowy a nie podpierania się na jeźdźcu.


Oddanie ręki do przodu w półparadzie gdy koń jest za ciężki na przodzie - odblokuje mu plecy i zachęci do zaokrąglenia się w dół, rozluźnienia, ale niekoniecznie rozwiązuje problem u koni z taką tendencją; to jest tylko ćwiczenie pośrednie i jeżdżenie w ten sposób na okrągło spowoduje że będziecie pracować na długiej ramie - nie ma w tym nic złego, ale będzie potem trudniej Wam skrócić tę ramę czy robić bardziej zaawansowane ćwiczenia a już tym bardziej skakać (podnieść przód). Energia konia jeśli będzie przepuszczalny będzie szła w najlepszym wypadku od tyłu do przodu, a nie do góry.
 
Zadziałanie ręką do góry w półparadzie gdy koń jest za ciężki na przodzie - to jest praca nad samoniesieniem i przeniesieniem energii z tyłu do góry i do przodu.

Skwitowałabym tak: ręka do przodu - low-deep-round ; ręka do góry - uphill . W obu wypadkach powinno się udać "zdjąć konia z ręki" .
kącik skoków
autor: aleqsandra dnia 18 września 2020 o 15:52
kokosnuss, to jeszcze dodam widząc screena, że łatwiej "wziąć szwung na siebie" jak masz krótkie wodze.
Przy długich wodzach ludzie z reguły ciągną do tyłu zamiast podnieść rękę, co skutkuje w blokowaniu konia i w tym, że idzie trochę zygzakiem, bo nie jest "zamknięty w ramie" tylko trochę jak na lonży (zobacz, jak lonżujesz i podejdziesz bliżej do konia czyli skrócisz lonżę, to masz więcej kontroli, nie?) i tym, że nie możesz znaleźć sobie miejsca do wycofania dalej rąk żeby mieć większy wpływ na kontakcie, więc wyrzuca Cię na tylny łęk. Ponadto na krótkich wodzach Twój ruch w skoku będzie mniejszy a w związku z tym mniej zaburzysz równowagę konia w skoku i on też "nie będzie musiał się ratować" pędząc.

Możesz mieć wrażenie braku kontroli właśnie przez to - już nie masz co zrobić z ręką, kontakt jak guma w majtach i musisz wykonać więcej ruchów ciałem niż konieczne.

Mam wodze parciane ze stoperami - na skokach trzymam je na pierwszym stoperze tuż za odcinkiem skóry do wędzidła. Jak masz inne wodze, jak koń swobodnie stoi zrób supeł na wodach tak aby leżały w miarę prosto do pyska, tuż przed kłębem - tam gdzie powinna być Twoja ręka i zaznacz sobie odcinek przed supłem - tam powinna być Twoja ręka na skokach.

edit: dodałam zdjęcie dla zobrazowania - penelope leprevost

Na krótkich wodzach Twoje półparady będą bardziej efektywne, wymagające mniej ruchu, mniej odchyleń, koń zabierze Cię bardziej ze sobą w skoku - nie będziesz musiała nadrabiać zamachami, a jak będziesz jechać wysokim tempem, to łatwiej posadzisz go na zadzie ("zabierzesz ten pęd na siebie" zamiast lecieć z nim do przodu) i zrównoważysz niż na długich wodzach. Na początku może się buntować lub wyryjać, ale jeśli nie będziesz się z nim szarpać a trzymać rękę lekko, równo i stabilnie to szybko na nią wejdzie i się nie uwiesi - bo będzie wysoko, a jak się uwiesi - ręka do góry, a nie do tyłu. W skokach "ustawienie" tudzież ganaszowanie jest absolutnie zbędne, koń ma mieć wysoki przód i niski tył, a "ustawi się" poprawnie, jak Twoja ręka będzie dla niego sympatyczna i jak przeniesiesz jego energię z przodu na tył.
kącik skoków
autor: aleqsandra dnia 18 września 2020 o 12:50
kokosnuss, wiele osób przekazało Ci tu dużo wartościowych wskazówek. Jedne bardziej inne mniej trafne, ale zawsze warto odsiać coś dla siebie i spróbować różnych opcji. To nie jest "trenowanie przez internet" - po prostu każdy w najlepszej wierze stara się Tobie pomóc 🙂 Wszyscy "jedziemy na tym samym, końskim wózku".

Daj znać czy udało Ci się któreś z porad wprowadzić i z jakim skutkiem, jakie są dalsze porady Twoich trenerów. Po to jest forum - aby dzielić się przemyśleniami i doświadczeniem.
kącik skoków
autor: aleqsandra dnia 18 września 2020 o 12:18
kokosnuss, trudno stwierdzić nie widząc Was na żywo ale wg mnie problem z kontrolą jak to ujęłaś może wynikać z tego, że koń czując że mu przeszkadzasz postanawia sam podejmować decyzje. Nie mówię tego, żeby Cię obrażać, mój koń zawsze był bardzo do przodu i też przechodziliśmy przez różne tego typu tematy. Pierwsze pół roku naszego jeżdżenia: na półparadę, paradę lub stanie w miejscu dłużej niż 3 sekundy stawał dęba i wystrzelał dzidą na przód... wieeeele miesięcy zajęło nam pracowanie nad regulacją tempa, akceptacją pomocy i... cierpliwym staniem w miejscu.

Wydaje mi się, że po prostu za bardzo go wstrzymujesz i dosiadem i ręką. Możesz mieć galop w tempie 300m/min na zduszonym koniu, na rozwalonym jak jamnik lub na miękkim i zrównoważonym. Clue to nie jest tempo.

Np. mój koń bardzo źle reaguje na moje "odchylenia do tyłu" w pełnym siadzie lub w przejściach - zaburzam mu równowagę i przeciążam plecy. Przez to że proporcjonalnie jesteś troszkę większa od konia, możliwe, że też macie podobny problem - Ty go wstrzymujesz jazdą defensywną, opóźnianiem anglezowania, odchylaniem się do tyłu, blokowaniem swoich pleców - a jego to boli, blokuje i od tego ucieka.

Im będziesz dla niego lżejsza, im mniej użyjesz ręki, tym bardziej rytmicznie i w równowadze będziecie jeździć.  (może jazda w lekkim półsiadzie - nadal tyłkiem w siodle, zamiast pełnego siadu; może leciuteńkie pochylenie do przodu zamiast prosto lub w tył)
Co nie znaczy że masz jechać wolno. Możliwe, że to co mają na myśli Twoi trenerzy to nie tempo, tylko równowaga. Zanim mój koń zakumał równowagę w galopie, a zawsze był "ciężki w pysku" i pędzący, jak puszczałam mu wodze w galopie, to ... GASŁ! Pędzący koń! Po prostu łapał równowagę na mojej ręce, a jednocześnie od niej uciekał.

Jeśli za daleko zabiera się do przeszkody - do bólu trenujcie ze wskazówkami, a nie siłowym powstrzymywaniem czy dojeżdżaniem. Do metra koń powinien poprawnie skakać bez Twojego udziału (poza sytuacjami w których musisz zareagować czyli np. spłoszenie; regulacja rytmu z którego sam wypadł, a nie z którego Ty go wybiłaś).

Tak samo jak w ujeżdżeniu duszenie konia łydką go znieczula i wymaga tej łydki ciągle więcej i więcej aż w końcu proste elementy stają się trudne a trudne niewykonalne, tak samo w skokach duszenie konia do przeszkód jest przeciwskuteczne. I w ujeżdżeniu i w skokach cel finalny jest taki, żeby po prostu spokojnie sobie siedzieć i reagować tylko w niestandardowych sytuacjach. Standardowa jazda nie może być non stop "niestandardowa", bo w najlepszym przypadku zrobi się z Ciebie kulturystka a z każdej jazdy będziesz schodziła zmęczona i zestresowana. Jeden trener mi kiedyś powiedział - jeśli schodzisz z konia zmęczona jak po maratonie to znaczy, że źle jeździsz. Oczywiście, są momenty kiedy musimy przepracować pewne tematy, ale nie możemy tego robić non stop. 

Dobry trener pokazałby Ci co to jest dobry galop - Jurek Krukowski wsiadł kiedyś na mojego konia na może 15 minut ("quick fix"😉 i przepracował galop tak żebym od razu wsiadła i poczuła chociaż na chwilę jak powinien wyglądać. Oczywiście, że "nie naprawił sytuacji" permanentnie ale to mi pokazało do czego mam dążyć i jakie to jest uczucie. Opisowo: po prostu czujesz jak koń Ciebie pcha od tyłu do przodu i sam unosi swój przód. Jesteś na zjeżdżalni do tyłu. Sama foula jest obszerna i okrągła do góry. Niestety to też daje wrażenie, że "za szybko". Kwestia objeżdżenia i wyczucia czy koń jest na pomocach czy jednak oszukał system... Jeśli nie masz takiego cudotwórcy pod ręką, to staraj się kręcić jak najwięcej filmików, bo to co czujemy/wydaje nam się a to co potem widać to często dwie różne sprawy. Ja mam go pro ze statywem ośmiornicą i staram się chociaż raz w tygodniu nakręcić co robię.
Re-Voltowicze ZA granicą: pensjonaty, zwyczaje, niecodzienności...
autor: aleqsandra dnia 18 września 2020 o 00:04
vissenna, oj tak, w Irlandii miałam to samo. Zawodnik super ligi na zawodach omawiał ze swoim bratem wykonywanie łopatki i jej przydatność w treningu jak jakąś innowację :/ a ja się zastanawiałam w jakim bunkrze do tej pory siedział i jakim cudem doszedł tu gdzie jest... nie mówiąc już że przylepili mi łatkę „tej od ujeżdżenia”... 0.0 well...

Niemniej padnę niedługo na zawał, bo dzisiaj dostałam pochwałkę od trenerki ujeżdżeniowej w naszej stajni (z którą nie jeżdżę), że świetnie się prezentujemy O.O na początku nie zrozumiałam o co jej chodzi i zaczęłam się tłumaczyć że dzisiaj mojego konia chyba plecy bolą, zawiało go czy coś ... dopiero za trzecim razem skumałam że ona chyba mnie komplementuje 😀 no cóż, co się nie dojedzie, to się dowygląda...
Re-Voltowicze ZA granicą: pensjonaty, zwyczaje, niecodzienności...
autor: aleqsandra dnia 17 września 2020 o 20:26
aleqsandra,
Piszesz o czym innym, nie o obciążeniu daną dyscypliną


True - skupiam się na na wydolności i kondycji.
Rzeczywiście mówienie o ścięgnach to trochę nadużycie - w sumie w skokach bardziej stawy. Bardziej podłoże niż przeciążenie treningiem może nas tu zawieść.

Co do „treningu z prawdziwego zdarzenia” trudno się wypowiadać... W naszym przypadku mam przynajmniej 1 ujeżdżeniowy i 1 skokowy w tygodniu na 115% naszych możliwości. Reszta to „flatwork”, lonża, rozruch, drągi. Trudno porównywać, bo nie jeżdżę na zawody ujeżdżeniowe, ale sumiennie dłubię co się tylko da.

Co do skoczków ogółem  - z obserwacji - rzeczywiście zdecydowana większość obok ujeżdżenia nie stała...

O ile wtrąciłam się troszkę jak Filip z konopii to jednak dodatkowe odpowiedzi i opisy w tej dyskusji fajnie dopełniają wątek 🙂  :kwiatek:
kącik skoków
autor: aleqsandra dnia 17 września 2020 o 13:47
Perlica dziękuję  😡 niestety nie mam na niego tyle czasu ile bym chciała, ale coś tam sobie czasem skrobię 🙂
kącik skoków
autor: aleqsandra dnia 17 września 2020 o 12:48
kokosnuss, widzę coś nad czym sama pracuję: dać koniowi iść i wtrącać się tylko jak trzeba 😉 Mój nie jest samograjem, chociaż bardzo ambitny w skokach, niemniej jak próbuję go cały czas kontrolować, to się bardzo frustruje i blokuje. Dogranie rytmu między koniem a Tobą to nie będzie tak, że Ty jemu narzucisz swój. Musicie znaleźć wspólny język. Według mnie filmik poprzedniej amazonki jest bardzo spoko, za to u Ciebie brakuje "skokowego" galopu. W wysokim tempie też można bardzo ładnie, rytmicznie i elegancko jechać i to zdecydowanie jest koń na wyższe tempo, a nie przez nóżkę, jak i większość do pewnego poziomu równowagi, siły i samoniesienia. Żeby wypracować galop przez nóżkę najpierw właśnie trzeba wypracować w koniu "szwung" jak to ktoś napisał, a potem dopiero ten szwung wziąć na siebie.



z innej paki - z racji że zaczynamy sobie powolutku startować za granicą (w regionalkach, nie że międzynarodowe) zebrałam do kupy podstawowe różnice między regulaminem skoków w Polsce i w Szwajcarii: https://konnowszwajcarie.blogspot.com/2020/09/roznice-w-regulaminach-skokow-przez.html 
Re-Voltowicze ZA granicą: pensjonaty, zwyczaje, niecodzienności...
autor: aleqsandra dnia 16 września 2020 o 18:05
Przygotowując artykuł o Polakach pracujących przy koniach w Szwajcarii dowiedziałam się, że wielu naszych rodaków nie startuje w zawodach za granicą, ponieważ nawet nie wiedzą, że mogą! Może nie zbawię tym artykułem świata, ale ... to tylko kwestia kasy. Pokażmy może jednak na co nas Polaków stać 🙂
https://konnowszwajcarie.blogspot.com/2020/09/jak-uzyskac-mozliwosc-startu-w-zawodach.html

halo, - dałabym "lubię to" :kwiatek: W prostym ciągu w ledwie N klasie przeciążenia na ścięgnach są takie, że dość łatwo je uszkodzić.
Sama widzę po sobie i swoim koniu, że jednak treningi uje dają mu bardziej w tyłek niż skoki i galopy kondycyjne... parkur trwa ile? Minute, dwie? Czworobok to jakieś 6 minut ciągłej pracy i napięcia. Tak, w ujeżdżeniu trudniej o wypadek jako taki, ale o uraz zdecydowanie nie.


Oj chyba się jednak nie zgodzę. Mój koń kondycyjnie gorzej znosi treningi skokowe. Fakt, po intensywnym treningu ujeżdżenia następnego dnia ciężko się skacze (jest baaardzo zmęczony), ale po treningu skokowym nie ma mowy o ujeżdżeniu - lonża albo lekki rozruch, to wszystko. Koń ma w tym roku 14 lat i dopiero od kwietnia mogę powiedzieć że zaczyna chodzić "sportowo", ostatnie 2 lata bimbał w ramach ambitnej rekreacji ale bardzo z doskoku a jeszcze wcześniej miał operację chipa w stawie itd itp, więc też bardzo powoli i ostrożnie podnoszę obciążenia. Jak zaczęłam go z powrotem wprowadzać w trening skokowy, a nie tylko hopanie od sasa do lasa tego co akurat stoi, to na początku kończyło mu się paliwo po 10 skokach! Potem długo trwało zanim przekroczyliśmy barierę 15 skoków na trening. Teraz już spokojnie jeździmy 2-3 pełne parkury na treningu. Wspomniane kilka minut parkuru to dlatego kilka minut, bo nie powinno się przeciążać konia skokami np. przez całą godzinę! Ścięgna lecą jak lala!

Każdy z nas chyba ma jednak inny punkt widzenia ze względu na dyscyplinę na której się skupia.
ABC formalności OZJ/PZJ i startów na zawodach
autor: aleqsandra dnia 16 września 2020 o 17:51
aleqsandra, rozumiem, co do waluty ;-) Wolałabym zarabiać w Chef, bo mam kredyt  😁


W Pl są rozróżnienia i jak widać mega rozpiętość cenowa. Jak jesteś w klubie to płacisz mniej, bo musisz skłądkę klubową zapłacić jeszcze.
Także w PL porozbijane na różne opcje.

A link przytoczony przez Ciebie to tylko na region , te opłaty są najniższe.

Co do wpisowego i startowego pierwsze zawody w ten weekend : 300 pln ( wpisowe i startowe za 2 dni). Podrożało, rok temu byłoby 200 pln.



Ok, namieszałam jednak z tymi licencjami w Szwajcarii, więc uzurpuję sobie prawo do sprostowania:
https://konnowszwajcarie.blogspot.com/2020/09/jak-uzyskac-mozliwosc-startu-w-zawodach.html

W skrócie:
200chf - roczna opłata za konia
ok. 100chf - roczne pozwolenie na starty za granicą z pzj
100/150chf - roczna opłata za odznakę lub licencję

jeśli koń importowany to jeszcze trzeba go zarejestrować w agate - 100chf jednorazowo; w niektórych gminach mogą być dodatkowe podatki od zwierząt.

Formalności to po prostu przerzucanie się wnioskami:
- wniosek do pzj z nr uprawnienia
- wniosek do fnch z załączonym pozwoleniem z polski, skanem permitu i skanem odznaki/licencji

Całość powinna się zamknąć w miesiącu oczekiwania na przeprocesowanie.

Więcej info w załączonym powyżej artykule.


EDIT

Dorzucam jeszcze rozpiskę zasad uzyskiwania licencji w Szwajcarii https://konnowszwajcarie.blogspot.com/2020/09/jak-uzyskac-licencje-sportowa.html


Egzamin lub konkursy licencyjne wydają mi się bardziej wymagające niż w PL, ale chyba tez bardziej logiczne.
Re-Voltowicze ZA granicą: pensjonaty, zwyczaje, niecodzienności...
autor: aleqsandra dnia 03 sierpnia 2020 o 18:22
Pozdrowienia z nad Pacyfiku  😍 😍 😍


Czad!! Ja za to "znalazłam pracę życia" w Nowej Zelandii właśnie - trekkingi po 90 miles beach 🙂 (niestety, mało realne, ale marzyć zawsze można)

Swoją drogą - serio mnie instruktorka pytała, czy bym nie chciała tam pracować, może ktoś ma ochotę na pracę życia? 🙂
Re-Voltowicze ZA granicą: pensjonaty, zwyczaje, niecodzienności...
autor: aleqsandra dnia 30 lipca 2020 o 10:42
Zorilla, nie odebrałam tego jako atak na mnie tylko chciałam przedstawić kwestie wartości jakie mi przyświecają, nawet jeśli niekoniecznie są to moje wartości.

donkeyboy, dzięki za Twoją opinię i punkt widzenia.

Dodając jeszcze w temacie zarobków przy koniach w CH: oczywiście, zdarzają się tacy, co zarabiają mniej. Np. jeśli masz 2000 na czysto a pracodawca oferuje mieszkanie (które na mieście może kosztować 1-2k) i ubezpieczenie (które może kosztować 200-500chf) to nadal jest akceptowalna pensja. Jeśli ktoś zarabia mniej, to powinien sam się zastanowić, czy na pewno mu to odpowiada i czy jest to fair. A nie w artykule czy na forum czy w komentarzach niekoniecznie przychylnych, a na pewno przypadkowych ludzi. Najczęściej taka pensja będzie jednak na czarno. Ale za nic na świecie nie chciałabym swoim postem takiej osoby stygmatyzować. A skoro się do takich zarobków nie przyznaje, to wie na czym stoi...
Re-Voltowicze ZA granicą: pensjonaty, zwyczaje, niecodzienności...
autor: aleqsandra dnia 30 lipca 2020 o 09:42
ElaPe, nie Elu, naturą ludzką w tym przypadku nie jest "wiedzieć", tylko "oceniać". Lubimy ludzi dzielić na nieudaczników (gorszych od nas) i tych, którzy zasługują na szacunek, bo mogą się nam do czegoś przydać. A może by tak jednak szanować ludzi po prostu? I obdarować się wzajemnie odrobiną życzliwości? Czy nie możemy przyjąć pewnych informacji bez oceniania?

Mimo, że osoby nie zostały wymienione z imienia i nazwiska, znaleźli się już tacy, co ich rozpoznali. Świat koni jest mniejszy niż nam się wydaje. Nawet Anonim został zidentyfikowany.

Kwota zarobków, to nie jest podstawowa informacja pisząc o jakiejkolwiek pracy, ponadto zostały podane kwestie standardów rynkowych. Jeżeli informacja, że zdecydowana większość pensji mieści się w widełkach 3-4 000 nie jest dla Ciebie satysfakcjonująca, to usilne naciskanie na doprecyzowanie tego to według mnie zwykłe i zbędne wścibstwo. Nie widzę w takiej informacji żadnej wartości dodanej, szczególnie bez kontekstu rynkowego (kosztów życia, mieszkania, ubezpieczeń itd. itp.).

Gdybym naciskała na zarobki, to taki artykuł by prawdopodobnie w ogóle nie powstał. I sama swoich też bym Tobie nie zdradziła, ale chętnie mogę opowiedzieć o przygodach z pracą... punkt widzenia jest bardzo względny, jedni znając moje zarobki biorą dystans bo wydaje im się że w garażu mam złote ferrari a inni zawsze powiedzą "za mało" albo inne dziwne nalepki Ci przykleją... . Zarobki, szczególnie przy różnicach ponadgranicznych i kulturowych to tak jak polityka czy religia - bardzo drażliwy i polaryzujący temat.

Zorilla, mi też się podoba model skandynawski jawnych zarobków, tak samo jak demokracja bezpośrednia. Ale nikomu nie jestem w stanie jej narzucić, więc najlepsze co mogę zrobić, to żyć w danym systemie. Tak samo jak do kościoła raczej nie pójdziemy w bikini, tak samo dla wielu ludzi zarobki to takie bikini w kościele... W Szwajcarii, jeszcze bardziej niż w Polsce, nawet nie o zarobkach, ale o pieniądzach się nie rozmawia. Do tego stopnia to jest wkurzające, że utrudnia to np. kupienie samochodu, albo nawet opłacenie rachunku za karuzelę... Przez 4 miesiące nie mogłam się doprosić rachunku tylko musiałam zgadywać ile razy poszedł i sama wyliczyć ile mam zapłacić... Bo Szwajcarom było głupio powiedzieć mi "ile im jestem winna" bo to prawie jak wymierzyć komuś policzek...
Re-Voltowicze ZA granicą: pensjonaty, zwyczaje, niecodzienności...
autor: aleqsandra dnia 28 lipca 2020 o 21:50
[quote author=aleqsandra link=topic=823.msg2939679#msg2939679 date=1595922524]

Gdyby ktoś nadal miał pytania dotyczące pracy w Szwajcarii - udało mi się dotrzeć do kilku Polaków na miejscu i zrobić mini wywiady:

https://konnowszwajcarie.blogspot.com/2020/07/polacy-pracujacy-przy-koniach-w.html




wszystko fajnie tylko szkoda, że te pensje owiane taką tajemnicą
[/quote]

Powiem tak, 3000 to naprawdę minimum tutaj, rzadko się zdarza niższa pensja. Stażysta często dostaje 2000. Do tego stajenny/luzak ma możliwość mieszkania w stajni, więc w efekcie wygrywa życie, bo mieszkanie kosztuje 1-2 000. Mieć na czysto 3000 to naprawdę dużo. Ludziom z pracą biurową potrafi zostać mniej...
Osoba, która przyznała, że ma "najwięcej" ze wszystkich, to było "prawie 5 000".

To jest kraj, gdzie pensje są dość ustandaryzowane. Zarówno Pani w sklepie na kasie, Pani na poczcie, stajenny - tę 4 wyciągną... I będą z niej całkiem dobrze żyć. Młodszy specjalista od "byleczego" w biurze też. I może tym młodszym specjalistą być całe życie, jeśli chce. Tu nie ma aż takiej "wolnej amerykanki".

Co dokładnie byś chciała wiedzieć? Czy ktoś zarabia 3200 czy 3500? Czy to coś zmienia? A co zmienia czy zarabia 3300 czy 4000? Każda z tych osób miała zupełnie inną historię i inny zakres obowiązków. Stajnie też różne, jedne komercyjne, zarabiające na siebie, inne nie... Taki ten jeździecki świat trochę jest - nie zarabia na siebie, więc i pensje są jakie są i niekoniecznie ustandaryzowane...
Re-Voltowicze ZA granicą: pensjonaty, zwyczaje, niecodzienności...
autor: aleqsandra dnia 28 lipca 2020 o 10:40
a.kaminska, donkeyboy, dziękuję 🙂

a.kaminska, szkoda, że nie udało się znaleźć wcześniej! Bynajmniej, dotarcie do koniarzy w Szwajcarii to jest wyzwanie... W jakiej stajni byłaś?
Praca przy koniach za granicą załatwiana przez pośrednika
autor: aleqsandra dnia 28 lipca 2020 o 08:54

Wyskoczę jak Filip z konopii, ale mam fajny temat: udało mi się zrobić mini wywiady z Polakami pracującymi przy koniach w Szwajcarii - może Was zainteresuje. Większość właśnie "luzakuje" w szerokim tego słowa pojęciu, a jedna z nich znalazła pracę przez pośrednika.

https://konnowszwajcarie.blogspot.com/2020/07/polacy-pracujacy-przy-koniach-w.html

Re-Voltowicze ZA granicą: pensjonaty, zwyczaje, niecodzienności...
autor: aleqsandra dnia 28 lipca 2020 o 08:48

Gdyby ktoś nadal miał pytania dotyczące pracy w Szwajcarii - udało mi się dotrzeć do kilku Polaków na miejscu i zrobić mini wywiady:

https://konnowszwajcarie.blogspot.com/2020/07/polacy-pracujacy-przy-koniach-w.html

Re-Voltowicze ZA granicą: pensjonaty, zwyczaje, niecodzienności...
autor: aleqsandra dnia 17 lipca 2020 o 21:43
Nie przepisywałabym stylu chowu do kraju. Pracowałam (10 lat temu) w Irlandii w dwóch stajniach. Jedna a) pre-training, druga u b) Trevora Breen. Teraz stoję w c) szwajcarskiej Romandii.

a) konie od 2-4 lat w większości, a padokow 0. Wątpliwy plac, porządny tor do galopu i przyzwoite tereny. Konie karmione niewyobrażalną ilością paszy (według mnie) i całe lato derkowane (lato, 15 stopni w porywach).

b) zanim wyniósł się do brata do GB trzymał konie w przydomowej stajni u rodziców w Cashel - ta sama sytuacja - padokow 0. Konie od 3 lat do GP 5* SL. Plac do jazdy wątpliwy. I to tyle.

c) u nas konie w standardzie wychodzą na 1.5h. Większość boksów jednak ma padoczek przy boksie. Jeśli chcesz na dluzej musisz dopłacić ale nie zawsze będzie to możliwe bo jest za dużo koni na ilość padokow przy czym padoki są utrzymane w idealnym stanie. Duże, trawiaste, wszystkie konie pojedynczo. Jeśli zamówisz (i dopłacisz) za karuzele to tego samego dnia kon nie pójdzie na padok (w standardzie). Od niedawna zaczęli przekształcać sąsiadujące pola uprawne na „padoki prywatne”. Nie wiem na czym to polega ale podejrzewam ze wyłapujesz je w abonamencie i korzystasz ile chcesz. Ale wtedy tez wodę, siano donosisz sam i kupy zbierasz sam. Nie jest to „szwajcarski standard”. Każda stajnia robi inaczej. Ale te 1-1.5h padokowania jest standardem. A! I w weekendy właściciel padokuje sam, co jest trudne, bo nie ma ogólnodostępnego kalendarza, wiec czasem przyjeżdżasz pocałować klamkę, ale to już stawiam na karb francuskości ... czyli braku organizacji. Ten sam problem jest z lonzownikiem.
Re-Voltowicze ZA granicą: pensjonaty, zwyczaje, niecodzienności...
autor: aleqsandra dnia 16 lipca 2020 o 10:05
Zorilla, no to najprościej wysłać CV po stajniach albo śledzić na fb czołowych jeźdźców szwajcarskich - zawsze się coś znajdzie.

Tutaj różnica na rynku jest taka, że bardzo liczą się znajomości (bardziej niż gdziekolwiek indziej), więc nie ma portalu z ogłoszeniami dla koniarzy czy nie ma ofert publicznych, wszystko się rozchodzi drogą pantoflową.

Jak jesteś na miejscu to możesz też pojeździć po stajniach i porozwieszać ogłoszenia na tablicach informacyjnych. Też działa chyba.
Re-Voltowicze ZA granicą: pensjonaty, zwyczaje, niecodzienności...
autor: aleqsandra dnia 15 lipca 2020 o 21:49
Aleqsandra o, fajnie że jesteś.


Miło mi, tak, bywam 😉 - jak zniknę a masz palące pytanie to pisz na priv - powinnam dostać powiadomienie na maila...
Rynek dla groomów jest, ale nie jestem jakoś super rozeznana. W akcie desperacji jak szukałam pracy rozesłałam "końskie cv" do paru stajni w okolicy i 2 się odezwały, więc chyba większego problemu nie będzie. Przez bloga piszą też do mnie ludzie, którzy pracują tu na miejscu, chociaż w niemieckiej części, i też z tego co mówią spoko to wygląda. Są i stajnie "przydomowe" i szukają kogoś do opieki i hodowle, na fb też często widzę ogłoszenia profesjonalnych jeźdźców. Oczywiście największe szanse na fajną pracę i ambitną masz z prawkiem na koniowóz i z możliwym do udowodnienia dobrym poziomem jeździeckim (takie polskie P-N). Ale są też ludzie bez większych kwalifikacji, którzy bardziej zajmują się stajnią.

Re-Voltowicze ZA granicą: pensjonaty, zwyczaje, niecodzienności...
autor: aleqsandra dnia 14 lipca 2020 o 16:31
[quote author=budyń link=topic=823.msg2933971#msg2933971 date=1591709560]
W Szwajcarii też mamy spokój. Ale u nas zachorowań na dzień przybywa max kilkanaście, więc u nas po koronie od dobrych 2 tygodni jakoś. Tylko w sklepach, knajpach są dalej płyny dezynfekujące.
[/quote]

Dokładnie. Na razie jest spokojnie, a tak było w trakcie lockdownu w naszej okolicy: https://konnowszwajcarie.blogspot.com/2020/03/jak-stajnie-radza-sobie-w-czasie.html

Teraz w zasadzie nie ma żadnych specjalnych ograniczeń.

[quote author=_kate link=topic=823.msg2935038#msg2935038 date=1592407002]
Zorilla, tak jestem w UK i zastanawiałam się czy ja musze cos tu robić w sensie jak brązowa odznaka albo płacić haracz do PZJ aby się wyrejestrować. Na razie nic tu nie ma, ale pewno będę chciała spróbować swoich sił czy to w skokach czy ujeżdżeniu. I raz przed śmiercią marzy mi się jakiś xc spróbować. Nie startować może, bo ja za słaba w uszach jestem ale choć spróbować.
[/quote]

mam podobnie, na razie zgłosiłam o przepisanie polskich "uprawnień" na rok na zagranicę, bo nie chce mi się ich robić od początku i chciałabym pojechać licencję w Szwajcarii, żeby już się nie bawić z PZJ. Pierwsze słyszę o "wypisywaniu się".

___________________________________

Zauważyłam też, że sporo jest teraz ludzi rozważających emigrację, jak po każdych w zasadzie wyborach. Trochę żeby ich ostudzić, a trochę zracjonalizować, co wyniknęło z grupy na fb, zebrałam swoje przemyślenia tutaj - jeśli macie coś w głowie, co by rozszerzyło wątek albo doprecyzowało, z Waszego doświadczenia, dajcie znać: https://konnowszwajcarie.blogspot.com/2020/07/doradca-emigracyjny-chcesz-wyjechac-ale.html
ABC formalności OZJ/PZJ i startów na zawodach
autor: aleqsandra dnia 03 czerwca 2020 o 19:06
Perlica, Wydaje mi się, że nie ma rozróżnienia w opłatach związkowych od bycia w klubie, Szwajcarzy lubią proste rozwiązania, ale koszt udziału w zawodach jest inny.

Co do zarobków, uśredniając, można powiedzieć że ze 4 razy więcej na podobnym stanowisku. Ale np. wynajem mieszkania też jest 4 krotnie wyższy... Kwestia zarobków i wydatków i siły waluty to osobny temat 😉
Luksusowe stajenki :):)
autor: aleqsandra dnia 03 czerwca 2020 o 19:00
Smok10, no Szary ma świetny obiekt 🙂

Szwajcaria w Unii nie jest, ale jedziesz np. przez Niemcy, z postojem, więc musisz mieć Trace tak czy siak, bo jakąś granicę Unii przekraczasz.
ABC formalności OZJ/PZJ i startów na zawodach
autor: aleqsandra dnia 02 czerwca 2020 o 17:55
Perlica,
jeśli dobrze paczam to za zawodnika na rok jest 70-100 pln a za konia 50-80 pln ([[a]]http://www.wmzj.waw.pl/attachments/article/124/cennik%202019.pdf[[a]]) czyli w sumie z 40chf za konia i jeźdźca co jest 1/10 kwoty opłat związkowych w ch. Nie, tutaj nie zarabia się 10 razy więcej niż w Polsce.
Ale przynajmniej zarobki są dostosowane do kosztów życia bądź koszty życia do zarobków...



Luksusowe stajenki :):)
autor: aleqsandra dnia 02 czerwca 2020 o 17:34
vissenna, przy przewozie międzynarodowym musisz mieć Trace. Mój przewoźnik miał, dlatego w ogóle nie było problemu i nie musiałam się tym zajmować. Może przewoźnik był niezbyt profesjonalny?

Badania lepiej zrobić przed zgłoszeniem w PIW. Jak pójdziesz z załatwionymi dokumentami to wystawiają papier od ręki.

A zgłaszałaś się w urzędzie celnym?

Bez zgłoszenia możesz sobie napytać biedy jak zatrzymają na granicy / na rutynową kontrolę, ale faktem jest że w każdym kraju przewożenie konia jest w "szarej strefie", bo nikt nie wie jak to ogarnąć, tym bardziej drogówka, która koni się boi 😉
Luksusowe stajenki :):)
autor: aleqsandra dnia 01 czerwca 2020 o 13:07
budyń, cześć, przepraszam, że wcześniej nie odpisałam, ale życie mnie pochłonęło i już na forum nie zaglądałam.

Przewóz też opisałam na blogu: http://konnowszwajcarie.blogspot.com/2016/10/jak-przewiezc-konia-do-szwajcarii.html

w skrócie, koń musi mieć zrobione badanie weterynaryjne z którym idziesz do PIW i wtedy masz 10 dni na wykonanie transportu. Z racji, że Szwajcaria nie jest w Unii to trzeba było zrobić papiery eksportowe. Opcje są dwie, albo eksport definitywny albo na kartę ATA. Karta jest fajna bo możesz przekraczać granicę wiele razy i masz mniej formalności, ale w okresie jej ważności musisz wrócić. To chyba bardziej dla sportowców, a nie osób przeprowadzających się.

Najgorszym elementem tej całej operacji było stanie w urzędzie celnym przy lotnisku (bo tylko tam załatwiają "gabaryt"😉 tuż przed kilkunastoma godzinami drogi... Wzięłam agencję celną żeby jak najbardziej gładko poszło. By the way, znalezienie agencji celnej która umie odprawić konia to też jest wyzwanie, rozmawiałam chyba z 14oma.

Na granicy z ch zgłosiłam konia jako mienie przesiedleńcze i nie miałam żadnych dodatkowych atrakcji. Potem trzeba tylko zarejestrować konia w "agathe" i zapłacić podatek.
ABC formalności OZJ/PZJ i startów na zawodach
autor: aleqsandra dnia 01 czerwca 2020 o 12:38
Perlica, domiwa,

rejestracja konia na rok sportowy jako koń sportowy (konieczna do startów jakichkolwiek) - 270 chf

rejestracja zawodnika na rok sportowy - odznaka - 100chf, lic R 150CHF, lic N 200CHF

W przypadku osoby pochodzącej zza granicy, która tu chce startować dochodzi opłata do PZJ za pozwolenie na starty za granicą (na rok) i za transkrypt dokumentów + tłumaczenie przysięgłe tychże + opłata w związku tutejszym za przyjęcie i rozpatrzenie takiego wniosku i przyznanie adekwatnego ekwiwalentu sportowego. Nie pamiętam dokładnych kwot, ale pamiętam że byłam w szoku. Podobne do ww. 

Wpisowe i startowe na zawodach - 10-40chf w zależności od organizatora i poziomu, bezzwrotne

Może będę miała przyjemność się dowiedzieć, czy to naprawdę jest tak, że możesz pojechać i 105 i 135 z marszu, to dam Wam znać.

A w ogóle to skleroza nie boli: http://konnowszwajcarie.blogspot.com/2017/04/system-licencji-jezdzieckich-w.html
ABC formalności OZJ/PZJ i startów na zawodach
autor: aleqsandra dnia 24 maja 2020 o 14:35
Dzięki za odpowiedzi, czyli w sumie się nie zmieniło.

aleqsandra, No u nas na szczęście tak nie ma ...


Nie wiem, który system jest lepszy. Załączam wycinek ze strony związku. Jest jedynie podział na licencję regionalną i narodową/międzynarodową.

W Polsce te kilka lat temu było tak, że opłaty związkowe i licencyjne nie były szczególnie wysokie ale wyjazd na zawody (niepodwórkowe) to był znaczny wydatek. Tutaj jest odwrotnie, opłaty związkowe i licencyjne są wg mnie bardzo wysokie ale zawody są bardzo tanie. W takim systemie równie dobrze odsiewa się "chojraków" jak i niestety talenty z małym budżetem. Jednocześnie nie istnieją tutaj zawody podwórkowe albo o takich nie słyszałam, a chętnych do startów jest bardzo dużo, więc zawsze zawody są kilkudniowe i bardzo często w tygodniu zamiast w weekend. Zdecydowana większość to zawody oficjalne, na które rejestracji dokonuje się online w związku jeździeckim. Zresztą przyglądałam się na zawodach skokowych regionalnych jak to wygląda i naprawdę nie mogę powiedzieć złego słowa. Bardzo wysoki poziom jeźdźców i całkiem
jezdne konie.

Może po prostu solidnie podchodzą do tematu odznaki ?
ABC formalności OZJ/PZJ i startów na zawodach
autor: aleqsandra dnia 24 maja 2020 o 00:01
Hej, rzadko bywam na forum ale „kwarantanna” dała mi więcej czasu. Do tej pory nie startowałam mieszkając za granicą bo formalności z przepisywaniem odznak, licencji i licencji dla konia mnie przerosła przy „rekreacyjnym” podejściu do tematu. W moim kraju umożliwienie mi i koniowi startów na rok wraz z kosztem pzj to kilka tysięcy złotych. Odświeżając temat obecnie zauważyłam ze zmieniły się zasady ale na stronie pzj ciężko znaleźć info. Na stronie krajowego związku jeździeckiego tu gdzie jestem jest info ze z odpowiednikiem brązu można startować do 100cm w skokach a najniższa licencja pozwala na starty w zawodach 105-135. Szok! Jeśli tak samo jest w PL to najprawdopodobniej wytyczne FEI, które zostały zaimplementowane. Czy ktoś może potwierdzić czy tak samo wyglada to w PL? Tak, dokładnie nie interesowałam się tematem ze 2 lata... a widziałam ze ktoś wspominał ze 2 lata temu się zmieniło ...