Koniec z jeździectwem?

A ja tu z radością poszukuję postu Tani 😉 Fajnie Julie, brak tu bardzo niektórych osób! Pisz co tam u Ciebie!
anai, po długiej przerwie wróciłam do pracy jako instruktor. Od połowy lutego pracuję u osoby znanej na r-v jako crazy. Jest cudownie 😍

A co u Ciebie? 🙂
Zupełnie przypadkiem obejżałam sobie dzisiaj film pt. "Cwał" (1996r) reż. K. Zanussi. Postać Ciotki Idalii jest mi jeszcze bardziej bliższa, jej myśl : " bez chłopa można żyć, ale bez konia nie da rady" jakoś dodały mi otuchy. Zbieranie kasy na konia i jego utrzymanie też Ciotka Idalia pokazała jak to robić kiedy się nie ma jak 😉 Polecam na poprawę humoru dla zdołowanych czasowym brakiem możliwości jeździectwa.
<b>anai,</b> po długiej przerwie wróciłam do pracy jako instruktor. Od połowy lutego pracuję u osoby znanej na r-v jako crazy. Jest cudownie 😍<br>
<br>
A co u Ciebie? 🙂

Julie, u mnie wszystko ok 🙂 i rodzinnie i końsko.
Hej,
no dobra.A czy komus sie faktycznie udało? Tak skończyć definitywnie?
Bo ja kończyć nie chciałam ale stało sie tak ... że mi koń padł.Niespodziwanie nagle i w przykry sposób. I szczerze ... to nie wiem co teraz. I nachodzi mnie myśl ... ze moze tak miało byc?
busch   Mad god's blessing.
04 maja 2021 14:59
No mi się definitywnie udało 😁. Nie wiem ile to już lat... 8? Jakoś tak. Nadal w ogóle nie tęsknię. Już mi się prawie nie zdarzają nieprzyjemne sny z końmi i stajnia w roli głównej, więc chyba całkiem odchorowałam 🤣

Jak sobie pomyślę o pchaniu się w to jeszcze raz, to nasuwa mi się tylko scenariusz utraty całego 'luźnego' dochodu większości wolnego czasu, by nadal mieć problemy typu "konik mi zjadł coś nie teges, czas brać pożyczkę na leczenie kołki" albo "uuu, już pół roku pracujemy, czas na kontuzje śmierdziucha" 💩
vanille   głowa medyka, serce koniarza, dusza podróżnika
05 maja 2021 01:05
busch, trochę mnie to dziwi jaka traumę musiałaś przejść w tej stajni, ze masz nie obojętny, a wręcz negatywny stosunek 😀 ale jeśli tak Ci sie lepiej żyje to na pewno dobry wybór
[b]Julie[/b] powodzenia! 😍

busch mnie też to zawsze uderza jaka frustracja bije z postów w których wspominasz cokolwiek o jeździectwie. Przykro się to czyta bo dajesz do zrozumienia że stoi za tym jakaś grubsza trauma. Całe szczęście że znalazłaś inne pasje 😉
Ja busch, chyba zaczynam rozumiec, moj kon wszedl na etap rehabilitacji przy ktorym probuje fikac literalnie od momentu wsadzenia nogi w strzemie i tak sie zastanawiam, jakiz to masochizm mna kieruje w zyciu 😐 🤷

Przyjemnosc jak cholera to jezdziectwo, wyrzucasz konskie g.... i bulisz gruby hajs zeby w zamian dac sie ciorac takiemu niewdziecznemu bydleciu 😂
kokosnuss, tego co piszesz to ja akurat nie rozumiem. Jeśli ma być to rehabilitacja, a nie dzigitówka to daje się 2 kreski jeśli nie umie się w żyłę i wtedy ma to jakikolwiek sens.

Ja tam busch, rozumiem doskonale. Im większe ma człowiek doświadczenie i im więcej zauważa tymbardziej się martwi, jeśli nie jest się mało empatyczną nastolatką.

vanille   głowa medyka, serce koniarza, dusza podróżnika
05 maja 2021 10:41
Ja rozumiem zmartwienie, ale moja wypowiedz odnosi sie do większej ilości wypowiedzi busch w temacie. A te wypowiedzi wskazywałyby na to, ze jezdziectwo wymęczyło busch w jakiś straszny sposób i ze ma bardzo zle wspomnienia z jakiegoś powodu. Wiele osób mierzy sie z kontuzjami swoich koni i wiele osób ma ochotę czasem rzucić to w cholerę i nic w tym dziwnego. Ale jednak nawet jak ktoś opuści ten światek to często tęskni, ma jakieś dobre wspomnienia, które z czasem zyskują a te zle bledna. A busch jest bardzo kategoryczna i zastanawiam sie po prostu co jej sie musiało przydarzyć, ze ma aż tak definitywna opinie.
majek   zwykle sobie żartuję
05 maja 2021 10:53
Mam te sama mysl co feno o postach busch. Naprawde przykro mi, ze mialas same takie doswiadczenia.
Mialam to szczescie, ze moj kon zwykle mial sie bardzo dobrze, malo chorowal, sam sobie nie robil kuku i cokolwiek sie mu zaproponowalo bylo ok (Jezdzimy? OK. Nie jezdzimy dwa miesiace? Spoko. Sam na padoku? No problem. Wyjazd w 40 koni do lasu? Czemu nie?)

Ja nie wiem. Od dwoch lat go nie ma. Dzieciaki jezdza dosc regularnie, ja tez wsiadam czasem i no ni cholery ... wciaz mi malo. Szlag mnie trafia, bo mam mnostwo zajec okolodomowych-okolorodzinnych i zastanawiam sie jak ja mialam czas jezdzic 4-5 razy w tygodniu i to jak jeszcze dzieci byly mniejsze. Teraz nawet same wracaja ze szkoly! I potrafia odgrzac obiad!

Maz mowi, ze spoko, skonczymy remont domu itd kupie sobie konia. Konca remontu nie widac, w sumie przez ostatnie dwa lata nawet sie porzadnie nie rozkrecil. Jakos przez brak miesiecznych wydatkow na konia nie widac, zeby nam sie gromadzily jakies wielkie poklady gotowki. A ja skrzypie w stawach i nie wiem, czy jak poczekam kolejne 3 lata bede w stanie w ogole wsiasc jeszcze.

Przerobilam dwie dzierzawy w miedzyczasie tez. Z pierwszej zrezygnowalam dla tej drugiej (miedzy innymi), bo wydawala mi sie lepsza, druga pozamiatal covid. Wlascicielka konia z pierwszej obiecala mi, ze jak jej obecna dzierzawczyni sie wycofa (szuka konia do kupienia), to moge do nich wrocic, ale czekam kolejny miesiac i gucio.

Staram sie podejsc racjonalnie do tematu, stara baba jestem, a w tej kwestii zachowuje sie jak nastolatka. Serio, gdyby mi teraz ktos zrebaczka podarowal, to pewnie bym wziela 🤦.

Probowalam sie wkrecic w inne rekreacyjne uprawianie sportu. Niestety. Rowery, silownia, bieganie, jakies podskoki z youtubem - nic mi nie podchodzi. Jeszcze ten rower to jak Cie moge, sek w tym, ze mieszkam na szczycie porzadnej gorki i wszystko jest dobrze, dopoki nie trzeba wracac do domu. Moze powinnam sobie kupic rowerowy bagaznik, zeby z tym rowerem gdzies jezdzic i starowac/konczyc nie w domu.
Moon   #kulistyzajebisty
05 maja 2021 11:29
Bo - uwaga, uwaga, będzie prawda objawiona - każdy z nas jest INNY.

Jeden rzuci konie w cholerę i znajdzie sobie inne zajęcie, tylko czasem mu się wspomnienia włączą, drugi niby rzuci, ale będzie chciał wrócić, trzeci nie będzie w stanie, czwarty całe życie będzie rzygał tęczą, że koniś machnął ogonkiem - nawet jak będzie wieku lat 8 kosiarką, bo się skutecznie uszkodzi.
Co nie zmienia faktu, że też mam podobne odczucia jak feno, odnośnie postów Busch - nie wiem jak, nie wiem kiedy, ale konie (lub środowisko końskie?) musiały Ci mocno dać w kość, szczerze współczuję. Najważniejsze, że znalazłaś "zamiennik" tego życia, nie ma co rozdrapywać starych ran. 🍀
Perlica, jakos do przedwczoraj kon byl jeszcze grzeczny, a teraz mu sie nagle znudzilo bo musi biegac, sedacje rozwaze na pewno.

Zreszta nie o same bryki i dzygitowke mi chodzi a cale zawracanie d.... zwiazane z rehabilitacja, przyjemnosc to zadna, zwlaszcza w stosunku do kosztow takiego hobby jakim jest kolowanie i wozenie do kliniki kontuzjowanego konia 🤦

Machanie ogonkiem i pochodne mnie niestety nie wzrusza i nie cieszy 😐

A wroc, cieszy mnie, ze moj nieuzyty kon zaczal rzec na moj widok... odkad wie, ze jestem jego jedyna nadzieja na wyjscie na pastwisko 😂
A ja tam busch rozumiem bo sama miałam epizod hejtowania wszystko co końskie (dzięki toksycznemu środowisku). Sprawa się zmieniła jak już byłam na „wylocie”, nagle znalazłam inne gdzie ludzie kibicują sobie wzajemnie a nie kreują dramaty przeróżnej skali... No i trochę dlatego że nauczyłam się mamtowdupizmu stosowanego. A tu tylko mowa o środowisku a nie realnym problemie „koń dawno nie kulał” który dotyka nie tylko nerwy ale i portfel.

Dobrze ze jest coś takiego jak ubezpieczenia koni bo mój wewnętrzny pesymista (aka „bad luck Bryan”) by nie dopuścił do kupowania konia. Bo miałabym identyczne przemyślenia jak busch 😅
kokosnuss ja przerobiła, już 4 rehabilitacje, także xD konie się psują i trzeba się z tym liczyć.
Ale burza 🙉
Ja niestety mam narazie taka dość durzą hustawkę ... raz rzucam to w cholerę- nagle wolne 3k miesięcznie to miła rzecz. A drugiego dnia jak tylko myśle, że mieliśmy zbierać od wiosny oczka to aż mnie skręca i szukam preteksów by kupić konia.



busch
w pelni rozumiem... ale w takim razie co robisz na re volcie?
przyzywczajenie?
bo ja od kiedy mam te rozterki to ostatnie miejsce ktore odwiedzam - re volta, sklepy jezdzieckie itd 😉
( nie krytykuje - pytam - moze to kwestia czasu ze masz taki dystans już )

Przyznam , że mnie strasznie biją po oczach posty Bush , nie wiem co musiałaś przeżyć w stajni z ludźmi z końmi ? Choć może trochę rozumiem sytuacje bo sama jako nastolatka bez kasy byłam okropnie traktowana w sportowej stajni jako luzak i to mnie wyleczyło z koni do momentu gdy sama nie zaczęłam zarabiać i wróciłam na swoich zasadach 🙂
martva   Już nigdy nic nie będzie takie samo
05 maja 2021 14:31

<b>busch</b><br>
w pelni rozumiem... ale w takim razie co robisz na re volcie?<br>
przyzywczajenie?<br>
bo ja od kiedy mam te rozterki to ostatnie miejsce ktore odwiedzam - re volta, sklepy jezdzieckie itd 😉 <br>
( nie krytykuje - pytam - moze to kwestia czasu ze masz taki dystans już )<br>
<br>


Merlot, powiem Ci, jak to wygląda u mnie. Też już nie jeżdżę (znowu) od hm.. 2-3 lat (?), a jednak nadal tu jestem. Myślę, że to po prostu siła przyzwyczajenia. Zresztą, forum ma nie tylko tematy końskie. Zwykłe, "cywilne" też są. I to z nich chętnie "korzystam".

Po szkółkach i dzierżawach powiedziałam sobie, że albo własny koń albo wcale. Jako że widoków na własnego nie ma no to sprawa robi się dość oczywista... 😉 Do znajomych w stajniach też już nie jeżdżę (nie liczę treningów agility z psem w jednej). Pomimo tego, że towarzystwo dalej jest fajne, to jakoś mało to przyjemne wydaje mi się bywanie w stajniach, gdzie kiedyś to było coś tak bardzo mojego, a teraz mogę być jedynie zwykłym "gościem do pogłaskania konika" 🙂
Też miałam rzucać jeździectwo x razy, ale nie umiałam. Dużą traumę miałam po środowisku jeździeckim. Odkąd jestem na swoim i na terapii jest o wiele lepiej.
Co do kontuzji, to oczywiście było to straszne przeżycie, bo koń mógł stracić oko. Ale całe leczenie pokazalo jak niesamowity jest i że kupno go to był świetny wybór (co było mocno nadwątlone). Ogólnie - bardzo mnie wzmocniło zamiast dobić.
-Alvika-   W sercu pingwin, w życiu foka. Ale niebieska!
05 maja 2021 20:17
Mnie najwyraźniej jeździectwo rzuciło same. Najpierw posypał się koń, potem ja, a potem koń życia odszedł zostawiając dziurę w sercu.

Są wciąż inne konie, owszem, ale to już nigdy nie będzie TO. Nie chce mi się wsiadać, chociaż dalej tęsknię za jazdą. Z jednej strony mam wymagania z kosmosu - bo Dikson był naprawdę ogarniętym koniem na guziki, więc frajdy z jazdy na koniu "niedorobionym", do wiecznego pchania, z martwym pyskiem czy fundującym mi rodeo nie widzę żadnej. Ale z drugiej strony sama miałam bardzo długą przerwę w jeździe, jestem sztywna jak drewniany kij od miotły i dalej mam przecież zakaz jazdy konnej, więc z czym ja do ludzi/koni w ogóle idę (i chojrakuję, bo wydaje mi się, że cały świat do mnie należy i na pewno jestem równie sprawna jak 20 lat temu, skoro nic teraz nie boli. Hahaha... Genialna fizjo + leki czynią cuda).

Szczerze mówiąc nie znam życia zupełnie bez koni. Zaczęłam jako smarkula i nie wiem, czy chcę teraz zmieniać swoje życie na nie-końskie.
Bywało bardzo ciężko, ale jednak więcej było w tym wszystkim radości, szczęścia, szczerych i pozytywnych emocji. Są przyjaźnie i znajomości na lata, masa wiedzy i doświadczenia. Cenię to wszystko.
busch   Mad god's blessing.
05 maja 2021 20:24
w pelni rozumiem... ale w takim razie co robisz na re volcie?<br>
przyzywczajenie?<br>
bo ja od kiedy mam te rozterki to ostatnie miejsce ktore odwiedzam - re volta, sklepy jezdzieckie itd 😉 <br>
( nie krytykuje - pytam - moze to kwestia czasu ze masz taki dystans już )<br>
<br>

Merlot, ja lubię czasem się powymądrzać na jakimś forum 🤣. Próbowałam się przenieść na wizaż ale przytłaczała mnie tam ilość postów generowanych codziennie w interesujących mnie wątkach, nie byłam w stanie ogarnąć kto jest kim ani nie chciało mi się tego wszystkiego czytać. A że autentycznie nie tęsknię za końmi, to nie gniecie mnie w dupę czytanie o nich 😂

Relatywnie często postuję w tym wątku dla przeciwwagi, wiadomo większość ludzi, którzy przestali jeździć i nie tęsknią, nie postuje na końskim forum. Więc jak sama przestałam jeździć konno, to nawet po lekturze tego wątku spodziewałam się że prędzej czy później zatęsknię... co się dotąd nie stało i wątpię że to się zmieni. 8 lat to jest kupa czasu na zmianę, zwłaszcza że w międzyczasie bardzo zmieniło też się moje życie.

ze ze jest coś takiego jak ubezpieczenia koni bo mój wewnętrzny pesymista (aka „bad luck Bryan”) by nie dopuścił do kupowania konia. Bo miałabym identyczne przemyślenia jak <b>busch</b> 😅
donkeyboy, wiesz, ubezpieczenie ubezpieczeniem ale wątpię bym znalazła ubezpieczyciela, który pokryje mi koszty diagnostyki pod tytułem "mój koniś się buntuje, w sumie nie wiem czemu, ale chcę go z tego powodu gruntownie prześwietlić w klinice żeby nie mieć wyrzutów sumienia że robię krzywdę zwierzęciu" 😑 A to są poważne koszty właściwie bez sufitu.

Przyznam , że mnie strasznie biją po oczach posty Bush , nie wiem co musiałaś przeżyć w stajni z ludźmi z końmi ? Choć może trochę rozumiem sytuacje bo sama jako nastolatka bez kasy byłam okropnie traktowana w sportowej stajni jako luzak i to mnie wyleczyło z koni do momentu gdy sama nie zaczęłam zarabiać i wróciłam na swoich zasadach 🙂
Misiu, może nie miałam najbardziej bezstresowych warunków do uprawiania tego sportu ale myślę że przede wszystkim to mnie otrzeźwiło na realia niż było jedynym powodem, dlaczego się odbiłam. Uważam że trzeba mieć solidną zajawkę, by nie dostrzegać jak bardzo jazda konna jest... nie wiem jak to ująć, trudna? Kiepska? jako hobby.

Ja np. się czasem zastanawiam, co to by było za powracanie na swoich zasadach? Należę chyba do klasy średniej, naprawdę nie mogę narzekać na zarobki (zresztą zdołałam się dokształcić na taką pracę dopiero jak przestałam jeździć konno, na pewno nie miałabym inaczej czasu tego ogarnąć 🤡😉) ale według mnie takie naprawdę 'swoje swoje' zasady mogłabym dyktować gdybym była po prostu bogata. Głowa boli od samego liczenia ile rzeczy chciałabym na 'swoich' zasadach sobie sponsorować. NA PEWNO bym musiała przyoszczędzić na czymś dla tego swojego hipotetycznego konia (lub dla spełniania swoich sportowych ambicji), i to nie wliczając jakiejś poważnej kontuzji. Mam też coraz sztywniejszy kręgosłup moralny wraz z wiekiem, więc wiem, że bym miała do siebie pretensje o 'suboptymalne' warunki bytowe śmierdziucha 🤡🤡🤡. Na pewno z perspektywy mam do siebie pretensje o sporo 'suboptymalnych' sytuacji, do których się przyczyniłam, kiedy jeszcze jeździłam. Może dlatego jestem tak uodporniona na zmianę zdania? Bo to nie jest żal do "środowiska", tylko do siebie i do rzeczywistości 🙈. Już nie wspominając że to jest zwyczajnie dużo wygodniejsze mieć inne hobby. Jak odłożyć na wkład własny na mieszkanie, kiedy wywalasz kilka tysięcy złotych miesięcznie na dobrostan konia? Jak uczyć się drugiego języka jak jeździsz prawie codziennie do konia (a za mniej niż prawie codziennie pewnie bym miała ... tak, tak... żal do siebie 🤡😉?

<b>kokosnuss,</b> tego co piszesz to ja akurat nie rozumiem. Jeśli ma być to rehabilitacja, a nie dzigitówka to daje się 2 kreski jeśli nie umie się w żyłę i wtedy ma to jakikolwiek sens. <br>
Perlica, taaa, ja byłam plecakiem takiego konia na rehabilitacji który odwalał dżygitówkę po środkach uspokajających, więc wcale te 2 kreski nie są takim uniwersalnym rozwiązaniem 🤣. Głównie rożnica była taka że był mniej zborny niż bez uspokajacza, więc się wygrzmociliśmy popisowo po serii bryków razem 💕
busch, jazda konna jest, generalnie... toksyczna. Jak toksyczne relacje. Awantaże i dezawantaże. Huśtawki. Bardzo dużo daje, bardzo dużo zabiera. Mocno uzależnia. Świetna dla ludzi, którzy mają kłopoty z poczuciem sprawczości w innych dziedzinach. Bo jednak zapewnia tę sprawczość znacznie realniej niż np. gry komputerowe. Ale jednak, jeśli się potrzebuje zasobów na sprawczość w innych dziedzinach, jazda konna te zasoby pochłania. Zasoby czasu, uwagi, sił fizycznych, sił psychicznych. I finansów. Najzdrowiej chyba tak jak ty to zrobiłaś: jeździć intensywnie, wyciągnąć z tego wnioski do rozwoju osobistego, rzucić i zająć się czymś z bardziej gwarantowanym realnym skutkiem. Z kolei ludzie, którzy tego nigdy solidnie nie spróbowali, nie mają rozwiniętych wielu predyspozycji, które kształci jeździectwo, nie mają swoistego hartu i umiejętności wpływania na oporną rzeczywistość. Oczywiście można to zyskać w innych dziedzinach, ale konie robią to szybko i skutecznie.
halo oj niekoniecznie. Całkiem przypadkiem zorientowałam się, że kręci mnie weterynaria. A że z wykształcenia jestem kulturoznawcą, potem zrobiłam techweta i od 1,5 roku jestem wolontariuszem w gabinecie weterynaryjnym i ciągle mi mało wiedzy, to piszę teraz maturę z biologii i chemii (bo pisałam historię 12 lat temu) i chcę iść na weterynarię.
Na sprawczość nie narzekam, bo podziękowania za opiekę i pomoc i ratowanie życia dają większą sprawczość niż konie 😉.
Na nadmiar czasu jak można się domyślić też nie narzekam, bo jakby było mało stawiamy drugą stajnię. A jednak konie to konie. W tym wirze ogarniamy młodego konia, który regularnie pracuje i jeszcze mamy czas na spotkania z niekonskimi przyjaciółmi 😉.
busch   Mad god's blessing.
05 maja 2021 23:23
halo, co do toksyczności i dawania dużo i zabierania dużo pełna zgoda.

Co do poczucia sprawczości; mam odwrotne doświadczenia, może z powodu prób bYcIa jEŹdŹceM uJeŻdżeNIowym xD. Nie chciałam nawet poruszać tego tematu bo nadal dostaje spazmów na wspomnienie.

Scenka rodzajowa: uuu, słyszałam że chcesz konia trenować... Proces kilkuletni. Byłoby smutno, gdyby dostał kontuzji i nigdy nie wrócił do pełni sprawności🤠

Scenka rodzajowa druga: uuuu, fajne takie treningi z trenerem, nie? Nauczysz się jeździć lepiej. A nie, sorry, po sprawdzeniu kilkumiesięcznych "postępów" konia pod tobą jednak chodzi gorzej 😇

Scenka rodzajowa trzecia: chciałabyś żeby ci nogi nie latały? Lol, zabawne, nie umiesz tego zmienić z jakiegoś dziwnego powodu mimo starania się najlepiej jak umiesz 😋

Scenka rodzajowa czwarta: ooo, dostałaś konia w trening. Fajnie. Ale i tak nie nauczysz go ciągów albo lotnych, bo on nie chce albo nie umie, albo może to tobie brak wiedzy jak ogarnąć? 😘

Obserwuję na Facebooku dawna użytkowniczkę forum, która z ujeżdżenia przebranzowila się na balet, myślę że lepszego ruchu prawdziwy ujezdzeniowec zrobić nie może, taki masochizm ale z większą kontrolą nad efektem końcowym bo nie trzeba zgadywać co 500 kilowy zwierzak ma na myśli 🤣
busch   Mad god's blessing.
05 maja 2021 23:43
Also: za każdym razem gdy coś treningowo nie idzie, poświęć chwilę na zastanowienie się czy problemem tak naprawdę nie jest jakaś kwestia zdrowotna. Może robiłeś zwierzakowi krzywdę próbując? 🙃 A może po prostu nie potrafisz jeździć i to dlatego nie wychodzi? 😇 Poświęć górę pieniędzy i rok treningów, żeby się przekonać na pewno!
Aby odpisać w tym wątku, Zaloguj się