Depresja.

donkeyboy   dzień jak codzień, dzień po dniu, wciąż się dzieje życia cud
20 lutego 2022 11:47
Nevermind, już kumam o co z tym akurat chodziło.

A co do kokosnuss to co innego było powiedziane, padł argument ad personam w podobnym stylu - czytaj powyżej. Słabo jest apelować/przyklaskiwac idei o byciu miłym samemu uciekając się do podobnej ofensywy. Niemalże w tym samym poście. O to mi chodziło. Ja tutaj nie stoję po niczyjej stronie, nikogo nie bronie, po prostu uważam że respekt wobec drugiej strony w dyskusji się należy bez względu na ich tło, pochodzenie, doświadczenie, czy mają depresję czy nie.
To jeszcze raz 😉.
Mój post brzmiał tak:
Jak pod wpływem obcych anonimowych osób sprzedałaś konia to było to dla mnie dziwne, ale patrz jakoś znowu przeżyłam bez komentowania.
Serio takie straszne po wiadrze pomyj?
X pisze że przeszkadza jej pisanie o depresji, Y że zachowuję się dziecinnie (gdzie terapeutka mi mówi że nie), Z że jestem narcystyczna (gdzie dopiero na terapii nauczyłam stawiać się na równi a nie poniżej innych i najpierw zaspokajać ich potrzeby).

A teraz analogicznie: stoi sobie facet w sklepie, zmarnowany życiem, język się plącze. Ktoś w tle krytykuje że dziwny, że pijak. Facet w końcu nie wytrzymuje i mówi że jest po udarze.
I teraz mieć do niego pretensje że mówi w sklepie że jest po udarze i w ogóle zachowuje się jak dziecko?
Raczej nie, bo udar jest inaczej postrzegany w społeczeństwie 😉.
Sytuacja akurat autentyczna mojego wujka.
donkeyboy   dzień jak codzień, dzień po dniu, wciąż się dzieje życia cud
20 lutego 2022 18:02
Muchozol2 nie, analogiczna sytuacja do komentarza wobec kokosnuss byłaby wtedy gdyby Twój wujek mówiąc że ma udar dodałby coś żeby temu krytykującemu dowalić, coś w stylu "a widziałem pana pod sklepem z jabolem w ręku nie raz, ale jakoś panu nie zwracałem uwagi żeś pan chlejus". No i po co taki dodatkowy komentarz. W sensie jaki cel byłby takiego komentarza poza tym żeby komuś dopiec. Ja wiem że się szambo wylało na ciebie konkretnie, poleciały argumenty wobec twojej persony i sprawiły ci przykrość. Ale to też nie jest usprawiedliwienie żeby zrobić tak komuś vice versa, jak to leciało...nie rób drugiemu co tobie niemiłe?

Ja nie wiem, nie widzę tego ogromu postów o twojej depresji w nieadekwatnych wątkach ale skoro tyle osób wspomina o tym to chyba to nie jest pierwszy raz że wrzucasz jakieś słowo o tym w wątku nie na temat?
Czytając ten komentarz z wątku który rozpętał burze nie ma nic złego, wręcz wspaniałe że jakaś metoda pracy z końmi pomaga tobie, tylko temat nie jest o terapeutycznych zajęciach z końmi tylko na temat tego jaką metoda jest skuteczna w przepracowywaniu problemów z końmi (a raczej jak różnorodne są metody w pracy z końmi i nie każda zawsze się sprawdzi).

I tak, określanie "biegających po tęczy" jest pejoratywne, jednakże udowadnianie że owe metody są super bo mają efekt terapeutyczny, nie udowadnia nic. Bo o ile efekt ten prawdopodobnie jest i jest autentyczny, to nie ma żadnego związku z metodami treningowymi konia, a raczej koni. To tak jakby w wątku o AGD próbować udowodniać że zmywarki są zbędne i co złego jest że zmywaniem w zlewie bo poprawia ci się od niego samopoczucie. Infantil ci zresztą dobrze wytłumaczyła, nikt nie ma problemu z tym że masz depresję tylko z tym że wtracasz to w tematy gdzie nie jest to na temat. Jesli faktycznie tak robisz regularnie (a nie wiem, nie czytam tak namiętnie rv żeby mnie to paliło w oczy), to ludzi dookoła to męczy. Mnie np. jako emigranta męczy jak Polacy na emigracji zawsze zwalają winę za wszelkie niepowodzenia na to że rasizm. Owszem, rasizm istnieje i to jest problem o którym trzeba mówić, to jest poważna sprawa No, tylko jak słyszysz to 100 razy od tej samej osoby gdzie nie do końca zawsze jest to na miejscu to zaczyna to irytować, pomimo że problem istnieje i od bycia rasistką mi jest daleko. Co nie znaczy że mam prawo tę osobę wyśmiać. I to też nie znaczy że jak wytłumaczę tej osobie ze mnie to irytuje to ta osoba ma prawo mnie nazwać rasistką bądź rzucić argumentem z tyłka żeby mi dopiec 🙂
donkeyboy, ok, mi się cierpliwość skończyła. I to było złe. Po prostu nie wytrzymałam. Tak jak X osób, które mnie celowo "dziubaly".
Posty infantil też są dla mnie przykre - już mi się nie chce wrzucać cytatów, ale kilka było dołujących. I odbieram to po prostu jako brak fachowej wiedzy, a nie chęć dopieczenia. Niemniej jednak moja terapeutka mówi - nie bierz się za terapię jak się nie znasz, bo możesz zrobić krzywdę. Widocznie nikt infantil nie uświadomił, ale nie jej wina.
Komuś może przeszkadzać że piszę o depresji, ale jak mój wujek się "usprawiedliwia" udarem (bardzo pracowity człowiek, ale pewnych rzeczy nie da rady), to nawet w pracy, (gdzie dostaje za to kasę a nie że komuś się znudzą posty w wolnym czasie + praca w budownictwie, gdzie wiadomo jak jest) nikt mu nie robi wyrzutów.
Jak komuś przeszkadza to mu na to nie odpowiada i tyle. Z jednej strony "prości ludzie", a z drugiej ile zrozumienia.
Co by nie mówić i ile by postów nie produkować nadal choroby psychiczne są stygmatyzowane w taki czy inny sposób. Jeszcze trochę drogi przed nami jako społeczeństwem. Przynajmniej widać że jest lepiej niż 10 lat temu.
ElMadziarra   Mam zaświadczenie!
20 lutego 2022 19:20
Czytam dyskusję w co mnie wkurza w jeździectwie, czytam dyskusję tutaj i w pewnym momencie przestałam kumać o czym w ogóle tu piszecie, i czy mi w końskim jakieś posty pozjadało.
Chryja i temat depresji zaczął się od postu diuk, która napisała do Muchozol, że cytując " Ty możesz po tęczy biegać bo jak zrozumiałam z twoich wypowiedzi to utrzymuje cię mąż, który ; po tęczy nie biega."
Wcześniej Muchozol trzymała stronę opcji pląsania po tęczy i twierdziła TYLKO, że da się, że pląsanie po tęczy konia nie krzywdzi, choć trzeba mieć wiedzę, albo odpowiedniego trenera oraz czas, i że ona (i jej mąż też) sobie właśnie na spokojnie po tęczy pląsają, tylko ona z łatwym koniem, a on z trudniejszym.
Gdyby diuk napisała, to co napisała, bez przytyku od personam, w stylu - po tęczy można pląsać gdy się nie robi tego dla kasy, tylko dla fanu i dla siebie - w ogóle nie było by tej całej durnej dyskusji.
A nie, sorry, po tym poście i przyklaskach wciąż nic nie było ze strony Muchozol o depresji, tylko o tym, że przykro jej się to czyta - no nie dziwne, dla mnie jako osoby postronnej było to rzenujące. Dopiero usunięty, anonimowy post oraz hasło "jak się o jakiś rzeczach publicznie pisze, trzeba się liczyć z komentarzem" rozpoczęły na dobre temat Muchozol i jej depresji. Choć na początek Muchozol napisała tylko i wyłącznie bezpośrednio do karoliny, co ogarnia i, że jest z siebie dumna, choć z depresji nigdy się nie wyleczy.
Także nie wiem donkeyboy gdzie znalazłaś wpisy o skuteczności terapeutycznych zajęciach z końmi, jako poparcie metod bezstresowych w wychowaniu konia i nie wiem gdzie infantil znalazła argumentowanie sposobu pracy z koniem własnymi zaburzeniami.
Jeśli nie mam racji, to proszę wskazać, które posty mi umknęły, bo ja już głupia z tego jestem.
Acha, żeby ktoś mi nie zaczął wyciągać, że bronię swojej frakcji - nie, nie jestem z teamu pląsania po tęczy, choć nie ukrywam, że zdarza mi się, gdy mogę. Jednak zdarza mi się również zasunąć koniowi prawy sierpowy, gdy muszę. Te machanie patyczkiem przez Toda bardziej mnie śmieszy niż żenuje, krzywdy tym nie zrobił, choć jak dla mnie sposób z dupy w tej sytuacji, ja bym takiej metody w tym przypadku nie zastosowała i nie tego oczekiwałabym po klinice z nazwiskiem.
Muchozol skoro uważasz, że dwa posty na forum, napisane między wege kotletem a tankowaniem samochodu, skierowane do obcej i obojętnej mi osoby są „braniem się za robienie terapii”, to chyba niestety nigdy na dobrą terapię nie trafiłaś, bo masz trochę skrzywiony obraz pracy terapeutycznej.

Moje posty w Twoją stronę były w pełni neutralne. Co więcej, pisałam je z dużą dozą wyrozumiałości, bo wiem z naukowego oraz praktycznego punktu widzenia, jak zaburzoną percepcję siebie i otoczenia mają osoby między innymi w depresji. Łatwo się w tym pogubić i zrobić sobie krzywdę też nietrudno. No właśnie... tyle że wyrozumiałość nie oznacza głaskania po główce i przyklaskiwania. Po przeczytaniu Twoich następnych wypowiedzi po prostu stwierdziłam, że nie warto.

I tu żegnam się z tym tematem, bo szkoda mojego braku fachowej wiedzy, nieuświadomienia i czasu 🙂
ElMadziarra też to postrzegam tak jak Ty. Owszem zrobiłam błąd z kokosnuss, przepraszam. Emocje mnie poniosły.
W tym miejscu pragnę zauważyć, że to moje kolejne przyznanie się do błędu - długo nad tym pracowałam i bardzo się cieszę, że w końcu (nawet nieporadnie), ale jakoś zaczynam iść w tym kierunku.
W swoją stronę nigdy tego nie doświadczyłam. Widocznie tylko ja tutaj popełniam błędy 😉.
infantil to jak o fachowej wiedzy mowa (rozumiem, że jesteś min. psychologiem, jeśli mówimy o wiedzy fachowej, a nie o kojarzeniu czegokolwiek).
W każdym razie dla potomnych - dwa ostatnie posty nie zostałyby w ogóle napisane po przeczytaniu chociażby byle poradnika "10 rzeczy, których nigdy nie mów osobie z depresją", że o faktycznym minimum czytaniu artykułów nie wspomnę.
Nie można depresją usprawiedliwiać wszystkiego i używać jej jako karty przetargowej, bo nigdy się z niej nie wyjdzie
Mam zdiagnozowane zaburzenia depresyjne nawracające - nigdy nie wyjdę z depresji.
Tylko nie robi się tego biorąc megafon, stając na środku Biedronki i krzycząc "mam depresję!!!".
Przecież tak nie robię - jak już to w tonie wujka po udarze, "nie wymagaj tego ode mnie, bo jestem chora". Przecież ktoś niewidomy też może powiedzieć, że jest niewidomy i np. nie da rady przejść przez ulicę. A niektórzy niewidomi przechodzą.
Ale miałam wtedy 17 lat i byłam dopiero pierwszy raz w terapii. Z tego się wyrasta
Bardzo przykre stwierdzenie. Takie... poniżające po prostu. Trochę jak do nastolatki "wyrośniesz z tego" - też psychologowie nie raz się publicznie wypowiadali na popularnych kanałach/stronach dlaczego tak się nie mówi nawet zdrowemu nastolatkowi.
Pisanie tego typu treści w internecie, w przestrzeni, która nie jest poświęcona zdrowiu psychicznemu, nie jest pomocne i nie jest tak wartościowe, jak Tobie się to jawi.
To osąd bardzo autorytatywny. Nie wiesz tego co piszesz na 100 %. A jeśli nie wiesz, to po co pisać? Jak już, to moja terapeutka uważa inaczej i wolę iść za tym co mówi. A nie raz tą kwestię omawiałyśmy. Wg jej wiedzy takie pisanie może pomóc. Nawet mi wyjaśniła jak i dlaczego i jaki mechanizm tam działa 😉.
Jak już cytujesz moje wypowiedzi, to przynajmniej cytuj je w całości, a nie wyciągaj z kontekstu pojedyncze fragmenty tak, by pasowały do Twojej układanki.

pierwszy lepszy przykład.


Mam zdiagnozowane zaburzenia depresyjne nawracające - nigdy nie wyjdę z depresji.


interesting reaction...
"Nie można depresją usprawiedliwiać wszystkiego i używać jej jako karty przetargowej, bo nigdy się z niej nie wyjdzie (tak, wiem, depresja jest problemem permanentnym i nawracającym, jestem zdiagnozowana od wielu, wielu lat)."
tak brzmiało moje zdanie w całości.

donkeyboy   dzień jak codzień, dzień po dniu, wciąż się dzieje życia cud
20 lutego 2022 21:04
ElMadziarra, lol nigdzie tego nie znalazłam jeśli chodzi o jakieś fakty naukowe 😀 W tamtym wątku Muchozol napisała że wkurza ja określenie pląsających po tęczy i powiedziała że jej owe podejście do koni pomaga w terapii (czy coś w tym stylu). Na co napisałam (tutaj) że skoro jej pomaga to super (nigdzie nie napisałam że jest to jakiś światowo znany fakt czy nauka). Skoro jej pomaga to tylko się cieszyć, ale tak jak już podkreśliłam argumentowanie wyższość danej metody treningowej tym że pomaga trenującemu... Jest żadnym argumentem. Rozmowa była na tematy metod treningu konia a nie terapii z końmi.
Mam nadzieję że wyjaśniłam 🙂
infantil, jakiej układanki? Starałam się cytować fragmenty tak, aby było to czytelne - chyba, że życzysz sobie abym cytowała pełne posty i tylko zaznaczała interesujące mnie fragmenty, ok. Może być. Czy mam poprawić mój powyższy post?
Powyższe zdanie samo się wyklucza - jeśli z jednej piszesz o wyleczeniu, a z drugiej, że to niemożliwe (bo tym są zaburzenia depresyjne nawracające), to jest to niespójne. Dlatego też zacytowałam tylko pierwszą część.
donkeyboy to był wtręt na marginesie (mi się te metody sprawdzają, a przy okazji i mi pomagają), a nie podstawowe założenie.
Przy okazji moje cytaty, o których wspominałaś:
Zaliczyłam od groma dołów, stale leczę się psychiatrycznie i od dawna jestem co tydzień na terapii to po to mam te konie żeby sobie po tej tęczy pobiegać.
I kolejny:
dlatego w bieganiu po tęczy ważny jest też dobry trener i własne myślenie i analizowanie.
Nigdzie w tych wypowiedziach nie ma argumentu, że jest to powodem wyższości danej metody treningowej. I naprawdę nie wiem jak można to z tego wyczytać.
Być może to ja swoim wpisem przekierowalam ostatecznie rozmowę na coś, o czym Muchozol zaledwie wspomniała i być może niepotrzebnie to zrobiłam, ale po prostu rażą mnie takie posty jakie się w tamtym wątku pojawiły. Z jednej strony tyle osób pisze, że Muchozol (zbyt) często podkreśla fakt swojej choroby a z drugiej strony jak przychodzi co do czego to nagle to nie wątek terapeutyczny tylko jeździecki i skąd ktoś ma znać historię chorób randomowych użytkowników. Nie wiem jak Wy ale ja korzystając z forum wiele lat kojarzę osoby, które również są tu aktywne i przeglądając rozne wątki siła rzeczy wiem, czy ktoś ma dzieci, czy ktoś choruje , czy ktoś ma konia etc (oczywiście jeśli gdzieś się tym podzielił). To są informacje, które siła rzeczy gdzieś się w głowie zbierają pod konkretnym nickiem. Nie ukrywam, że dla mnie Muchozol sprzed kilku lat była momentami ciężka do czytania i nie dlatego, że miałyśmy kiedyś gdzieś jakaś spine - bo jak dobrze pamiętam to nigdy nie miałyśmy. Po prostu momentami wylewała się z niej taka złość, że naprawdę było mi jej szkoda, bo swoimi słowami, często złośliwymi, jakimiś nieporadnymi próbami obrony przez atak robiła krzywdę głównie sobie, bo jednak po większości osób jej słowa raczej spływały. Nie wiem jak wy ale ja uważam, że na przestrzeni lat zaszła w Muchozol zmiana, widać, że nad sobą pracuje i widać, że gryzie się w język próbując nie wracać w stare koleiny. Raz jej wychodzić lepiej a raz gorzej. Ale chociażby z uwagi na te próby wydaje mi się, że czasem lepiej to zauważyć i docenić, nawet jeśli nie jest idealnie, a nie wpychać Muchozol do dawnej szuflady i traktować tak, jakby tych prób z jej strony nie było i jakby była ta sama osoba co x lat temu. Oczywiście nie ma takiego obowiązku, jeśli sobie u kogoś nagrabila kiedyś to ta osoba nie musi mieć ochoty na bycie łagodnym wobec niej, ale fajnie by było, jakby jednak ludzie wykazywali trochę więcej empatii. Może to utopia. I nie chodzi o to żeby głaskać kogoś po głowie bo ma depresję i to załatwia wszystko. Niektóre komentarze są krytyczne, zimne etc ale chociaż merytoryczne i pokazują tok rozumowania etc. Ale jakieś takie prześmiewcze, lekceważące teksty uważam za słabe. I nawet jeśli pozwolilabym sobie na taki ironiczny czy nawet złośliwy tekst wobec jakiejś osoby (choć raczej tego nie robię) to jak widzę, że jest to osoba w jakiejś szczególnej sytuacji, że się z czymś zmaga, nad czymś pracuje, co jej może idealnie jeszcze nie wychodzi, to po prostu tego nie robie. Chociażby wychodząc z założenia, że słabszego się nie atakuje - a osobę, która pracuje nad sobą, przebudowuje swoje mechanizmy reagowania, próbuje stać się bardziej zręczna społecznie uważam za w tym konkretnym momencie osłabiona, bo dopiero się uczy, próbuje. I nie jest dla mnie ważne czy to wątek o koniach, czaprakach czy serialach. Wydaje mi się, że po kilku latach nawet wyłącznie wirtualnej `znajomosci` , czy raczej obserwacji kogoś można jakieś wnioski na temat danej osoby wysnuć i tego, na ile można sobie wobec kogoś pozwolić żeby go np nie urazić, jak się z daną osobą po prostu należy obejść. I oczywiście to myślenie życzeniowe, że każdy będzie brał pod uwagę położenie drugiej osoby w dyskusjach na rozmaite tematy i brał na to poprawkę z kim rozmawia i wg tego się w tej dyskusji w dany sposób poruszał. Ale ponoć warto marzyć 😉
vanille, bardzo, bardzo dziękuję za ten post. Po wielu różnych terapiach (a jednej parodii, którą nawet moja pani psychiatra skrytykowała, a jest wyrozumiałą osobą) było różnie. Teraz czuję, że trafiłam na "swoją" terapeutkę (co potwierdza moja lekarka, obie razem pracują oraz współpracują, więc jedną i druga ma pełny podgląd na moje leczenie).
Czuję że życie mi się zmienia, wielu rzeczy żałuję. Ale nauczyłam się, że najlepsze co mogę zrobić, to nie iść na kolanach do Częstochowy i biczować się za pomyłkę, ale pogodzić (ok, tak było, każdemu może się przytrafić), wyciągnąć wnioski i wprowadzić w życie.
Bardzo mi się podoba Twoje empatyczne podejście. Tak pozytywnie zazdroszczę 🙂.
ElMadziarra   Mam zaświadczenie!
20 lutego 2022 22:09
donkeyboy cały czas chodziło mi o to, gdzie to niby znalazłaś u Muchozol, która z resztą mnie ubiegła i wstawiła cytaty poświadczające, że terapii nie użyła wcale jako argumentu na skuteczność. CBDU. Tyle w tym temacie.

vanille bardzo fajnie to napisałaś. Też nie rozumiem, jak będąc stałym użytkownikiem forum można nie kojarzyć kto jest kto, zwłaszcza jeśli chodzi o innego stałego użytkownika. Trudno tu być anonimem, skoro się siedzi na tym forum od lat.
Mnie się tylko marzy, żeby ludzie w życiu, a co za tym idzie również w dyskusjach internetowych, kierowali się tylko jedną zasadą: nie rób drugiemu co tobie niemiłe. Tylko tyle i aż tyle.
A nieuważne słowa potrafią bardzo ranić, tak samo jak zamierzone złośliwości. Nie po każdym spływa, nie każdy ma szczelny pancerz. Niektórzy są wrażliwi bardziej, inni mniej.

Zawsze boli mnie brak empatii w kontaktach międzyludzkich, w kontaktach z końmi, w podejściu do zwierząt ogólnie. A wystarczy czasami tylko postawić się w wyobraźni na miejscu tego drugiego.
Muchozol2, podstawa jest akceptacja siebie, nawet tej ciemnej strony i pogodzenie się z tym co się zrobiło i jakim się było. Choć jest to w opór trudne. A dodatkowo utrudnia to fakt, że świat to nie tylko my i nawet jeśli ja zaakceptuje punkt, w którym jestem i to, co było to pewne akcje z przeszłości wciąż mają konsekwencje w teraźniejszości. I nie zawsze tak łatwo zostawić to za soba. Czym u Ciebie jest np podejście innych do Twojej osoby. Ale czasem naprawienie pewnych rzeczy trwa. Czas i tak mija więc można tkwić w tym, w czym się było i jechać starym utartym torem albo mimo czasem wciąż negatywnego feedbacku od otoczenia (związanego z tym, jakimi nas znali) robić dalej swoje i się nie zniechęcac. I nawet nie po to, żeby odkręcić pewne rzeczy i zyskać w oczach tych osób czy im coś udowodnić ale żeby samemu ze sobą czuć się lepiej i spokojniej i moc już lepiej budować przyszłe relacje. Każdy z nas jest nieidealny i ma swoje wady, coś umie a czegoś nie umie, coś w życiu totalnie spartolil, za coś się okropnie wstydzi. I można się zatrzymać na tym etapie albo próbować coś w sobie podłubać i porzezbic dla własnego komfortu.

I tak mi się jeszcze nasuwa. Internet i nie tylko obecnie zalany jest hasłami typu women power, go girl, solidarność, budowanie siebie nawzajem i wszyscy chętnie podpisują się pod tymi hasłami bo tak fajnie i przyjemnie brzmią, nowocześnie, feministycznie. Ale jak przychodzi co do czego to jak widać nie tak łatwo jest kogoś budować, umacniać w tym, że dobrze mu idzie, dawać dobry feedback czy poklepać po plecach po prostu.
<b>I tak mi się jeszcze nasuwa. Internet i nie tylko obecnie zalany jest hasłami typu women power, go girl, solidarność, budowanie siebie nawzajem i wszyscy chętnie podpisują się pod tymi hasłami bo tak fajnie i przyjemnie brzmią, nowocześnie, feministycznie. Ale jak przychodzi co do czego to jak widać nie tak łatwo jest kogoś budować, umacniać w tym, że dobrze mu idzie, dawać dobry feedback czy poklepać po plecach po prostu. <br>
vanille, mnie się wydaje, że to trochę jak w tym dowcipie - nie ma ludzi zdrowych, są tylko niezdiagnozowani. Każdy boryka się z problemami w życiu, mniejszymi lub większymi i ludzie po prostu nie mają siły psychicznej i fizycznej, żeby brać na klatę problemy obcych osób. A prawda jest taka, że może poza pewnymi wyjątkami większość osób jest na forum dla siebie obca.
Co do depresji i porównania jej do udaru: w sumie jedno i drugie można określić jako pewnego rodzaju ograniczenie. Ja np jestem prawie ślepa (wada -7 plus astygmatyzm) i to jest moje ograniczenie. Zdaję sobie sprawę z tego, że pewne sprawy są poza moim zasięgiem, co jakiś czas łapię się na tym jak moje ciało i mózg kompensuje sobie braki. Ale generalnie akceptuję moje braki. I np mogę zajebiście jeździć na nartach, ale wiem, że prowadząc samochód muszę być bardzo czujna i ostrożna, bo dostrzegam mniej niż inni i później niż inni. I myślę, że warto oswoić i zaakceptować swoje braki. Powiedzieć sobie: "Nie zrobię tego bo mam depresję/miałam udar/nic nie widzę." i czuć się z tym ok. Wzruszyć ramionami i iść dalej przez życie.

PS. Wiem co to depresja. Byłam tam.
donkeyboy   dzień jak codzień, dzień po dniu, wciąż się dzieje życia cud
20 lutego 2022 23:16
@ElMadziarra, Muchozol2

Rozumiem. Z mojego punktu widzenia w kontekście rozmowy o tym czy gałązka na dupę konia szkodzi/jest skuteczna/nie jest i o różnych podejściach do szkolenia koni, to tak, dla mnie to brzmi jak argument skoro @Muchozol2 bronisz tej metodologii przez kilka stron wcześniej. Może dla was nie. Dla mnie tak to zabrzmiało w tym konkretnym kontekście.

Mnie się tylko marzy, żeby ludzie w życiu, a co za tym idzie również w dyskusjach internetowych, kierowali się tylko jedną zasadą: nie rób drugiemu co tobie niemiłe.
I mi również, tak jak napisałam na poprzedniej stronie - szacunek i respekt należy się w dyskusji każdemu.

Nie wiem jak inni, w moim przypadku brak pamięci kto jest kim nie wynika z ignorancji, po prostu pewne nicki/sytuacje lepiej wchodzą w pamięć. Ja ledwo zapamiętuje imiona ludzi których widuje na codzien, np. przez dobre kilka miesięcy nie mogłam sobie przypomnieć jak ma na imię moja nowa sąsiadka a głupio było mi się dopytać xD Kojarzę może tak od ręki 15 użytkowników RV którzy nadal się tu udzielają ale zapewne to wynika z tego na które wątki wchodzę. @ElMadziarra Ciebie niestety nie kojarzę. Kojarzę vanille z kilku wątków. Nie kojarzę Muchozol z opisywaniem swojego życia na forum ale może to właśnie dlatego że tak jak vanillemówi - już tego nie robi. Ja nie czytam wątków wstecz, chyba że szukam czegoś konkretnego w wyszukiwarce. Nie wiem czy macie depresję, konia, samochód i kredyt hipoteczny, nie muszę tego wiedzieć bo do każdego użytkownika zwracam się z respektem o którym powtarzam jak zepsute radio już dwie strony zresztą

vanille, pięknie napisane. Akurat to co mi na sercu leży, ale świetnie to ujęlas w słowa.
EMS dokładnie. Mnie bardzo ruszyło jak wyszłam z oddziału z diagnozą (depresja nawracająca + borderline). Myśli "ale jak to będzie wracać? to tego się nie wyleczy? to będę się męczyć?". I jak tu zmienić życie jak nam już 30 lat. A zaraz potem moja mama przeszła bardzo pozytywną przemianę w wieku... 50 lat. Nigdy nie jest za późno. Przetarła mi ścieżkę - nie tylko diametralnie zmieniła życie, ale też zaakceptowała swoje ograniczenia po wypadku (kręgosłup złamany w 3 częściach, niektóre części przesunięte, nie było wiadomo czy będzie chodzić, na szczęście wyszła z tego). Mogłam sobie do woli pytać u źródła jak jej się to udało, co czuła. Obcej osoby bym aż tak nie wypytywała 😉.
Strzyga   Życzliwościowy Przodownik Pracy
21 lutego 2022 10:33
Depresja to straszna choroba i nie życzę jej nikomu. I mowie to jako osoba, która na depresje choruje.

Nie odzywam się w tej dyskusji, bo ona do niczego nie prowadzi.
Świat zewnętrzny różni się od bezpiecznych 4 ścian i terapeuty, który jest tam z nami. I trzeba to zaakceptować, bo to bywa bardzo brutalne zderzenie z rzeczywistością, ze my się zmieniamy, a świat nie.

Życzę wszystkim zmagającym się z zaburzeniami, dużo siły.
Post został usunięty przez autora
Aby odpisać w tym wątku, Zaloguj się