rialdha

Konto zarejstrowane: 28 marca 2009
Ostatnio online: 28 sierpnia 2022 o 20:01

Najnowsze posty użytkownika:

Kącik WEGE DZIECI oraz matek/ciężarówek myślących "alternatywnie" :-)
autor: rialdha dnia 01 czerwca 2015 o 16:00
ja przygodę z chustami zaczynałam budżetowo - jak nosiłam starszą to miałam tylko jednego Hoppediza. żal mi było więcej pieniędzy na chustę wydawać, zupełnie nie widziałam sensu :P przy młodszej spróbowałam innych chust i zrozumiałam czemu niektóre chusty kosztują jako nowe 300zl, a inne 500-800zl. komfort noszenia i łatwość wiązania są naprawdę nieporównywalne 😉 wiadomo - osoba doświadczona zawiąże każdą chustę w taki sposób że będzie wygodnie. osobie mniej doświadczonej to już większą różnicę robi - są chusty, które wiąże się łatwiej i to na początku robi ogromną różnicę. imho oczywiście 😉 maluśkiego noworodka średnio wygodnie wiąże się w grubą chustę, o dużej gramaturze. ale już ta sama chusta super się sprawdzi dla rocznego dziecka, które już zwykle niemało waży. z drugiej strony - cienka bawełna łatwo da się złamać i zapewne fajnie się sprawdzi na początku, ale już później, przy cięższym dziecku warto pomyśleć albo o czymś z domieszką lnu, konopii albo bambusa. albo stosować wiązania, w których dziecko podtrzymywane jest więcej niż jedną warstwą chusty - np. plecak z koszulką jest super wiązaniem dla siedzących już dzieci i bardzo fajnie "odejmuje" kilogramów, ale nie jest łatwy do zawiązania, no i wymaga długiej chusty 🙂
btw, da się mieć jedną chustę! ja mojego bawełnianego Hoppediza suszyłam w suszarce :P

w temacie jazdy tyłem mam takie samo zdanie jak nika77. jeśli dziecko od początku jeździło tyłem i nie zna niczego innego - to czemu miałoby się mu coś odwidzieć? 😉 moim dziewczynom zdarzało się jeździć przodem np. na wakacjach, ale nigdy po powrocie do domu nie było buntu na fotelik tyłem. dea, weź pod uwagę, że w pierwszym foteliku-kołysce dziecko niewiele widzi, więc nic dziwnego że nie lubi jeździć, moje też nie lubiły. to się na szczęście zmienia jak przesadzasz dziecko do następnego fotelika. nieważne czy tyłem czy przodem, ale dziecko więcej widzi, może świat obserwować i jazda robi się dużo ciekawsza. jak chcesz to jak wrócę w połowie lipca do Belgii to możesz wziąć jednego mojego Besafe'a (w PL mam model na pasy, nie z isofixem) i przetestować jak Wam się będzie jeździło, zawsze to lepsza opcja niż kupować w ciemno 😉
Kącik WEGE DZIECI oraz matek/ciężarówek myślących "alternatywnie" :-)
autor: rialdha dnia 31 maja 2015 o 21:21
z chustami to jest tak, że jak się droższe kupuje to zazwyczaj można sprzedać za podobne pieniądze jak się kupowało. ja tam tłumaczyłam mężowi, że to nie jest strata pieniędzy tylko chwilowe ich zamrożenie :P i rzeczywiście tak się stało, tylko chusty które kupowałam nowe, sprzedawałam zazwyczaj ze stratą. dlatego zdecydowanie preferowałam używane 😉

dea: w temacie rośnięcia tym bardziej Cię uspokoję. sama zobaczysz... Zo nie wygląda na prawie-czterolatkę, każdy kto zgaduje jej wiek określa go na 5 lat :P

jeśli chodzi o to czy fotelik się zmieści do samochodu to tak naprawdę lepiej nie patrzeć na wielkość samochodu tylko raczej na miejsce z tylu - długość tylnej kanapy i miejsce na nogi. woziłam Besafe Combi w Yarisce i szczerze mówiąc pasował całkiem nieźle, o niebo lepiej niż w naszym starym Foresterze, a niby powinno być odwrotnie :P
Besafe Izi Plus ma zdany szwedzki test Plus, zatem obstawiam że nie może być montowany przodem 🙂 ja planuję dla starszej zakupić któregoś Axkida, bo powinien wystarczyć jeszcze na trochę.

nasza podróż do Disneylandu nie obyła się niestety bez dodatkowych atrakcji... podczas postoju na stacji benzynowej wjechał nam w zderzak pewien leciwy Francuz i jeszcze na dodatek chciał po tym wszystkim uciec... mój mąż na szczęście szybko biega, zdążył go dogonić i stanął mu na drodze, a ten próbował go samochodem zepchnać! oczywiście winny po angielsku ani be ani me, my po francusku o tyle o ile, więc komunikacja była utrudniona. na szczęście szybko znalazł się pan taksówkarz, który był tak miły, że po zapoznaniu się z sytuacją ochrzanił francuskiego dziadka z góry na dół i przekonał go do grzecznego zaparkowania i spisania oświadczenia o winie.
a sam Disneyland super, tylko absolutnie odradzam wypad weekendowy :P do najfajniejszych atrakcji nawet nie startowaliśmy, bo czas oczekiwania w kolejce był określany na godzinę albo i dwie... zazwyczaj czas jaki spędzaliśmy w kolejce to 15-40 minut. o dziwo, dziewczyny znosiły to czekanie bardzo cierpliwie i wynajdowały sobie najróżniejsze zajęcia w międzyczasie 😉
Kącik WEGE DZIECI oraz matek/ciężarówek myślących "alternatywnie" :-)
autor: rialdha dnia 29 maja 2015 o 23:24
dea, pamiętasz jaka Zosia była jeszcze pulchna jako roczniak? może uspokoję Cię w temacie tempa przybierania - ta sama Zosia waży obecnie mniej niż 17 kg - i ciągle jeździ w Besafe Combi. imho prędzej dziecko wyrośnie Ci wzrostowo (jak Zo obecnie, bo dobija już do górnej granicy) niż wagowo. a opcja pochylania zdecydowanie się przydaje, bo kiedy dziecko zaśnie Ci w samochodzie i fotelik nie jest w pozycji pochylonej do spania to głowa mu leci do przodu i w razie wypadku - nie jest chroniona.
chcesz przymierzyć młodą do Besafe'a? za tydzień lecę do Polski i zostaję na miesiąc albo i ciut dłużej - a w Polsce moje obie dziewczyny jeżdżą w Besafe'ach. na początku jak przylatywaliśmy w odwiedziny to wypożyczałam zwykle foteliki z wypożyczalni, ale tak się źle czułam z tym, że młodą wożę przodem że w końcu kupiliśmy używki RWF dla obu :P

dzisiaj byłam ostatni dzień w pracy, skończył się mi kontrakt, może w końcu będę miała czas na coś więcej poza podczytywaniem wątku 😉 miałam propozycję przedłużenia na kolejny miesiąc ale zrezygnowałam, bo nie mogłabym wziąć urlopu pod koniec czerwca, wtedy kiedy mój mąż miał już zaplanowany wcześniej swój urlop. niestety on nie miał możliwości przełożenia tego wolnego na jakiś inny termin, ani na lipiec ani na sierpień - a od września już chyba będziemy w Dublinie jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem...

a jutro... jedziemy do disneylandu! cieszę się... jak dziecko 😀
Kącik WEGE DZIECI oraz matek/ciężarówek myślących "alternatywnie" :-)
autor: rialdha dnia 14 kwietnia 2015 o 19:23
slojma: ja mam po angielsku, zaraz poślę priv jak uśpię dzieci 🙂
super, że Vivi już świadomie mówi mama, pamiętam jak ze starszą córką bardzo długo na to musiałam czekać, dużo wcześniej mówiła tata :P

Pandurska: chusty Oschy są naprawdę super, miałam dwie plus miałam okazję macać ze dwie inne i wszystkie były cudne. polecam skład bawełna+bambus, na lato jak znalazł, a mięciutkie są że hej 🙂

ja ostatnio tylko Was czytam i nie mam siły pisać, tak mnie moja praca (fizyczna, przy komputerach) wykańcza 🤣 a Agatka zaaklimatyzowała się szybko w przedszkolu i już w drugim tygodniu przestała płakać kiedy mąż ją tam zostawia. ufffff, jest dobrze.
z pozytywów to zaczyna się w końcu coś dziać w kwestii naszej przeprowadzki do Dublina. jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem to w lipcu przylecimy całą rodziną na urlop do Polski, następnie mąż wróci do Belgii dopilnować przeprowadzki, a my polecimy do Irlandii jak już wszystko będzie gotowe 🙂 oby się udało, bo Zosia od września wiekowo łapie się na darmowe 3h w pkolu i chciałabym zdążyć ją zapisać... 😉
Kącik WEGE DZIECI oraz matek/ciężarówek myślących "alternatywnie" :-)
autor: rialdha dnia 29 marca 2015 o 14:47
slojma: dzięki! przypomniałaś mi żeby suwaczek zmienić na następny, bo Gusia w zeszły poniedziałek skończyła 2 lata 😀
Agatka chodzi do tego samego przedszkola co starsza. to najlepsza opcja z możliwych. liczę na to, że dzięki braku znajomości języka będzie miała taryfę ulgową, a posiłki i czas swobodnej zabawy moje dziewczyny będą spędzać razem, więc może nie będzie tak źle. ja już muszę iść do pracy, bo mam absolutnie dość siedzenia w domu - od czasu kiedy byłam na zwolnieniu w ciąży ze starszą córką do pracy wróciłam tylko na 3 czy 4 miesiące, reszta czasu to urlopy macierzyńskie i wychowawcze... i zdectdowanie potrzebuję już do ludzi wyjść 🙂 może jakbym miała tu znajomych albo chociaż mogła się z ludźmi dogadać to nie byłabym taka zmęczona, ale niestety francuskiego się dopiero uczę, a tu na południu Belgii jest trudno o ludzi mówiących po angielsku...
a załatwianie naszej przeprowadzki w toku, tylko że nie wiadomo ile jeszcze to potrwa. wylądujemy najprawdopodobniej w Dublinie 🙂 niby mąż mógłby poszukać sobie innej pracy, ale jako że obecnie pracuje w Googlu to nie chciałby zmieniać firmy 😁

Dzionka: ja jestem w trakcie lektury. imho warto przeczytać, mi otworzyła oczy na kilka spraw. dotarło do mnie m.in dlaczego rzadko kiedy jestem zadowolona z osiągniecia sukcesu dopóki mnie ktoś słownie nie pochwali... aczkolwiek męczy mnie amerykański styl pisania autora i właśnie dlatego robię sobie dłuższe przerwy między kolejnymi rozdziałami  😁
w przypadku moich dzieci (głównie mojej 3,5latki) niektóre idee łatwiej mi się wdraża w życie niż inne, np. wychowanie bez nagród przychodzi mi łatwiej niż bez kar 😂 niestety w chwilach kiedy jestem zmęczona i kończy mi się cierpliwość to łapię się na tym, że wracam do utartych schematów wyniesionych z domu, czyli "jak tego nie zrobisz, to..."
Kącik WEGE DZIECI oraz matek/ciężarówek myślących "alternatywnie" :-)
autor: rialdha dnia 29 marca 2015 o 09:28
nada: skoro karmisz co 3h to może dodatkowo spróbuj pobudzać laktację laktatorem pomiędzy karmieniami? bo bez dodatkowego sygnału (częstsze karmienia/dłuższy czas karmienia) raczej piersi nie zaczną produkować więcej pokarmu... trochę zgaduję, ale wygląda to tak jak z moją pierwszą córką, czyli dopóki mleko leciało strumieniem to Zo ładnie ssała, a jak tylko przestawało tak łatwo lecieć i musiała się więcej napracować żeby wywołać kolejny odruch oksytocynowy (odruch wypływu pokarmu) to już był foch i ryk i wielka obraza 😉

Pandurska: super, że udało się ustalić co Paulince nie pasuje 🙂

slojma: ja mam inhalator i polecam gorąco, my zwykle inhalujemy samą solą fizjologiczną jak się coś dziać zaczyna. chociaż marki konkretnej Ci nie polecę, bo nasz inhalator jest z Lidla, a one nie są w ciągłej sprzedaży 😉

u nas duże zmiany, od jutra idę do pracy! na razie na dwa miesiące, bo będę pracować jako tymczasowy pracownik. z Agatką chodziłam przez 3 ostatnie tygodnie na adaptację do przedszkola, w piątek została tam razem z siostrą już na 6h (włączając w to drzemkę której się najbardziej obawiałam) i było ok. jak przyszłam, to wcale nie chciała od razu ze mną iść do samochodu 🙂
Kącik WEGE DZIECI oraz matek/ciężarówek myślących "alternatywnie" :-)
autor: rialdha dnia 20 marca 2015 o 21:06
Pandurska: a ja za to gorąco polecę SNS medeli, dzięki niemu udało mi się przejść z systemu mieszanego (pierś i butla z moim odciąganym mlekiem) na karmienie wyłącznie piersią. sądze, że gdyby nie SNS to odpuściłabym karmienie żeby nie męczyć córki, a tak karmiłam Zo aż skończyła rok. naprawdę, dla mnie z gadżetów okołokarmieniowych to były najlepiej wydane pieniądze 🙂
Kącik WEGE DZIECI oraz matek/ciężarówek myślących "alternatywnie" :-)
autor: rialdha dnia 12 marca 2015 o 12:22
Julie: ja też z ilością nie pomogę, ale poprę nika77 - ja bym wcale nie dosładzała :P też kiedyś dosładzałam miodem herbatki owocowe starszej córce, zaczęło się niewinnie, ale czas płynął a ona chciała coraz więcej i coraz słodsze :P i absolutnie nie dlatego, że chciało jej się pić... no ale teraz pije prawie wyłącznie wodę 🙂 z herbat pije tylko czystka i wtedy dosładzam miodem i dodaję cytryny, bo bez tego czystek ma zbyt specyficzny smak żeby to wypiła.
nie powiem, przestawienie na wodę łatwe nie było, ale jestem z tego mega zadowolona. na szczęście w przedszkolu dzieci dostają tylko wodę do picia, w domu też głównie woda. z młodszą żadnych sentymentów nie miałam, po prostu głównie wodę dostawała i teraz nie ma problemu 🙂
Kącik WEGE DZIECI oraz matek/ciężarówek myślących "alternatywnie" :-)
autor: rialdha dnia 06 marca 2015 o 15:28
Pandurska: cudnie ze jesteście już w domu!

u nas też cosleeping do dziś. u nas przy obu dzieciach była taka sama kolejność. na początku obie spały w czymś ala dostawka - w zwykłym łóżeczku z odkręconym jednym bokiem, przysuniętym do naszego łóżka. później jak się dzieć robił mobilny to przenosiliśmy się na podłogę - mieliśmy swój materac na podłodze, obok materacyk dziecka. teraz śpimy z powrotem na łóżku, starsza córka ma już swoje łóżko dostawione do naszego [nie ląduje w naszym łóżku, bo jej jest nieco niższe], a Gusia śpi jeszcze z nami, ale już niedługo pewnie też dostanie swoje łóżko - dostawione do naszego z drugiej strony :P

w temacie potencjalnego przygniecenia dziecka to nie ma się co stresować, tak jak kotbury pisze . nie pamiętam czy tu kiedyś opisywałam co nam się przydarzyło, ale najwyżej się powtórzę. przez pewien czas łóżeczko starszej córki mieliśmy dostawione do materaca przy naszych głowach - jak się wierciła w nocy i popłakiwała to wystaczyło wyciągnąć rękę do niej i ją pogłaskać, potrzymać za rękę. to nie było to pierwsze łóżeczko, ze szczebelkami, tylko już następne, pełnowymiarowe. oczywiście od strony naszego materaca była taka niska barierka, uniemożliwiająca sturlanie się Zosi nam na głowy. i wszystko fajnie, ale pewnej nocy widocznie spała tak niespokojnie że jakimś cudem przeturlała się przez tą barierkę i mało brakowało a wylądowałaby na nas - czyli m.in. na maleńkiej Agatce. no ale nie wylądowała, bo PRZEZ SEN wyciągnęłam rękę i zasłoniłam Agatkę tak że Zosia oparła się na mojej ręce. no i w takiej pozycji się obudziłam 😀 tak więc niby człowiek śpi, ale część mózgu czuwa i ta część nie da Ci przygnieść dziecka 🙂

Julie: miałam taką samą poduszkę, uwielbiałam ją! w zasadzie to dalej uwielbiam z nią spać tylko nie za bardzo mam teraz na nią miejsce w łóżku 🙂
Kącik WEGE DZIECI oraz matek/ciężarówek myślących "alternatywnie" :-)
autor: rialdha dnia 03 marca 2015 o 21:09
To teraz ja zapytam- czy ktoras miala grzybice sutka i sobie z nia poradzila. Niestety mnie dopadlo  🙄 Doradczyni laktacyjna cos tam mi dala, ale jak nie pomoze, to musze isc po srodki wiekszego kalibru do gina. Nie jest az tak zle, ale lepiej zlapac to dziadostwo od razu.

ja miałam - niemalże bezobjawową postać, bo jedynym objawem był ból - zarówno podczas jak i pomiędzy karmieniami. i to bolało tak hardkorowo, jakby mi ktoś igły wbijał, do tej pory nie mogę się nadziwić że się zawzięłam i nie przestałam karmić 😀 generalnie nikt nie wiedział co to, w końcu sama siebie zdiagnozowałam, poszłam do gina po leki i dostałam flukonazol na 10 dni. flukonazol jest bezpieczny podczas karmienia, chociaż mój ginekolog był nie do końca uświadomiony i mówił, żeby odciągać i wylewać mleko ileś godzin po wzięciu tabletki  😁 no ale potakiwałam grzecznie, bo w końcu przyszłam głównie po receptę :P po jednym dniu brania leku była poprawa, chyba po dwóch czy trzech przestało mnie boleć.
Kącik WEGE DZIECI oraz matek/ciężarówek myślących "alternatywnie" :-)
autor: rialdha dnia 19 lutego 2015 o 10:19
gacek: ja się powoli też przygotowuje do tematu odstawienia bo mam dość karmienia w nocy mojej 2latki, a cycoholiczką jest wielką 😉 czekam tylko, aż wyjdzie jej ostatnia piątka - jak jej wychodzą zęby to ona spać w nocy nie może (po 2-3h potrafi się turlać po mnie) i usypia ją tylko pierś. przede wszystkim - jeśli chcesz odstawić to łatwiej pójdzie jak będziesz całkowicie pewna że tego chcesz. łatwiej wtedy będzie Tobie i łatwiej będzie dziecku zaakceptować zmianę, jak będzie widziało Twoją pewność siebie. 2,5latka to już rozumne dziecko, ja bym usiadła z nią i wytłumaczyła w prostych słowach co i jak. tak jak mac pisze, mamy często mówią, że mleko się skończyło, albo że piersi są chore i to czasami działa. ja planuję być szczera i powiedzieć mojej dwulatce, że po prostu ja już nie chcę karmić piersią bo jestem zmęczona pobudkami w nocy i że jeśli ona chce to zamiast mleka możemy się poprzytulać :P u nas lament i żałość na pewno będzie, ale takie życie 🙂 trzymam kciuki!

slojma: ja mam parowar morphy richards intellisteam i uwielbiam go 🙂 w 3 komorach można osobno ustawić czas parowania, co jest megawygodne - często cały obiad robię z parowaru, każda z rzeczy wymaga innego czasu parowania, a parowar tak steruje czasem że wszystko kończy się robić w tej samej chwili.
Kącik WEGE DZIECI oraz matek/ciężarówek myślących "alternatywnie" :-)
autor: rialdha dnia 18 lutego 2015 o 21:15
dea: zawsze może Ci się trafić, że córa w dzień walnie focha na jedzenie, a potrzeby energetyczne będzie sobie zaspokajać w nocy, na piersi - wtedy spokojnie 90% normy da się wyrobić, coś o tym wiem bo młodsza miała takie fazy 😂 a tak na serio - też uważam, że w miesiąc albo dwa spokojnie da się rozszerzyć dietę na tyle żeby młoda miała co jeść jak wrócisz do pracy. zresztą jak będzie gotowa wcześniej na jedzenie czegoś innego niż mleko to Ci sama da znać że już pora 🙂 Agatka głównie BLW żywiona i na początku to była niemalże wyłącznie zabawa i poznawanie smaków. a pewnego dnia zaskoczyło, tak jakby "dorosła" do jedzenia - i zaczęła jeść z dnia na dzień coraz większe ilości, a już zwłaszcza jak mnie nie było w pobliżu 😉

Pandurska: cudna maleńka!
Kącik WEGE DZIECI oraz matek/ciężarówek myślących "alternatywnie" :-)
autor: rialdha dnia 17 lutego 2015 o 09:16
dea: uffff, jak na misiu to spokojnie damy radę 😀 no i obawy jak najbardziej w normie, u mnie trochę minęło zanim odważyłam się motać dziecię na plecach nie mając łóżka z tyłu :P

w temacie przedszkoli nie mamy specjalnie alternatyw poza przeprowadzką. jest coprawda w okolicy jedno przedszkole na poziomie - w SHAPE, czyli tutejszej bazie NATO - ale dla osób z zewnątrz dostęp jest mocno utrudniony. już pomijając konieczność uiszczenia czesnego z góry za cały rok, to dla nie-SHAPEowców biurokracja związana z wjazdem na teren bazy jest po prostu zniechęcająca - co chwilę trzeba przepustki odnawiać, itp itd.
Zosia chodzi teraz 3 dni w tygodniu do prywatnego montessoriańskiego przedszkola. jaka jest jakość zajęć to ciężko mi określić bo Zo rzadko dzieli się tym co robiła, a ja jej nie chcę odpytywać "co było w przedszkolu" bo sama pamiętam jak moja mama mnie tak przepytywała i jak to bardzo mnie denerwowało. z plusów - toalety dla dzieci są w osobnym pomieszczeniu :P a oprócz nas, jedynymi osobami które swojemu dziecku zmieniają buty po przyjściu do pkola... jest druga para Polaków 🙂 generalnie na początku przedszkole nam się podobało, ale ostatnio kilka razy odbierając Zosię spotkałam się tam z takim zachowaniem opiekunek, które dla mnie nie jest akceptowalne - czyli z krzyczeniem bądź też pokrzykiwaniem na dzieci :| kurcze, a mi się wydawało, że jak człowiek decyduje się na pracę w przedszkolu to z założenia powinien mieć więcej opanowania i cierpliwości... chyba naiwna jestem :P

martik: niedawno się przesiadłam z canona 1000d na 70d, a zdjęcia głównie robię nifty-fifty, czyli 50mm f/1.8 🙂 do tego do kręcenia filmów mamy 24mm f/2.8 STM. obecnie zbieram na jakiś sensowny i jasny zoom, ale zanim się tego doczekam to pewnie sporo czasu jeszcze upłynie bo chciałabym teraz iść w jakość i kupić obiektyw z serii L 🙂

w temacie chronicznego zmęczenia to mogę tylko pocieszyć - za jakiś czas nie będziesz mogła Jonka rano dobudzić jak trzeba będzie wstawać do przedszkola czy szkoły :P moje obie dziewczyny wstawały o takich samych zabójczych porach i starsza już z tego wyrosła - obecnie wstaje koło 8 albo i później, młodsza koło 7. zauważalna zmiana w długości spania nastąpiła po rezygnacji z drzemek dziennych...
Kącik WEGE DZIECI oraz matek/ciężarówek myślących "alternatywnie" :-)
autor: rialdha dnia 16 lutego 2015 o 12:04
slojma: ograniczeni jesteśmy do tych dwóch miast, bo mąż nie chce zmieniać firmy na inną, tylko przenieść się do jednego z oddziałów 😉 ale zdecydowanie będzie się starał przenieść do Dublina, Londyn jest opcją rezerwową. chociaż powiem Ci, że w temacie wychowywania dzieci to raczej gorzej niż tutaj, gdzie jesteśmy, to nie będzie :P jakość przedszkoli we francuskojęzycznej części Belgii jest załamująca... wczoraj byliśmy u znajomych mieszkających pod Brukselą, dziewczyna pracuje jako opiekunka do dzieci i rozwiała moje nadzieje - w Brukseli jest tak samo kiepsko z przedszkolami jak na południu Belgii. sanitariaty na tej samej sali gdzie dzieci bawią się i jedzą to norma (a muszle klozetowe bez desek, papieru najczęściej brak...), no i mój ulubiony lokalny "zwyczaj" - nie ma zmieniania dzieciom butów po przyjściu do pkola, zimą latają całe dnie w ciężkich bucikach, nawet na drzemki są kładzione w butach  😜 zdaje mi się, że we flandryjskiej części to wygląda trochę lepiej, może to martik potwierdzi?
Kącik WEGE DZIECI oraz matek/ciężarówek myślących "alternatywnie" :-)
autor: rialdha dnia 16 lutego 2015 o 10:45
dea: hihi, na moim 14kg klocku chyba nie dam rady pokazać bo na czas wizyty w Polsce mam zaplanowane nastawianie kręgosłupa a po nim muszę bardzo uważać na swoje plecy :P no chyba że mi Twoją pozwolisz zaplecakować 😉 aczkolwiek i tak polecam wybrać się na warsztaty z plecakowania do Marty Alabrudzińskiej, brałam w nich udział i po nich moja jakość plecakowania nabrała nowego wymiaru  😁

nada: ekstra że kryzys opanowany i nastroje już lepsze! 😀

slojma: my ostatnio poważnie rozważamy re-emigrację do Londynu albo Dublina, więc może może będzie okazja się spotkać 😉
Kącik WEGE DZIECI oraz matek/ciężarówek myślących "alternatywnie" :-)
autor: rialdha dnia 16 lutego 2015 o 09:41
bobek: radziliśmy sobie tak, że piersią karmiłam po prostu 🙂 z moją młodszą taki plus, że ona nigdy piersi nie odmówi jeśli zaproponuję, cycoholik z niej rasowy 😀 a dodatkowo na wyjazdy zawsze ze sobą biorę orsalit dla dzieci na wszelki wypadek. no i w temacie odwodnienia zwracam dużą uwagę ile siku robią, jak nie jest tego mało to spokojna jestem 🙂 jak Agatka miała 9 czy 10 miesięcy to przechodziliśmy całą rodziną rotawirusa i Agatce moje mleko wystarczało żeby nie było mowy o odwodnieniu - pomimo wymiotów i biegunki i tak siku było sporo, skóra też w normie była. starszą poiliśmy orsalitem albo wodą w małych ilościach - żeby nie wywołać odruchu wymiotnego. coś mi się zdaję że czytałam coś takiego, że podawanie łyżeczki płynu raz na 5 minut działa jak kroplówka.

dea: co do odgniatania to na łydkach nie powinno być śladów chyba, ani w dołach podkolanowych. na udach mogą być, bo ciężko w pewnym momencie ich uniknąć - dziecko coraz więcej waży, a tamtędy są poprowadzone pasy chusty 🙂 a może juz czas na wrzucenie na plecy w plecak prosty? 🙂 gorąco radzę próbować już teraz, dopóki dziecię mniej mobilne, później będzie trudniej się uczyć jak Ci dzieć będzie z pleców nawiać  😁 btw, w piątek lecę z dziewczynami na ponad tydzień do Polski, może tym razem uda nam się spotkać? :>

dziewczyny, jakbyście chciały więcej zdjęć z wyjazdu pooglądać to wrzucam linka 😉
Kącik WEGE DZIECI oraz matek/ciężarówek myślących "alternatywnie" :-)
autor: rialdha dnia 15 lutego 2015 o 08:22
dea: moje dziewczyny podłogowały na parkiecie, żadnych dywanów kocy :P dopóki się nie obracały to polegiwały jeszcze na macie edukacyjnej.

Pandurska: ogromne gratulacje!! trzymam mocno kciuki żeby malutka jak najszybciej dobiła do wymaganej wagi żebyście mogły wyjść ze szpitala do domu!

slojma, martik: dzięki! wyjazd na pewno był łatwiejszy niż zeszłoroczny, jak Agatka miała 9 miesięcy :P moje dziewczyny zaprawione w lataniu samolotami więc z przelotami nie było na szczęście problemu. na pogodę trafiliśmy całkiem fajną, choć mogłoby być ciut cieplej. w nocy temperatury standardowe jak na luty - czyli kolo 10-12 stopni, w dzień 19-21 stopni i dopóki nie wiało to było bardzo przyjemnie 🙂 na pewno nie na tyle ciepło żeby kąpać się w morzu, ale codziennie pluskaliśmy się z dziewczynami w podgrzewanym basenie 😀

jeśli ktoś jedzie do Agadiru zwiedzać i coś zobaczyć to z dziećmi nie ma łatwo - trzeba się trochę najeździć, poza samym Agadirem do miejsc wartych zobaczenia trzeba dojechać samochodem albo autobusem min 1h, a częściej 2-3h. do Marrakeszu np. jest 3,5h drogi. my byliśmy w tej komfortowej sytuacji że lecieli z nami moi rodzice i po prostu na zmianę zajmowaliśmy się dziećmi 😀 i dobrze, bo trochę bałabym się jeździć tam z dzieciakami. to co się tam na drogach wyprawia... kierunkowskaz to rzecz nieznana, trąbienie przed każdym manewrem na drodze, ludzie przewożeni na pakach samochodów (i to jadących z prędkością 80km/h), przejścia dla pieszych nie są potrzebne bo piesi i tak przebiegają między samochodami, itp. pomimo takiego "nieuporządkowania" na drogach to ruch odbywa się całkiem płynnie, a jazdy po dwu i trzypasowych rondach to można się od nich uczyć 😉

marokańska biegunka na szczęście nie wymęczyła nas mocno. ja jeszcze karmię piersią Agatkę (jeszcze jeden miesiąc i dobijemy do 2 lat!) więc ona po prostu 2-3 dni zrobiła sobie dietę mleczną :P normalnie w dzień karmię ją tylko do drzemki i w nocy kilka razy, ale na czas choroby Gusia dodaje sobie kilka karmień w dzień i tyle 🙂

generalnie na te okazje, kiedy zabieraliśmy dzieci na "zwiedzanie" Agadiru mieliśmy dwa nosidła ergonomiczne 😉 Tulę Toddler dla Agatki i nieco większe nosidło MGG dla 3,5letniej Zosi. dla starszej to nosidło jest awaryjne, bo ona już dużo potrafi przejść na własnych nogach oczywiście. ale tak czy siak nie wyobrażam sobie wyjazdu bez nosideł...  my lubimy dużo chodzić, zwiedzać, a wiadomo, że nawet pełnej energii 3,5latce w pewnym momencie kończy się energia :P
na zdjęciu niżej widać, że zwiedzanie Agadirskiego souku (targu) zmęczyło moją młodszą córę i przespała większość naszego targowania się ze sprzedawcami :P


Kącik WEGE DZIECI oraz matek/ciężarówek myślących "alternatywnie" :-)
autor: rialdha dnia 12 lutego 2015 o 19:35
ja miałam Doidy cup i starsza w ogóle nie chciała z tego pić, a młodsza zapałała do niego wielką miłością 🙂

BLW stosowałam przy młodszej. ryże i kasze długo podawałam głównie w zupach, jak już córka opanowała picie z miski - co nastąpiło bardzo szybko. a tak co do początków to moje dziecię średnio chętne było do rozszerzania diety przez długi czas, dopiero w pewnym momencie niemalże z dnia na dzień się zainteresowała jedzeniem. jeśli dobrze pamiętam zaczynałam od warzyw, brokuła i marchewki pokrojonej w słupki. owoce jej nie pasowały na początku - gruszka za śliska, jabłka nie dawałam bo bałam się zakrztuszenia, banan jako jedyny dawał radę.
zanim się zacznie stosować BLW to gorąco polecam przyswojenie sobie zasad co robić w przypadku zakrztuszenia dziecka - obejrzeć kilka filmików na youtube albo nawet wydrukować sobie instrukcję pierwszej pomocy i powiesić ją na lodówce. na szczęście moja córka się nigdy porządnie nie zakrztusiła, może dlatego że miała silny odruch wymiotny i nigdy nie pakowała sobie jedzenia za głęboko do buzi? 🙂

dea: puzzle piankowych to trochę strach kupować, myśmy dostali taką matę w prezencie od znajomych i koniec końców poszła do śmieci... :/

nada: przede wszystkim - nie stresować się, bo mleko jest w głowie 🙂 przystawiać jak najczęściej, myśleć pozytywnie i przeczekać. dziecię pobudzi produkcję mleka lepiej niż laktator 🙂

urlop w ciepłych krajach minął nam cudnie, chociaż wszyscy poza moją starszą córką polegliśmy w walce z lokalnymi bateriami - mieliśmy marokańską wersję egipskiej klątwy faraona  😂
Kącik WEGE DZIECI oraz matek/ciężarówek myślących "alternatywnie" :-)
autor: rialdha dnia 30 stycznia 2015 o 21:31
Pandurska: trzymam kciuki za Malutką! na pocieszenie powiem, że jeśli u Was w rodzinach się rodziły drobne dzieci to tak może być, że maluszka urodzisz - w obu ciążach od ginekologów mnie prowadzących słyszałam, że waga urodzeniowa dziecka ma spory związek z wagami urodzeniowymi rodziców...

dea: może skok rozwojowy?

dziewczyny, jakby któraś się zastanawiała jak naturalnymi sposobami podnieść odporność dziecka (albo swoją  :hihi🙂 to polecam herbatę z czystka! testujemy od listopada i tak jak wcześniej co drugi tydzień miałam co chwilę córki chore (najpierw jedna, później druga), tak teraz prawie mi dziewczyny nie chorują, mimo, że sezon chorobowy się jeszcze nie kończył. w niedzielę starsza zaczęła gorączkować, w poniedziałek dalej gorączka, we wtorek trochę stanu podgorączkowego, a w środę już zdrowa jak ryba. młodszą dopadło w czwartek, załamaliśmy się z mężem że na sam wyjazd urlopowy będzie chorować... a tutaj niespodzianka, jeden dzień i noc gorączkowała, a dzisiaj może przez chwilę był jakiś stan podgorączkowy, a tak to dziecko radosne i wcale-nie-chore. aż mąż przyznał, że może nie na darmo dzieci ziołową herbatką poję  🤣

jutro lecimy się urlopować w ciepłe kraje - do Maroka!  😀 i to z moimi rodzicami, z którymi będziemy się wymieniać opieką nad dziewczynkami! może nawet uda nam się trochę z mężem połazić po górach 😜
Kącik WEGE DZIECI oraz matek/ciężarówek myślących "alternatywnie" :-)
autor: rialdha dnia 23 stycznia 2015 o 21:28
o taaaak, mi się Bambi mode włączył chyba pod koniec pierwszej ciąży i do tej pory nie przeszło, a to już 3,5 roku!
filmik obejrzałam dwa razy, za drugim razem (jak pokazywałam film mężowi) to chlipałam jeszcze bardziej niż za pierwszym...  😂
Kącik WEGE DZIECI oraz matek/ciężarówek myślących "alternatywnie" :-)
autor: rialdha dnia 20 stycznia 2015 o 11:01
slojma: wrzucaj o przedszkolakach też! 🙂
Kącik WEGE DZIECI oraz matek/ciężarówek myślących "alternatywnie" :-)
autor: rialdha dnia 12 stycznia 2015 o 20:47
Polecam ten wykład:

jest po angielsku ale na tyle ładnie mówiony, że nie trzeba być "fluent". Jak widać można stworzyć szkoły z super wynikami gdzie nie ma "systemu góra nakazuje dół musi słuchać w imię idei bycia w przyszłości tzw. kimś..."

obejrzałam i... się rozmarzyłam. chciałabym żeby moje dzieci mogły chodzić do takiej szkoły. szkoda, że trzeba by emigrować aż do Australii :P część założeń mają zgodnych ze szkołą demokratyczną, ale opis szkoły tego dyrektora brzmi bardziej "poukładanie" i pewnie dlatego mi się tak podoba.

martik: z książek Juula jak będziesz miała czas to polecam "Przestrzeń dla rodziny", jak na razie to moja ulubiona. lekko się czyta bo jest w formie wywiadu. "Nie z miłości" jest w moim rankingu zaraz za nią 😀
Kącik WEGE DZIECI oraz matek/ciężarówek myślących "alternatywnie" :-)
autor: rialdha dnia 11 stycznia 2015 o 16:50
Ooo, coś dla mnie, temat książek. Ja się dokształcam aktywnie, ponieważ chciałabym żeby moje dzieci nie miały takich problemów jak ja, a jeśli będę postępować zgodnie z intuicją (czyli powielać schematy moich rodziców) to wynik będzie oczywisty  😂
Dziewczyny, jeśli któraś by chciała "Wychowanie bez nagród i kar" w pdfie to zapraszam na pw 🙂 Jestem w połowie i też uważam, że warto to przeczytać, chociaż mnie osobiście trochę drażni amerykański styl pisania autora 😀 Mi zdecydowanie bardziej przypasował Juul i jego "Kompetentne dziecko".  Zresztą wszystkie książki Juula do mnie trafiają - po przeczytaniu jednej przepadłam, uwielbiam to co w jego książkach znajduję. Zawsze jak mam kryzys w dogadywaniu się z moją 3,5latką to biorę którąś z nich i jak trochę poczytam to przybywa mi cierpliwości 😀 Jeśli ktoś chętny to na pw, tylko musiałabym pokombinować z przekonwertowaniem ich do pdf'ow, bo mam je w formacie .mobi, czyli na Kindla. Do tego jeszcze polecę (i również mogę się tym podzielić) "Wychowanie w duchu empatii" Rosenberga - króciutki ebook, ale bardzo wartościowy, też traktuje o wychowaniu bezwarunkowym, czyli takim bez nagród i kar.

Kenna, CzarownicaSa - w temacie niezależnych dwulatków może spróbujcie czegoś co się zwie językiem osobistym? Czyli nie "nie wolno" albo "nie rób tak" tylko "JA chcę/nie chcę żebyś robił to czy tamto" "JA lubię/nie lubię jak robisz to czy tamto". Dla dziecka jest to ogromna różnica. Przećwiczone na mojej charakternej starszej córce i u nas działa 🙂 W necie można trochę o tym znaleźć. No ale inna sprawa, że okolice dwóch i pół roku to ciężki okres i nic tylko trzeba go przeczekać :P

CzarownicaSa, ja bym nie pozwalała 😲 Mi się bardzo podoba to co pisze Juul - że nie ma co zaciskać zębów i zgadzać się na zachowania dziecka, które tak naprawdę w głębi serca nam nie pasują. Bo dziecko i tak to będzie czuło - że rodzic jest taki "nieautentyczny", że nie mówi tego co myśli. Granicę stawiamy tak, żeby się z tym czuć ok. Tylko istotne jest to, w jaki sposób stawiamy tą granicę i Juul właśnie o tym fajnie pisze.
Jeśli dziecko krzyczy czy bije to w ten sposób wyraża emocje, których inaczej po prostu nie umie wyrazić. I należy mu w tym pomóc - nazwać te emocje, pomóc sobie z nimi poradzić. Co ja bym zrobiła w takich sytuacjach? Jeśli dziecko chce mnie uderzyć to przede wszystkim uniemożliwię mu to, odsuwając się albo łapiąc za rękę - ale nie dlatego, bo tak trzeba, tylko dlatego że JA nie chcę być uderzana. Następnie powiem stanowczo, że nie chcę żeby mnie uderzała. I w zależności od tego co się działo wcześniej postaram się nazwać i wytłumaczyć emocje dziecka. Powiem np. "Jesteś zła/smutna/rozczarowana, bo coś Ci się nie udało/ktoś Ci zabrał zabawkę/itp itd". Następnie proponuje przytulenie 🙂 I to naprawdę działa - oczywiście nie w każdej sytuacji, bo jakby tak było to bym nie miała po co czytać kolejnych książek  😜
Kącik WEGE DZIECI oraz matek/ciężarówek myślących "alternatywnie" :-)
autor: rialdha dnia 12 grudnia 2014 o 09:44
kurcze, no rzeczywiście, tego nie wzięłam pod uwagę... u nas etap "kupa na nocnik" u starszej nastał jeszcze zanim skończyła 1,5 roku 😀 a młodszą teraz zazwyczaj przyłapuję kiedy robi i zdążamy na nocnik. a przewijanie jakoś wyjątkowo zgodnie u nas wychodziło. pewnie jakby to było dla mnie męczące to bym próbowała wcześniej odpieluchować, tak jak piszesz 😉
i mega zazdroszczę nocnej samodzielności... moja starsza niestety jak się budzi w nocy (zwłaszcza tak do 4-5h po zaśnięciu) to od razu z histerią. jakby w jakimś amoku była, nie da się z niej słowa wydobyć, już nie mówiąc o tym że miałaby sama do łazienki trafić :/ zaniesiona do łazienki robi co ma do zrobienia i po odłożeniu do łóżka natychmiast zasypia. i zaczęło się jej tak właśnie po odpieluchowaniu, wcześniej przesypiała bezpobudkowo całe noce 😉
Kącik WEGE DZIECI oraz matek/ciężarówek myślących "alternatywnie" :-)
autor: rialdha dnia 12 grudnia 2014 o 08:48
sznurka: chyba ile matek tyle opinii... ja tam wcale nie uważam żeby ułatwiało, przynajmniej na początku :P dziecko z pieluchą jest imho łatwiejsze "w obsłudze" - jak mam coś do załatwienia to wychodzę z domu, pielucha na pupie i nie muszę się martwić żeby dziecku przypomnieć przed wyjściem że ma iść skorzystać z łazienki bo później nie będzie gdzie, nie muszę brać ubrań na przebranie jakby się wpadka zdarzyła, nie muszę się zatrzymywać i na szybko szukać miejsca na siku jak jedziemy autostradą... a w nocy nie muszę prowadzać do łazienki jak się siku zachce! 😀 jak sobie pomyślę, że już niedługo będę miała to w podwójnej ilości to mi się odechciewa... 😉
moja starsza też długo nie była gotowa - u nas pieluchowanie w wielo wcale nie przyśpieszyło tego momentu. Zo odpieluchowała się w wieku 2,5 roku chyba. ale jak już się przestawiła to na dobre - zarówno w dzień jak i w noc 🙂
Kącik WEGE DZIECI oraz matek/ciężarówek myślących "alternatywnie" :-)
autor: rialdha dnia 12 grudnia 2014 o 08:16
dea: za tydzień lecimy do Gdańska, będziemy ponad dwa tygodnie, więc na pewno uda nam się spotkać 😉
co do wytrzymywania przez PUL - ma prawo puścić, ale jak formowanka jest mocno mokra. jak nie zapomnę to przywiozę Ci otulacz wełniany do przetestowania, dobrze zalanolinowana wełna jest nie do przesikania :P
Kącik WEGE DZIECI oraz matek/ciężarówek myślących "alternatywnie" :-)
autor: rialdha dnia 07 grudnia 2014 o 09:14
martik: ja też sądzę, że śpiworkowe dzieci sobie poradzą - moje na luzie raczkowały w śpiworku, a do zejścia z materacyka nic więcej niż raczkowanie potrzebne nie jest 😉 a starsze dzieci, bardziej kumate już, można nauczyć rozpinania śpiworka.

bobek: super, że dobrze wspominasz poród i że haj hormonowy jeszcze działa 😀 ale zachowania położnych aż szkoda komentować...
ja miałam taką ciekawą sytuację przy drugim porodzie przez lenistwo położnej... skurcze mi się rozkręcały od południa, więc popołudniu pojechaliśmy na KTG do szpitala, gdzie położna stwierdziła, że "to jeszcze nie to", bo powinnam się skręcać z bólu jakby to już były te właściwe skurcze... 😀 no i odesłała nas do domu, nie sprawdzając czy przypadkiem nie mam rozwarcia. zanim dojechaliśmy do domu i weszłam pod prysznic to tak mi się te "nieporodowe" skurcze rozkręciły że były częściej niż co 5 minut i ledwo na nogach stałam :P oczywiście po szybkim powrocie do szpitala okazało się, że rozwarcie to ja już mam i to całkiem spore... na szczęście rodziłam już z inną położną, cudowną kobietą z którą rodziłam też pierwszą córkę 😉 i też wykorzystałam możliwość wzięcia znieczulenia. i przy pierwszym i drugim porodzie. chociaż tak sobie myślę, że jeśli zdarzy mi się trzecie to spróbuje bez znieczulenia i w domu urodzić... 😉

dea: imho to nie przytkanie (nie słyszałam żeby się na piersi zdarzyło), za to z opisu (i z wieku) wychodzi na to, że... po prostu się młodej układ pokarmowy reguluje, już nie będzie kup co 3h 🙂 i ta zmiana często właśnie tak nagle przychodzi, jak u Was. dopajanie tak jak piszesz, nie jest potrzebne na cycku, brat lekarz zdecydowanie powinien się dokształcić 😉
Kącik WEGE DZIECI oraz matek/ciężarówek myślących "alternatywnie" :-)
autor: rialdha dnia 05 grudnia 2014 o 08:52
slojma: dzięki! 😀 ja uwielbiałam nosić w chuście i teraz mi już tego bardzo brakuje, bo dla mnie to były magiczne momenty. dlatego właśnie chciałam mieć jak najwięcej zdjęć takich chwil, żeby móc sobie powspominać, zwłaszcza jak dzieć na plecach lądował - bo wtedy się czułam taka... wolna i niezależna 😉
tak mi się jeszcze przypomniało - jak będziesz szukała chusty z bambusem to w miarę możliwości poszukaj opinii o chuście bo czasami bambus bywa bardziej śliski i trzeba się bardziej przyłożyć do wiązania. dobrze kojarzę, że LennyLamb rozważałaś? kojarzę z opinii na chustoforum, że ich żakardy z bambusem są niezłe. moja chusta z bambusem to Oscha (w albumie to ta niebieska z wzorem słońca) i dla mnie jest idealna - bardzo nośna chusta, ale z drugiej strony od początku niesamowicie miękka.

martik: rozumiem dylemat z kołdrą. są dzieci, które w nocy się mało kręcą i u nich może kołdra się sprawdza. u nas od małego używaliśmy śpiworków i to trwało bardzo długo. moją starszą  przestawiłam na kołdrę chyba w wieku 2,5l. a i tak musimy ją w nocy regularnie przykrywać bo z niej mega kręcioł w nocy jest... sama się nie przykryje, bo jak się obudzi w nocy to jest totalnie nieprzytomna, płaczliwa i nie daje rady nic sama zrobić niestety...
a z masłem klarowanym to przyznaję się, że nie używałam do tej pory - ale mnie zachęciłaś i spróbuję! 🙂

przy okazji pytanie - czy któraś z Was ma doświadczenie z odrobaczaniem dzieci? jak, czym? zbieram się, żeby starszą odrobaczyć (i przy okazji całą rodzinę), bo te jej pseudoAZSowe zmiany na rączkach i kiepska odporność mnie zastanawiają - czy to przypadkiem nie skutki uboczne robali jakiś...
Kącik WEGE DZIECI oraz matek/ciężarówek myślących "alternatywnie" :-)
autor: rialdha dnia 04 grudnia 2014 o 17:12
slojma: nie chce spamować zdjęciami, więc wrzucę linka do mojego albumu chustowo-nosidłowego 😀
z ekokosmetykami niestety nie pomogę, myśmy na odparzenia wszelakie stosowali bephanten, ale on ma oleje mineralne chyba, więc jakoś super eko nie jest 🙂 polecam link z analizą różnych antyodparzeniowych kremów, tutaj

martik: moje dziewczyny spały na materacu na podłodze, razem z nami. tylko, że to nie do końca taka sytuacja jak w linkach, bo tam jest chyba mowa o tym kiedy dziecko w swoim pokoju śpi samo na materacu na podłodze? my cały czas śpimy z obiema w jednym pokoju i w sumie spaliśmy na podłodze jeszcze do niedawna, dopiero ostatnio przenieśliśmy się na łóżko. starsza ma własne normalne łóżko dosunięte do naszego, młodsza jeszcze śpi z nami, ale tak się wierci i turla po mnie w nocy, że dojrzewam do tego żeby kupić jej normalne łóżko i dostawić z drugiej strony 😀
tak czy siak, jakbym była w takiej sytuacji że dzieci by spały same w drugim pokoju to maluchowi na pewno bym dała materacyk zamiast łóżeczka ze szczebelkami. przemawia do mnie sposób urządzenia pokoju po "montessoriańsku", tak żeby dziecko mogło wszędzie samo sięgnąć. moja starsza córka spała w szczebelkowym łóżeczku tylko jak była malutka i drzemała w dzień. młodsza, jak zaczęła się przemieszczać, swoje drzemki spędzała już w pokoju dziecięcym, właśnie na materacyku leżącym na podłodze 🙂

Pandurska: super wieści z tym odblokowaniem!
Kącik WEGE DZIECI oraz matek/ciężarówek myślących "alternatywnie" :-)
autor: rialdha dnia 29 listopada 2014 o 22:28
slojma: ja najbardziej kojarzę dwie szkoły chustonoszenia. Trageschule i Clauwi, są zwolennicy i jednej i drugiej 🙂 nie wiem czy w Polsce są kursy na doradców Trageschule, ale terminy kursów Clauwi można sprawdzić na polskiej stronce: http://www.clauwi.pl/

zdjęć z młodą w chuście mam z milion - chyba nadrabiałam fakt, że jakoś tak wyszło, że prawie nie miałam zdjęć starszej córki w chuście, no nic a nic - a przecież nosiłam sporo 😀

jeśli myślisz o chuście co poniesie cięższe dziecko to może warto pójść w stronę innego składu, niż czysta bawełna? są bawełny co poniosą dużo ale chyba tylko te z większą gramaturą. a domieszka lnu, konopii albo bambusa potrafi dużo zmienić w odczuwaniu ciężaru dziecka. tylko, że len i konopie to znowu się ciężej łamie... lnu nie miałam okazji wypróbować, z konopiami się nie dogadałam, ale moja ukochana chusta (jedyna która jeszcze została niesprzedana i czeka na przerobienie na nosidło) to właśnie 54% bawełny, 46% bambus.

ElMadziarra: moi teściowie jak przylecieli do nas w odwiedziny to przywieźli... żelki Haribo w ramach prezentu. serio, jeszcze 3latce to jakciemogę, szczęśliwa nie będę ale przymknę oko. no ale żeby dziecku co ma półtora roku? myślałam że coś mnie trafi... zwłaszcza, że przy każdej okazji powtarzamy teściowej, że jak chce coś słodkiego to może bakalie jakieś kupować dziewczynkom, bo one uwielbiają, a chociaż zdrowo będzie...

Diakonka: ja miałam mega ochotę na słodkie - zarówno po pierwszym porodzie i po drugim. no po prostu musiałam jeść coś słodkiego bo inaczej chodziłam nieszczęśliwa :P organizm dopominał się o kalorie.

demon: ja bym się nie zdziwiła jakby u nas te początkowe płacze były od przebodźcowania, zdecydowanie. niby nie szaleliśmy jakoś bardzo, ale córka po prostu wrażliwa była - zresztą teraz też jest. chociaż te histerie przy zasypianiu raczej raczej były związane z tym, że ona po prostu nie umiała zasypiać sama - i to nie chodziło o to, że ktoś musiał przy niej być, tylko tak jakby nie wiedziała co zrobić ze sobą żeby zasnąć, jak się wyciszyć 🙂 przez pierwszy +- rok swojego życia w dzień nie umiała przespać dłużej niż jeden cykl spania - czyli 35-40 minut - po takim czasie budziła się i był wielki płacz (bo przecież spała za krótko i była dalej zmęczona, a sama nie umiała usnąć) dopóki nie upiłam ponownie. o mamo, jak ja to źle wspominam... decydując się na drugie dziecko powtarzaliśmy sobie z mężem że to chyba niemożliwe żeby drugi raz nam się trafiło dziecko z takimi jazdami ze spaniem - i na szczęście się udało :P

dea: oj tak, trzeba przyznać, że te kurtki Liliputi cudne są 😀 swego czasu bardzo chciałam sobie kupić, ale w końcu na Twidze stanęło 😉 a Suses Kinder miałam, jakiś starszy model - wiatrówka+polar. można było te dwie części osobno nosić, można było spiąć razem. miałam M-kę (czyli niby mój rozmiar) i była na mnie zdecydowanie za duża. taka... mało zgrabna. i rękawy mnie denerwowały bo były za długie :P do tego ciężko mi się zakładało ją z dzieckiem na plecach - bo żadnego zamka z tyłu nie miała i trzeba było wcelować w głowę dziecka tym otworem na plecach. niby źle nie wyglądałyśmy ale nie lubiłam jej, ot co :P
Kącik WEGE DZIECI oraz matek/ciężarówek myślących "alternatywnie" :-)
autor: rialdha dnia 28 listopada 2014 o 09:13
slojma: Twiga to jest sam softshell, więc bez dodatkowej warstwy pod spodem na mróz się nie nada. można dokupić osobno polar do noszenia, ale ja w zeszłą zimę w Polsce chodziłam bez dodatkowego polara pod spodem, po prostu cieplej ubierałam siebie i młodą. z cieplejszych i zgrabnych kurtek to są np. Liliputi tylko z nimi ten problem jak producent wrzuca dostawę do sklepu to kurtki dość szybko schodzą z tego co kojarzę, więc trzeba pilnować.

co do wiązań na plecach - dla maluszków tylko plecak prosty (o taki), dla dzieci już siedzących plecak z krzyżem albo plecak z koszulką (czyli coś takiego). ja np. się nigdy z plecakiem z krzyżem nie dogadałam, denerwował mnie węzeł nad piersiami, plecak z koszulką jest boski dla ciężkich dzieci bo super rozkłada ciężar, ale na początku nie jest łatwo z dociąganiem.

gorąco polecam spotkanie z doradczynią w celu nauki wrzucania na plecy. ja noszenia w kieszonce nauczyłam się sama z filmików na youtube, ale z tyłu mi nie szło - dziecka nie widać, nawet wiązanie przed lustrem nie wystarczało na początku :P ja osobiście nie cierpiałam jak mi ktoś pomagał, bo zawsze kończyło się tak, że wychodziło gorzej niż jak wiązałam sama...
dla mnie połowa sukcesu przy wiązaniu na plecach to było odpowiednie przygotowanie. niesiedzące maluszki wrzuca się na plecy z tobołka - kładziesz dziecko na chuście, robisz tobołek z dzieckiem w środku (ważne jest poprawne podociąganie tobołka) i przerzucasz przez ramię na plecy. może brzmieć skomplikowanie, ale jest naprawdę wygodne, bo tobołek zapewnia wstępne dociągniecie chusty, wystarczy podociągać i gotowe.

imho warto próbować w miarę szybko na plecy przerzucić. raz, że wygodniej niż nosić spory ciężarek z przodu, a dwa że łatwiej się uczy wiązania dziecka jak jeszcze ono nie skacze Ci po plecach 😀 starszą próbowałam wrzucić jak już nie wyrabiałam z noszeniem jej z przodu (9-10 miesięcy chyba) i za bardzo się wierciła, odpuściłam po kilkunastu próbach i kupiliśmy Tulę. młodsza wylądowała na plecach jak miała 4 i pół miesiąca i to był idealny czas dla nas. tym razem na nosidło się przerzuciłyśmy dużo później - mój problematyczny krzywy kręgosłup bez problemu znosił dłuższe noszenie na plecach w dobrze dociągniętej chuście, a nosidła po jakimś czasie męczyły (a mieliśmy Tulę, Ergobaby i jeszcze jedno mniej znane, którego nazwa mi teraz z głowy wypadła :P)
Kącik WEGE DZIECI oraz matek/ciężarówek myślących "alternatywnie" :-)
autor: rialdha dnia 27 listopada 2014 o 21:25
Julie: ja też bym obstawiała, że taki etap wybiórczego jedzenia jest chwilowy. moja starsza też miała coś takiego w podobnym wieku - ale to w domu, bo w żłobku jadła wszystko ponoć :P i przeszło.

sznurka: hihi, moje dziewczyny też nie pasują do teorii, że po BLW dziecko chętnie próbuje nowych smaków. starsza karmiona papkami, bez wyboru, je teraz niemalże wszystko, chętnie próbuje nowości. młodsza na BLW z drobnym wyjątkami i co? nowe smaki testuje niechętnie, a jak już weźmie to buzi to zaraz pluje i mówi "bleeeee". najchętniej to by żyła na samych ziemniakach. i ryżu. i makaronie ;P

slojma: ja miałam kurtkę Twiga, chyba nawet tu wspominałam w wątku? fajna, zgrabna, a po wypięciu panela robi się z niej dopasowany softshellowy płaszczyk. z dzieckiem na plecach wyglądałam tak:
Kącik WEGE DZIECI oraz matek/ciężarówek myślących "alternatywnie" :-)
autor: rialdha dnia 25 listopada 2014 o 14:06
Julie: to był tak ciężki dla nas okres że pamiętam to jak przez mgłę, chyba część tego czasu po prostu wyparłam z pamięci 😀 co działało? ratowaliśmy się szybkim marszem (z dzieckiem na rękach, wózek w takich chwilach nie był akceptowany niestety) po kuchni, z włączonym okapem kuchennym - na maksymalny ciąg żeby huczało. czasami wystarczyła suszarka. a czasem odkurzacz :P teraz bym robiła co innego - jakby mi się trafił jeszcze taki maluszek wrażliwiec to ograniczałabym bodźce w ciągu dnia (światło, dźwięki) i zdecydowanie więcej nosiłabym w chuście 🙂
Kącik WEGE DZIECI oraz matek/ciężarówek myślących "alternatywnie" :-)
autor: rialdha dnia 25 listopada 2014 o 12:32
bobek: boska fotka! mam bardzo podobną, z pierwszego przysysania się do mnie i wzrusza mnie za każdym razem jak na nią patrzę 🙂

Pandurska: super, że z cukrem wszystko w normie! i bardzo fajny filmik... mimo że ja wspominam oba moje porody naprawdę bardzo dobrze (i zresztą późniejszy pobyt w szpitalu też, bo rodziłam w prywatnym) to jeśli kiedykolwiek się zdecyduję na trzecie dziecko (albo jeśli się mi przydarzy :P) to wybiorę poród domowy. tzn. jeśli tylko będę miała taką możliwość, bo wiadomo że nie zawsze się da 🙂 a z każdym dzieckiem moje macierzyństwo ewoluuje i teraz mam już zupełnie inne priorytety niż kiedyś, więc dla mnie obecnie poród domowy to marzenie 🙂

demon: moja Zosia niestety nie wpisuje się w trend - chustowałyśmy się od początku, spałyśmy razem, KP (chociaż trzeba przyznać że na początku problemowe) a kolki i płacze były. kolki na szczęście przeszły jak skończyła 2,5 miesiąca, ale na dużo dużo dłużej zostały z nami histerie przy zasypianiu i budzeniu się. mimo usypiania na rękach, przytulania, bliskości. próbowałam wszystkiego (poza metodami na przetrzymanie i wypłakanie, oczywiście) i nic nie działało dłużej niż kilka razy. czasami w chuście usypiała na spokojnie, ale to też nie była reguła.

Julie: u nas "kolki", czy jakkolwiek inaczej nazwać ten stan, raczej nie były związane z problemami brzuchowymi. bardziej mi pasuje ta teoria, że u nas były wywoływane niedojrzałym układem nerwowym, albo przebodźcowaniem. moja starsza to zdecydowanie taki typ wrażliwca.
Kącik WEGE DZIECI oraz matek/ciężarówek myślących "alternatywnie" :-)
autor: rialdha dnia 17 listopada 2014 o 09:54
slojma: pewnie nie złapie nic od Ciebie, ale jeśli by jednak złapała i zaczął się u malutkiej katar to polecam zakraplanie własnego mleka do noska. sobie też możesz zresztą 😀

Pandurska: cudnie wyglądasz! i trzymam bardzo mocno kciuki za przewalczenie strachów! na szczęście natura to tak wymyśliła, że jak już zaczniesz karmić to może się okazać, że podejście Ci się zmieni o 180 stopni. podczas każdego karmienia działa oksytocyna (odpowiedzialna m.in. za wypływ mleka z piersi) która powoduje, że kobieta często czuje się... szczęśliwa 😉 dla mnie to było coś po prostu niesamowitego i zachwycałam się tym na początku - wystarczyło takie myślenie o tym jak bardzo kocham córkę, jaka jest malutka, jak cudnie pachnie i zaraz czułam że się piersi napełniają mlekiem - i to niekoniecznie podczas karmienia 🙂 tak więc takie rady, żeby myśleć pozytywnymi myślami podczas karmienia, to nie jakiś slogan, to naprawdę działa 🙂

moja mama karmiła mnie piersią, a mój młodszy brat od początku był na MM - kiedy się urodził moja babcia akurat była w szpitalu. a że "mleko jest w głowie" i mama się bardzo stresowała to mleka nie było... oczywiście są przypadki kiedy karmienie jest niemożliwe, ale to się naprawdę rzadko zdarza.

ja karmiłam starszą córkę równo rok, odstawiłam bo zaszłam w ciąże. i nasze początki były koszmarne. w szpitalu oczywiście dałam się przekonać do dokarmiania MM, Zosia źle przystawiana na początku poraniła mi piersi, a do tego taką mam urodę, że hormony powodują że na początku karmienie jest dla mnie po prostu bolesne - nawet przy prawidłowym przystawianiu. w domu zaczęłam używać laktatora i raz karmiłam piersią a raz podawałam własne mleko z butelki. bardzo mi zależało żeby przejść na samą pierś, ale sądzę że gdyby nie wsparcie męża to nie wiem czy bym psychicznie dała radę. córka rozleniwiona butelką wcale nie chciała jeść z piersi... w końcu zdecydowałam się kupić SNS Medeli i to był strzał w dziesiątkę! 😀 to taka buteleczka którą zawiesza się na szyi, wlewa się tam mleko - własne albo MM. od buteleczki idzie dren, który dziecko przystawiane do piersi zasysa razem z piersią. dzięki temu dziecko się nie denerwuje - bo mleko leci z drena - a ssanie dziecka pobudza laktację lepiej niż jakikolwiek laktator 😉 imho o niebo lepsza metoda niż podawanie butelki... i koszt nie jest wysoki, zwłaszcza że później odsprzedać z powodzeniem można.
do karmienia młodszej byłam przygotowana jak na wojnę - laktator, muszle laktacyjne, kapturki, SNS, butelka Medeli Calma. i nic się nie przydało, bo dzięki temu że tym razem podeszłam do tego na luzie to zero problemów miałyśmy :P
Kącik WEGE DZIECI oraz matek/ciężarówek myślących "alternatywnie" :-)
autor: rialdha dnia 15 listopada 2014 o 21:46
moja starsza córka, Zosia, kolkowała od 6 dnia życia (ale nie miała nigdy dolegliwości brzuszkowych, ot taki wrażliwiec z niej był i jest dalej), a z kolei Agatka nawet pół dnia kolki nie uświadczyła. tak więc pół na pół. chociaż sądzę że mogło się to skończyć gorzej, tylko że ja po prostu jak wieczorami młoda zaczynała swoje nastroje smęcąco-marudzące to profilaktycznie pakowałam w chustę i wyciszałam 🙂

przyszło nam ostatnio wezwanie na szczepienie młodszej córki na polio (jedyna obowiązkowa szczepionka tutaj w Belgii). mam nadzieję, że młoda dobrze to szczepienie zniesie...
Kącik WEGE DZIECI oraz matek/ciężarówek myślących "alternatywnie" :-)
autor: rialdha dnia 13 listopada 2014 o 11:33
Pandurska, ja moje chinki kupowałam na aliexpress, ale niestety sprzedawcy nie polecę bo jego sklep już dawno nie istnieje 😉

sznurka, ja też kupowałam używane, też mnie to nie rusza, ot porządnie wyprać z dodatkiem antybakteryjnym i tyle. pieluchy z których wyrastały moje dziewczyny puszczałam w świat na bazarku pieluchowym na chustoforum, a pieniądze które za nie dostawałam inwestowałam w kolejne pieluchy. zdecydowanie całkiem opłacalne to wielopieluchowanie, nawet jeśli się weźmie pod uwagę koszty wody i prądu zużytych przez pralkę.

ja miałam kilka na rzepy, trzymać to trzymały ale się szybko pozbyłam, bo jak dziecię podrosło to zaczęło je same rozpinać, co niespecjalnie mi odpowiadało 😀

dea, PUL się może zniszczyć, ta warstwa laminatu potrafi popękać - obejrzyj otulacz od wewnętrznej strony czy nie widać jakiś uszkodzeń. w którym miejscu pieluchy przesiki występują? generalnie PUL nie jest nieprzemakalny, jak się na niego np. wodę naleje to przepuści ale lekką wilgoć powinien zatrzymać w środku. jeśli to te otulacze ode mnie to one na pewno sprawne jeszcze były, przy formowance nie powinny puszczać 😉 może fotkę podeślij jak wygląda pielucha po założeniu?
Kącik WEGE DZIECI oraz matek/ciężarówek myślących "alternatywnie" :-)
autor: rialdha dnia 12 listopada 2014 o 11:00
no my też mamy część chinek i je bardzo lubię, ale one zaczęły się sprawdzać dość późno, wcześniej były przecieki 🙂 wszystko od budowy dziecka zależy, te chinki z którymi miałam do czynienia to dość spore OS. teraz np. rozważam czy nie wymienić moich kieszonek od kokosi (dość wąskie w kroku) na chinki bo widzę że by lepiej pasowały. tylko nie wiem czy mi się chce skoro niedługo młodsza pójdzie do żłobka a nie wiem czy tam zaakceptują pieluchy wielo.
tak sobie myślę że nie doprecyzowałam wcześniej - prefoldy+ snappi nam się sprawdzały do 3 miesiąca, później przeszłam na formowanki+otulacz, następnie jak Gusia zaczęła chodzić, a starsza się w międzyczasie odpieluchowała to młodsza dostała w spadku kieszonki z bambusowym wkładami.
Kącik WEGE DZIECI oraz matek/ciężarówek myślących "alternatywnie" :-)
autor: rialdha dnia 11 listopada 2014 o 21:02
Czytam, czytam i ciagle sie zastanawiam w jakie ilosci sie zaopatrzyc. Na razie nie planuje kupowac pieluszek new born, ze wzgledu na sluszna wage urodzeniowa mojego meza 😉 Mysle ze w dzien bedziemy uzywac glownie otulaczy (3-4) z wkladami (chce kupic 15-20). Chcialabym sie tez zaopatrzyc w pieluszki formowane, mysle ze dwie, na noc. Nie wiem czy decydowac sie do tego jeszcze na kieszonke.


co do otulaczy to, jeśli chcesz pieluchować od początku, polecam jednak rozmiary mniejsze, nie one-size. w OS noworodek, nawet ważący sporo, utonie po prostu i będą ciągle przecieki 🙂 jeśli nie chcesz kupować rozmiaru NB to może warto wziąć S-ki z możliwością zmniejszenia do NB. moja Agatka miała 3,5kg na starcie i otulaczy w rozmiarze NB co najmniej miesiąc używaliśmy a przybierała bardzo szybko. jeśli o liczbę chodzi to 3-4 otulacze to dobry wybór, ale przy używaniu wkładów może być za mało. generalnie przy zestawie otulacz+wkłady bardzo łatwo o przecieki więc osobiście odradzałabym.

zamiast wkładów poleciłabym raczej albo tetrę składaną albo prefoldy spinane snappi. ja do składania tetry nie miałam cierpliwości ale już prefoldy mi się super sprawdziły, a ceną nie zabijały 😀 używałam ich zamiennie z formowankami (też rozmiarowymi, najpierw NB, później S i dopiero później OS) z bawełny albo z weluru - przy formowankach nie było przecieków wcale, przy prefoldach różnie z tym bywało ale raczej do przyjęcia.

fajnie jest zakupić wszystkiego po trochu żeby się przekonać co się najbardziej sprawdzi. jeśli o ilość chodzi to zależy jak często chcesz prać. nie wiem czy dobrze pamiętam, ale zdaje mi się że miałam kilkanaście prefoldów (ze 12?) plus chyba drugie tyle formowanek i co drugi dzień pranie było. tylko że ja w końcu zainwestowałam w suszarkę do prania bo mnie wkurzało że pieluszki tak długo schną 😀
nam kieszonki się na początku nie sprawdziły, bo za szybko były przesikiwane. przy maluszku bym sobie odpuściła, ale to moje skromne zdanie - każdemu może co innego przypasować 🙂
co do firm pieluszkowych to polecam polskie, np. kokosi.pl albo zufizo.pl. taniej niż zagraniczne, a dobra jakość. wielopieluchowałam dwójkę dzieci i w sumie głównie na pieluszkach od kokosi.

demon, super fotka 😀 mi z kółkową nigdy po drodze nie było, mój krzywy kręgosłup się niestety buntował jak próbowałam w kółkowej nosić. młodszą córkę (rok i 7 miesiecy) nosiłam w tkanej jeszcze do niedawna ale teraz już tylko nosidło idzie w ruch. byliśmy w zeszłym tygodniu na lastminutowym urlopie na Majorce i sensację wzbudzaliśmy - młodsza w meitaiu, a starsza (3latka) okazyjnie, jak już na własnych nogach nie dawała rady, w Tuli Toddler 🙂
Kącik WEGE DZIECI oraz matek/ciężarówek myślących "alternatywnie" :-)
autor: rialdha dnia 21 października 2014 o 13:40
dea: na plecy ja znam tylko jedną działającą metodę - sprawdzony rehabilitant i nastawianie kręgosłupa 😉 jak chcesz namiary do gościa do którego chodziłam to daj znać na prv. ma gabinet w przychodni na Morenie, jest niedrogi i zdecydowanie sprawdzony.
a odnośnie migania, to mam gdzieś w pdfie skan Sign with your baby, mogę podesłać. ja przy obu miałam ambitne zamierzenia że będziemy migać ale w związku z moim brakiem konsekwencji (zawsze zapominałam zamigać jak chciałam nowe słowa wprowadzać) skończyło się tak, że dziewczyny używały właściwie tylko czterech znaków - "mleko", "pić", "jeść" i "więcej". sprawdziło mi się super, bo akurat to takie podstawowe potrzeby były, a że starsza dość późno zaczęła mówić to przynajmniej dzięki nim łatwo jej było te podstawy nam przekazać.
Kącik WEGE DZIECI oraz matek/ciężarówek myślących "alternatywnie" :-)
autor: rialdha dnia 18 października 2014 o 21:03
Liliana.Ishi: LennyLamb to też dobry wybór, z tego co kojarzę na chustoforum dobre opinie miała 🙂 zdaje mi się, że ona nie ma kapturka przy panelu tylnym. ja osobiście z tego kapturka w Twidze często korzystałam jak nosiłam moją starszą zimą.

Idrilla: moje obie dziewczyny jeżdżą w Besafe Izi Combi na isofixie. starszą przesadzaliśmy chyba jak miała 11 miesięcy, młodszą podobnie. niesiedzącego dziecka bym chyba nie przesadziła do niego, bo jednak pozycja leżąca nie jest tak mocno pochylona jak pierwszy fotelik. ale to może wyglądać inaczej jak wersja jest ta na pasy, bo wtedy da się podkładką wymusić lepszą pozycję fotelika. generalnie besafe jest fajny, ale koniecznie trzeba przymierzyć - nie we wszystkich samochodach się zmieści, bo zajmuje sporo miejsca. w naszym w poprzednim samochodzie (niby duży, bo Subaru Forester) pasażer miał na tyle mało miejsca na nogi że dłuższe trasy odpadały... a nie da rady żeby synek pojeździł jeszcze w pierwszym foteliku? kurcze, moja półtoraroczna panna (rozmiar ubranek 86, 12,5kg) jeszcze mogłaby jeździć w swoim pierwszym cabriofixie, tylko ze w starym foteliku jest bunt bo nie może obserwować świata :P
Kącik WEGE DZIECI oraz matek/ciężarówek myślących "alternatywnie" :-)
autor: rialdha dnia 17 października 2014 o 08:29
Czy ktos uzywal/ ma kurtke dla dwojga? Robi sie coraz zimniej i musze cos szybko kupic. Znalazlam cos takiego: http://pieknamama.pl/kurtka-dla-dwojga.html Widzialyscie moze jakis ogloszenie o sprzedazy czegos podobnego?


Ja miałam dwie kurtki do noszenia: Suses Kinder (komplet polar+wiatrówka) i Twigę (softshell polskiego producenta, o taki: http://twigasklep.pl/pl/p/Kurtka-Softshell-czarny-dla-Mam-noszacych-w-chuscie/150). W tej drugiej zdecydowanie zgrabniej się wygląda 🙂
Suses Kinder miałam rozmiar M, nosiłam wtedy ubrania 38 i była dla mnie za duża, ich rozmiarówka nie do końca odpowiada rzeczywistości. Plus taki, że nosił w niej też mój mąż. Nie przepadałam za noszeniem w niej z przodu, taki miała ten przedni panel dziwnie zorganizowany że nie mogłam zapiąć się pod szyją porządnie. Jak nosiłam na plecach to było ok, aczkolwiek mało wygodnie się ją zakładało bez pomocy.
Twiga za to była super. Nie nosiłam w niej z przodu bo moja młodsza córka jest z końca marca i zanim zrobiło się na tyle zimno że kurtka była potrzebna to nosiłam już tylko wyłącznie na plecach. Twiga ma fajnie przemyślany ten tylny panel i bez problemu się zakłada kurtkę z dzieckiem na plecach - bez pomocy drugiej osoby 😉 Do tego ma dłuuuugie sznurówki przyczepione do kapturka dla dziecka dzięki czemu też samodzielnie można go zdejmować i zakładać. I fajne w niej było to, że po wypięciu panelu zostawała zwykła, zgrabna softshellowa kurteczka.
Tu fotka w samym polarze od Suses Kinder: http://goo.gl/Rd5ZFq
Tu w komplecie polar+wiatrówka Suses Kinder: http://goo.gl/FeCwFy
I tu w kurtce Twiga: http://goo.gl/bqD4nJ
Kącik WEGE DZIECI oraz matek/ciężarówek myślących "alternatywnie" :-)
autor: rialdha dnia 09 października 2014 o 21:42
bera7, ja młodszej córki nie pozwoliłam zaszczepić w szpitalu, szpital to zgłosił do sanepidu i chyba jak Agatka miała 2 tygodnie to przyszło pismo z sanepidu. z informacją, że mamy jak najszybciej przekazać zwrotną informację w jakiej przychodni jest zaoptowane dziecko - żeby sanepid mógł tam kartę szczepień wysłać. nie zgłosiłam, do przychodni nie zapisałam. do czasu naszego wyjazdu z Polski, kiedy to młoda miała trochę ponad rok, sanepid się ponownie nie odezwał. i dla uściślenia - mówię tu o pomorskim sanepidzie, bo wiem, że niektóre inne oddziały ścigają czarne-nieszczepiące-owieczki z większym zapałem 😉
Kącik WEGE DZIECI oraz matek/ciężarówek myślących "alternatywnie" :-)
autor: rialdha dnia 07 października 2014 o 22:20
ja na MMR nie zaszczepię. bardzo bym chciała na samą odrę zaszczepić, ale jeśli się nie da to trudno.

martik, ja wyemigrowałam niedawno do Belgii - w tym roku pod koniec kwietnia. i właśnie bardzo mi sen z powiek spędzał temat przedszkoli. dobrze kojarzę, że Ty we Flandrii? nie wiem jak z poziomem edukacji przedszkolnej u Was, ale u nas, w okolicach Mons to niestety wszyscy dzieciaci znajomi męża z pracy odradzali mu posłanie córki do publicznego przedszkola. dlatego jak znalazłam to nasze obecne prywatne przedszkole to długo się nie zastanawialiśmy. nie ma tej całej certyfikacji Montessori (i dobrze, bo to by oznaczało, że byłoby horrendalnie drogie...), ale dyrektorka jest kobietą "z misją" 😉 i jest wielką zwolenniczką tego systemu. przedszkole nie jest w 100% Montessori, trochę "klasycznych" elementów też jest podobno - żeby lepiej przygotować dzieci do klasycznej już szkoły, żeby nie miały problemów z odnalezieniem się - niestety u nas szkoły Montessoriańskiej nie ma, najbliższa jest chyba pod Brukselą i kosztuje takie pieniądze że szkoda gadać.
martik, ja bym się chyba zdecydowała na to Montessori na Twoim miejscu. jednak czas jaki dziecko spędza w przedszkolu to większa część dnia - popołudniu w domu już nie zostaje tak dużo czasu.

szafirowa, niestety nie pomogę ale z chęcią poczytam czy ktoś coś będzie miał do powiedzenia, bo mam też specyficzną sytuację. latem poszliśmy do dermatologa z podejrzeniem grzybicy u starszej córki - wcześniej mieszkaliśmy jakiś czas z moimi rodzicami, którzy podłapali grzybka na basenie, starszej córce wyskoczyły zmiany imho podobne do grzybicznych na rękach, na nadgarstkach, trochę na brodzie. młodszej też wyskoczyło na buzi. clotrimazol pomógł młodszej, starszej też prawie całkowicie doleczył. gwałtowny nawrót nastąpił po tym, jak dzieci zajadały się... drożdzówką. brzmi trochę jak drożdżaki, co nie? młodszej pomógł ponownie clotrimazol, znikło i jest spokój. starszej już nie do końca więc wybraliśmy się do dermatologa. i wyszliśmy z diagnozą - nie grzybica, tylko AZS :| u 3latki, która nigdy nie była na nic uczulona. no ale pani doktor pobrała zeskrobinę i po miesiącu wyszło, że grzybek jest. ale lekarka dalej twierdzi, że to po prostu AZS+nadkażenie grzybiczne. steryd dostaliśmy plus coś przeciwgrzybicznego. no i we mnie jest absolutny brak wiary w tę diagnozę 🙁 no nie chce mi się wierzyć, że to na tle alergii pokarmowej. i szczerze to nie wiem w jaką stronę iść. na razie się staram jej po prostu odporność naturalnie wzmocnić (zaczęła pić herbatę z czystka, daję pierzgę) i mam wielką nadzieję, że to jednak tylko grzybek a nie AZS 🙁
Kącik WEGE DZIECI oraz matek/ciężarówek myślących "alternatywnie" :-)
autor: rialdha dnia 07 października 2014 o 14:25
I jeszcze jedno pytanie, czy jest tu ktos (oprocz gwash), kto ma/mial dzieci w placowce prowadzonej systemem Montessori? Jesli nie, to uderze z pytaniem do gwash na PW.

ja miesiąc temu posłałam moją 3latkę do pkola prowadzonego wg Montessori. i na dodatek też mieszkam w Belgii` - w okolicy Mons 😉
Kącik WEGE DZIECI oraz matek/ciężarówek myślących "alternatywnie" :-)
autor: rialdha dnia 29 września 2014 o 21:29
co do chust to Dea dobrze podsumowała - na początek fajnie jest mieć jakiegoś tkanego pasiaka, bo ten układ pasów ułatwia dociąganie na początku, szybciej idzie ogarnąć za którą krawędź ciągnąć kiedy są w różnych kolorach. elastyczną też odradzałabym raczej, lepiej zainwestować od razu w tkaną, tylko najlepiej już używaną - żeby była porządnie złamana, to naprawdę dużo daje przy nauce wiązania. ze swojskich firm to Nati, LittleFrog, z zagranicznych Didymos czy Girasol. ja jako pierwszą chustę miałam Hoppediza i drugi raz bym jej jako pierwszej nie wybrała. nosiła dobrze, ale była dość gruba, na początku łatwiej się uczyć dociągania na cieńszych chustach. teraz jedyna chusta jaka mi została to Oscha, bawełna+bambus, nośna a cudnie miękka.

sznurka, u nas BLW niestety nie było receptą na sukces 😉 ani jedzenie tego co rodzice. młodsza na BLW wychowana a wybredna dość mocno, starsza bez BLW i obecnie chętna jest do próbowania nowości i je prawie wszystko. i też zdarza się, że smakują jej rzeczy, których ja nie tknę :P
Kącik WEGE DZIECI oraz matek/ciężarówek myślących "alternatywnie" :-)
autor: rialdha dnia 28 września 2014 o 09:42
są chustonoszki, są 🙂 nosiłam obie córki, młodsza teraz już głównie w nosidle ergonomicznym podróżuje bo jednak z dzieckiem chodzącym które raz chce tuptać raz być niesione to łatwiej się nosidłowo zorganizować.
starszą nosiłam praktycznie tylko z przodu, na plecy chciałam ją przerzucić jak już była większa i poległam, za bardzo się wierciła, mi się cieżko dociągało, stresowałam się i było niewygodnie. młodsza wylądowała na plecach jak miała 4 i pół miesiąca i to był strzał w dziesiątke! szybko się przyzwyczaiła do tego, że zza pleców mamy się fajnie świat ogląda i właściwie prawie nie miałyśmy okresu kiedy się mocno wierciła się podczas wiązania. jeśli nie wychodziło wiązanie to była wina mojego braku wprawy, bo młoda zazwyczaj się "przyklejała" do mnie i czekała cierpliwie aż skończę motać. dlatego gorąco polecam nie czekać z wrzucaniem na plecy - naprawdę łatwiej jest jak dziecko jest mniejsze i ma mniej pomysłów 🙂 a do wiązania na plecach polecam kontakt z doradcą chustowym, bo o wiązanie z przodu można w miarę łatwo ogarnąć oglądając sensowne filmiki z youtube'a, to już z wiązaniem na plecach jest trudniej.

dea: co do chusteczek nawilżanych to i dada i pamersy składem nie powalają. fajne i z dobrym składem są chusteczki nawilżane z... Netto! (http://www.srokao.pl/2013/01/testujemy-tibellt-baby-sensitive-i.html) no i tak jak Isabelle też polecam bambusowe myjki wielorazowe, tetrze dużo brakuje do ich miękkości 🙂
u nas jeśli kąpiel tylko w kosmetykach z Rossmana - Babydream rządzi. a w wiaderku kąpaliśmy niemalże od początku. imho łatwiej jest w wiaderku ogarnąć takiego malucha niż w dużej wanience.
orzechy się nie nadadzą do pieluch wielorazowych niestety. ja prałam i ubranka i pieluchy w dzieciowych proszkach przy starszej, przy młodszej prałam w niemieckiej chemii, czyli w zwykłych proszkach - tylko na początku puszczałam dodatkowe płukanie.
w temacie rozciągania szczepień w czasie - nie wróżę sukcesu :P ale jeśli Ci zależy to polecam pójść przygotowanym, najlepiej z własnym opracowanym kalendarzem szczepień. przykładowy alternatywny tutaj: http://themommydialogues.com/wp-content/uploads/2012/04/altschedule.png, zródło: The Vaccine Book, dr Sears - ten Sears od Rodzicielstwa Bliskości 🙂
Kącik WEGE DZIECI oraz matek/ciężarówek myślących "alternatywnie" :-)
autor: rialdha dnia 27 września 2014 o 21:01
starszą córkę szczepiłam opóźniając szczepienia w czasie. nie zaszczepiłam jej tylko ostatnią dawką błonica/tężec/krztusiec oraz odpuściłam MMR. młodsza (ma teraz 1,5 roku) jeszcze nie szczepiona, ale się powoli za to zbieram - zanim ukończy 2 rok życia muszę zaszczepić ją na polio, bo mieszkamy w Belgii i właśnie ta szczepionka jako jedyna jest tutaj obowiązkowa. a pilnują tego mocno, bo jednak mamy tutaj sporo imigrantów z Afryki... dlatego nawet gdyby nie była obowiązkowa to bym się i tak zdecydowała. no i niestety jeśli chcę żeby dziecko poszło do żłobka/pkola to muszę zaszczepić zgodnie z kalendarzem na pozostałe choroby. jeszcze będę kombinować, ale nie wiem czy się da to obejść.

dea, o właśnie - wiaderko do kąpieli mogę Ci podrzucić razem z wielopieluchami, daj znać czy masz zapotrzebowanie 😉 ja sobie chwalę bardzo, a właściwie to mój mąż bo on u nas kąpał dzieciaki.

Pandurska, cudna lodówka!

na odporność - czy któraś z Was pija herbatę z czystka? ja słyszałam same dobre opinie i właśnie się przymierzam - dzieciaki też zamierzam poić, zobaczymy czy uda nam się w tym roku uniknąć przedszkolnych chorób...
Kącik WEGE DZIECI oraz matek/ciężarówek myślących "alternatywnie" :-)
autor: rialdha dnia 26 września 2014 o 14:08
mojej starszej córce kolki zaczęły się jeszcze zanim pierwszy tydzień życia skończyła. takie wieczorne płacze. i teraz - z perspektywy czasu - obstawiam, że to właśnie niedojrzałość układu nerwowego się objawiała. kolkowała niezależnie od diety, więc szybko przestałam się nakręcać że to przeze mnie i jadłam wszystko, z rozsądkiem oczywiście. moja Zosia to taki wrażliwiec od początku była, od zawsze miała ogromne problemy z zasypianiem i jakbym wtedy wiedziała to co teraz, to bym postawiła zupełnie na co innego - wyciszanie, unikanie przebodźcowania i o wiele więcej noszenia w chuście 😉

z mlodszą córką kolek nie uświadczyliśmy ale też obrałam inną strategię. przede wszystkim - byłam wyluzowana, bo jednak co drugie dziecko to nie pierwsze. po drugie - jak tylko się zaczynała wieczorna marudność to córka pakowana była w chustę. w chuście bardzo szybko uspokajała się i zasypiała i spała przez pierwszą godzinę, półtorej - aż przełączała się z lekkiej drzemki na głęboki sen. wtedy dopiero była odkładana do łóżka. ile sobie tym nerwów zaoszczędziliśmy z mężem... może nie było to super wygodne rozwiązanie, bo większość tego czasu z dzieckiem w chuście jednak byłam na nogach, ale zazwyczaj czytałam sobie książkę albo składałam pieluszki, więc nie marnowałam go 🙂

dea, takie wiszenie na cycu u mojej młodszej kończyło się mega ulewaniem, bo się przejadała. do tej pory pamiętam jak mnie raz w nocy obudził jej spektakularny chlust prosto na mnie, całą się musiałam przebierać 😀 no a wisieć chciała nie z głodu - po prostu odruch ssania miała bardzo mocny więc skończyło się podaniem smoczka - bo ona była wręcz niezadowolona jak chciała tylko pociumkać a tu mleko bezczelnie leciało. no i u nas na szczęście nie spowodowało to problemów z karmieniem.

ja chciałam spróbować EC wysadzania malucha jak się urodziła młodsza, ale mnie przerosło. widziałam, że młoda robi siku już w trakcie robienia, nigdy wcześniej 😀
Kącik WEGE DZIECI oraz matek/ciężarówek myślących "alternatywnie" :-)
autor: rialdha dnia 25 września 2014 o 21:59
kotbury nie chodzi mi o szukanie źródeł tylko raczej o proporcje mleka z piersi do dodatków ( np. kaszka, gruszki, dynia) w 8 miesiacu zycia, 9, 10 i tak do roku. Czy znalazłaś jakieś sensowne tabelki,  zestawienia  ???


ja nie kotbury, ale że mam pod ręką zapisane info to się podzielę:
"Mleko mamy zaspokaja zapotrzebowanie energetyczne dziecka w:
0-6 mies. ż. w 100%
7-8 mies. ż. w 70%
9-11 mies. ż. w 55%
12-23 mies. ż. w 40%"
Info z Kwartalnika Laktacyjnego, podającego wytyczne WHO.

... i przy okazji się ujawnię bo wątek zapowiada się ciekawie i zachęca do wyjścia z ukrycia 🙂 forum podczytuję od dawien dawna, wege nie jestem ale od kiedy pojawiły się w moim życiu dzieci to z dużo większą świadomością podchodzę do tego co jemy i z chęcią wprowadzę więcej elementów wege do naszej diety 🙂 może nie nazywam siebie alternatywną, ale karmię piersią moją półtoraroczną córkę, noszę w chustach, pieluchuję wielorazowo i uwielbiam cosleeping, więc chyba coś w tym jest 😉